Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2013-02-14

amair

Nieczynna zajezdnia tramwajowa

Wybrałem się, aby pojeździć bez celu po mieście. W którymś momencie zniknęły gdzieś ostatnie znajome uliczki, a przede mną pojawił się znak mówiący o końcu drogi. Mimo to pojechałem dalej, ciekaw, bo nie znałem tych rejonów. Znalazłem się na jakimś peronie. Mogłem tutaj zawrócić, ale postanowiłem zostawić samochód i ruszyć dalej pieszo. Miejsce to okazało się nieczynną zajezdnią tramwajową ("Ale przecież w tym mieście nigdy nie było tramwajów"). Stare tory znikały zanurzone w połamanych kamieniach, a z tunelu wystawały dwa zniszczone wagony.
Wyjrzałem za ogrodzenie żeby zobaczyć dokąd prowadzą te nieużywane już od bardzo dawna tory, bo miejsce wydało mi się ciekawe i wystarczająco malownicze, aby wrócić tu kiedyś z butelką wina. Nie pamiętam by było widać cokolwiek znaczącego, ale odwracając się z powrotem zauważyłem nieopodal ludzkie zwłoki. To był młody mężczyzna. Leżał nagi z rozpostartymi ramionami. Wnętrzności miał chyba wyżarte, a nogi w znacznym już stopniu rozłożone. Chyba patrzył na mnie. Pod nim leżały starsze, zbutwiałe zwłoki, resztki ubrań i trumien. Dotarł do mnie odór rozkładu. W tym momencie zobaczyłem, że ktoś tu wszedł i jest obecny (bo miejsce okazało się być teraz jakimś pomieszczeniem). Meżczyzna był w wieku około sześćdziesiątki, brodaty i zwalisty. Pomyślałem, że jest podobny do Hemingwaya. Na jego nagim ciele widać było plamy gnilne, skóra lśniła, a brzuch miał wzdęty. Przypatrywał mi się.
Postanowiłem stąd wyjść. Kiedy go mijałem przykucnął, ale odprowadzał mnie wzrokiem. Jego źrenice były czarne, puste i matowe. Jakby pomalowane farbą do ścian. Nagle wstał i podszedł do mnie.
- Porozmawiasz z umarłym, czy będziesz się bał? - zapytał.
- Porozmawiam - odpowiedziałem. Czułem że inaczej się stąd nie wydostanę i muszę to zrobić.
- Jeśli mnie wysłuchasz, dostaniesz coś wartościowego.
Zgodziłem się. Zniknął na chwilę i wrócił ubrany w garnitur. Przedstawił się jako Jan Nowak i wyciągnął do mnie dłoń. Uścisnąłem ją pomimo odrazy. Zaczął swoją opowieść:
- Zabiłem człowieka. To było przed wojną, a ja byłem wtedy reżyserem.
- Ile miałeś lat?
- Byłem młodzieńcem wkraczającym w działanie, a tamten człowiek kręcił piękne filmy, na najlepszej taśmie jaką możesz sobie wyobrazić...
- Najlepszej jak na tamte czasy... - wtrąciłem głupio.
- Jasne, że jak na tamte czasy! - krzyknął.
W tym momencie pojawiła się kobieta. Była nieco młodsza od niego. Przedstawił ją jako Lolę. Miała włosy z trwałą, umalowane na jasny fiolet. Zbliżyła do mnie szyję, chcęc coś szepnąć na ucho. Pachniała przyjemnie. Nie zdążyła nic powiedzieć, bo Jan podjął przerwany wątek.
- Dźwięk w tych filmach był tak czysty, że sobie tego nie wyobrażasz, a obraz... Nie widziałeś nigdy czegoś takiego.
- Wszystko to, na miarę tamtych czasów, Janie... - znowu mu przerwałem.
- Ach, oczywiście! - rozsierdził się, więc siedziałem już cicho, a on mówił dalej:
- Człowiek ten robił najlepsze filmy i we wszystkim był ode mnie lepszy...
Tym razem przerwała mu Lola, mówiąc coś, czego nie usłyszałem. Chwycił ją za włosy, a ja poprosiłem, by zostawił "Lulę" w spokoju i kontynuował.
- Lolę, Lula to ta druga! - wrzasnęła kobieta i Jan puścił ją. Wróciliśmy do opowieści.
- Zabiłem go - ciągnał dalej Jan - za to, że robił najpiękniejsze filmy. Ja tego nie potrafiłem.
- Piekne - znów przerwałem - jak na tamte czasy, Janie. Jak na tamte czasy...
- Dziwisz się, że go zabiłem? - spojrzał na mnie.
- Trudno się dziwić. Trudno ci się dziwić - odpowiedziałem pojednawczo, chcąc już to wszystko mieć za sobą.
- Zostaję tu - powiedział. Nagle pojawił się szaroniebieski, nieduży pies i złapał go za rękaw. Złapał też mnie, ale wyrwałem mu się. Jan poddał się psu i pozwolił ściągnąć z siebie garnitur. Po czym położył się na ziemi.
- Możesz już odejść w spokoju - powiedziałem mu, mając nadzieję, że zakończyłem sprawę.
- Jeszcze jedno! - uniósł się i włożył mi coś do ręki - To jest klucz do mojej rodowej pamiątki. Jest nią skrzyneczka, w której znajdziesz dobrego burbona. - Potem zamknął oczy, a Lola pochyliła się nad nim.
Odszedłem w swoją stronę.

amair

Komentarzy nie ma.