Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2020-01-13

Adam Pietras

Melancholia Wędrowca
Piosnka o swobodzie

Dziwny jest wędrowiec, który nie zna smutku. Jego serce przechowuje w sobie kamienie barwy węgla – niekiedy ogołocają go z wszelkiego życia... ale to nie smutek. To może z tego kamienia przyjdzie odpowiedź, Mądrość – na jego miarę! Bo widział różne światy i pyta – czy w górę, czy w dół, czy tutaj... Czy wolność i wiekuiste wędrowanie, przemijanie. Wzrost, trwanie, śmierć – po kole. A nie szuka jeszcze spoczynku, bo wielką radość mu sprawia wędrowanie. Nic go nie wzywa, a tylko przygoda. Czy jest w ogóle jaka wieczność, czy nie? Dalejże, w drogę...

Dziwny jest wędrowiec. Dużo pamięta, ale jakby nie rozumie. Był kilkukrotnie w jakichś niebiosach, chyba innych za każdym razem, tak, chyba zawsze to były inne niebiosa. Zalewały go spokojne wodospady anielskiego szafiru, leciał w złocistej i radosnej nocy międzygwiezdnej wolności, pijał trunki w laserowych miastach przyszłości z przyjaciółką o lodowatych jak Antarktyda oczach.

Bywał i bywa nadal w piekłach. Gdy nocował w górach ujrzał żelazny płomień pragnienia, mocy i spieczonej ziemi. Mądry i zły płomień z podziemi. Niekiedy budzi się słysząc chrzęst kolczugi i kolczastych butów, uderza go woń żelaza i smoły a demony wrzeszczą z mózgami na wierzchu, wykuwają broń. Dobrze im chyba w tym piekle. Demony szaleją lecz nie robią mu krzywdy, nie widzą go? Lecz czemu przychodzą? Gniotą się demony w piekle.

Jestże wreszcie wędrowiec na ziemi. Oblała go tkliwością światła ziemskiego jakaś bogini, której Imię jest przecież niewypowiadalne, chyba że – Róża? Bianka? Skąd to? Z nieba na ziemię? Z ziemi na ziemię? Bo nie z kosmosu przecież, zbyt ludzkie to było, zbyt śmiertelne, zbyt bolesne i zbyt radosne, zbyt matczyne, zaranne. I byłże wędrowiec w mrowisku, wśród ściśniętej i starej arystokracji – nadgryzionej w piękną, powietrzną zmurszałość oleistego słońca, takiego, które objawia się na tym świecie tylko w pośmiertnym trwaniu. I poruszał się o milimetr naprzód wśród wielkielkiej plątaniny wszelkich sznurów. Chyba Hiszpania.

Dalejże, w drogę... Niech wszystko wejdzie w palce! Znowu się co zaczyna, znowu pięknie będzie, znowu bliżej będą gwiazdy! Między dobrych "..." idę! A na razie, na razie... posłuchaj mojej żałostliwej klechdy... niech ucichnie wszelki cel i stanie się Krążenie! bo później – nie będzie na to czasu!

Adam Pietras

Komentarzy nie ma.