Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2017-04-02

Katarzyna Urbanowicz

Mapa marzeń cz.3
Czyli o tym co stale pragnę poprawiać

Segment MOJE c.d. 

O komunikatywności, umiejętności przekazu i wytrwałości

czyli o tym, co stale pragnę poprawiać

         Trochę to dziwne, że mojemu nieskoordynowanemu myśleniu (myślactwu) towarzyszy potrzeba jasnego wyrażenia tego, co pragnę przekazać, a zwłaszcza napisać. W dzieciństwie, kiedy brutalnie odzwyczajano mnie od leworęczności, zaczęłam się jąkać, co ustępowało w okresie dojrzewania, gdy zaczęłam pisać szkolne wypracowania. Zawsze uważałam swoje wypowiedzi słowami za poszarpane, niejasne i nieskoordynowane, ponieważ najczęściej moje otoczenie nie rozumiało, o co mi chodzi. Starałam się więc w tym, co piszę, być dokładną, klarowną, gładką. Zawsze czytałam swoje szkolne prace na głos, żeby tekst miał swoistą melodię i dobrze brzmiał. Im byłam starsza, tym bardziej popadałam w obsesję wyrażania dokładnie tego, co chcę powiedzieć, ni mniej ni więcej. Na szczęście na starość trochę sobie odpuszczam. Łagodnieję wobec świata, nie jestem już taka zasadnicza w przestrzeganiu form.

         Na różnych etapach życia moja komunikatywność zmieniała się, ewoluowała. Od strumienia świadomości przechodziłam do dygresji od dygresji i literackich form szkatułkowych, właściwych niepoprawnym gawędziarzom, porzucając je stopniowo dla nowych odkryć. Niestety, nigdy nie szło mi dobrze pisanie Hemingwayem, który to męski styl na wiele lat zdominował światową i polską literaturę, stając się kanonem, do którego przykrawano wszelkie debiuty. W pop literaturze oznaczało to konieczność operowania krótkimi zdaniami, brak opisów i roztrząsań. To, że w bohaterze wrzało piekło, dawało się rozpoznawać po akcji, gdy na przykład wyciągał broń i zaczynał strzelać. Moda ta umacniała się pod wpływem sztuki filmowej, gdy oszczędność mimiki i gestów zaczęła być standardem, odróżniającym dzieła współczesne od epoki przeddźwiękowej.

         Tu, wydaje się, leżała przyczyna moich trudności w porozumiewaniu się z innymi. Ja chciałam oddawać komplikacje świata, który widziałam, inni pragnęli widzieć uproszczoną czarną kreskę na białym tle. Żadne cyzelowanie tekstu nie pomogłoby mi w komunikatywności, o czym jednak nie wiedziałam. W dążeniu do tego, aby być rozumianą, próbowałam zmienić i udoskonalić siebie (tu zbiegają się segmentu marzeń omówione w części INTERAKCJE) zwłaszcza poprzez doskonalenie swojego STYLU. Mam na myśli nie tylko pisanie, ale całokształt siebie: spokojnej, opanowanej, rozsądnej, kompetentnej.

         To wiąże się z moim marzeniem: być komunikatywną bez żadnego wysiłku, być rozumianą i móc podejmować dyskusje bez zastanawiania się nad ich formą. Choć oczywiście nie satysfakcjonują mnie odpowiedzi w rodzaju „masz rację k....a coś nie tak”.

         I tak dochodzę do ostatniego szczebelka mojego płotu segmentu ŚWIAT TU: WYTRWAŁOŚĆ. Nie jestem wytrwała, nie umiem i nie umiałam pozostawać bez ruchu dłużej niż pół godziny. Podziwiam ludzi, którzy godzinę lub dłużej usiłują odnaleźć program posługując się popsutym pilotem do popsutego telewizora, przy czym czas oglądania odnalezionego kanału stanowi jedną dziesiątą czasu poszukiwań. Wytrwałości nie potrafiłam w sobie wyrobić, chociaż jest dla mnie bardzo istotną cechą i bardzo ją cenię. W moich marzeniach jestem wytrwała bez żadnego wysiłku, po prostu tak mam.

         Kiedy poszukuję symbolu dla wyrażenia wytrwałości, pierwszym, który nasuwa się na moją myśl, jest Syzyf, potem galernik, potem górnik i po chwili łapię się na tym, że oni wszyscy byli wytrwali nie z własnej woli, ale pod przymusem.

https://www.youtube.com/watch?v=Tru6PJHMjnI

         Miałam kiedyś taki plakat nawiązujący do Syzyfa i wytrwałości, tylko á rebours. Przedstawione tu żuki gnojowe bez wątpienia działają bez przymusu. Czy idea, która im przyświeca w ich uporze, powstała z wrodzonych cech, nabytych przekonań, czy może z życiowych doświadczeń, gdy trzymanie się podjętego zobowiązania wydawało jedyną słuszną drogą i dawało nadzieję? Nie wiem. Fakt, że posłużyły za symbol inteligentnego plakatu, wskazuje na wiele sił sprawczych — także po stronie ładunku. Wszak on też nie był bezwolny.


Segment ŚWIAT POD

         Ma jeden odcinek płotu, wewnętrzny, z jednym zawołaniem :CHCĘ.

         Dlaczego tak nazwałam ten świat? Trochę ma to związek z podświadomością, ale nie do końca. Wiedząc o nierealności wielu marzeń, umieszczam je w zakątku ze snami, ponieważ dotyczą snów. Nie są to sny świadome, ale jednak zawierają elementy moich gorących pragnień i ze snów takich budzę się usatysfakcjonowana. Lubię ciekawe sny z fabułą i zawikłaniami, niespodziewanymi wydarzeniami (miłymi), tzw. „smaczkami” czyli czymś oryginalnym i niespotykanym, a także elementami wymagającymi zastanowienia się i rozwikłania zagadki. Uwielbiam bieganie we śnie – zwłaszcza pod górę. Znam przebieg ścieżki mojego biegu do najdrobniejszego kwiatka, pasu trawy czy kałuży. Pamiętam różne płoty, które mijam. Biegnę zawsze w tym samym, letnim krajobrazie, słonecznym, zacienionym od drzew i wilgotnym po świeżym deszczu. Niestety te cudowne sny kończą się, gdy dobiegam na wzgórze. Krajobraz, który stamtąd oglądam, jest piaszczysty, pustynny, a w dali majaczy nieznane mi miasto. Jeśli we śnie nie obudzę się i idę dalej, wkrótce błądzę w tym mieście i nie mogę trafić z powrotem, a piękny sen zmienia się w koszmar. Czasami, gdy budzę się z takiego snu, odkrywam, że obrzydliwie klnę na głos.

         Nie zawsze moje sny są przyjemne, ale mimo to lubię, kiedy toczy się wartka akcja. Wewnątrz takiego snu czuję się jak aktorka w horrorze, pamiętająca o swojej roli, świadoma wymagań scenariusza, podporządkowująca się mu, ale jednocześnie rozważająca inne warianty w taki sposób, jakby ode mnie zależało, jak dalej akcja się potoczy. A potoczyć ma się tak, żeby było ciekawie, a nie żeby było miło — co czasem się zdarza. Uważam, że są to sny na wpół świadome.

         Tym, co najbardziej pociąga mnie w moich snach i odróżnia sny miłe od niemiłych, jest sprawczość. Niezależnie od karkołomnych doświadczeń, skrajnych zagrożeń, wszystko jest w porządku, jeśli to ja panuję nad wydarzeniami i mam siłę je modyfikować. Kocham sny, w których mogę przejawić swoją wolę.

         Ostatnie miejsce w moich snach i marzeniach o nich, choć nie najmniej ważne zajmują nowe pomysły. Związane są najczęściej z tym, co piszę i nie zawsze mogą zostać wykorzystane. Stanowią jednak pewien bank, do którego sięgam, gdy nie mam przed sobą jasnych rozwiązań pewnych kwestii. Ten rodzaj snów, to sny pożyteczne i lubię, gdy bank pęcznieje, jak portmonetka po wizycie w bankomacie.

         W ten sposób dochodzę do ostatniego segmentu:

ŚWIAT NAD

On scala moją mapę, nadaje jej głębszy i bardziej uniwersalny wymiar.

         Najważniejszym wskazaniem na moje przeznaczenie jest wypowiedziane w pewnym śnie niejednoznaczne zdanie mojej zmarłej ciotki, nauczycielki licealnej, że powołana jestem do wyjaśniania różnicy między słowem, a wyrazem. Pisałam o tym w 71 odcinku Babci Ezoterycznej „Inne sny, złudzenia i inne duchy cz. 3” sprzed 4 lat http://www.taraka.pl/inne_sny_zludzenia_3

 usiłując zrozumieć o co dokładnie chodzi w tych wskazówkach.

Nie wydaje mi się jednak, żebym dobrze wypełniała swoją rolę. Najważniejszą przeszkodą do wypełniania każdej, jaką by mi z góry nie przeznaczono, są moje pragnienia. One zaburzają klarowność rozumienia czegokolwiek, kierują wysiłek w nieoczekiwane strony, prowadzą do kolizyjnego kursu z przeznaczeniem (jeżeli takie istotnie jest). Nie da się ich całkowicie wyrugować, można czasem przekierować na inne obiekty (np. czynili to święci), można chyba (a przynajmniej powinno) się je zmniejszyć. Niespełnione pragnienia bolą i uwierają, spełnione niosą gorycz. Ich zmniejszenie wydaje się rozsądnym przedsięwzięciem.

         Ukoronowaniem sensownego sterowania własną osobą wydaje się pogodzenie z tym, czego nie można zmienić. Jednocześnie jest to drwiną z mapy marzeń, przekreśleniem jej sensu; czyni z niej zabawę głupawego dziecka. Zapewne nią jest, chociażby z tego powodu, że porządkuje coś, co w moim najgłębszym przekonaniu powinno zostać nieuporządkowane. Gdybym umiała i chciała się modlić, moja modlitwa brzmiałaby:

Ty, który jesteś, jeżeli jesteś, daj mi myśli bujające swobodnie i nie każ mi myśleć rozsądnie, ponieważ rozsądek zabija wszystko, co mogłoby być Tobą, gdybyś był, oczywiście.


Katarzyna Urbanowicz

Komentarze: 3

[foto]1. Ostatnie zdanie jest bardzo niebezpieczne • autor: Przemysław Kapałka (2017-04-09 09:36:02)

To właśnie tego typu myślenie pchało nas do powstań narodowych, które wiadomo, jak się kończyły. I niejednego już popchnęły do ruiny. Rozsądek jest znacznie mniej niebezpieczny, niż jego porzucenie.

[foto]2. Zapewne • autor: Katarzyna Urbanowicz (2017-04-09 09:58:38)

Zapewne masz rację. choć Twoje przewidywania idą w jedną, aktualną stronę, ważką politycznie. Jednak będę upierać się, że w marzeniach nie powinniśmy kierować się rozsądkiem (co innego w działaniach). Cóż to byłyby za marzenia, gdyby szły w jedynie słusznym kierunku? Nie mogłaby podobać nam się cudza żona, nie moglibyśmy wyobrażać sobie siebie na cudzym miejscu i tak dalej. To nie byłyby marzenia, a plany.Nieudane powstania narodowe nie wynikały z błędnych marzeń a z błędnego rozeznania w sytuacji, nie uwzględnienia wszystkich wchodzących w grę czynników i niezdarnego planowania, oczywiście też.

[foto]3. Rozsądek nie ogranicza • autor: Przemysław Kapałka (2017-04-09 17:58:11)

To jest właśnie podstawowy błąd, że rozsądek ogranicza. Jest odwrotnie. On wskazuje drogę, o ile tylko jest właściwie pojmowany. I wcale nie oznacza jedynego słusznego kierunku. Cudza żona lepiej, żeby nam się nie podobała, bo każde marzenie niesie w sobie zalążek spełnienia, a pewnych rzeczy lepiej nie robić. Na cudzym miejscu możemy sobie się wyobrazić, nie ma w tym nic złego jeśli tylko nie odciąga nas od realnych działań. Powstania wynikały z marzeń, które właśnie nie uwzględniały rozsądku, to nie tyle było błędne rozeznanie sytuacji, co niedopuszczanie do siebie rozeznania prawidłowego. Sprawa marzeń i rozsądku jest warta co najmniej osobnego artykułu. I jedno, i drugie powinno mieć swoje miejsce, żadnego nie wolno deprecjonować.