Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2014-06-02

Wojciech Jóźwiak

Medium coeli jak autostrada

Kosmogram, gdy pominąć szczegóły, jest kołem (okręgiem) przeciętym przez dwie linie. Czyli jakby krzyż nałożony na koło. Koło to zodiak, czyli trasa po której jadą planety po niebie. Krzyż to dwie główne linie dzielące niebo: linia horyzontu (pozioma) i linia północ-południa (rysowana pionowo). U góry rysunku, tam gdzie kierunek południowy przecina koło zodiaku, leży punkt, w którym planety wznoszą się najwyżej nad horyzontem – stoją najwyżej na niebie. Słońce stoi w tym punkcie w południe. Punkt ten nazwano medium coeli, co po łacinie znaczy „środek nieba”.

W przeciwnym kierunku, czyli tam, gdzie planety są najniżej pod horyzontem – jest to dokładnie kierunek północny – leży imum coeli, czyli „dół nieba”. Na rysunku po lewej, a w terenie na wschodzie, gdzie planety wschodzą wznosząc się ponad horyzont, jest ascendent. Po przeciwnej stronie, zachodniej, jest descendent.

Każdy z tych punktów kardynalnych (tak się nazywają) ma swoje znaczenie w astrologii. Można je prosto wyłożyć na przykładzie biznesu. Ktoś, kto uruchamia biznes i działa zgodnie z imum coeli (zwykle taka osoba ma silnie obsadzony ten punkt,np. w jego pobliżu ma Słońce, Księżyc, jakąś ważną planetę lub kilka planet), skąd weźmie na to środki czyli pieniądze, lub inne konieczne zasoby? – Pożyczy od rodziny. Albo uruchomi walory, które odziedziczył lub które jakoś w jego rodzinie, np. wykorzysta kawał odziedziczonej ziemi lub działkę, lub lokal w mieście. W każdym razie pierwszy sposób, jaki mu przyjdzie do głowy, jest taki, żeby zwrócić się do rodziny – po wsparcie, pomoc, radę i zasoby.

Osoba mająca silnie obsadzony descendent i (zatem) działająca zgodnie z duchem i sposobem tego punktu, uruchamiając interes, co zrobi? – założy spółkę! Odwoła się do pieniędzy i zasobów innych ludzi, uwspólniając je z zasobami własnymi. Ja część, ty część, on część – i razem zrobimy to, czego nie dokonałby żaden z nas osobno.

Osoba z silnym ascendentem zadziała ascendentalnie, czyli myśląc o sobie i z własnym „ja, mnie” w centrum uwagi. Ktoś taki będzie wszystko usiłował robić sam, tymi własnymi rękami, opierając się na własnych zasobach, umiejętnościach i zdolnościach. Niechętnie będzie dzielić się nie tylko zyskiem, ale i pracą, pomysłami i odpowiedzialnością. Również na zasadzie: „nikt tego nie zrobi tak dobrze jak ja sam!”. A jeśli jest dość możny, to owszem, zatrudni pracowników, ale wszyscy będą musieli tańczyć tak, jak on zagra. I cała chwała będzie iść na poczet jego autorskiego przedsięwzięcia.

Osoba z silnym medium coeli postąpi jeszcze inaczej. Zgodnie z duchem środka nieba zwróci się po oparcie i wzmocnienie do wyższych czynników, potężniejszych od niej. Np. weźmie kredyt od potężnego banku. Albo – w naszych dzisiejszych warunkach – zgłosi się po dofinansowanie do funduszu unijnego. W dawnych czasach, podobnie, ktoś taki szukałby oparcia u księcia, króla lub gubernatora. W ogóle myślenie zgodne z medium coeli każe szukać, obserwować i orientować się, co o „moich” zamiarach myśli góra. Czy może jest potrzebna jakaś ekstra-zgoda lub ekstra-wsparcie miejscowych urzędników? Może warto się z nimi zaprzyjaźnić? Może warto postarać się o zamówienia rządowe? Dowiedzieć się zawczasu, czy nie szykują się korzystne dla mojej branży ustawy i wskoczyć zanim konkurenci się zorientują?

Na tych przykładach widać, że imum coeli każe skupiać się na rodzinie, przodkach, na tym co jakoś dane z natury – na własnej najbliższości. Descendent każe patrzeć poziomo, szukając równych sobie, z którymi można się jakoś partnersko połączyć. Ascendent kieruje uwagę ksobnie, na siebie samego. Medium coeli ciągnie – ciągnie uwagę – w górę. Można najogólniej powiedzieć, że medium coeli polega na kontakcie z wyższymi i potężniejszymi energiami. Jak to wygląda w metaforycznym przykładzie? Otóż...


...Dobrym modelem medium coeli jest autostrada. Kiedy autostradą prowadzisz pojazd, nie możesz przyglądać się szczegółom. Nie przyjrzysz się bocianowi, który przechadza się obok trasy, bo ryzykujesz zderzeniem z barierą. Nie odwrócisz wzroku. Pewnie w ogóle tego bociana nie zauważysz. Musisz skupiać się na kierunku w którym jedziesz. Skupienie polega na tym, że mnóstwo rzeczy musisz pomijać. Nie możesz zagapiać się na bociany, krowy ani drzewa. Nie możesz dać się pochłonąć rozmowie, bo nie zauważysz rozjazdu i miniesz go, a żeby nadrobić błąd, będziesz musiał nadkładać ze 100 kilometrów drogi. Na autostradzie „cel jest wszystkim” – robisz tylko to,co jest potrzebne do osiągnięcia celu podróży. Wszystko, co temu nie służy, musisz odrzucić lub przełożyć na inną okazję.

Autostrada jest przeciwieństwem zwiedzania. Nie masz kontaktu z terenem, z ziemią i z wszelkimi ciekawymi szczegółami, które ją zaludniają. Autostrada mogłaby iść nie po ziemi, tylko na słupach 100 metrów ponad nią i wtedy działałaby jeszcze lepiej. Tylko z powodu kosztów ciągnie się trasy po ziemi.

Kiedy budowana jest autostrada, to dla miejsc, przez które idzie, jest to ruina i spustoszenie. Tam, gdzie przeryje się ciężki sprzęt, nic już nie będzie takie jak przedtem. Błota są zasypywane, lasy cięte, wzgórza równane, rzeczki przenosi się do nowych koryt, rolnicy muszą daleko dojeżdżać na pola, wysokie płoty i ekrany tną krajobraz i rozrywają siedziby zwierząt. Autostrada jest budowana przy pomocy potężnych i niszczących energii.

Autostrada, co też ważne, przychodzi z zewnątrz. Nie da się jej zbudować ze składek mieszkańców, ani z funduszy gminy. Pieniądze musi wyłożyć rząd albo nawet Unia Europejska. Budują ją międzynarodowe firmy.


Te wszystkie cechy ma także medium coeli. Kiedy planety przechodzą przez urodzeniowe MC, jest tak, jakbyś wjechał na autostradę. Wchodzisz w kontakt z wielkimi energiami, daleko przekraczającymi twój osobisty rozmiar. Jak to się przejawia? – Np. skromny dotąd student dostaje stypendium na drugim kontynencie, leci tam samolotem, na który prywatnie nie byłoby go stać, a na miejscu konferuje z mędrcami z pewnej dziedziny, którzy, gdyby ich zaczepił prywatnie, spuściliby go po schodach.

Albo ktoś, do tej pory wiodący przeciętne życie, wygrywa wybory. Dostaje gabinet, sekretariat, sztab ludzi do pomocy i fundusze, fundusze... Które tysiąc lub milion razy przewyższają to, co w swoim dotychczasowym zawodzie mógłby kiedykolwiek zarobić.

Ktoś wydaje książkę lub występuje w TV (częsta rzecz, gdy Saturn mija urodzeniowe MC) – i nagle to, co ma do powiedzenia ogłasza tysiącom ludzi. Podczas gdy prywatnie powiedziałby... może pięciu.

Przy tym tak samo, jak na autostradzie, jest coś za coś. Wybrany polityk nie może realizować swoich prywatnych chęci – musi służyć swojej partii. Naukowiec musi całe swoje siły rzucić na wyznaczony odcinek badań. W telewizji zostajesz sformatowany i przestajesz być całkiem sobą.

Zdarza się też, że ta kariera, związana z planetami na MC, rujnuje dotychczasowe życie – znów całkiem tak, jak autostrada rujnuje sielski krajobraz. Kontakt z większymi i możniejszymi energiami, czynnikami, osobami i instytucjami nie zawsze jest grzeczny ani łagodny. Jest tyleż szansą i wzmocnieniem, co zagrożeniem. Ale o tym będzie osobno.

Wojciech Jóźwiak

Komentarzy nie ma.