Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2002-06-08

Wojciech Jóźwiak

O neopogaństwie
Neopogaństwo: różnice i podobieństwa do mojej drogi


Wypowiedź w grupach "taraka.warsztaty" i "taraka.prahistoria"

Jak do tej pory, z żadną z polskich (ani zagranicznych) grup neopogańskich nie utrzymuję stosunków, chociaż nie wykluczam,że z niektórymi spośród nich (grupami lub osobami) idę w tym samym kierunku i po zbliżonej drodze. Z tych neopogańskich grup, o których czytałem, najsympatyczniejsze wydaje mi się towarzystwo stworzone przez prof. Ignacego Dankę w Łodzi - "Ausranie" - o ile jeszcze ono istnieje. Kiedyś byłem na spotkaniu-wernisażu czy jak to nazwać prowadzonym przez ludzi z towarzystwa pana Lecha Emfazego Stefańskiego (którego osobiście nie znam i którego tam nie było), ale nie wywarło to na mnie głębszego wrażenia.
Kiedy zastanawiam się, co właściwie różni mnie od tych, którzy deklarują się neopoganami, widzę jedną dość podstawową różnicę. Otóż wydaje mi się, że neopoganie kładą nacisk na treść: na treść wierzeń, objaśnienia obrzędów, imiona bogów, a dalej próbują tworzyć "kościoły", organizować się, definiować swoje wierzenia itd. - podczas gdy mnie ważniejsze wydają się doświadczenia, oraz prowadzące do nich działania i ich techniki. Dla mnie ważne jest to, co się dzieje - za to to, jak się zorganizować, jak się nazwać jako grupa, i czy w ogóle ludzie, którzy zbierają się, aby coś robić, mają się od razu definiować jako grupa - to mnie raczej nie interesuje. To, co jest cenne i "o co chodzi", jest ulotne i trwa tylko w tym momencie, nie daje się zatrzymać przez nazwanie tego "religią", dogmatem, ani imieniem jakiegoś domniemanego bóstwa.
Dlatego skupiam się raczej na sposobach. Mogę komuś pokazać, jak się buduje szałas potu albo jak się usypuje ścieżkę do chodzenia po ogniu, ale nie znam sposobu, aby pokazać mu jakiegoś ducha, nie mówiąc o jakimś bogu.
Nie da się wskrzesić słowiańskich (ani innych) bogów przez powtarzanie ich imion ani przez obmyślanie systemów, w których zostaną zdefiniowani. Bogów nie można wymyślić, muszą objawić się sami. Ich objawienia są faktem i zdarzają się, podobnie jak zdarzają się zjawiska uważane za cudowne: uzdrowienia, czytanie w myślach, bilokacje, lewitacje, spotkania ze zmarłymi itd. Ponieważ nie jest w ludzkiej mocy (w mocy znanych mi ludzi) ściągnąć bogów lub duchy na upatrzone miejsce, więc póki ich nie ma, trzeba robić to, co jest dla nas możliwe, a nie udawać, że się stworzyło nową religię.
Poza tym nie należy udawać, że nie wiemy, zapomnieliśmy albo nigdy nie wiedzieliśmy, co się wydarzyło od czasów, kiedy zaprzestano składać ofiary dawnym bogom, słowiańskim albo innym: że poznaliśmy chrześcijaństwo, judaizm, buddyzm, także teorię ewolucji, nowoczesną fizykę itd., że czytaliśmy Junga i Wittgensteina. (A jak ktoś nie czytał i nie zna, to tym gorzej dla niego.) Jeśli powstanie kiedyś jakieś nowe pogaństwo, to będzie musiało wszystkie te fakty wziąć pod uwagę.
To wszystko jednak nie oznacza, że pamięć o dawnych słowiańskich (i innych) etnicznych, rodowych religiach nie jest ważna. Bo jest. Warto z szacunkiem myśleć o dawnych świętych imionach (jak Perun, Świętowit i inne), znać dawne wierzenia (że np. dusze zmarłych czekają na następne wcielenie pod postacią polnych kwiatów), darzyć szacunkiem rzeczy święte dla naszych przodków: ogień, dąb itd., robić "specjalne" rzeczy - a więc także urządzać święta - w porze roku, która dla nich była święta, na przykład na letnie przesilenie. Wszystko to buduje most ku naszej zapomnianej przeszłości i sprawia, że staje się ona jakby trochę mniej zapomniana. Wraz z tą przeszłością zapomnieliśmy swoją duszę, i to, o czym mówię, jest sposobem - w jakimś stopniu - na przywołanie tej zagubionej duszy.
Jeśli w wyniku działań w rodzaju tych, które ja podejmuję i podejmują inni, wszystko jedno, czy nazywają to neopogaństwem, czy neoszamanizmem, czy inaczej, lub nie nazywają wcale (ja najchętniej bym wcale nie nazywał), powstanie kiedyś jakaś bardziej określona Droga, to nie będzie ważne, czy będzie ona kontynuacją dawnego pogaństwa czy czymś zupełnie nowym, bo również dawne pogaństwo, gdyby historyczne okoliczności pozwoliły mu trwać i się rozwijać, byłoby teraz czymś całkiem innym, niż to, którego domyślamy się dla czasów sprzed tysiąca lat.

Wojciech Jóźwiak

Wojciech Jóźwiak

Komentarzy nie ma.