Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2017-12-27

Wojciech Jóźwiak

Napiórkowskiego. Wernakularna ezoteryka

Marcin Napiórkowski
Marcin Napiórkowski
Z: mitologiawspolczesna.pl
Marcin Napiórkowski (a właściwie jego tekst) drugi raz pojawił się wśród znalezisk Taraki. Prawie rok temu zwróciłem uwagę na jego pracę pt. „Zrozumieć tych, którzy nie rozumieją” – o konieczności dyskusji z tym, co zwykle nazywane jest „pseudonauką”. Już w tamtym tekście pojawia się to rzadkie słowo: wernakularny. Oto: „teorie naukowe toczą walkę z wernakularnymi odpowiednikami tworzonymi przez amatorów, [a lista zagadnień] obejmuje medycynę, politykę, socjologię, historię, psychologię...” Dosłownie wczoraj znalazłem i dołączyłem do znalezisk drugi artykuł jego i jego kolegów (i jednej koleżanki), gdzie tamto słowo kusi (a może straszy?) już w tytule: „Kultura wernakularna. Antropologia projektów nieudanych”. Od razu mnie tkało: to o nas? Lektura natychmiast wyjaśniła: tak, o nas! Astrologia i reszta ezoteryki należą do sektora kultury wernakularnej. My, którzy ją uprawiamy, należymy do wernakularnej części świata. Nie tylko Descola – również Napiórkowski nas policzył.

Słowo „wernakularny”, poprzez ang. vernacular, z łacińskiego vernaculus: „domowy, tubylczy”, co od (pochodzenia etruskiego) verna: w domu urodzony niewolnik lub niewolnica. Słowem tym nazywano najpierw „języki wernakularne”, czyli etniczne i ludowe, żeby odróżnić je od uczonej i wysokiej łaciny. Przyjęło się w angielskim na określenie „wernakularnej architektury”: vernacular architecture, czyli lokalnego, „ludowego” sposobu i stylu budowania domów. (Ciekawe, że w Wikipedii obok tego hasła po angielsku są Lietuvių, Português i Russkij, a polskiego nie ma.)

W nowoczesnym i socjologicznym sensie, „wernakularny” to pozasystemowy, a „wernakularna kultura” składa się z działań niesystemowych, nieplanowanych, nie-centralnych i nie-profesjonalnych. Napiórkowski (z zespołem) wyliczają jej cechy; jest oto:

Tyle mikro-streszczenia, po którym stanowczo zalecam przeczytanie tekstu.

Wojciech Jóźwiak

Komentarze: 30

1. Robin Chudł • autor: (2017-12-28 09:08:09)

Dobre. Jesteśmy wernakularyści. Na plus dodać, że od uwierającego ziarna piasku rodzi się perła. Jeżeli ma powstać nowość, musi chyba być to wszystko (amatorszczyzna, bieda, kwestionowanie, etc). Inaczej - od czego by się tu odbić? :) "Odbijamy się" od tego buntu, bo "niezbuntowani" zapewne robilibyśmy tak jak wszyscy. A bunt boli. To chyba Czwórka, enneagramowo patrząc. 
I chyba automatycznie wyjście ponad komercję (bo czymże innym sugeruje się zasobny nie-wernakularysta) wiąże się z tego typu partyzantką. Chcesz mieć romantyczne i ciekawe życie? Dawaj do lasu Sherwood i za Robin Hooda. 
A że ktoś raz na jakiś czas twierdzi, że przekroczył i to i to? Bóg z nim. 

[foto]2. Niech nas liczą (paradygmatyczni dogmatycy) • autor: Arkadiusz (2017-12-28 11:33:46)

My obserwujemy i liczymy ich,  więc układ jest uczciwy. Jako że czytam obecnie Sheldrake’a "Nauka. Wyzwolenie z dogmatów" to wspomniana jest tam książka Thomasa Kuhna "Struktura rewolucji naukowych",  w której autor pisze,  że w okresach "normalnej" (dominującej)  naukowości (tu możemy dać : kultury) większość podziela obowiązujący model rzeczywistości i sposób zadawania pytań. Ten paradygmat wyznacza zakres możliwych pytań i możliwych odpowiedzi. Wszystko co jest poza zostaje odrzucone. Pomijane anomalie kumulują się i rosną w siłę. Po dojściu do przełomowego punktu rozpoczyna się rewolucja,  otwierają się horyzonty myślowe,  odrzucone fakty zostają uznane,  na końcu stają się podstawą nowego paradygmatu. Dlatego nie ma potrzeby się obrażać,  to w pewnym sensie naturalne. Materialistyczni kapialistyczni dogmatycy są teraz grupą trzymającą władzę,  siły i środki , my możemy ich lekko (na razie )  podgryzać. 

3. stanowisko nauki • autor: (2017-12-28 12:25:23)

Niestety obowiązujący od dawna paradygmat naukowy jest już z lekka nieświeży. Racjonalizm wydaje się jest już zbyt nadęty. Mam na myśli ten oświeceniowy prąd walki z wszystkim, co nie da się ująć i zbadać szkiełka okiem. W tym z zabobonami i przesądami. Owszem, to może było dobre w XVIII i XIX wieku, gdy prosty lud był tępy jak kłoda drewna, a mało nawet było takich, co umieli policzyć do dziesięciu. Ale dziś, to jest już od końcówki XX wieku, to wahadło już za bardzo się wychyliło. Pora na zmianę warty. I nie pomogą już tu "racjonalne okrzyki": precz z amatorszczyzną,precz z wernakularystami. Od momentu zaistnienia Internetu nastąpił nowy krok w historii ludzkości. Polega on na totalnym egalitaryzmie nauki i wiedzy. Odtąd, dawny epitet: amatorszczyzna, nabiera teraz całkiem innego znaczenia.   

[foto]4. > Krystian Defer: złudzenia naiwne • autor: Wojciech Jóźwiak (2017-12-28 14:41:54)

Złudzenia! Bardzo podobne do tych, że system władzy jest "demokratyczny".

5. Uczelnie • autor: (2017-12-28 16:22:23)

Internet to jest epokowy wynalazek i spowoduje on nie tyle upadek Uczelni i Uniwersytetów, ale będą się musiały te szacowne instytucje mocno dostosować właśnie do Internetu. Być może Uczelnie de facto przeniosą swą aktywność właśnie do Internetu czyli on line. A co do demokracji, to nic lepszego dotąd nie wymyślono. 

[foto]6. Zgadzam się • autor: Arkadiusz (2017-12-28 16:44:45)

Również uważam, że mimo dużego uznania roli internetu, jest on wciąż powszechnie niedoceniany jako narzędzie, które zmieni świat. Nigdy w historii ludzkości nie było narzędzia,  które praktycznie zrównuje możliwość wyrażenia swojej prawdy przez każdego człowieka na planecie,  który ma na to ochotę. Skutki kulturowe,  społeczne,  polityczne itd.  dopiero przed nami. 

[foto]7. Robin Chudł, ad Krzysztof Wirpsza • autor: Wojciech Jóźwiak (2017-12-28 21:11:59)

Tak, Napiórkowski nas policzył jako wernakularystów, a wcześniej Descola nas policzył jako analogistów. Musimy nauczyć się jakoś nieść oba te wstydy. Razem z innymi, bardziej znanymi: że żyjemy na peryferii, mówimy marginalnym językiem, mamy znikomo niską sprawczość... itd.

[foto]8. Gdy tak czytam... • autor: Mirosław Piróg (2017-12-29 14:00:03)

Gdy tak czytam Twoje, Wojciechu, zmagania z Descolą, wernakularyzmem, to mi się pojawia obraz heglowskiej sowy Minerwy, która wylatuje o zmierzchu niosąc samoświadomość. A ponieważ po zmierzchu jest nowy dzień, to zobaczymy, co on przyniesie.
A nawiązując do internetu - oferuje on mnóstwo gotowych pakietów "wiedzy" którą można uzyskać bez wymagającego wysiłku intelektualnego (i nie tylko) doświadczenia, trzeba tylko nacisnąć "download". Nie oferuje też internet żadnych kryteriów, które by pozwoliły coś wartościowego odsiać od masy wypocin - umysł nieprzygotowany do konsumpcji owej "wiedzy" popada często w totalny chaos. W sumie otrzymujemy sytuację, którą bym porównał do takiej, gdy gromadzie przedszkolaków dajemy kluczyki do szybkich samochodów i mówimy: "Hulaj dusza, macie nieograniczony acess".

[foto]9. Internet, jest kryterium m.z. ważniejsze • autor: Arkadiusz (2017-12-29 14:34:32)

Kryterium naszej ciekawości,  naszego rezonansu,  naszego stanu świadomości. To my szukamy,  a nie narzuca się nam wiedzę odgórnie. A  skuteczność będzie miarą prawdy. Jeśli coś będzie nam działać i dawać satysfakcję to świetnie. Jeśli przestanie,  będziemy szukać dalej. Czyż nie jest to skuteczniejsza ścieżka rozwoju indywidualnego? Autorytetem będzie nasza wewnętrzna potrzeba. 

[foto]10. Descola i Napiórkowski • autor: Wojciech Jóźwiak (2017-12-29 14:34:58)

Mirosławie, i analogizm, i wernakularność w ezoteryce, z moją ulubioną astrologią na czele, drażniły mnie od początku, jak tylko w to zaczynałem wchodzić. Jedno i drugie sprawiało i sprawia, że ezoteryka jest taka kluchowata i ciapowata, infantylna, nigdy nie dojrzewa, zawsze wymaga dla siebie ulgowej taryfy intelektualnej. Widziałem to i czułem, ale nie miałem słów-pojęć, żeby to nazwać. Dopiero niedawno Descola dostarczył pojęcia ontologia analogizmu, a Napiórkowski pojęcia kultura wernakularna. Trudno, będę bił się o nie-analogistyczną i nie-wernakularną ezoterykę, tak dopomóżcie mi Duchy Szamanów w boju z kluchami i infantyłami.

[foto]11. Tak, panie Arkadiuszu,... • autor: Mirosław Piróg (2017-12-29 23:21:06)

Tak, panie Arkadiuszu, ma pan całkowitą rację. Nie ma nic ważniejszego niż skuteczność, czyli kryterium pragmatyczne. Nie może ona jednak odnosić się tylko do autoerotycznie rezonującego indywiduum, co daje mu satysfakcję i iluzję rozwoju. Co do jakości powstającego w wyniku owej rezonacji ezoteryzmu polecam słowa Wojciecha powyżej. W większości rodzi owo rezonowanie zamknięte, egoiczne światy indywidualnych wyobrażeń, dosyć słabo dostępne dla innych. No, chyba że zostaniemy wyznawcą jakieś wizji. Twórcy tych światów działają na zasadzie, że "czucie  i wiara " mówią do nich więcej niż....no właśnie co? Bo nie "mędrca szkiełko i oko". To odmienne ontologie, używając języka Descoli. Sprawa wymaga refleksji, w dodatku w intersubiektywnie zrozumiałym języku.    

[foto]12. Prawda Panie Mirosławie • autor: Arkadiusz (2017-12-30 11:15:08)

Sprawa jest bardzo skomplikowana, nie do wyczerpania w komentarzach. Bo jest sporo pytań, np. co jest prawdziwą wiedzą a co infantylnymi bajkami, czy istnieje jedna obiektywna prawda czy tylko subiektywne (cząstkowe) prawdy, kto ma ocenić czyja prawda jest bardziej prawdziwa, czy jej źródłem może być intuicja czy/i czysty racjonalizm, czy (swoją) prawdę można innym narzucać, co z wolnością i skutecznością dochodzenia do prawdy, czy zakładając istnienie obiektywnej (źródłowej?) prawdy szybciej do niej dojdziemy poprzez swobodną "demokratyczną" grę "pakietów" prawd czy poprzez odgórne narzucanie jednego obowiązującego paradygmatycznego "pakietu" prawdy. 
Dlaczego napisałem wcześniej o rezonowaniu w przypadku dochodzenia do wiedzy? Piszący o poziomach świadomości piszą o tym, że możemy doświadczyć (zobaczyć) tylko to, co jest zgodne z naszym poziomem świadomości, nic co wyżej nie jest dla nas widoczne a więc nie będzie zrozumiałe. Dotyczy to również mędrca z jego szkiełkiem i okiem. On też ma ograniczenia. Każdy jest w swoim procesie na jakimś etapie, możemy więc mówić o prawdzie etapu. Są też drogi/sposoby doświadczania, opisuje to przykładowo enneagram, albo kosmogram urodzeniowy - to parametry naszej umysłowej anteny. Byron Katie pisze, że każdy opowiada swoją historię, J. Bzoma, że skutek jest praprzyczyną wszystkich przyczyn do niego prowadzących, Aurobindo, że zdobywamy wiedzę poprzez stawanie się nią, a nic czego nie mamy już w sobie nie zostanie przez nas dołączane, wyśmiewany przez Was Goswami, że świadomość powstaje w akcie hierarchii splątanej dzielącej doświadczenie na doświadczający podmiot i obiekt tego doświadczenia. Dlatego trzeba zauważyć ryzyko (enn. 1 i 8) odgórnych kryteriów wiedzy oraz korzyść pewnej radykalnej wolnej amerykanki myśli.

[foto]13. cd. • autor: Arkadiusz (2017-12-30 11:17:23)

Co nie znaczy, że nie widzę ryzyka w postaci różnych bredni, w które możemy wierzyć. Ale to może być tylko nasza prawda etapu, z nadzieją na dalszy rozwój.

14. Kto znalazł świat.... , odp. Wojciech Jóźwiak • autor: (2017-12-30 15:51:25)

... pytanie, Wojtku, czy istnieje jakaś droga bez "wstydu".  Mainstream (jak nazwać nie-wernakularystów i nie-analogistów?) mówi o nas: o, jaki pan głęboki, oo, jak ja bym też chciał tak, tylko nie mogę, bo mam kredyt ooo, jak pan czas znalazł na takie ciekawe rzeczy, żeby się tak Interesować? Ooo, jaki Pan jest Naprawdę Ciekawy Człowiek z Pana, żeby Jednak tak Niekonwencjonalnie Patrzeć, w sumie, takich Ludzi Mało (Jednak, proszę przyznać). Ooooo i jaka ja jestem Naprawdę Dumna, że mogę Pana przestawić mojej znajomej Pani Kazi, bo ja to przy Panu w sumie taka Szara Mysz, no nic dobrego.
Czyli oni też się wstydzą. Czyli może pomaga to zobaczyć (mnie pomaga), że Tam też jest słabo, nie tylko Tu. 
Korci mnie żeby napisać "kto znalazł świat, znalazł trupa", dla czystej prowokacji :) A gdyby to w ten sposób rozumieć?

[foto]15. Droga bez wstydu • autor: Wojciech Jóźwiak (2017-12-30 20:28:42)

@Krzysztof Wirpsza: Wstyd jest uczuciem społecznym, i jak uczy enneagram, jest równy niedowartościowaniu, odrzuceniu z powodu niespełniania jakichś standardów. Ktoś się wstydzi, ponieważ źle mówi po polsku, nie spełnia standardów j. polskiego. Ktoś wstydzi się podobnie za swój niedorobiony angielski. Astrolog wstydzi się za swoją astrologię, że ta nie dorasta do standardów nauki. Można obrażać się na to, co zawstydza, ale lepiej jest sobie te powody wstydu uświadomić i spróbować coś z nimi zrobić. Myślę też, że w tych procesach wstydu/dumy wiele robi poczucie że ma się wsparcie w społeczności. Silne instytucje strzegące standardów są jednocześnie silnymi grupami wsparcia dla swoich członków. Tak jest z instytucjami naukowymi, na zachodzie bardziej niż u nas. Ale "tak ma" nie tylko nauka. Warto się temu przyjrzeć. Może okazać się, że to na co cierpimy, to brak twardego zakonu. W "Świat na nowo i inaczej się dzieli?" czytam tekst Witolda Sokały. Sokała mówi z mocą -- i jest masonem. Być może te dwie rzeczy pozostają w związku: bo ma oparcie w tamtym twardym zakonie.

[foto]16. Dorastanie do standardów nauki • autor: Przemysław Kapałka (2018-01-01 11:15:42)

Co do tych standardów nauki, to miałbym takie pytanie: Czy fizyka w czasach Galileusza dorastała do tych standardów? Pytam o standardy dzisiejsze, żeby nie było wątpliwości. Czy spełniała dzisiejsze kryteria naukowości? O odpowiedź proszę Wojtka, jako byłego fizyka. Po jej przeczytaniu dopiszę ciąg dalszy (albo i nie dopiszę).

[foto]17. Co do artykułu • autor: Przemysław Kapałka (2018-01-01 11:52:40)

Nie znalazłem w sobie dość zapozaparcia, żeby ten artykuł przeczytać uważnie. Wiecie, jak go odebrałem? To tak, jakby ktoś poczynania dzieci, ich zabawy, próby rozwiązywania ich własnych problemów, opisywał i oceniał kategoriami nauki, poddając je ścisłym logicznym analizom, naukowo oceniając każdą zabawę i każde poczynanie tak, jakby były nieudanymi próbami naukowych rozwiązań. Autor ma swoje jednostronne spojrzenie na zjawiska i jednostronnie je ocenia. Zarzuca zjawiskom wernakularnym, że udają coś, czym nie są, a sam postępuje podobnie - opisuje je jako coś, czym nie są i w swej większości nie próbują być.Wyrywkowo: altanki na działkach, niektóre, może i są nieudanymi naśladowania tego, co profesjonalne. Ale przynajmniej część jest po prostu postawiona na miarę swoich potrzeb i możliwości, bez pretensji do czegokolwiek. Jeszcze się wyrywkowo przyczepię:
nikt nie rozumie już świata w całości
To kiedykolwiek ktoś go rozumiał w całości? Chciałbym tego kogoś poznać.
Kultura wernakularna, tak jak ją rozumiemy, nie jest odpowiedzią na „kulturę wysoką”, „hegemoniczną” czy „dominującą”, lecz na samą złożoność świata,która wszystkie te zjawiska umożliwia.
A może ona nie jest odpowiedzią na nic? Tak, jak większość dziecięcych zabaw nie jest odpowiedzią na nic? Tak, jak to, że wczoraj słuchałem Pavarottiego użerając się z dzieckiem, nie było odpowiedzią na nic, tylko po prostu słuchaniem muzyki w warunkach dostępnych?Żałuję, że tacy ludzie zabierają się do opisywania zjawisk świata.

[foto]18. Galileusz • autor: Wojciech Jóźwiak (2018-01-01 12:05:41)

Przemku, odpowiadam: w czasach i osobie Galileusza fizyka dopiero powstawała, więc trudno ją porównywać z tą obecną. Ale kilka odkryć i pomysłów Galileusza weszło do kanonu fizyki, więc z perspektywy można sądzić, że sprostał standardom nauk ścisłych.

[foto]19. Wilber proponował teorię... • autor: Arkadiusz (2018-01-01 13:27:27)

Wilber proponował teorię integralną, Aurobindo jogę integralną, ja proponuję naukę integralną :-)
Gdyby naukowy mainstream wyczerpywał wszystkie zagadnienia poznania, akceptował wszystkie pytania i możliwe odpowiedzi, wtedy nie byłoby alternatywy wobec niego. To drugie nie powstałoby bez ograniczeń tego pierwszego. Mainstream ma kasę, wsparcie korporacji i instytucji, ale nie ma prawdziwej wolności dociekań. Oba tworzą pewną całość, bez potrzeby ostracyzmu  czy wstydu, dlatego nauka integralna.

[foto]20. Nauka integralna... coś ciekawego? • autor: Wojciech Jóźwiak (2018-01-01 13:36:05)

Arkadiuszu, robi się (z Nowym Rokiem...) ciekawie. Piszesz "ja proponuję..." -- czy gdzieś tę propozycję rozwinąłeś, szerzej? Chętnie bym coś więcej o tym się dowiedział.
Prócz tego, co to jest "mainstream naukowy" i gdzie on jest? U nas, w Polsce? W UE? W USA?
"Prawdziwa wolność dociekań"? -- A czym jest/byłaby taka wolność bez koniecznej dyscypliny?
Koniecznie to, co napisałeś, wymaga rozwinięcia.

[foto]21. To było pół żartem pół serio. • autor: Arkadiusz (2018-01-01 14:06:18)

Taki poryw wiatru (żywioł powietrza). Gdybym pociągnął tak na gorąco o żywiołach to bym napisał, że obowiązująca teraz nauka to żywioł ziemi (metoda naukowa) i żywioł ognia (nie gasnące wsparcie finansowe korpo i instytucji). Stąd mainstream. Natomiast środowiska alternatywne kojarzą mi się z żywiołem powietrza (intuicja, swoboda, czasami szalona, różnych pomysłów i idei) oraz żywiołem wody (emocje, uczucia, niezaspokojone potrzeby wyrazu, opór wobec redukcjonizmu, tęsknota za czymś Wyższym). Nie chciałbym wartościować i odrzucać, widzę miejsce dla jednych i drugich. Wzajemnie na siebie oddziałują, z jednej strony pobudzają, w drugą stronę dyscyplinują. Wszystko jest ok. :-)

22. @Wojciech Jóźwiak: literówka :-) • autor: Poetessa (2018-01-03 16:52:52)


Bricoleur, nie bricouler! 

[foto]23. Dzięki, poprawiłem • autor: Wojciech Jóźwiak (2018-01-03 19:39:15)

Oczywiście, bricoleur. Poprawiłem, dzięki.

[foto]24. Galileusz • autor: Przemysław Kapałka (2018-01-03 20:15:41)

No właśnie, dopiero powstawały. Różne dyscypliny wernakularne, takie jak radiestezja, telepatia, też dopiero powstają. Jeszcze nie wiadomo, jakie prawa i jakie metody są tu odpowiednie, a kryteriów żąda się tych samych. Te metody, które są dobre w fizyce, chemii, geologii i jeszcze innych dziedzinach, już niekoniecznie będą dobre w muzykologii czy historii. A więc w dyscyplinach wernakularnych też nie. Jeśli dobrze rozumiem podstawy mechaniki kwantowej, to z samej teorii wynika, że niektóre doświadczenia nie mogą być powtarzalne. Skąd więc ten wymóg powtarzalności w warunkach laboratoryjnych wobec dyscyplin, które dopiero zaczynają i jeszcze dokładnie nie wiadomo, czym są? Coś mi się też wydaje, że gdyby fizycy z końca XIX wieku zobaczyli, jak wyciąga się wnioski z eksperymentów przeprowadzanych w zderzaczach hadronów, uznaliby to za pseudonaukowy bełkot. Kryteria się zmieniają, dobre w jednym niekoniecznie są dobre w drugim. Jak będzie z tymi pogardzanymi przez niektórych dyscyplinami wernakularnymi, to się dopiero okaże.

[foto]25. Ja tylko do ... • autor: Mirosław Piróg (2018-01-03 22:02:08)

Ja tylko do  słów: "gdyby fizycy z końca XIX wieku zobaczyli, jak wyciąga się wnioski z eksperymentów przeprowadzanych w zderzaczach hadronów, uznaliby to za pseudonaukowy bełkot." Wnioski może tak, szczególnie te wyciągane przez niefizyków. Matematykę mogliby pewnie ogarnąć, a ona w fizyce jest najważniejsza - z punktu widzenia fizyków.

26. Indeterminizm • autor: (2018-01-04 10:43:41)

Wiadomo, że do początków XX w. w fizyce panował pełny determinizm, zasady dynamiki Newtona, czy formalizm Hamiltona były w pełni deterministyczne, to znaczy przyczyny były wystarczające, by w określony sposób powodować skutki. Jednak mechanika kwantowa wszystko powywracała, a właściwie postawiła na nogi. Okazuje się, że nie można de facto przewidzieć z absolutną pewnością jaki przyczyna( sprawcza) dokona skutek. Można tylko podać prawdopodobieństwo czy dana wartość pomiarowa rzeczywiście pokaże nam się w czasie doświadczenia w aparaturze pomiarowej. Jednak cały czas fizycy domagają się powtarzalności eksperymentów, choć podstawy teoretyczne są przecież już inne. Oczywiście, na poziomie funkcjonowania człowieka wszelkie doświadczenia ze względu na statystyczny charakter powinny być powtarzalne, ale jednak należy się też kierować, że przecież nie musi tak być. Sprawa jest podobna do sytuacji wygranej szóstki w Totka,  statystycznie wszak jest to szalenie nieprawdopodobne, ale jednak niektórzy w tego totka wygrywają. Podobnie tu, wszystko jest powtarzalne, ale przecież nie musi. Takie zjawiska jak naturalny rozpad promieniotwórczy można wytłumaczyć li tylko poprzez indeterminizm. 

27. Poznający a obiekt poznania • autor: Przemysław Mirecki (2018-01-07 11:43:46)

Bardzo dobry tekst (i bardzo dobre komentarze). Według mnie kryteria podane w artykule można stosować do ludzi poznających świat metodami powszechnie uznanymi (zorganizowanymi więc i finansowanymi) i metodami niekonwencjonalnymi. Trudno jest to odnieść do wiedzy samej, która rzeczywiście dzisiaj jest "ludowa" (i robimy okład z pleśni), a jutro może być "naukowa" (i zastrzyk z penicyliny).Wstyd jakiś w nas - niesystemowcach - jest i myślę, że powinniśmy walczyć nie o "niewernakularność" naszą, a o to, żeby "wernakularni" również budzili szacunek. Za swoją wiedzę niesystemową, umiejętności, czas poświęcony nieraz dla dobra innych.  Przykładem ludzi, którzy mają - moim zdaniem - trudniej, niż taki uzdrawiacz-amator, jak ja, są lekarze homeopaci. Z jednej strony mają dyplom i legalną praktykę, z drugiej strony usłyszą niejedno cierpkie słowo od swoich kolegów po fachu. Ale idą dalej w tym kierunku pomimo komentarzy ludzi i niejednokrotnie komentarzy pacjentów, których uleczyli, że "może ta homeopatia pomogła, a może tak miało być, że mi się już poprawiło".Przy okazji odpowiedziałem sobie po 25 latach, dlaczego po studiach matematycznych nie zostałem naukowcem (też mnie to 25 lat "gniotło" moralnie). Z natury kwestionuję rzeczy uznane i oczywiste. Taka "wernakularna" osobowość :D. A z drugiej strony myślę sobie, jakby to było dobrze być profesorem uznanym przez całe środowisko naukowe. Ech! 

[foto]28. Kwestionowanie • autor: Przemysław Kapałka (2018-01-07 18:05:33)

Akurat twierdzenia matematyki trudno kwestionować. Wszystkiego, ale nie matematyki. Można najwyżej zauważyć potrzebę nowej teorii i nowego spojrzenia.

29. Kwestionowanie odp. • autor: Przemysław Mirecki (2018-01-07 20:57:16)

Twierdzeń matematyki na pewno nie da się kwestionować. Ja kwestionuję utarte schematy postępowania (np. w prowadzeniu zajęć), zależności służbowe itp. Ja nie mówię, że to wszystko jest złe,  niewłaściwe czy nieskuteczne. Ale natura przekory (czyli istnienia zależnego, żeby być przekornym "wobec" czegoś), u mnie wygrywa. Przyznaję, że nieraz niepotrzebnie.

30. paradygnat naukowy • autor: (2018-01-08 16:02:22)

medycyna, psychologia opierają swoje twierdzenia na istotnosci statystycznej p<0.05
ktora moze byc łatwo manipulowana przez np. zwiększenie grupy badanej ponieważ
(n- liczebnosc grupy) jest w mianowniku rownania więc zwiększając n, od razu zmiejszamy p. przy podobnym odchyleniu standardowym.

Co więcej nieformalna "zmowa" ortodoksyjnych "naukowców" znajduje swoje slodkie miejsce w nastawieniu do pewnych tematów i produkuje takie kwiatki jak opisane  w artykule poniżej.

Psychology and Anomalous Observations
The Question of ESP in Dreams
Irvin L. Child Yale University

ABSTRACT: Books by psychologists purporting to offer
critical reviews of research in parapsychology do
not use the scientific standards of discourse prevalent
in psychology. Experiments at Maimonides Medical
Center on possible extrasensory perception (ESP) in
dreams are used to illustrate this point. The experiments
have received little or no mention in some reviews
to which they are clearly pertinent. In others,
they have been so severely distorted as to give an entirely
erroneous impression of how they were conducted.
Insofar as psychologists are guided by these
reviews, they are prevented from gaining accurate information
about research that, as surveys show, would
be of wide interest to psychologists as well as to others.