Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2015-12-09

Wojciech Jóźwiak

Małomówny kolega fizyk

Śniło mi się, że miałem w domu gościa, którego zaprosiłem, i był to mój kolega fizyk z dawnych czasów, pewnie ze studiów. Był niższy ode mnie i blondyn, o łagodniejszych rysach twarzy i z wyglądu młodszy. (Ja też byłem w śnie raczej młodszy niż teraz.) Miał imię i nazwisko, które zapamiętałem, nieprawdziwe, ale realistyczne. (Nie miałem znajomego tak się nazywającego. Nazwiska nie napiszę, żeby nie powodować fałszywych skojarzeń.) Mój dom, gdzie tego kolegę przyjmowałem, był inny niż ten faktyczny.

Ten kolega został fizykiem, inaczej niż ja, pracował na uczelni; nie było to jasno powiedziane, ale pozbierał wszystkie doktorskie i profesorskie tytuły, był znaną postacią w nauce. Z wizytą tego kolegi łączyłem wielkie nadzieje. Miałem nadzieję, że dowiem się od niego czegoś ważnego, o jego i o mojej przeszłości, o tym, jak się potoczyły nasze losy, jakie mechanizmy rządziły naszymi życiami. Dlaczego to właśnie jemu się udała kariera. Miałem wiele pytań, które chciałem mu zadać. Ale rozmowa się nie kleiła. Kolega odpowiadał rzeczowo i krótko, tak jakby nie widział problemów, które widziałem ja. Z jego odpowiedzi wynikało, że wszystko jest jasne, wszystko jakoś „leży na wierzchu”, nie ma tajemnic i właściwie nie ma o czym mówić. Mnie brakowało „języka w gębie”, nie wiedziałem, o co i jak go pytać, żeby się dowiedzieć tego, czego chciałam. On był uprzejmy, zadowolony, uśmiechał się, zachowywał się poprawnie. Jednocześnie bardzo pilnie wykorzystywał czas. Kiedy nie pytałem go, nie „bawiłem rozmową”, stale coś czytał lub zapisywał. Kiedy się zwracałem do niego, zakrywał rękawem swoją książkę lub laptop i grzecznie ale krótko mi odpowiadał. Nie czuł potrzeby kontynuowania rozmowy, ale jednocześnie nie dawał żadnych oznak, że źle czuje się w moim towarzystwie i wyraźnie nie przeszkadzało mu, że będąc w gościnie, wykonuje nadal sam swoją pracę.

Wojciech Jóźwiak

Komentarze: 4

[foto]1. To ja jestem Twoim kolegą fizykiem • autor: Joanna Najdowska (2015-12-10 08:54:18)

Znamy się, ale się nie znamy.

Coś nas łączy, może nawet kawałek Drogi szliśmy razem, może osiągnęłam coś, co Ty osiągnąłeś tylko trochę, a mnie z kolei nieznane są Twoje doświadczenia.

Bywam w Twoim domu, ale tak tylko trochę. Dobrze mi w Twoim towarzystwie, ale Twoje sprawy obchodzą mnie tylko na ileś; mam własne tematy, które czasami w Twoim przyjaznym domu mam możliwość poczuć inaczej, więc z tego korzystam.

Nie znam odpowiedzi na większość Twoich pytań, ale moja świadomość rezonuje z Twoją świadomością za każdym razem, gdy problem jest wypowiadany.

Itd

2. Wyższe Ja jako... • autor: frezja (2015-12-10 15:58:37)

Wyższe Ja jako kolega - fizyk?Bardzo ciekawe.  Bo i młodszy, jasnowlosy, udzielający konkretnych odpowiedzi. Ale i malomowny jednocześnie bo to wszak w naszym interesie jest wyciągnąć tyle informacji ile się da od tej bardziej oswieconej cząstki nas samych. 

[foto]3. Wyższe Ja i Wewn. Dziecko • autor: Wojciech Jóźwiak (2015-12-10 16:27:57)

No właśnie, Frezjo. Ten kolega fizyk miał jednocześnie cechy Wyższego Ja (bo więcej wiedział i "poszedł w górę") i Wewnętrznego Dziecka: młodszy, jasnowłosy niby dziecię, i jeszcze nie napisałem, że miał dość dziecinne rysy twarzy. (Ten sam rodzaj męskiej urody co np. bracia Kaczyńscy: wieczne bobasy.) Dlatego wciąż nie potrafię odczytać przekazu tego snu.

[foto]4. Kolega fizyk - przewodnik? • autor: Kahuna (2015-12-11 21:42:02)

Ja skojarzyłem to od razu z moją pierwszą wizytą i spotkaniem z przewodnikiem podczas pierwszej ceremonii Ayi. Czyli ponad 2 lata temu. Wtedy gdy intencją było "spotkać mojego przewodnika". Spotkałem i nic z tego nie wynikło. Postać w Twoim śnie była miła i kulturalna. Podczas Ayi mój przewodnik krótko mówiąc "opierniczył mnie za durne intencje" które nic nie wnoszą, niczego nie wyjaśniają i na dodatek są inne niż prawdziwe. Ja też "zapomniałem" wtedy języka w gębie, gdy pytał mnie po co chciałem go spotkać. Odpowiedziałem, że chciałem, żeby było miło. On mi na to - no to nie jest miło.. i nie będzie...