Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2016-05-09

Piotr Jaczewski

Meru-wingowe szczytowanie
Klątwa demona




Pośrodku naszego wewnętrznego świata leży niezdobyta góra. Meru. Góra nie byłaby górą, gdyby nie można się było na nią wspinać, a trzeba było, powiedzmy, schodzić w dół. Gdybyśmy schodzili w dół, to byłaby jaskinia. W świecie wewnętrznym są. Bo tak!

To dość pierwotne, bazowe metafory płynące ze wspinaczki na górę, na drzewo w centrum wszechświata oraz pogrążanie się w dół, w jaskinię, macicę, będącą nigdzie-wszędzie.

I nie pomoże latanie, wcielanie się w superbohaterów, wspinanie się po mniej lub bardziej pomocnych trupach przodków, walka ze śmiercią i przeznaczeniem, by dostrzec świat z tej góry.

I nie pomoże zasypianie, uciekanie, odwracanie uwagi wciskaniem się w każdą... dziurę, by odnaleźć się w  błogości tej jaskini.

Tak zaczynają się koany samorozwijających się metafor, gdy zaczynamy badać je z wewnętrznym przewodnikiem. I zmagać się z paradoksem pokrewnym błędowi aktora. Nie możemy przeżywać coś i jednocześnie to obserwować. Bycie i bycie kimś wykluczają się wzajemnie, mijają o nanosekundy, a często o całe życie.

A jednak.

Nie można nie wspinać się na tą górę. Nie można nie chronić się w tej jaskini.

Nie da się przejść obojętnie wokół tego drzewa. Nie da się pozostać nieporuszonym w tym grobie.

Nie da się kontrolować świata ze szczytu tej góry. Nie pozbędziemy się lęku spoglądania w tą otchłań.



Piotr Jaczewski

Komentarzy nie ma.