Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2017-02-02

Jan Szeliga

Moje 15 lat na Twardej Ścieżce z Dniem Niedźwiedzia w tle.

Dzień 2 lutego od dawna kojarzy mi się bardzo miło. W tym dniu obchodzi imieniny moja mama. 15 lat temu dzień ten przybrał dla mnie całkiem nowe znaczenie. W dniu 2 lutego 2002 r. wziąłem udział w moich pierwszych warsztatach Twardej Ścieżki. Warsztaty te odbyły się w Zawadce Rymanowskiej na Podkarpaciu z okazji Dnia Niedźwiedzia i nazywały się jeszcze całkiem inaczej. Nazwa Twarda Ścieżka powstała kilka lat później.
Warsztaty dostarczyły mi całkiem nowych dla mnie doznań. Pierwszy raz w życiu chodziłem wtedy po ogniu i wziąłem udział w szałasie potu.
Doświadczenia te, same w sobie były dla mnie bardzo ekstremalne. Zmienna i mroźna pogoda jeszcze bardziej zwiększyła tę ekstremalność.
Fizycznie warsztaty te, były dla mnie bardzo ciężkie. Po warsztatach bardzo cieszyłem się z tego, że w ogóle podołałem takiemu dużemu ( jak dla mnie) wysiłkowi w tak ekstremalnych warunkach.
Jak się później okazało, warsztaty te, były punktem zwrotnym w całym moim życiu. Poznani tam ludzie, m.in. Wojciech Jóźwiak i Łukasz Łuczaj przez wiele następnych lat byli dla mnie inspiracją i wiele razy pomagali mi w moich pierwszych samodzielnych krokach na Twardej Ścieżce.

Niesiemy drewno na ognisko

Moje pierwsze przejście po ogniu

Przez wiele następnych lat robiliśmy różne działania na Twardej Ścieżce u Łukasza Łuczaja w Rzepniku. Kilka razy byłem też na warsztatach organizowanych przez Wojtka Jóźwiaka.
Następny Dzień Niedźwiedzia zaliczyłem dopiero 9 lat później w 2011 r. w Harkawiczach.
Pamiętam, że była wtedy bardzo ostra zima. Ponieważ była to dla mnie wyprawa niemal przez całą Polskę, to z domu wyjechałem z samego rana. Temperatura wynosiła wtedy -4 stopnie. Gdy dojechałem do Białegostoku, zrobiło się ciemno. Nigdy nie byłem w tych stronach, więc zdałem się na nawigację, która ubzdurała sobie, że chce mnie poprowadzić przez ciemny las po jakiejś wąskiej i oblodzonej drodze. Droga prowadziła w ciemny las, a tu żywego ducha, aby się zapytać o drogę. Pamiętam, że jeździłem wtedy tam i z powrotem chyba ze 2 razy aby w ogóle zorientować się gdzie jestem. Gdy okazało się, że jadę drogą wprost do granicy, postanowiłem wrócić do Białegostoku i pojechać już inną drogą. Gdy przyjechałem na miejsce i wysiadłem z samochodu, to wręcz osłupiałem z wrażenia. Tak mocno jaskrawo świecących gwiazd jeszcze nigdy w życiu wcześniej nie widziałem. Temperatura -20 stopni też chyba się do takiego wrażenia przyczyniła?.
Zaparkowałem samochód w zaspie na skraju drogi i udałem się w stronę domu Marii i Mirka. Na miejscu zastałem już większość uczestników tego spotkania. Kilka osób znałem z różnych innych wydarzeń, które odbyły się w różnych innych miejscach. Kilka osób było dla mnie nowych. Zmęczony całodzienną podróżą poszedłem spać na antresoli. Za dużo niestety nie pospałem, ponieważ wiele osób dość głośno chrapało, wręcz tak "jak niedźwiedzie" ;)
Z samego rana wyszliśmy na spacer po okolicy. Dobrze że zabrałem ze sobą gumofilce i kurtkę narciarską. Duża ilość śniegu i wiatr dawały się nam bardzo we znaki.
Dużym wyzwaniem było odkopanie szałasu ze śniegu i znalezienie kamieni do szałasu. Kamienie szukaliśmy w różnych miejscach na polu, odkopując je spod śniegu. Było bardzo trudno, ale się udało i przed zmrokiem wszystko było gotowe.
Gdy się ściemniło, wyszliśmy rozpalić ogień. Pamiętam, że wiatr był tak mocny, że dosłownie wyrywał płomienie z ogniska. Do szałasu wchodziliśmy na dwie tury. Ja wszedłem w drugiej turze i przyznam, że już nie mogłem się doczekać chwili, kiedy wejdę do środka. Gdy wreszcie znalazłem się w środku, odczułem przyjemne ciepło i spokój.
Szałas był dość mocny, ale jak to powiedział jeden z uczestników tego szałasu: "tym razem dużo bardziej ekstremalnie było na zewnątrz niż wewnątrz". Zazwyczaj bywa odwrotnie.
W domu zamarzła woda z powodu dużych mrozów. Musieliśmy nosić wodę w wiadrze ze studni. Woda, pomimo tego, że stała w domu była bardzo zimna. Z tego, co zauważyłem, to nikt nie kwapił się do mycia. Ja tylko raz umyłem zęby i przed wyjazdem się ogoliłem. Zrobiłem to tylko dlatego, że miałem jeszcze w planie pewne spotkanie w Warszawie. Jak do tej pory było to dla mnie najbardziej ekstremalne wydarzenie na mojej Twardej Ścieżce.

Zastanawiamy się co z tym wszystkim zrobić?

Szukamy kamieni

Wszystko gotowe

Po tak mocnych wrażeniach, z następnymi działaniami na Dzień Niedźwiedzia czekałem 2 lata. W 2013 r. postanowiłem zorganizować warsztaty w Rudawce Rymanowskiej. Pogoda była dość podobna do tej, którą mieliśmy na pierwszych moich warsztatach, a miejsce w którym odbyły się te warsztaty, położone jest w bliskim sąsiedztwie Zawadki Rymanowskiej.
Zapowiadało się więc też bardzo ekstremalnie. Spaliśmy w drewnianym domku letniskowym, który okazał się w miarę ciepły. W piątek wieczorem odbyło się chodzenie po ogniu. Odbyło się ono bez większych przeszkód. Wystarczyło tylko odgarnąć śnieg ze ścieżki ognia i z miejsca, w którym paliło się ognisko i dalej to już było "z górki"
Konstrukcja do szałasu potu już stała. Problem jednak był w tym, że była ona dość duża. Mogła pomieścić około 30 osób. Było to stanowczo za dużo jak na nasze potrzeby. Nie chciałem jednak jej rozbierać, tylko tak ułożyłem koce, aby zmniejszyć jej powierzchnię w środku. Nawet się to udało. Pogoda była dość dobra, a w szałasie było dość gorąco.
Jednak to, co zobaczyliśmy następnego dnia, bardzo nas zaskoczyło. W nocy dosypało śniegu i zrobiła się odwilż. Nasz szałas dosłownie cały pływał w wodzie. Gdyby taka sytuacja spotkała nas dzień wcześniej, to nie wiem, czy udałoby się zrobić szałas w takich warunkach? Po szałasie jeszcze przez ponad tydzień suszyłem koce i prześcieradła.

Przed chodzeniem po ogniu

Przed wejściem do szałasu potu

Następnego dnia po szałasie

Moje ostatnie twardościeszkowe spotkanie z Dniem Niedźwiedzia odbyło się 2 lata temu. 1 lutego 2014 r. uczciliśmy je szałasem potu w Pietruszej Woli. Warunki były dość dobre. Pogoda sprzyjała. Śniegu było niewiele. Konstrukcja szałasu już stała, więc wystarczyło ją przykryć kocami. Pozostało nam jeszcze zbudować ognisko. Drewno było na miejscu, więc też nie było z tym żadnego problemu.
Szałas był dość mocny. Fizycznie jednak był on najłatwiejszy ze wszystkich powyżej opisanych działań, które miały miejsce na Dzień Niedźwiedzia.

Szałas i ognisko

Grzejemy kamienie do szałasu

Takie były moje działania na Twardej Ścieżce związane z Dniem Niedźwiedzia.
Większość moich działań związanych z Twardą Ścieżką odbywa się w bardziej cieplejszych porach roku. Po wielu latach różnych doświadczeń, w tej chwili wypracowałem sobie "mój styl" prowadzenia tych działań. Od kilku lat organizuję warsztaty, które są już cyklicznie powtarzane co roku. Do takich działań należą szałasy potu na powitanie wiosny i jesieni. Wyprawa do miejsc mocy w okolicach Ślęży, którą zwykle organizuję w długi majowy weekend. Warsztaty na Noc Kupały oraz warsztaty z zakopywanie się do ziemi, które odbywają się zwykle w sierpniu. Do tego wszystkiego dochodzi wiele innych imprez organizowanych przy różnych innych okazjach w różnych częściach Polski.
Ciągle dochodzą do mnie wiadomości od uczestników moich warsztatów, o tym, jak działania na Twardej Ścieżce pozytywnie wpłynęły na ich życie. Mając na uwadze to, jak pozytywnie zmieniło się też moje własne życie, mam zamiar kontynuować takie działania w przyszłości .
Na koniec, chciałbym podziękować osobom, które miały bardzo duży udział w mojej Twardej Ścieżce.
Special thanks to:
Dziękuję Wojtkowi Jóźwiakowi za "zarażenie mnie" Twardą Ścieżką.
Łukaszowi Łuczajowi dziękuję za udostępnienie miejsca i pomoc w moich pierwszych i tych późniejszych działaniach na Twardej Ścieżce.
Wioli i Remkowi z Bratkówki dziękuję za udostępnienie miejsca i pomoc w zorganizowaniu warsztatów i kilku szałasów potu.
Marcinowi z Brodek, dziękuję za udostępnienie miejsca na warsztaty.
Ani z Zaczarowanego Miejsca dziękuję za kilkuletnią współpracę w organizowaniu warsztatów i szałasów potu w bardzo pięknym miejscu nad Rawką.
Dziękuję też Adamowi z Komorzna, za możliwość zorganizowania warsztatów na jego terenie.
Dziękuję Panu Ryszardowi Walczakowi, za możliwość odbywania działań warsztatowych na terenie kopalni kwarcu w Kraskowie.
Dziękuję też wszystkim tym osobom, u których przynajmniej jeden raz prowadziłem jakiekolwiek działania na Twardej Ścieżce, a których tutaj wcześniej nie wymieniłem.
Na koniec dziękuję wszystkim uczestnikom moich warsztatów. Dziękuję za wasze towarzystwo i za to wszystko, co się zadziało.
Sława!

Przed szałasem potu


P.S. A co do Dnia Niedźwiedzia, to mi się marzy, aby po szałasie zrobić morsowanie.
Może za rok? Zobaczymy ;)

Jan Szeliga

Komentarzy nie ma.