Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2013-03-18

Krzysztof Wirpsza

Niebo i Ziemia
...albo o enneagramowej Jedynce i Dwójce - inaczej

foto2/niebo_ziemia_01.jpg


Jam to, nie chwaląc się, sprawił

Co kobiety najbardziej wkurza u nas, mężczyzn? Oczywiście to, że uważamy się za Bogów. Nasze ślepe oddanie mentalnym paradygmatom, które wiodą nas (ponoć) na barykady walki o lepsze jutro, rozśmiesza je i zanudza. Wpatrzony w sztandary moich koncepcji i wiedzy widzę świat sztywny, dokładnie taki jak sobie wymyśliłem. Każdy facet musi przejść przez to piekło. Ja to mam na przykład tak z enneagramem. Widzę świat podzielony na dziewięć szufladek, i nagle, nie wiedzieć kiedy bach! on taki jest. Jestem Bogiem. Jak zacznę wszystkim opowiadać o tym co to znaczy, że Pan X jest tym typem enneagramu, a Pani Y tamtym, jakie to ma niuanse i smaczki, to wszystkim oko wyłazi na wierzch. Mam swoich wiernych, choćby na tą jedną słodką chwilę. No właśnie, na chwilę. Bo jak potem w tydzień później dojdę do wniosku, że jednak się myliłem, że jednak Pan X i Pani Y są zupełnie innymi typami, i z równym przekonaniem zaczynam agitować jakie to ważne i jak o nich świadczy – to publika dyskretnie ziewa. Niektórzy po prostu wychodzą. Zmęczył ich ten spektakl.

Ja z enneagramem, a pobratymcy mojej płci – na różnych innych swoich konikach. Takie męskie opowieści o tym jak coś działa, albo jak to w życiu (w polityce, w duchowości, w samochodach, w alpinistyce, w zarabianiu kasy, etc) jest. Pół biedy jak współrozmówca prelegenta ma coś do powiedzenia w tej kwestii, albo jest z podobnej bajki. Spotyka się dajmy na to trzech znawców Żółtej Ciżemki, i dawaj o Żółtej Ciżemce. Jest to nawet sympatyczne, bo każdy o tej Ciżemce coś powie. Każdy z nich ma o Żółtej Ciżemce jakieś przemyślenia, coś czytał, coś wie. Gorzej jak taki nieszczęśnik nie ma o Żółtej Ciżemce nic do powiedzenia. A ten, co wygłasza mówi od pół godziny i nawet tego nie zauważył! To jest nagminna negatywna cecha męskich wykładów – zero empatyki żadnej. Jesteś tu jako słuchacz jedynej słusznej teorii, kropka. Będziesz słuchał do rana, a ja ci tu będę wykładał jak to z Kaczyńskim, jak to z NLP, jak z historią Pendżabu, jak z Żółtą Ciżemką, i tak dalej. I w ogóle (ups) nie zauważę, że cię to guzik interesuje. Taki ze mnie inteligent – ha! Taki ze mnie Spostrzegawczy Badacz! Widzę swoim okiem Wszechświaty, a nie dociera do mnie wcale (ale to wcale), że ledwie mnie słuchasz, że są to dla ciebie są jakieś zupełnie - pfu! - dyrdymały.

A jeżeli jeszcze, nie daj Bóg, słuchaczem kobieta – nooo, to już wtedy naprawdę kłopot. Im jest z tym trudno, kobietom znaczy. One są znacznie bardziej uprzejme, uległe, można powiedzieć, całą tą swoją ofiarną Ziemską uległością. I jak im ględzimy, ulegle słuchają. Co mają robić? Mają nadzieję przeczekać. „Pogada sobie, pogada – myślą – o tych wszystkich Kosmosach, Siódmych Niebach, sposobach na Księżyc – może wtedy wreszcie zainteresuje się co u mnie słychać.” I przeczekują. Ale sęk w tym, że połechtany chętnymi uszyma Tytan często ani myśli zaprzestać. Słuchają go – znaczy ma rację. Znaczy przydają się na coś te jego kalafiory. No to dawaj, więcej. Zobaczy szanowna pani, jak to doskonale można zwerbalizować nienazywalne!


Plamka napstrzona przez muchę

Mamy Niebo i Ziemię. Niebo jakie jest każdy widzi – nieskończony Kosmos. Dużo można by mówić o rozmaitych prawach jakie tym rządzą. Tylko, że kto (w dzisiejszych czasach) ma czas tego słuchać? A Ziemia jaka jest, też każdy widzi – w porównaniu z tym kolosem-Kosmosem, takie błe. Taka maleńka plamka, jakby ją mucha napstrzyła, z przeproszeniem. Co wybieramy? Oczywiście każdy już na wstępie wybiera Kosmos. Kosmos jest duży, można o nim tyle powiedzieć. Co można powiedzieć o plamce. W dodatku napstrzonej przez muchę, nikt nie chce być napstrzony przez muchę. Nieważny. Mikroskopijny, w przypadkowym miejscu Galaktyki. Dlatego każdy wybiera Kosmos.

Ale, ehem. Ziemia zawiera wszak jedyną rzecz, której Kosmos nie ma. I mieć nie będzie. Życie. Życie w Kosmosie nie utrzymałoby się. Dlaczego? Na przykład dlatego, że zimno. Poza tym nie ma co jeść, nie ma po czym chodzić, ciemno jak w d... Masa powodów. Natomiast na Ziemi – owszem. Pięknie. Szczypiorek wschodzi, tygrysy skaczą, sokół leci. A to wszystko przez szczyptę pokory. Ziemia nie chciała być kolosem kosmicznym, dobrowolnie zrzekła się ranienia naszych uszu wykładem. Skromnie wybrała kobiecy mikrokosmos, bez odznaczeń i przemów, bez fanfar, za to utytłany w zupce i bylejaki. Ale właśnie dzięki temu mogliśmy zobaczyć te wszystkie cuda-wianki, rzeki, doliny, ruczaje, o których w Niebie – ni słychu.

Widzimy, że istotą Ziemi jest akt wyrzeczenia. Ziemia pokornie wyrzekła się spraw Wielkich, jest przypadkowa, mała, bura i – powiedzmy to sobie wprost – nie liczy się. Tylko, że w związku z tym uzyskała biosferę. A z biosferą - naturę, czyli zwierzęta, rośliny, kolory i oceany. W tym akcie uległości zawarta jest cała jej cicha moc. Niebo jest kreatorem, to od niego się wszystko zaczęło. To ono stworzyło materię, cząsteczki, fotony, to ono zamanifestowało dowolne tzw. prawo (czyli przekonanie Kosmicznego Umysłu, że jest tak, lub siak). Gaja poddaje się, bierze to wszystko, przyjmuje. Bierze światło, bierze ciepło, bierze pokarm. Patrzy dookoła zadziwiona, zawsze na nowo, zawsze pierwszy raz. Łał, jak mój kot, który zobaczył ścianę. Uszki po sobie, grzeczna, nie narzeka. Bierze te wszystkie prawa i się posłusznie do nich stosuje. Wytwarza miękkie, uległe i rozkosznie kłębiące się bagienko.

I ono nic innego nie robi tylko to jedno.

Bierze co dają.

Ale też płaci za swój świątobliwy akt wielką cenę - poczucie bycia ofiarą.

Każde żywe stworzenie w bagienku będzie się czuło małe wobec ogromu. Będzie podziwiało ten Kosmos, wielbiło jego grozę, czuło przed nim nabożną część. Bo co jeśli kosmos nie da? Wówczas nie będzie co wziąć. Nie będzie do wzięcia pokarmu, światła, ciepła, gleby. I co wtedy?

W obliczu odcięcia zasobów żywe stworzenie czuje się słabe, ograniczone, chwiejne i przemijające. Jego życie -- krótkie i nic nieznaczące – jak plamka napstrzona przez muchę. Jego ciało podatne na rozmaite uszkodzenia, wiecznie walczące o przetrwanie, będzie się starzeć, chorować, umierać. Każde dziecko Gai jest nie tylko cudownie miękkie i prężne. Nie tylko żywe, kochane i piękne.

Jest także – przynajmniej potencjalnie – padliną.


Kosmos i plamka

Jak to się stało, że Kosmos wytworzył plamkę? Po co mu to było? Taki duży, nieśmiertelny kosmos i taka mała beznadziejna plamka. Innymi słowy, co naturze z tego, że wytworzyła białko, a z nim organizmy żywe? Już Lem chciał to wiedzieć. Śmiejąc się próbował rozwiązać dylemat, posądzając o sprawstwo przypadek. Oto dwóch pijanych kosmitów wylądowało na, podówczas niezamieszkanej, Ziemi, i nabrudziło, narozlewało tu substancji organicznych, z których drogą przypadkowych reakcji wzięło się życie. To jednak nie odpowiada na pytanie, i Lem pewnie o tym wiedział (dlatego się śmiał). Ci dwaj kosmici też posiadali jakieś ciała, a zatem też ktoś kiedyś ich musiał stworzyć. Kto stworzył pierwszego kosmitę? Znów, pytanie o to, jak to jest, że nieskończony wszechświat tworzy skończoną istotę, która w swej świadomości ma go odzwierciedlić.

Brzmi trochę tak, jakby Wszechświat chciał zobaczyć jak to jest być małym – i jak jest widzieć siebie z jakiejś innej niż on sam perspektywy. Jak to będzie, powiada, gdy spojrzę na to oczyma istoty skończonej, śmiertelnej? Niewątpliwie będzie to wyrzeczenie. Niewątpliwie potrzeba nie lada pokory, jeśli się jest Kosmiczną Świadomością, i z własnej woli, wchodzi się ludzkie ciało. Albo dajmy na to – w ciało kota.

Pytanie: po co ktoś miałby się tak dręczyć? Dlaczego Słowo miałoby na własne życzenie stać się Ciałem, które, jak wiadomo, miałkie jakieś takie, kleiste i brzydko pachnie? Odpowiedź proponują tu rozmaite metafizyki mniej więcej podobną: Wszechświat chciał zobaczyć sam siebie. Chciał usłyszeć własne wywody – jak Słuchaczka, która pokornie wysłuchuje Wykładu. Zaraz, zaraz, może niekoniecznie „pokornie”. I może wcale nie „wykładu”. Być może po prostu wywiązało się tu ciepłe uczucie? Oczywiście chodzi nam o uczucie pomiędzy Wszechświatem, a jego Odbiorcą. Na tyle ciepłe, że Odbiorca, niczym zakochana kobieta, powiedział do Wszechświata: „Kochanie, jak ty pięknie mówisz...”

foto2/niebo_ziemia.jpg


Atrybucje tarotowe

Jak się przyjrzymy, to zobaczymy, że Ziemia jest w stanie tarotowego XII.Wisielca. Popełniła celową ofiarę, po to, aby móc usłyszeć (zobaczyć) swoje ukochane Niebo. A właściwie – to Wszechświat chce tu usłyszeć/zobaczyć sam siebie. Mieć wgląd – przez zmianę punktu siedzenia. Jedna jego twarz, ta Kosmiczna, wysyłająca sygnały – nazwana zostaje Niebem. Druga – ta cielesna, odbiorcza – Ziemią. Ziemia doświadcza Nieba – odwrotnie nie może być. To Ziemia przecież posiada cielesne zmysły, których Niebo nie ma. Ale stając się Ziemią, Wszechświat musi zapłacić cenę. Musi się ograniczyć. To (pozorne!) wyrzeczenie, prowadzi do nabrania przez Wszechświat zupełnie nowej perspektywy. Wisielcowe odwrócenie układu odniesienia służy tu obopólnej nauce. Ziemia jest Wszechświatem, który wyrzeka się Nieskończoności (Nieba), a w zamian zyskuje Skończoność (Życie). Zwracając się stąd ku Niebu uczy się o swojej prawdziwej wartości i pochodzeniu, ale w zupełnie nowym, pełnym pokory ujęciu. Niebo jest Wszechświatem, który opowiada siebie Istotom Żywym (Ziemi), i uzyskuje od nich w zamian Chętne Ucho. Lądując w ogrodach Ziemi uczy się lekkości i spontaniczności – bo tu na dole trwa przecież nieustanna improwizacja.

Ziemia jest tą częścią Wszechświata, która chce się cieszyć i odbierać bodźce. Niebo jest tą częścią, która chce się przejawiać i opowiadać o sobie. Ziemia jest uzależniona od swojego ukochanego, uwielbia go słuchać. Ale nie ma w tym nic wstydliwego – jej naturą jest przecież zależność. Jej sens polega na tym, że odbiera bodźce, jakie do niej płyną, oraz polega na nich. Pamiętajmy, że nikt tu nad nikim nie dominuje. Oboje, Niebo i Ziemia, są iluzją. Role jakie przyjęło każde z nich są umową, i jako umowa – służą określonym funkcjom. Wszechpotężne Niebo wytworzyło – w iluzji – miękką skończoność ciała, w konkretnym celu. Po to mianowicie aby istniało coś, co mogłoby Go (Nieba) doświadczyć. Niebo (mężczyzna) oducza się tu bufonady, tępoty emocjonalnej, i ego-maniactwa (karta XI.Moc), uczy się natomiast – mieć Dobry Humor i Szczęście (w tym do trafiania na właściwe audytorium) – karta I.Mag. W ten sposób wychodzi z iluzji. Ziemia (kobieta) oducza się wstydu, fałszywej świątobliwości i czucia się ofiarą (XII. Wisielec), na rzecz doświadczenia Zrozumienia skąd pochodzi i czym jest Wszechświat – wyrażonego w karcie II.Arcykapłanka. I w ten sposób to ona – budzi się ze snu.


Krzysztof Wirpsza



Krzysztof Wirpsza

Komentarzy nie ma.