Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2013-03-20

Wojciech Jóźwiak

Niedosyt

Czuję niedosyt. Przewijając odcinki tego (tu oto) bloga znalazłem odcinek sprzed ponad roku, pt. Krąg kręgów – opisuję tam „superwarsztaty” według świeżego (wtedy) pomysłu, gdzie pewna liczba działań idzie równolegle i nieustannie 24 godziny na dobę, ludzie się wymieniają, ale kręgi działań trwają. Dzisiaj wpisując kolejną notkę na forum AstroAkademii miałem „przed oczami” kilka starych pomysłów na rozwinięcie astrologii i wlanie w nią świeższego ducha: jeden to skupienie pewnej grupy osób, praktykujących astrologię, którzy byliby „specjalistami” od pewnych horoskopowych wskaźników i w ramach wspólnego „projektu” badali siebie, jak te wskaźniki „widzą” u siebie od środka. Ta metoda działa, sam przy jej pomocy kiedyś w jakimś stopniu astrologii nauczyłem się. Drugi pomysł, to zebranie (na jakimś astro-obozie) pewnej liczby ludzi, którzy byliby dzieleni na grupy, tak, żeby członkowie takiej grupy mieli wspólny horoskopowy wskaźnik (ale go nie znali) – i ci ludzie następnie by się w pewien sposób samookreślali w ramach rodzaju wspólnej gry. Tę metodę wypróbowywałem bardzo ułamkowo i ona znakomicie działa. Też kiedyś, kiedy zaczynałam pracę z tarotowymi wizualizacjami, miałem pomysł na super-warsztat tarotowy, który by trwał 22 dni i każdy dzień byłby przeznaczony na eksplorowanie kolejnego atutu – różnymi sposobami, lekkimi psychozabawowymi i rysunkowymi, ale i ostrymi szamańskimi. Co łączy te pomysły, których zresztą mam więcej? To że nie zostały zrealizowane. Chociaż niektóre mają po kilkanaście lat.

Zastanawiam się dlaczego. W pewnej rozmowie niedawno „wyraziłem się” (tak to trzeba nazwać, bo zabrzmiało to bardzo poważnie jak odkrywanie jakiejś mądrości :), że żeby dojść do celu, to nie wystarczy mieć i znać ten cel, ale również znać i umieć realizować kolejne etapy prowadzące do tego celu. Więc chyba z tymi pośrednimi etapami coś nie gra.

A tamten niedosyt wspomniany na początku polega też na czymś takim, że mam poczucie, że wciąż coś mnie odrzuca od celów, każe mi zaczynać od początku. Zaczynać wciąż to samo. (Skoro już narzekam, to trudno, ponarzekam więcej.) Czuję się trochę jak dyrygent, który ma poprowadzić jakąś wielką symfonię, ale najpierw musi nauczyć ludzi w orkiestrze jak trzymać smyczki i jak się czyta nuty. No i czas leci, a on jest coraz lepszy, ale nie w dyrygowaniu, tylko w uczeniu trzymania smyczków, a tamta symfonia majaczy gdzieś równie odlegle jak dawniej.

Powyższe narzekanie niech będzie ćwiczeniem na rozpoznanie sprawy lub problemu. Projekty mają zwykle to do siebie, że należą do rzeczy, których nie ma. A o rzeczach, których nie ma, trudno jest mówić. (Po tym zresztą można poznać, że tych rzeczy naprawdę nie ma. O krasnoludkach mówić jest łatwo, chociaż ich nie ma, co dowodzi, że nie jest tak, że ich nie ma całkiem! Prawdziwe nieistnienie czegoś poznasz po tym, że to coś ci nie przychodzi do głowy, nawet w fantazjach. Co ma związek z tematem niewiedza, o czym było w poprzednim odcinku.) C.d., mam nadzieję, n.

Wojciech Jóźwiak

Komentarzy nie ma.