Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2017-12-11

Leszek Piliszewski

Moje narodziny
Senne podróże mojej świadomości w inne wymiary

Poniższy sen, wraz z opisem wcześniej publikowanego w Tarace o katastrofie w Szczekocinach (16.11.17), ukazał się w n-rze 12/17 Nieznanego Świata

Sen z 4 stycznia 2012 r.

Byłem w ciemnej przestrzeni, naprzeciw mnie znajdowały się cztery postacie. Nie osoby cielesne, lecz istoty jakby utkane z poświaty plazmy. Nie miały nóg, były wyższe i smuklejsze od przeciętnego człowieka. Nie używam określenia „stały” bo one były zawieszone nad... właśnie, to była przestrzeń bez jakiegokolwiek podłoża. Po prostu byliśmy zawieszeni w przestrzeni. Pamiętam, że ja również wyglądałem jak tamte istoty. W przyjaznej atmosferze kończyliśmy wspólną rozmowę, a raczej ustalenia. Wyraźnie zabrzmiały słowa wypowiedziane przez jedną z istot, stanowiące podsumowanie wcześniejszych rozmów a skierowane do mnie:

„Poddałeś pod rozwagę propozycję swoich ziemskich narodzin. Ustaliliśmy wraz z tobą, że tak się stanie. Urodzisz się. Teraz jest rok 1941.”

Koniec snu.
Moja znajomość literatury ezoterycznej niewątpliwie deformuje optykę mego widzenia świata, mając więc tego świadomość, ze szczególną uwagą filtruję każdy przytrafiający mi się przypadek, balansujący na granicy odbioru świata materialnego. Tym bardziej, że o takich scenach jak w moim snie, czytałem w relacjach z regresji hipnotycznych Bruca Moena czyRoberta Monroe a może Michaela Newtona. Z tego powodu sen zapisałem, nie przywiązując doń żadnej wagi.

Niesłusznie. Sen zaczął żyć we mnie, zacząłem mu się podporządkowywać. Dawał o sobie znać wielokrotnie w czasie najbliższych dni, aż zakotwiczył się w moich świadomych myślach tak mocno, że już nie dał o sobie zapomnieć. Sytuacja przerodziła się w obsesję, w natręctwo myśli. Co mogłem zrobić? To nie było normalne. Wewnętrzny przymus nakazał mi zatelefonować do mojej Mamy, z pytaniem o wspomnienia z lat poprzedzających moje narodziny. Oj, dobrze moja ponaddziewięćdziesięcioletnia Mama musiała poszperać w pamięci, by ożywić zagubione w pamięci, bo dawno już nieistotne dla Niej wspomnienia. Udało się.

To, czego dowiedziałem się, było potwierdzeniem, uwiarygodnieniem snu. Proszę zwrócić uwagę na osadzenie zdarzeń w czasie, w powiązaniu z datą z mojego snu.

Oto treść Mamy opowieści:

Mama w roku 1938 lub 1939 r była w okolicy Krakowa na ślubie koleżanki wraz ze swoim narzeczonym. Wśród gości był znajomy rodziny pana młodego, przyjechał na tę uroczystość z Warszawy. Mama nie zwracała na tego pana uwagi i później o nim nie słyszała. Wybuchła II Wojna Światowa, zabrała mamie narzeczonego, rzucając go na szlak walk w Afryce i ślad po nim na wiele lat przepadł. Mama była przekonana że zginął na wojnie. Tymczasem ów mężczyzna obecny na weselu, a dotychczas mieszkający w Warszawie, w latach okupacji pojawił się w Krakowie. Został zatrudniony w firmie, w której pracowała moja przyszła Mama. Zaczęli się spotykać. To był rok 1941. W następnym roku wzięli ślub i dwa lata później, w Krakowie, ja pojawiłem się na tym świecie.


No i jestem i piszę. Ale niesamowita była ta presja, bym poznał chronologię zdarzeń, jej uwiarygodnienie, w związku z tym nasunęło się pytanie: jaki był cel moich narodzin w obecnej ziemskiej formie. Niestety, pomimo takiego pytania, wielokrotnie zadawanego przed medytacją lub snem, nadal oczekuję odpowiedzi.

Leszek Piliszewski

Komentarze: 5

[foto]1. Są sny i • autor: Boruta /Bogdan Zawadzki (2017-12-12 15:47:50)

"Sny" ... inaczej mówiąc są sny z "dolnej" i z "górnej półki" (albo inaczej: niższe i wyższe).

Sny z "dolnej" półki przemawiają do nas kodami podświadomości i ich interpretacja polega głównie na odszyfrowaniu tych kodów (tj. pewnych symboli lub symbolicznych scen pojawiających się we śnie).

Sny z "górnej" półki są niczym "objawienia" (przekazy "z góry"). Czasem są tak klarowne, że nie wymagają specjalnej interpretacji, a w każdym razie jeżeli bywają zaszyfrowane ich kody są zupełnie inne (trudniej dostępne).

Do tej kategorii zaliczyłbym opisany tutaj sen.

Jedno co wydaje się pewne, to ...."Ziemski Czas" (rok) dla którego zapadła decyzja dająca początek biegowi zdarzeń w których główna rola przypada naszemu (śniącemu) Autorowi i jego najbliższym.

Ja nie znam odpowiedzi na zadane pytanie, bo ono wykracza poza ramy opisanego tutaj snu. Mogę tylko podejrzewać, że skoro decyzja co do Twoich narodzin i zapewne celu o który pytasz podjęta w przedstawionych przez Ciebie okolicznościach zapadła "na górze" to odpowiedź zostanie również udzielona "na górze" (lub "z góry").

Jeżeli chodzi o mnie, to zakładam, że istnieje ważny powód dla którego wybrano czas i rodziców dzięki którym pojawiłeś się tutaj. Podejrzewam, że nie możemy wcielać się kiedy tylko "dusza zapragnie", ale wtedy gdy pojawiają się odpowiednie ku temu "okna czasu" , a w nich osoby (Rodzice) z których materiału genetycznego możliwe jest zbudowanie naszych ciał. To po pierwsze ...

Po drugie: szczególne znaczenie mają (nieznane nam, tj. czytającym nam tutaj) związki karmiczne (zobowiązania) jakie łączą  (bądź łączyły) osoby wymienione i nie wymienione w tym śnie (a właściwie w tym przekazie).

[foto]2. jeszcze do "Moje narodziny" • autor: Leszek Piliszewski (2017-12-13 17:55:48)

Zgadzam się z Komentującym, że cyt: „ istnieje ważny powód dla którego wybrano czas i rodziców”. Dobór rodziców do celu moich naodzin, wydaje mi się jasny w świetle minionych zawiłości życiowych. Ale to ja, TAM chciałem przyjść na ten nasz świat, zrozumiała więc jest moja ciekawość – po co, czyli czego miałem doświadczać w tym życiu, choć przyznaję, że powoli informacje o tym do mnie docierają. Obecnie, mój największy problem oddaje pytanie: kim był ten „JA”, rozmawiający z, użyję określenia chyba z M.Newtona – Radą Starszych. Chyba nie mną, osobnikiem zza komputera. Czyżby to była moja wyższa, najdoskonalsza forma mojej Istoty, a więc moje Wyższe Ja, czyli AUMAKUA jako rzecze Huna? Moja wiedza każe mi tak ocenić sytuację. Przecież nie uznam, że moja niedoskonała, cielesna forma jest jedyną formą manifestowania się istoty ludzkiej. Co prawda, byłoby to zgodne z dogmatami paru religii ale zostawy w tych rozważaniach religię z boku.

A jeśli chodzi o wspomniane przez Przedmówcę kody snów, to mój model rzeczywistości kwestionuje wspomniane „kody podświadomości”, brzmią one oskarżycielsko wobec naszej podświadomości, naszej KU. KU jest składową naszej Istoty i współpraca z Nią polega na współdziałaniu. Uważam, że Ona nie zamyka przed nami dostępu do Pola Akaszy, ale to my nie szukamy do otwarcia się na nią. Otwarcie się, oznacza otrzymywanie od Niej ostrzeżeń, przekazów, odpowiedzi na pytania czy problemy, otrzymywne zarówno w formie snów, jak i wyraźnych niezaszyfrowanych przekazów dosłownie czasem „wpychanych” wprost do naszej świadomości. A rozliczność form snów, świadomego śnienia, często mylonego z mentalnymi podróżami niefizycznymi naszej wi

[foto]3. Cel zostanie poznany po ukończeniu misji • autor: Boruta /Bogdan Zawadzki (2017-12-13 20:37:13)

Ze względu na przekroczenie dopuszczalnej ilości znaków nie dokończyłem tamtego komentarza, którego zakończenie brzmiało; "cel zostanie poznany po ukończeniu misji". W geologii, którą studiowałem jest to analogią do dokładnego (tj.stuprocentowego) rozpoznania złoża, które równa się jego wybraniu (tj. jego całkowitej eksploatacji).

Wracając do meritum ... to robi się coraz ciekawiej. ... poza tym rola podświadomości jaką widzi (jak ją rozumie) Pan Leszek przemawia również do mnie. Ale taki laik jak ja, który w pewnym sensie pozostaje na nią zamknięty (nie umie swobodnie z nią współpracować) musi posługiwać się dostępnymi tj. zrozumiałymi dla siebie "kodami" . I (pisząc wcześniej) to raczej miałem na myśli.

Serdecznie Pozdrawiam

P.S.

Druga część komentarza niżej

[foto]4. Kim był ten • autor: Boruta /Bogdan Zawadzki (2017-12-13 20:59:19)

Kim był ten "Ja" ? ... takie pytanie pada w drugim komentarzu Śniącego.

Osobiście borykam się z podobnym pytaniem. Otóż w dzieciństwie oraz w czasach wczesnej młodości zdarzało mi się, spontanicznie doświadczyć stanu, w którym odzywało się we mnie (nazwijmy je) "prawdziwe JA" które nie było "mną" w potocznym rozumieniu tego słowa. To bardzo, ale to bardzo dziwne uczucie, którego nie umiem porównać z niczym innym czego doświadczałem w życiu. ...

Wiem jedno, "JA" nie jest tożsame z moim ziemskim ego. Podejrzewam, że niektórzy z ludzi (po latach ćwiczeń i medytacji) potrafią nawiązać z nim kontakt, ale u większości ten kontakt słabnie wraz z umacnianiem się tego wszystkiego co nas tutaj trzyma (tj. wraz ze wszystkimi zobowiązaniami, zależnościami, przyjemnościami i nie-przyjemnosciami etc.).

[foto]5. jeszcze do "Moje narodziny" c.d. • autor: Leszek Piliszewski (2017-12-14 07:21:55)

I mnie lokalny edytor tekstu zjadł końcówkę, oto ona:

A rozliczność form snów, świadomego śnienia, często mylonego z mentalnymi podróżami niefizycznymi naszej wielowymiarowej świadomości jest tak bogata, że często, po jakimś czasie okazuje się, że wątpliwy jakościowo sen nie jest „śmieciowy”, to tylko my lub nasza sytuacja dojrzewa do jego zrozumienia. I jeszcze jedno; jeśli coś jest przed nami zakryte, to wg Huny, nasze AUMAKUA uznaje że jeszcze nie pora, że to my lub sytuacja nie dojrzeliśmy do ujawnienia sensu, a pośrednik, czyli Podświadomość jest mu posłuszna. Więc nie obarczajmy naszej Podświadomości opowiedzialnością bo ona nie ma mocy dezycyjnej. Tak ja twierdzę, na podstawie efektów wieloletniej świadomej współpracy z moją KU, ale nie uważam że moja prawda jest obowiązująca.

Pozdrawiam.