Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2011-05-19

sny innych, WJ

Śmierć z kosą jak z tarota

Kiedy miałam pięć lub sześć lat, śniła mi się Śmierć. Śniło mi się, że stoję przy oknie, moje okno wychodzi na ulicę, jest noc, ulice są puste, i w pewnym momencie widzę JĄ. Jest piękną, młodą, wysoką kobietą. Ubrana była w czerwień, na głowie miała czapkę (jeśli można tak to nazwać) w kształcie koguciego grzebienia. Na sobie miała obcisły, czerwony kombinezon, szeroki czerwony pas i długie czarne buty na płaskim obcasie. W ręce trzymała kosę. Patrząc na nią wiedziałam, że to jest Śmierć. Nie patrzyła na mnie, szła przed siebie. Jej postawa wyrażała piękno, dystynkcję i dumę, lecz także budziła we mnie lęk. Nagle zniknęła mi z oczu. I oto słyszę pukanie do drzwi, zaglądam przez wizjer i widzę Śmierć przed swoimi drzwiami. Cichutko stoję po drugiej stronie drzwi, ona odchodzi.
Teraz, chociaż mam trzydzieści lat, pamiętam tamten sen, jakby śnił się poprzedniej nocy. Nie tak dawno miałam podobny sen.
Była noc, a ja i mój mąż byliśmy nad jeziorem. Nagle widzę cztery postacie jadące na koniach: kobietę i trzech mężczyzn. Teraz też wiedziałam, że to jest Śmierć i jej straż przyboczna. Ja i mąż weszliśmy cichutko do wody i schowaliśmy się za podmurówką ogrodzenia schodzącego do jeziora.
Tym razem Śmierć wygladała inaczej niż tamta widziana w dzieciństwie. Była także piękna, miała ciemne włosy i twarz o doskonałych rysach, zimne usta bez uśmiechu, ubrana była w czarną, powiewną, długą suknie, na nogach długie czerwone buty, na głowie miała koronę, a pod nią długi welon tworzący pelerynę.
Śmierć i jej towarzysze wjechali konno na plażę i tkwili w miejscu jakby na kogoś czekali. My baliśmy się ich, nikt się nie ruszał, by nas nie spostrzegli.
W pewnym momencie ta Czarna Pani spojrzała na mnie - wiedziałam, że mnie widzi, lecz ona udała, że nic nie dostrzegła. Miałam wrażenie, że chciała mnie uchronić przed swymi kompanami. Pamiętam jej spojrzenie: przenikliwe, świdrujące, lecz przy tym swojskie, jakby łączyło mnie z nią duchowe porozumienie. Jeźdźcy stali przez chwilę w milczeniu, po czym odwrócili swoje czarne rumaki i ruszyli z powrotem drogą, którą przybyli. My wyszliśmy z wody. Bardziej bałam się o męża niż o siebie. W głębi duszy miałam odczucie, że wywodzę się z rodu tych czarnych istot, lecz muszę się przed nimi kryć jak wygnaniec.
(Z kolekcji Matyldy, przed 27.X.1996)

sny innych, WJ

Komentarze: 1

[foto]1. Ciekawy wgląd w naturę Śmierci • autor: Wojciech Jóźwiak (2011-05-19 14:46:17)

Postać Śmierci, podobna do tej ze snu, wyobrażana jest na trzynastej karcie tarota. Karty tarota nie są jakimiś dowolnie wymyślonymi obrazkami, lecz przedstawiają pewne głębokie treści naszej psychiki, czyli archetypy. Różnica między tarotem a tym snem jest taka, że w tarocie Śmierć jest wyobrażana jako kościotrup. Jednak jest to zapewne groźna postać Śmierci; w taki sposób objawia się ona niewtajemniczonym. Ty poczuwasz się do duchowego pokrewieństwa z nią, więc ukazuje ci ona swoją prawdziwą twarz.
Kim jest owa Śmierć? Jest takie łacińskie powiedzenie: „Nie cali umieramy”. Oznacza to również, że nie cała nasza dusza jest nieśmiertelna. Taki pogląd jest spotykany w wierzeniach wielu ludów. Śmierć, którą widziałaś, to ta część twojej duszy, która śmierć przeżyje. Dlatego czujesz we śnie, że jest dla Ciebie kimś bliskim.
Pewne szczegóły snu są znajome. Śmierć jako czarna postać na koniu przedstawiona jest w talii tarota Ridera-Waite’a z 1911 roku. Czterej mroczni jeźdźcy niosący zagładę to Czterej Jeźdźcy Apokalipsy. Scena z twojego snu bardzo przypomina znany rysunek Albrechta Dürera, wyobrażający owych jeźdźców.
(Komentarz pod pseusonimem Matyldy, z 1996)