Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2016-11-01

Wojciech Jóźwiak

Metal azymut

Przyjechał X. Prowadzi warsztaty, ja na nich jestem. Jest taka scena: z jednej strony jest rozgadana grupa uczestników, siedzą przy stole (lub kilku stołach) na krzesłach lub taboretach, wśród nich osoby, zarówno mężczyźni jak kobiety, które bywały na moich warsztatach. Z drugiej strony, tzn. trochę dalej, siedzi X: pod dachem na tarasie. X rozdaje przedmioty mocy. Nie wiadomo dobrze, co to jest, ale w grupie są przekazywane poufne i niepewne wiadomości, że to złoto. Panuje nastrój ekscytacji i jednocześnie udawania: „e, to mnie aż tak bardzo nie obchodzi”. W końcu w grupie ustala się pogląd, że to są metale różnego rodzaju, różne pierwiastki. Osoby, które wracają od X-a obdarowane, wymieniają nazwy tych metali-pierwiastków. Idzie wiadomość, że rozdawany jest „cynk”. Ja zwlekałem z pójściem, ale widzę, że zostałem jeden z nielicznych, którzy jeszcze po dar nie poszli. Więc ruszam z trzema, czterema osobami, które też zostały na koniec. Rzucam jakąś niezbyt mądrą uwagę, że „cynk jest pożyteczny”. Na miejscu (na tym tarasie) okazuje się, że X już nie ma „cynku”. (X siedzi za stołem, dużym i czarnym.) Na początku rozdawał bryłki srebra, potem złota, potem innych metali. Dostaję od niego metal, który na jawie pewnie nazywałby się bizmut, ale w śnie nazywa się „azymut”. To jest mała grudka tej substancji, wygląda jak kamyk z plaży, pokryty żółtawym nalotem, przez który prześwieca ciemny metal; czuję dotykiem, że jest miękki. Nie jestem ostatnią osobą, która do niego przyszła, jestem może trzeci od końca. X pyta mnie z pewnym wyrzutem, dlaczego tak późno przyszedłem, na końcu? On mówi po angielsku, ja wszystko rozumiem, odpowiadam też po angielsku, starannie dobieram słowa, ale niektórych mi brakuje, trącam młodego mężczyznę, który stoi obok (kilkoro osób tam stoi): „Jak jest po ang. »pożyteczny«?” Odpowiadam więc, że ja mam już tyle doświadczeń, że uznałem, że mogę innych, bardziej początkujących, przepuścić w kolejce. Przy tym mam świadomość, że nie mówię prawdy, bo zwlekałem dlatego, że miałem żal do X-a, że nie poświęcił mi uwagi, na którą (jak uważałem) zasługiwałem i czułem się przez niego niedoceniony. W następnej scenie siedzę przy tym pierwszym stole i kontempluję dary, jakie otrzymałem, moje przedmioty mocy: jest to grudka tamtego metalu, większy od niej ciemny kamień, jak krzemień, oba położyłem na podstawce, która jest plastrem wyciętym z większej krystalicznej bryły, wielkości spodka.

Wojciech Jóźwiak

Komentarzy nie ma.