Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2013-07-04

Wojciech Jóźwiak

Łoś

Drugi wielki nieobecny

Łoś, drugi co do wielkości nasz zwierz (i całej Europy – po żubrze), jest tak samo jak żubr symbolicznie nieobecny, stoi poza kulturą. Nie ma go w mitach, nie ma wśród tradycyjnych zwierząt-symboli, nie pisano o nim bajek, nie występuje jako ikona ani w starych herbach. Z pewnością zawiniło to, że jako mieszkaniec północnych puszcz nie był znany starożytnym Grekom ni Rzymianom, dopiero Juliusz Cezar pierwszy doniósł o łosiu słysząc o nim w Galii i Germanii. We wczesnym średniowieczu łosie żyły jeszcze nad Renem, lecz w kolejnych stuleciach zanikały i pod naporem człowieka cofały się na wschód i północ. W Polsce przetrwały na Bagnach Biebrzańskich, w ostatnim półwieczu rozmnożyły się i rozeszły – pomogła ich ochrona! – i podobno jest ich u nas około trzech tysięcy. Spotkać łosia na Podlasiu czy Mazurach nie jest wcale trudno, chadzają też po Mazowszu, podobno zapuszczają się nawet w Sudety, odzyskując tereny, gdzie je wytępiono paręset lat temu. Wielką ojczyzną łosia pozostaje strefa tajgi: Skandynawia, Rosja z Syberią, Alaska i Kanada.

Wading moose
Źródło: en.wikipedia.org

W czasach „przednowoczesnych” łoś głównie znany był jako dostarczyciel sławnej łosiowej skóry, z której robiono wojskowe kubraki, tzw. kolety [1], a także oficerskie spodnie, buty z cholewami i rękawice. W miarę ginięcia tych zwierząt o tych wyrobach zapominano.

Łoś jest największym z rodziny jeleniowatych i w ogóle jest zwierzęciem ogromnym: jest wielkości rosłego konia. Przy tym trudno jest łosia z kimkolwiek porównywać; każdy kto go widział w naturze potwierdzi, że to zwierzę jest bardzo „w swoim własnym rodzaju”: ma oryginalny kształt ciała, swoiście się porusza, na własny niepowtarzalny sposób wynurza się z leśnych gąszczy lub z bagiennej mgły. Łoś to łoś.


Czego uczy łoś?

Łoś jest zwierzęciem zamieszkującym skraj świata dostępnego ludziom – i właśnie to jest jego głównym symbolicznym sensem. Żyje w pierwotnych, wilgotnych lasach, na mokradłach i turzycowiskach [2], żeruje zanurzając się w wodnych rozlewiskach. Jest istotą na pół lądową, na pół wodną. Spotkanie z łosiem w przyrodzie sprawia nieodparte wrażenie, że doświadczamy czegoś pierwotnego i prymitywnego, co wyłania się oto z otchłani czasu. Może tylko mamut gdyby zmartwychwstał czyniłby większe wrażenie podobnego rodzaju. Łoś łączy nas symbolicznie z naszą pierwotną prahistorią, z wszystkim, co omszałe, włochate, chłodne i ociekające rdzawą wilgocią. Od niego blisko już do Żelaznego Jana, dzikiego człowieko-zwierza żyjącego na dnie leśnego stawu w opowieści braci Grimm i Roberta Bly'a. Łoś jest zwierzęciem wilgoci i chłodu, żyjącym świadkiem minionej epoki lodowcowej i jej megafauny. Tak jakby tylko jemu jednemu udało się przeżyć – z jego dawnych olbrzymich rówieśników”: mamutów, włochatych nosorożców, megatheriów i szablozębnych tygrysów.

Właściwie każde zwierzę reprezentuje anekumenę, czyli świat poza-ludzki i dziki, świat, który nie do ludzi należy, a do zwierząt i duchów, do bóstw i do umarłych. Jednak w każdym zwierzęciu anekumena, dziki świat, prezentuje się z innej strony. Postać jelenia zachęca człowieka, by do leśnej anekumeny udał się po plon, do nie-swojego lasu jak do swojej spiżarni. Postać dzika przypomina o zagrożeniu, o grożącej w tym nieprzychylnym świecie śmierci. Niedźwiedź poucza, że leśny nie-ludzki „lud” zwierzęcy rządzi się swoimi prawami i jest tak samo kompletny i samowystarczalny jak społeczność ludzi. Wilk uczy dzielności i samodzielności, uczy radzenia sobie w skrajnościach i na przekór masie.

Czego uczy łoś? Anekumena widziana przez „pryzmat” (przez okulary, przez przeziernik?...) łosia okazuje się przede wszystkim – przyjazna. Miejsca, które człowieka przyprawiają o grozę: podmokłe lasy, trzęsawiska, łany trzciny, chwytające za nogi warkocze wodorostów, zimne i zatapiające wody – dla łosia są schronieniem, pokojem, łożem i pościelą, i suto zastawionym stołem. Nie ma drugiego zwierzęcia, które czułoby się tak bardzo u siebie... właśnie tam, gdzie człowiek staje się nieporadnym wygnańcem i osaczoną przez „złą” przyrodę ofiarą.

Anakumena-dzicz poprzez postać łosia okazuje się być ochroną, miejscem schronienia i opieki. Jak mało które zwierzę, łoś żyje w samym łonie matecznika.

Northern Exposure
Ze strony: www.suprmchaos.com


Przystanek Alaska i runa Elhaz

Łoś, nieobecny w kulturze, istniejący dotąd tylko w przyrodniczo-naukowym aspekcie, nagle wtargnął w polska masową wyobraźnię w latach 1990-tych za sprawą lewacko-prohomoseksualnego serialu filmowego „Northern Exposure”, gdzie w czołówce po wyludnionym miasteczku spaceruje... właśnie łoś. Zarazem tytuł filmu, oryginalnie znaczący „widok na północ” (lub podobnie) został przełożony jako „Przystanek Alaska”. Przystanek, a więc miejsce, gdzie bezdomny dotąd wędrowiec może zatrzymać się, spocząć, znaleźć swój dach nad głową, swój „matecznik”. I tak za sprawą tak przełożonego tytułu ów serial natychmiast u nas obrósł sensami, których jego kalifornijscy autorze wcale weń nie wkładali – nam, rozbitkom z epoki rozsypanej komuny i zgasłej „Solidarności” tamto filmowe łosiowe miasteczko i jego społeczność wydały się zapowiedzią nowej, lepszej ojczyzny. I jednocześnie podziwiajmy, jak zagrał archetyp, w którym łoś równa się schronieniu – i to schronieniu w miejscu, które w pierwszym wejrzeniu wcale na schronienie nie wyglądało. Archetyp, dodam, który chyba dopiero wtedy się narodził...


Karta runy Algiz, z blogaEzoteryka i jaAlli Chrzanowskiej

– Ale nie, przecież wspomniane skojarzenie jest całe wieki starsze! Bo jednak istnieje w kulturowym repozytorium Europy malutkie i nie całkiem pewne miejsce, w którym łoś podobnie gra. To runy, runiczne pismo i runiczna magia. Oto piętnasta z kolei runa Starszego Futharku, czytana jako dźwięk „z” (w starogermańskim występujący tylko na końcu słów), w kształcie greckiego „psi”, ale rysowanego trzema prostymi kreskami, więc trochę przypominająca piktogram drzewa lub współczesny glif planety Neptun, nosiła tajemniczą nazwę Algiz, Elhaz lub Elahaz. Faktycznie o Starszym Futharku niewiele wiadomo, a nazwy niektórych run, w tym runy Elhaz, są domysłami: starej daty, jeszcze z XIX wieku, ale jednak domysłami. Elhaz w starogermańskim znaczy łoś. Symboliczny sens tej runy, to: ochrona.



Sen o drabinie z rogów łosia

Kilkanaście lat temu zbierałem sny: przysyłały mi je czytelniczki (rzadziej czytelnicy) pewnego ezoterycznego pisma. Jeden z tych snów uznałem za jeden z najważniejszych przekazów z „tamtej”, tajemnej strony umysłu. Jego autorka lub raczej przekazicielka śniła, że idzie do Częstochowy, ale ponad wieżą tamtejszego kościoła wznosi się wysoka góra. Śniąca razem z innymi ludźmi idzie w górę po schodach na wieży i dochodzi do jej szczytu, a dalej... Z tamtej wiszącej nad nimi skały zrzucono zwijaną drabinę. Ta drabina jest chwiejna i wspinać się nią trudno, ale jednak tworzy bezpieczny ochronny kanał, ponieważ otoczona jest „rurą” uczynioną z rogów łosia! Śniąca z trudem, raniąc sobie dłonie, wspina się na szczyt, gdzie spotyka magiczne zwierzęta i ludzi różnych ras i języków, bawiących się razem.

Sen ten nieustannie robi na mnie wielkie wrażenie. Podświadomy i w istocie spontanicznie szamański przekaz, z obrazem osi świata po której śniąca wzorem dawnych szamanów wspina się do Górnego Świata, do nieba, faktycznie wchłonął i w-integrował popularny sens Częstochowy jako duchowej stolicy. Ten sen o drabinie z rogów łosia „brzmi” jak odwołanie lub obalenie mitu o wieży Babel: tam wspinającym się do nieba pomieszano języki i rozproszono, tu przeciwnie – zrzucono z góry pomocną drabinę. A zamiast Babelowego pomieszania języków, na śniącą u celu czekała wspólnota ludzi pomimo różnych mów i ras. Myślę, że tak jest faktycznie: tym, którzy sami podejmą rozwojowo-duchowy wysiłek, zostaje zrzucona pomoc z „tamtej strony”, z „nieba”. Całkiem odwrotnie niż podobało się uznać mitozofom starożytnych Żydów.

Rogi łosia nie są tu przypadkowe. Łoś jest zwierzęciem „symbolicznie nieznanym i pomijanym”; reprezentuje więc prócz samego siebie coś więcej: mianowicie wszystkie te obrazy, wyobrażenia, symbole i „sposoby”, których jeszcze nie znamy, bo nasza kultura, taka jaka jest, nie dostarczyła nam ich. Musimy ich dopiero szukać i znajdować. Drabina z łosiowych rogów zawiera więc myśl, że jeśli sięgniemy do nieznanych nam jeszcze bo uporczywie kulturowo pomijanych symboli, to powiedzie się nam „wspinaczka do nieba”. Ale łoś to także anekumena, pra-las i pra-moczary, mateczniki starego zwierza i to w nas, ta część naszej duszy, która dopiero tam może rozkwitnąć: tam, gdzie chronią się łosie.


Ekwiwalenty


Varia

Germańskie słowa na łosia: angielskie elk, niemieckie Elch, szwedzkie älg, są co do pochodzenia identyczne z naszym łoś, w innych słowiańskich łos', los itd.

Słowem elk w Ameryce nazwano innego jeleniowatego – wapiti, a dla łosia przyjęto od Indian (Algonkinów) ich słowo: moose.

Po rosyjsku na 'konia' jest drugie (prócz konia!) słowo: łoszad' – jak widać, dziwnie podobne do łosia. (Podobno zapożyczone z któregoś języka na wschód od Rosjan.) Zapewne to podobieństwo słów zainspirowało Rosjan do udomowienia i gospodarczego wykorzystania łosia. Przez kilkadziesiąt lat hodowano je w pewnym ośrodku pod Uralem, lecz wydaje się, że projekt w końcu upadł z braku funduszy i zainteresowania obecnych władz.

Pewien gatunek turzycy po angielsku nazywa się elk-sedge, co tak samo jak “turzyca” po polsku niesie znaczenie: “licha trawa, niezdatna dla bydła, dobra ledwie dla dzikich łosi lub turów”. Roślina ważna dla runologów, bo być może runę Algiz nazwano nie od łosia, tylko od tej “trawy-łosiówki”, staroang. Eolh-secg. Secg to prócz “turzycy” także “miecz” (por. nasze siec, siekać), co też ważne w runologii. Zob. Algiz. (Wróć do tekstu)

Giuseppe Arcimboldo, Ziemia, 1570

Obraz Giuseppe Arcimboldo "Ziemia" z 1570 r. ukazuje duże ssaki znane wówczas ludziom Zachodu. Są tu, od dołu: lew (jako skóra) i baran (skóra), sarna, wół, osioł, owca, ryś; wilk i zając (obejmują się), słoń (centralnie), koziorożec, niedźwiedź, dzik, wydra, daniel, jeleń, wilk (ponownie), sarna samica (bez rogów), gepard, kozica, garna (Antilope cervicapra), małpa (jakiś gatunek makaka), koń, tchórz, lew (samica), wielbłąd (?). Nie ma ani żubra, ani łosia!

Kolet, pludry i kapelusz
Kolet, pludry i kapelusz wystawiony 2011 na Allegro. (Wróć do tekstu)


Z własnych przygód

Z początkiem lat 2000-ych któregoś dnia na wiosnę jechałem na Pomorze znaleźć miejsce na warsztaty. Rzeczywiście, znalazłem Pniewo, gdzie na tamtejszym skrawku anekumeny szczęśliwie prowadziłem szamańskie warsztaty przez następne siedem lat. Wyjechałem z domu na Płońsk, mijałem lasy kampinoskie, w jednym miejscu przy szosie, przy rowie (poranna mgła przykrywała polanę) pasło się kilka łosi.


Wojciech Jóźwiak

Komentarze: 5

[foto]1. Łoś-wierzchowiec • autor: Michał Mazur (2013-07-05 11:31:47)

Rosjanie wcale nie byli pierwszymi, którzy starali się wykorzystywać łosie - stulecia wcześniej łoś służył rabusiom jako wierzchowiec, zwłaszcza tam gdzie były rzeki, rozlewiska czy bagna. Taka "terenówka", którą można się poruszać po anekumenie i przedostać się do bezpiecznego miejsca (kryjówki). Może dlatego łoś = ochrona?

Swoją drogą, ciekaw jestem jak sprawy z łosiami wyglądały u ludów, które nie mają koni, lub u których nie ma odpowiednich warunków naturalnych do wyhodowania ich w większej liczbie. Czyli jak to mogło wyglądać np. w Skandynawii czy na wschodnio-północnej Słowiańsczyźnie.

[foto]2. Łoś jako wierzchowiec nieznany • autor: Wojciech Jóźwiak (2013-07-05 12:25:43)

Sprawa łosia-wierzchowca, używania łosia jak konia do jazdy wierzchem jest wysoce tajemnicza. Ja o tym czytałem jeden raz w życiu, w dzieciństwie, ale zapamiętałem: w którejś z książek o zwierzętach Jana Żabińskiego (to był 60-50 lat temu taki ówczesny Wajrak) autor napisał, jakoby tubylcy Syberii udomowiali łosie, jeździli na nich wierzchem, czym sprawiali kłopot rosyjskim wojskom i urzędnikom, których konie były bezradne na błotach, gdzie łosie były sprawne. Żabiński pisał też o akcji udomowienia łosi w ZSRR i o tym, że mała mleczność klęp rozczarowała hodowców. Zapewne chodziło o ten sam ośrodek pod Uralem, Pieczorski Zapowiednik, o którym za ang. Wikipedią napisałem w artykule.

Niestety, cała sprawa wygląda mi jak do tej pory na Radio Erewań! Podobnie jak ładne kolorowe ilustracje przedstawiające czereśnie rosnące w gronach, produkt twórczości szkoły Miczurina-Łysenki, które w tychże latach publikowano - prawdopodobnie retuszowane zdjęcia owoców czeremchy amerykańskiej.

Ale szukać warto, może w tym wierzchowym łosiu coś jest.

[foto]3. Haha, Trofim Łysenko... • autor: Michał Mazur (2013-07-05 21:17:16)

Haha, Trofim Łysenko :) Ten to był dopiero "geniusz".

O tych łosiach czytałem pewien artykuł, ok 8 - 10 lat temu, tytułu nie potrafię sobie przypomnieć, ale pamiętam jedno - nie można było używać ich na dystanse większe niż parę kilometrów. Chodziło o układ kostny (stawy) i mięśniowy łosia (miał się podobno za bardzo grzać) przy obciążeniu.

Myślę że przy okazji analizy źródeł historycznych coś jeszcze wypłynie - prędzej czy później. Jeśli tak, to po prostu wrzucę to tutaj w komentarz.

4. niesterowalny łoś • autor: Jerzy Pomianowski (2013-07-06 19:11:39)

Chyba najbardziej sensowne dane na temat hodowli łosi znalazłem tutaj:
http://varia.awardspace.info/los/web010107.html

Nie ma problemu z użyciem łosia jako zwierzęcia pociągowego, ale opiekun musi iść przodem. Kierowanie z grzbietu praktycznie nie wykonalne.

[foto]5. Szkoda, że strona porzucona • autor: Wojciech Jóźwiak (2013-07-09 09:34:27)

http://varia.awardspace.info/los/web010107.html
--- Szkoda, że autor tamtej strony o łosiach porzucił ją 12 lat temu.
Dlaczego?