Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2019-03-19

Wojciech Jóźwiak

Medytacja nie jest od załatwiania sobie czegoś – ale jednak...

W odcinku „Intencja?” podkreślałem, że medytacja nie jest „po coś” i nie służy temu, żeby „coś sobie załatwić”. Dlatego intencja jest w niej zupełnie zbędna. Nie ma sensu podpinać pod medytację jakiejś intencji, na zasadzie: „medytuję, aby coś się stało”. Medytacją niczego nie załatwiamy.

Ale jednak... Ta sprawa ma jakby wyższe piętro. Otóż wydaje mi się – mogę dopuścić taki pogląd – że medytacja jest wskaźnikiem czegoś. Sama wprawdzie niczego nie sprawia, ale przez to, że decydujesz się na medytację, zwłaszcza na systematyczna praktykę codziennie przez jakiś czas o określonej godzinie i wytrwywasz przy tej praktyce, wykazujesz, że coś zmienia się w twoim życiu na lepsze. Oczywiście, coś się zmieniło, bo doszła medytacja. Ale może doszło coś jeszcze? To, że medytujesz i trwasz przy tej praktyce, wskazuje, że przydarza ci się pewien nadmiar. Nadmiar czego? – Chęci, możliwości, energii. Wolałbym zresztą nie nazywać tego którymś z brutalnie dosłownych słów. Coś zaczyna się dziać. Coś ponadto. Jakiś nadmiar.

To czy medytacja jest tego przyczyną, czy skutkiem, jest zupełnie nieistotne, zresztą nie ma przyczyn po jednej stronie, skutków po drugiej.

Gdy nad tym się zastanawiałem, skojarzyło mi się z podejściem katolickim i protestanckim. Katolicy natrętnie błagają swoje Święte Osoby, których czczą kilkoro, żeby uczyniły coś, czego oni, błagacze, sobie życzą. Protestanci robią coś innego: testują siebie. Czynią coś sami, a czyniąc sprawdzają, czy Bóg im sprzyja. Medytacja, gdy patrzeć na nią pod pewnym kątem, jest sprawdzianem, czy mam pewną porcję tego nadmiaru, o którym wyżej wspomniałem.


Wojciech Jóźwiak

Komentarze: 5

[foto]1. Łaska i predestynacja oraz medytacja • autor: Radek Ziemic (2019-03-20 00:05:02)

1) Katolicy mają łaskę, która jest dla mnie podejrzana. Protestanci, predestynację, która jest dla mnie podejrzana jeszcze bardziej.
2) Medytowałem w stanach, długotrwałych, gdy brakowało mi "nadmiaru" - medytacja była byciem poza tym brakiem, ale ten brak sprawiał, że medytowałem. Teraz, gdy czuję się o wiele lepiej, jest mi nawet, o dziwo, trudniej. (Choć o pierwszych daniach, gdy zmieniłem porę, mógłbym powiedzieć: "zaczęło się wiotko").

2. Święte Osoby • autor: Natalia Nowicka (2019-03-20 13:15:25)

U mnie jest sytuacja specyficzna, bo startuję z pozycji katolickiej, ale coraz bardziej nie chce mi się rozdrabniać na świętych. Jak mam coś do powiedzenia górze, to mówię wprost do Głównej Osoby, czasami prawie bez użycia jakichkolwiek formuł. Czy medytacja jest porównywalna z modlitwą? Hm. Wydaje mi się, że to jednak dwie nieco odmienne sytuacje. Modlitwa jest wtedy, kiedy masz potrzebę wygadać się do kogoś na zewnątrz. Medytacja - kiedy chcesz uładzić samego siebie.

3. Medytacja jako ćwiczenie • autor: mechlinski.pawel (2019-03-20 20:57:38)

Medytacja może być także spostrzegana jako pewna forma treningu. Takie spojrzenie na nią jest bliskie zachodniemu ruchowi mindfullness. Spotykam się z głosami krytykującymi takie podejście do medytacji, gdyż odarcie jej z osadzenia w uduchowionym kontekście według osób, od których głosy te pochodzą, może prowadzić do trudności psychologicznych czy emocjonalnych na pewnym etapie zaawansowania praktyki.
Niemniej pozytywny aspekt mindfulness to ogrom badań naukowych nad medytacją, których ilość w ostatnich latach zwiększa się wykładniczo. Dzięki temu wiemy dzisiaj już trochę o korzyściach z medytacji, nawet z rozróżnieniem na różne jej formy. I tak dla przykładu medytacja, w której koncentrujemy się na oddechu i powracamy uwagą do niego za każdym razem, gdy nasz umysł pobłądzi w szybkim tempie wypracowuje większe panowanie nad uwagą. Mówi się nawet o uwadze w kategoriach zasobu, gdyż można ją "zainwestować" w różnego rodzaju działania, czy procesy (np. w pamiętanie czy planowanie), a także co może nawet bardziej istotne - dzięki lepiej wyćwiczonemu operowaniu uwagą możliwe jest unikanie "przecieków", choćby powstrzymywanie nawykowych, często bardzo energochłonnych reakcji emocjonalnych czy "wydawania" na snucie planów albo rozpamiętywanie o rzeczach bez szczególnej dla nas korzyści, ponownie z przyczyn wcześniej wypracowanych przyzwyczajeń.

Posunąłbym się do stwierdzenia, że medytacja w tej formie jest rozwijaniem metaumiejętności działania poza nawykami, a więc też zmiany zastanych zwyczajów (np. myślenia, czucia, reagowania). Idealnym stanem, do jakiego się dąży jest żywa obecność i partycypacja w teraźniejszości.

Co prawda to jedynie jedna z form medytacji.

[foto]4. Ad Radek Ziemic • autor: Wojciech Jóźwiak (2019-03-22 08:29:15)

Jednak mimo wszystko jest nieznaczne podobieństwo do postaw katolików (z jednej strony) i protestantów (z drugiej).

Tu się zgadzam, ponieważ ten "nadmiar" -- właściwie, poczucie nadmiaru -- może spowodować, że "człowieka" dosłownie zrzuca z medytacji. Na zasadzie: "ależ mam nadmiar! -- No to lecę, robię! Co mam siedzieć...?"
Nie przypadkiem w tym miejscu u buddystów, którzy te problemy najlepiej przerobili, pojawia się hasło "sangha", czyli wspólnota współ-ćwiczących, która na jednostki, podatne wszak na szaleństwa, działa stabilizująco.

[foto]5. Ad Paweł Mechliński • autor: Wojciech Jóźwiak (2019-03-22 08:33:36)

Zgadzam, że medytacja może być traktowana jako trening. Do czegoś innego, do jakichś wyższych lub specjalnych umiejętności umysłu bądź ducha. Zgadzam się, że niektórzy te umiejętności w ten sposób sobie zbudowali.
Ale jednak bliski jest mi pogląd, że medytacja (prócz innych spraw) jest czymś, co jest warte samo. Podobnie jak oddychanie. Jak sen, Jak radość.