Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2011-10-10

Wojciech Wieconkowski

Na wodach tajemniczego oceanu świadomości. Doświadczenie ayahuaski część II
Dzień drugi. Transgresja


III. Dzień drugi

Integracja to czas, gdy pewne podstawowe wątki podróży zostają zwerbalizowane. Jest to niezwykle istotne, gdyż pomaga uświadomić sobie jednostce, co jej się przydarzyło w trakcie ceremonii, pomaga sprowadzić uzyskane wglądy do poziomu codziennego życia. Ostatecznie to jest właśnie głównym celem ceremonii, by zdobytą w czasie podróży wiedzę wpleść w życie codzienne, zintegrować z nim, by lepiej zrozumieć własną istotę by żyć w większej łączności z kosmosem.

Wszyscy usiedli w kręgu i wkrótce pierwsza osoba zaczęła opisywać doświadczenia poprzedniej nocy. Niektóre osoby miały mniej do powiedzenia, inne szczegółowo relacjonowały każdy element doświadczenia. Były takie, które miały niezwykłe wizje, były i inne, których niemal całe doświadczenie rozgrywało się na poziomie fizycznym i opowiadały o męczarniach, jakie przeszli. Były również osoby, które, jak to ujmowały, nie doświadczyły niczego poza złym samopoczuciem fizycznym - żadnego odmiennego stanu świadomości.

Chociaż ayahuasca jest bardzo silnym halucynogenem, zdarzają się jednostki, na które wywar nie działa. Jest to zjawisko sporadyczne, nie mniej ma miejsce. Kolejnym ciekawym elementem różnych odbiorów wywaru jest to, że w przypadku niektórych osób działanie pojawia się dopiero po kilku ceremoniach, przy czym do tego momentu, poza nieprzyjemnym smakiem, mają one wrażenie, jakby wypiły "wodę". Również w przypadku regularnych uczestników cały proces doświadczeń miewa niespodziewane zwroty, od bardzo silnych doświadczeń po słabsze lub nawet sporadyczny brak, po czym, znów niejako z zaskoczenia, przytrafiają się bardzo głębokie wglądy. Jeśli zagłębić się w literaturę dotyczącą samej dynamiki doświadczenia ayahuaskowego, to wszędzie jest podkreślane, że za każdym razem jest to nowe doświadczenie, często przejawiające się w zaskakujący sposób. Nie da się przewidzieć jak potoczą się wizje, intencja często realizuje się w najmniej spodziewany sposób. Każda osoba ma inne doświadczenia. Implikacje tych obserwacji są bardzo trafnie ujęte w częstej metaforze doświadczenia enteogenicznego jako wypłynięcia na tajemniczy ocean świadomości, którego ogrom jest nie do ogarnięcia. Każdy może jedynie uchwycić skrawek wiedzy dla niego przeznaczony, może się nauczyć nawigować, lecz całkowite poznanie tego obszaru wydaje się leżeć poza zasięgiem pojedynczego żywota.

Późnym popołudniem rozpocząć się miała kolejna sesja z "herbatą". Gdy wszyscy byli już gotowi, ceremonia została rozpoczęta. Działania odpowiadały tym z dnia poprzedniego, choć pojawiły się nowe hymny. Tym razem sakrament podawał przyjaciel szamana. Jednak, gdy tylko pierwsze efekty wywaru zaczęły być odczuwalne, było już jasne, że najbliższa noc będzie zupełnie inna niż doświadczenia nocy wcześniejszej...


"Dzień Drugi...
Transgresja

Smak ziemi, korzeni, roślin... Brązowa, mętna zawiesina prześlizgnęła się przez na wpół zaciśnięte gardło. Leżąc luźno przykryty, w cieple, pogrążyłem się w rozmyślaniach.

Czy już wspominałem, że dwie osoby spośród obecnych wcale nieźle grają na gongach i misach tybetańskich? Nie? Zatem piszę to teraz.
Właśnie zaczęli. Trudno jest opisać koncert mis tybetańskich, jeszcze trudniej opisać ich dźwięki odbierane w stanie zmienionej świadomości. Łatwo jest mi natomiast rozpłynąć się w tej muzyce, co właśnie czynię.

Piękno dźwięku przyciąga, czyż nie?

Szczególnie wtedy, gdy nasze zmysły ulegną uwrażliwieniu. Zsuwam się z koca, rozstawiam szeroko ręce i kładę się na podłożu opierając się o nie brodą. Chłonę dźwięk całym sobą. Wibruję, rezonuję, czuję absolutny spokój, wyciszam się.
Przenoszę się w świat przestrzeni wypełnionej dźwiękami odbieranymi całym ciałem, koncert w świecie blasku i lodu. Synestetyczne odczucie dźwięku pochłanianego, nie słyszanego.. Nie podejmuje się opisać piękna tych chwil. Dziękuję Ci, W. ...

Siedząc czuję wzbierające mdłości. Moje? .... nie! Cóż, nie jest to doznanie całkiem mi obce. W pewnych szczególnych okolicznościach potrafimy dzielić się fizycznymi odczuciami, niewielu jednak obecnie doświadcza tego stanu, zwłaszcza w "typowym" zakresie świadomości. Interesujące zjawisko, którego doświadczyłem w życiu już kilkukrotnie, nigdy jednak na taką skalę. Czytając opisy zbliżonych doświadczeń pozostawałem zawsze chłodnym sceptykiem, dopóki nie przeżyłem podobnego stanu osobiście.
Cieszę się. Czuję wzbierającą falę przesuwającą się w górę gardła, czuję postępujące zawroty głowy - i cieszę się syntonią. Popijam uśmiech łykiem zimnej wody, widząc jednocześnie procesję członków ceremonii schodzących po schodach do łazienki.

Cudowny moment, złota chwila. Tego właśnie chciałeś, roztopić się w innych, pokonać granicę między odczuciami swoimi i nie - swoimi? Cóż, właśnie ją przekraczasz, ciesz się tym punktem zdarzeń.
Przygotowuję się do zejścia, schodzę. Na Horusa, nie musisz tego przeżywać! Odetnij się! Nie daj się zalać odczuciami innych!
Podążaj drogą na styku dwóch przeciwstawności. Panuj nad współczuciem.

Chodzę w kółko po łazience. Odcinam się, potrzebuję momentu samotności. Przeglądam się w lustrze, po raz wielotysięczny patrzę w oczy samemu sobie.

Kim właściwie jesteś?

Mdłości mijają. Popijam wodę, myję ręce, pewny i wyprostowany wracam na górę. To absolutnie niesamowite - czuję nawet relatywnie drobną i w typowym stanie niewyczuwalną zmianę temperatury! Gdy kładę się i zamykam oczy, przechodząca dobre trzy czwarte metra od mojej twarzy osoba wydaje się być przesuwającym się słupem ciepła. Zaobserwowałem też kolejny fakt. Jest mi znacznie, znacznie łatwiej nawigować i podążać w wybranym kierunku, niż kiedykolwiek podczas wcześniejszych podróży. Może też po prostu daję się łatwiej prowadzić? A może prowadzony jestem w miejsca, których potrzebuję?

Koncentruję się na współuczestnikach. Siadam wyprostowany, odwracam się w kierunku W. po mojej prawej stronie. Śpiewa, pogrążony w ceremonii. Promienieje, dawno nie widziałem go tak silnym i skoncentrowanym. Wydaje się wkładać wiele energii i współprowadzić obrzęd ... dla rodziny? Sprawia wrażenie, jakby coś go mocno pochłaniało.

Cóż, gdyby nie on, pewnie nie byłbym ... nie bylibyśmy teraz tutaj.


P.- Dlaczego wydajesz mi się taki samotny? Siedzisz z zamkniętymi oczyma, ze słuchawkami w uszach pogrążony jesteś we własnym świecie. Otwierasz się nagle i uśmiechasz do mnie, a nasz wzrok spotyka się. Dziękuję. Wracasz do siebie, jakby... rozluźniony.

Cieszę się, że mogę być z Wami wszystkimi.

Obserwuję przez moment kobiety pod przeciwną ścianą. Niektóre z nich wydają się posągami indyjskich bóstw czy boddhisattwów siedzącymi na postumentach w swych niszach.
Kobiety. A jednak zmieniły coś w moim życiu, otworzyły mnie. Zawsze twierdziłem, że ich nie potrzebuję... cóż, ciało sądzi inaczej. Przeżywam jeszcze raz wszystkie ciepłe uściski, miękkie piersi, krągłe biodra i zbliżenia. Jednak to dzięki temu otworzyłem się na bliskość drugiego człowieka, jakkolwiek nie zadziwia mnie to stwierdzenie w tej chwili!

Boisz się bliskości? To dlatego idealna partnerka to taka, którą zobaczysz raz w życiu i nigdy więcej?
Nie.
Nie bliskości.
Boję się braku obiektywizmu, irracjonalizmu - tak!. Miłość jest irracjonalna i absolutnie nieobiektywna. Uskrzydla i sprawia, że kompromisy wydają się wolnością.
Poza tym, cóż mogłoby sprawić, że uznałbym którąś z nich za tę jedyną? Pożądam fizyczności kobiet... ale wolę psychikę męską. Albo może dokładniej - dobry umysł nie ma płci.

-Może wolałbyś być homo? Wiesz, to jak w tym dowcipie - co mogą zrobić geje po stosunku?- porozmawiać.

-Dziękuję. Wolę uprawiać żyzne pagórki niż równiny trawiaste. Bardziej mięciutko.

-Przestań się potępiać!
Za co?
Za to, że właśnie wyobraziłeś sobie <<kobiet>> zaczynającą się od obojczyków a kończącą na kolanach.
Hehe.
Nie, nie hehe. Przestań uciekać przed takim fizycznym pojmowaniem sprawy. Ciało chce podymać i nie ma w tym nic złego. Odmówisz mu? Przestań walczyć ze swoją fizycznością, zaakceptuj ją, ciesz się... i nie nadużywaj! Pamiętaj jednak o tym, czego nauczyłeś się wczoraj. Nie musisz bać się bliskości, dawaj ją i bierz, potrzebujesz i jednego i drugiego. Ucz się kobiet, ucz się od kobiet... Bądź dla nich ogniem, nie głazem.

Znów uśmiecham się do siebie. Siedząc po turecku prostuję plecy i unoszę głowę do góry. Śmiech przepędza mdłości, przegania wykradające się z kątów i zakamarków złe samopoczucie. Nie mogę oprzeć się chęci dostrojenia do rytmu śpiewanego właśnie icaro. Płynę z nim, zmywając resztki fizycznej nieprzyjemności.

Zawsze pielęgnowałem swoją indywidualność, chroniłem ją i wystawiałem na piedestał. Może ... pora z tym w pewnym sensie skończyć?

Czas opuścić bariery. Transgresja.

Chcę poczuć innych jak nigdy wcześniej. Chcę wejść głębiej w stan, którego posmakowałem dwa lata temu. Jeszcze nigdy jednak atmosfera nie była aż tak gęsta od uczuć. Wszystko wokół mnie, wszyscy uczestnicy wręcz promienieją emocjami. Czas działać.

Transgresja.

Zamykam oczy. Pragnę ... trudno to opisać. Pragnę podzielić się sobą ze wszystkimi tutaj, pragnę, abyśmy wszyscy podzielili się sobą....

Transgresja

Traktujesz empatię bardzo intelektualnie. Współczucie wymaga połączenia rozumu i emocji we właściwej proporcji.

Prześlizguję się po wszystkich mężczyznach siedzących w jednym rzędzie ze mną....

W.

Niezależnie od tego, jak próbuję się dopasować - nic się nie dzieje. Zupełnie tak, jakby istniał między nami mur uniemożliwiający wszelki kontakt. Gdzie jesteś? Czy przy swojej rodzinie, czy też odpłynąłeś gdzieś daleko?
Może nie powinienem próbować, przepraszam....

Nagle ogarnia mnie uczucie suchości i drapania w gardle, uczucie wykrztuszania czegoś z krtani. Czuję wędrującą w górę kulę śluzu, czuję ją bardzo wyraźnie. Uczucie nieprzyjemne i w tym stanie mocno ogarniające... nie z mojego ciała jednak.

P.

Dlatego wydawałeś się słabszy? Przecież to zwykła infekcja. Zwykła infekcja - jednak potrafi uprzykrzyć podróż. Czy jestem zaproszony? Wiem, jak bardzo nie lubisz nacisku... ale dlaczego, pomimo tego, że wcale tego nie chcę, coś ściąga mnie do Twojego ciała?
Dlaczego Ty?
Z każdym cięższym oddechem, z każdym kaszlnięciem - współczuję. Wracam do siebie, i prawie się duszę, zanim umysł orientuje się, że to zbędne.

Że to nie to ciało?

O co chodzi?! Jak to jest możliwe?! Co mam z tym zrobić? Jesteś gdzieś tam? Czy nie przynosi to Tobie szkody. Czy nie jest to dla Ciebie nieprzyjemne? Nie wiem, co mam z tą sytuacją zrobić. Jest nowa, a ja cieszę się nowym doznaniem... i martwię się, czy nie przyniesie to dla Ciebie żadnych niepożądanych konsekwencji.

Gdybym mógł, zabrałbym od Ciebie tę chorobę.

Gdzie ja jestem! Dlaczego mam wrażenie, że jestem w ciele, w którym nie mam żadnej kontroli? Dlaczego czuję, że gardło zalewa mi wydzielina? Dlaczego nagle słyszę coś innego?!

Dlaczego?
Doświadczam czegoś, czego zawsze chciałem doświadczyć. Zjawiska, którego nie mogę wyprzeć... i którego mój umysł badacza nie może wytłumaczyć, posiłkując się posiadaną wiedzą.
Czuję ... ale nie wiem.

Właściwy człowiek we właściwym czasie. KOLEJNY RAZ. Zadziwiasz mnie... zawsze to robiłeś...

Co jest? Co słyszę?

Czy naprawdę jestem w Twoim ciele? Czy słyszę to, co Ty słyszysz? Przerywane fragmenty dźwięków z Twoich słuchawek? To ciało... jest takie szybkie... nie boi się utracić równowagi....jest teraz tak znajome jak bicie własnego serca.

Zawsze chciałeś pobyć przez chwilę kimś innym. Zawsze zaglądałeś w ludzkie uczucia, uczyłeś się dzięki emocjom innych osób. Tak blisko nikogo innego jednak nigdy nie byłeś, może oboje tego potrzebujecie...

Wyszedłem. Gdzie jestem?

Jestem w sobie i poza sobą jednocześnie. Jestem tu i wszędzie. Plączę się, moje ciało mnie wzywa a ja nie jestem w stanie go całkowicie wypełnić.

Nie czuję strachu.

Jestem gdzieś w przestrzeni. Wokół mnie krążą różne kształty. Czy to istoty? Słowa i pojęcia zawodzą mnie, gdy toczę walkę z tym, co sprawia wrażenie żerującego na osłabieniu innych osób. Jakkolwiek ciekawość tego, co mogłoby się stać przy braku mojego działania jest silna...
...potrzeba przeciwdziałania potencjalnemu zagrożeniu jest silniejsza... Niezależnie od tego, co zawsze wcześniej mawiałeś, twoi Przyjaciele to dla ciebie wartość nadrzędna. Nie zamierzasz ryzykować Przyjaźni dla nikogo i niczego... nawet dla zdobycia wiedzy...
Na co ci wiedza, gdy nie ma Przyjaciela, z którym można by się nią podzielić?

Jestem to tu, to tam, jestem w swoim ciele, w ciele P., wszędzie. Słowa... cóż, zawodzą nawet mnie, jak opisać współdzielenie? Jeszcze ten kot, niby posłaniec z zewnętrznego świata.

Ceremonia zmierza ku końcowi. Wstajemy - dwa rzędy postaci w jasnych szatach stojące w rozproszonym świetle naprzeciwko siebie. Uczucie mrowienia wzmaga się jeszcze...

Widzę to. Widzę to bardzo wyraźnie. Widzę cienkie, drgające, świetliste linie spowijające każdą osobę niby jajowatego kształtu kokon, rozchodzące się promieniście znad głowy i łączące ponownie w punkcie pomiędzy stopami. Cóż to jest?
Ponad kobietami po raz kolejny przelatuje dziwny, szary, półprzezroczysty kształt. Zupełnie, jak dwuwymiarowy romboid przesuwający się pomiędzy liniami energii, załamujący się w różnych płaszczyznach. Można by pomyśleć, że skrzydła nietoperza oddzieliły się od właściciela i rozpoczęły samodzielne życie. Mimo woli przypominam sobie Flatlandię...

Coś się stanie...

Nagle M., stojąca jako pierwsza od lewej, zaczyna... falować. Zaczyna być inna, wyróżnia się, skupiam na niej całą swoją uwagę. Kształty, te same kształty, które wcześniej przemykały to tu to tam, zaczynają nad nią krążyć, linie zaczynają wibrować, plątać się.

M. nagle słabnie, traci równowagę, osuwa się na kolana. Przez wszystkich nas przebiega szmer. Tym razem opanowuję chęć niesienia pomocy, pozostaję obserwatorem. Chyba wiem, co się za chwilę stanie.

Tak! P. w kilku długich krokach pokonuje przestrzeń sali. Jest już po drugiej stronie. Wibruje.

P. wibruje inaczej niż wszystkie kobiety! Czy to dlatego podczas ceremonii kobiety i mężczyźni są rozdzieleni? Dlaczego wibrujemy inaczej? Czy to artefakt? Czy wibracje które widzę, czy elektryczne iskry, które czuję przeskakujące po mojej skórze, po ciałach innych są tylko artefaktem? Czy linie światła i energii istnieją naprawdę?
Nawet jeśli nie chciałbym tego dostrzegać, to właśnie widzę w tej chwili. Jest to obraz świata tak bardzo niezwykły dla mnie - człowieka konwencjonalnej, XX - wiecznej nauki, że zupełnie nie wiem, co mam z nim zrobić. Zupełnie tak, jakbym widział coś, czego nie powinienem.


Wracając do typowego stanu świadomości, już po zamknięciu ceremonii, siadam koło piecyka. Staram się wszystko zapamiętać, niczego nie uronić, żadnego szczegółu nie zgubić. W. i E siadają obok mnie i rozmawiamy szeptem przez chwilę. P., zmęczony, kładzie się na materacu, nakrywa śpiworem, widzę go w taki sposób, w jaki jeszcze nigdy go nie widziałem. Jestem przepełniony uczuciem wdzięczności dla współuczestników - w jakiś sposób dziś wszyscy dzieliliśmy się sobą wzajemnie. Daime - czy to dzielenie się ayahuaską czy sobą? A może dzielimy się ayahuaską po to, aby móc podzielić się sobą? Może podzielenie się sobą jest czymś, czego większości ludzi, zamkniętych we własnych ciałach, brakuje? Może, gdybyśmy potrafili podzielić się sobą, nie potrafilibyśmy już być zamknięci we własnych światkach tak, jak poprzednio?


Jestem całkowicie zmiażdżony i to właśnie mówię W. Świat właśnie ukazał mi swą irracjonalność... a może właśnie nie? Może wcale nie widziałem <<racjonalnego>> oblicza świata, może po prostu racjonalizowałem jego obraz? Może to, co uznawałem za irracjonalne jest po prostu zwykle niedostrzegane?

Myślę, że tak właśnie jest. Myślę, że umiałbym się poruszać w tym kawałku świata, umiałbym używać tej przestrzeni wedle potrzeb. Czy kiedyś będę mieć szansę na jej eksplorację? Tego nie wiem... Smak nieznanego pozostanie na języku mego umysłu już na zawsze ... reszty nie da się zamknąć w słowach. Świat rozdarł się i ukazał mi to, co za kurtyną, a ja wciąż zachowuję pozory braku szaleństwa, funkcjonuję, żyję i działam" (patrz, przypis 29).

P.


Wiele aspektów ceremonii umyka opisowi. Nawet jeśli by skrupulatnie wynotować każdy szczegół działań i czynności wykonywanych przez prowadzących oraz powierzchownych reakcji uczestników, z mojego punktu widzenia byłby to mało wartościowy materiał. Znaczenie tego, co zachodzi podczas rytuału kryje się w doświadczeniach i wizjach każdego z uczestników. Co zatem przedstawiają wizje ayahuaskowe? Czy są one indywidualną projekcją umysłu każdej z jednostek, czy też pojawiają się wspólne elementy? Czy są ograniczone kulturą, w jakiej wychowała się jednostka doświadczająca halucynacji, czy też wychodzą poza wyobrażenia i całkowitą zawartość kulturowej "bazy danych"?

Doświadczenie ayahuaskowe jest bardzo złożone i wielopoziomowe. Poza wizjami wzrokowymi, pojawiają się percepcje na poziomie pozostałych zmysłów ze szczególnym akcentem na dźwięk. Ponadto, doświadczenie wypełnione jest całą paletą uczuć, refleksji, spostrzeżeń, intuicji, informacji, objawień oraz innych doświadczeń, których charakter jest niemożliwy do oddania za pomocą opisu. Poniżej przedstawię najczęściej spotykane motywy, jakie pojawiają się w wizjach ayahuaskowych. Będzie to zasadniczo poziom doświadczeń wizualnych, jednak należy podkreślić, że w doświadczeniach enteogenicznych trudno o podział na ściśle wizualne i inne poziomy percepcji, gdyż często zachodzi dalece posunięta synestezja, a postrzegany obraz idzie w parze z rozległym spektrum innych poziomów kognicji.

Początek wizji sygnalizuje zmiana atmosfery manifestująca się najpierw subtelnie i stopniowo przybierająca na sile. Otoczenie zaczyna nabierać znaczeń. Osoby, które uczestniczyły w sesjach często mówią, że przestrzeń niemal zalana jest znaczeniem, każdy dźwięk, gest wykonany przez innego z uczestników, układ pomieszczenia, przedmioty znajdujące się na sali. Przestrzeń staje się zaczarowana i daje poczucie świętości. W innym przypadku atmosfera może być przesycona zmysłowością lub seksualnością. Mimo znajdowania się w tym samym miejscu, jego odbiór staje się zupełnie inny, zmienia się perspektywa i znaczenia.

Następnym, dosyć powszechnym elementem jest pojawienie się wizualizacji, wyłaniających się z bardziej znaczącego świata, Pojawiają się kolory, geometryczne wizualizacje, motywy spiralopodobne, tunelopodobne, pajęczynopodobne lub podobne do plastrów miodu. Jednocześnie charakteryzuje je proces ciągłego przeobrażania się w stopniowo bardzie kalejdoskopowe, a następnie w bardziej interaktywne sceny i obrazy. Stopniowo wyłaniają się przebłyski figuratywnych scen od prostszych po coraz bardziej złożone. Często towarzyszy temu przyrost siły witalnej. Istnieje szereg najczęstszych motywów, jakie się pojawiają w doświadczanych wizjach. Należą do nich motywy biograficzne, w których jednostka widzi i/lub doświadcza różnych momentów ze swojego życie, często pojawiających się nie chronologicznie, lecz ułożonych ze względu na temat lub przedstawiających jakiś konkretny element osobowości jednostki. Szerzej była już o tym mowa w rozdziale poświęconym szamanizmowi (model doświadczenia ekstatycznego). Poza tym mogą się pojawić różne postacie ludzkie, niekoniecznie związane z biografią jednostki: indywidua, których bezpośrednio osoba nie spotkała, lecz, z którymi odczuwa bardzo silną więź (często doświadczenia te są interpretowane w związku z koncepcją reinkarnacji - spotykanie własnych poprzednich wcieleń, przy czym wrażenie, że jest to właśnie poprzednie wcielenie jest bardzo głębokie nawet w przypadku osób, które dotychczas nie akceptowały tej koncepcji); nauczyciele i przewodnicy, czyli postacie odpowiadające różnym formom mędrców, które przekazują jakąś wiedzę bądź naukę; postacie historyczne - władcy, kapłani różnych kultur i czasów, ponadto - sceny społeczne z dużymi grupami ludzi, często widziane w kontekście karnawału, rytuału, ceremonii, itp. Kolejnym, bardzo rozbudowanym elementem wizji są sceny ze świata natury, ze szczególnym akcentem na zwierzęta. Co niezwykłe, niezależnie od kulturowego pochodzenia najczęściej widziane zwierzęta w wizjach ayahuaskowych to węże i gady, następnie kotowate (zwykle jaguary lub pumy) oraz ptaki, przede wszystkim drapieżne. Węże są tak powszechnym motywem, że pojawiają się niemal każdemu, kto doświadcza wizji. Co ciekawe w tradycyjnym kontekście wąż stanowi podstawę amazońskich mitologii i folkloru, często sama ayahuasca w mitologiach i wizjach Indian jest wielką anakondą. Częstym motywem są również hybrydy zwierząt oraz zwierzęta mitologiczne - skrzydlate węże, pegazy, smoki oraz hybrydy zwierząt roślin i ludzi. Rośliny są kolejnym, częstym motywem wizji, a szczególnie spotkania z samą ayahuaską stanowią dość powszechny element doświadczenia. W wizjach tych ayahuasca może występować w roli rośliny-nauczyciela i przekazywać jednostce określoną wiedzę. Ponadto, sceny kwiatów oraz drzew rosnących lub ściętych również występują u wielu osób. Miejsca to kolejny ważny składnik wizji. Dominują tu rzeki, jeziora, lasy, jak również ogromne miasta, świątynie, ruiny. Uczestnicy mogą w procesie wizji odwiedzać miejsca, które rzeczywiście istnieją na ziemi. Kolejnym częstym motywem wizji są obrazy ewolucji życia, kosmosu, świata, obrazy przedstawiające siedziby niebiańskie, jak również boskie i mitologiczne istoty, aniołów itp. Ważnymi elementami są ciała niebieskie, podróże międzyplanetarne oraz - do obcych światów i cywilizacji. Na innym poziomie zachodzą doświadczenia i wizje anatomii i fizjologii człowieka, które również stanowią częsty motyw. Wizje mogą zawierać doświadczenia ze sfery platońskich idei, archetypów, obiektów matematycznych czy porywać w zawiłości języka. Ostatnim, lecz bardzo istotnym i częstym elementem, o którym tu wspomnę, są doświadczenia śmierci i odrodzenia.

Powyższa lista nie jest pełnym spisem możliwych doświadczeń i wizji. Zawiera ona jedynie najczęściej powtarzające się u różnych osób motywy. Jest to jedynie szkic oparty na rozbudowanej mapie doświadczenia ayahuaskowego, jaką w swojej książce The Antipodes of the Mind nakreślił Benny Shanon, psycholog kognitywny, który w ponad dziesięcioletnich badaniach zebrał łącznie około dwóch i pół tysiąca relacji z sesji ayahuaskowych z różnych kontekstów przyjmowania tego enteogenu. Ważnym jest, by podkreślić, iż sfera doświadczenia wywołanego ayahuaską jest niemal nieskończona, jak również nie sposób określić reguł, według których te doświadczenia występują. Można jedynie mówić o pewnych tendencjach oraz elementach, które pojawiają się bardziej regularnie u większej liczby osób, lecz na poziomie indywidualnym każde doświadczenie jest unikalne w pełnym tego słowa znaczeniu.

Dla niektórych osób drugi dzień ceremonii stanowił kontynuację oczyszczania. Na pewnych twarzach rysowało się cierpienie, na innych iskrzyły się łzy radości. Ponownie przepiękna muzyka popłynęła z mis i gongów. Tym razem grały dwie osoby. Dźwięki mis ucichły i nastała kolejna cisza. W pewnym momencie jedna z uczestniczek, zupełnie nieoczekiwanie, osunęła się na posłanie, tracąc przytomność. Wyraźne poruszenie dało się odczuć w pomieszczeniu. Asystentka zajmująca się stroną kobiet szybko znalazła się u boku budzącej się uczestniczki, równocześnie z przeciwnej strony sali podszedł jeden z mężczyzn, który jednak szybko został skierowany z powrotem na swoje miejsce. Uczestniczka bardzo szybko wróciła do siebie, a na jej twarzy nadal gościł uśmiech wyrażający błogość.

Asystentami są zwykle ludzie o dużym doświadczeniu z ayahuaską lub innymi enteogenami. Jak w przypadku opisywanej tu sesji, zarówno kobiety jak i mężczyźni mieli własnych asystentów. Jest to preferowany stan, który pozwala zachować wyraźny podział na męską i żeńską stronę. Co ciekawe, często osoby uczestniczące po raz pierwszy mają z tym podziałem pewne trudności, zwłaszcza jeśli w rytuale uczestniczy para. Zasada ta bywa krytykowana jako konserwatywna i sztuczna. Przez organizatorów jest tłumaczona jako element zapobiegający sytuacjom, gdy pod wpływem euforycznych stanów pary, jak i niezależni uczestnicy, mogliby wchodzić w różne formy interakcji. Takie sytuacje zakłócają rytuał i potrafią być uciążliwe dla pozostałych osób, które w danym momencie mogą doświadczać stanów o zupełnie innym charakterze. Na poziomie symbolicznym podział ten odzwierciedla podstawową dychotomię wpisaną w nasz świat (Biegun ujemny - Biegun dodatni, Ziemia - Niebo, Dzień - Noc, itd.). Na asystentach ciąży duża odpowiedzialność opieki nad uczestnikami. Jest to tym większe wyzwanie, że także oni są pod wpływem działania sakramentu. Czasami uczestnicy potrzebują wsparcia (również fizycznego) w trudnych chwilach, gdy doświadczenia stają się przytłaczające. Ponadto, często w innym stanie świadomości jednostki dają się ponieść impulsom, które mogą mieć negatywne konsekwencje, biorąc pod uwagę, że decyzje podejmowane są z bardzo różnych, odmiennych stanów świadomości (np. nagła potrzeba pójścia na spacer, pojechania gdzieś samochodem). Czasami wsparcie polega jedynie na prostym zapytaniu o to, czy wszystko dobrze, odrobinie bezpośredniej uwagi drugiej osoby, która potrafi niezwykle odbudować poczucie bezpieczeństwa nawet w trakcie traumatycznych doświadczeń. Operując z poziomu zmienionej świadomości, uczestnicy czasami nie są w stanie sami powrócić z ubikacji, bądź "gubią" drogę i nie są w stanie wykrzesać z siebie woli, by powrócić na salę. Rola asystentów polega na tym, by mimo odbywania własnej podróży, w tym samym czasie uważnie obserwować sytuację na sali oraz co jakiś czas sprawdzać, co dzieje się z osobami, które salę opuściły w celu zaczerpnięcia powietrza, czy udania się do ubikacji. W ten sposób przewodnik całą uwagę może poświęcić samemu rytuałowi i nawigowaniu świadomościami uczestników, którzy tego potrzebują.

Drugi dzień sesji został zamknięty wspólną pieśnią ze wszystkimi uczestnikami obecnymi na sali. Znów wszyscy obdarzyli się uściskami - na tę noc praca została zakończona. Integracja miała się odbyć dopiero po ostatniej, trzeciej sesji, więc teraz niektórzy udali się na spoczynek, inni do kuchni, by znów rozkoszować się bogactwem smaku bardzo prostego jedzenia.


Wojciech Wieconkowski

(fragment pracy magisterskiej na kierunku Etnologia, UMK w Toruniu)



Bibliografia:

Calvo César, The three halves of Ino Moxo. Teachings of the Wizard of the Upper Amazon, Inner Traditions International, Rochester, Vermont, 1995.

Davis Wade, One river. Science, adventure and hallucinogenics in the Amazona Basin, Touchstone Books, London 1998.

Luna Luis Eduardo i White Steven F. red, Ayahuaska reader. Encounters with the Amazon's sacred vine, Synergetic Press, New Mexico, Sante Fe, 2000.

Metzner Ralph, red, Święte pnącze duchów: Ayahuasca, Okultura, Warszawa, 2010.

McKenna Terence, Pokarm Bogów, Okultura, Warszawa, 2007.

Nearby Jeremy, The Cosmic Serpent. DNA and the origins of knowledge, Phoenix, London 1999.

Polari De Alverga Alex, Forest of visions. Ayahuasca, amazonian spirituality, and the Santo

Daime tradition, Park Street Press, Rochester, Vermont, 1999.

Shanon Benny, The antipodes of the mind, Oxford University Press, New York, 2002.


Materiały z badań terenowych:

Friedlander Pablo Ph.D, Seria wykładów: Szamańska mądrość, Szamańska praca, Szamańska sztuka, October Galery, London, 2009-2010. (Niepublikowane materiały z Uniwersytetu w Barcelonie))

ˇ Wywiad przeprowadzony przez autora pracy, Londyn, 04.2010.

Zbiór relacji uczestników ceremonii z różnych sesji. Zebrane przez autora pracy za zgodą informatorów.

Wojciech Wieconkowski

Komentarzy nie ma.