Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2013-12-17

Nes W. Kruk

Ziemianka Rytualna w Kruczyborze
Relacja z budowy

Wersja 1.1

 

… Pij Ziemio, pij Ziemio, pij moją wodę
Przyjmij mnie w ostatniej chwili gdy wrócę do Ciebie

Niech ta Ziemia spłynie wodą nie krwią

Niech będzie płodna jak nasza Matka
Niech będzie silna jak nasz Ojciec

Pij Ziemio, pij Ziemio, pij moją wodę…*

 

 

Ceremonię Szałasu Potu praktykuję od pięciu lat (pierwsza - patrz tutaj). Przez ten czas uczestniczyłem w ceremonii wraz z kilkudziesięcioma osobami (dokładnie 38 jeśli się nie mylę).

Uwaga! Zarówno konstrukcja jak i sama ceremonia nie jest z tradycji indiańskiej. Indiański Sweatlodge był i jest dla mnie inspiracją, ale nie jestem strażnikiem tych konkretnych ceremonii osadzonych w kontekście kultur rdzennych Amerykanów. Tym samym odcinam się od plastikowych szamanów, którzy prowadzą ceremonie stylizowane na indiańskie, choć nie mają do tego prawa.

W tym miejscu zamieszczam relację z budowy pewnej ziemianki w Kruczyborze (wieś Osieczna, Bory Tucholskie), która służy głównie jako Łaźnia Ceremonialna, popularnie zwana Sweatldoge’em lub Szałasem Potu. Jako że sama konstrukcja w przyszłości prawdopodobnie będzie przechodziła przeobrażenia i poprawki, być może też pojawią się inne zastosowania, opis będzie aktualizowany na bieżąco.

 

Projekt

Szukając inspiracji kierowałem się zarówno względami praktycznymi (dostępne materiały, względna trwałość konstrukcji) jak i ideowymi (wejście w Ziemię, materiały naturalne, a zwłaszcza wierzba). Jako że typów Łaźni jest dość sporo (internauta może wpisać w wyszukiwarce swojej przeglądarki słowo „sweatlodge”), pozwoliłem sobie na pewnego rodzaju inwencję twórczą, co już samo w sobie było eksperymentem. Do tej pory Sweatldoge konstruowałem głównie według wskazówek, które w swojej książce „Warsztaty Szamańskie”(można ją kupić za małe pieniądze, co jest przykładem jednym z wielu, jak łatwo dobrą książkę można nie docenić) podał Wojciech Jóźwiak. Wyjątkiem była eksperymentalna konstrukcja w wersji składanej. Ostatecznie zdecydowałem się na wersję wyplataną. Docelowo konstrukcja ma stać przynajmniej rok, bo na tyle zaplanowałem sobie („jeśli chcesz rozbawić bogów, opowiedz im o swoich planach”) regularną praktykę, która pozwoli mi zgłębić tę trudną sztukę, jaką jest ceremonia Szałasu Potu. Chcę również, jeśli mi się to uda, przeprowadzić szereg eksperymentów magicznych (czarostwo, szamanizm) i nie tylko. W tym czasie chcę przećwiczyć różne metody nagrzewania kamieni, sprawdzić rozwiązania konstrukcyjne oraz zbadać i zgłębić pewne formy rytualne.


Projekt, przekrój


Rozważałem też wersję z piecem, ale ostatecznie zdecydowałem się na palenisko poza łaźnią. Etap rozpalania ognia, jak zauważyłem, jest często bagatelizowany przez uczestników ceremonii. Wiele razy obserwowałem, jak to ludzie czekali w domu, aż kamienie się rozgrzeją i będą mogli wejść do sauny. Moim zdaniem sam etap rozpalania ognia i rozgrzewania kamieni jest bardzo ważny i wprowadza w odmienny stan świadomości jeśli potraktować go właściwie, zwłaszcza, gdy o ogień trzeba dbać, lub nawet walczyć. Dla mnie ceremonia zaczyna się od rozpalenia ognia. Rozgrzewanie kamieni to nie przygotowanie do ceremonii, ale jej pierwsza część. Takie jest moje odczucie, które wynika z doświadczenia.

Widok z werandy w Kruczyborze, pierwsza ceremonia



Materiały

Do budowy Łaźni zastosowałem tylko naturalne materiały i narzędzia (próbowałem sekator, ale się nie sprawdził) dostępne zarówno teraz jak i w zamierzchłej przeszłości. Tym sposobem chciałem postawić konstrukcję, którą mogli zbudować nasi odlegli przodkowie. Taki miałem cel i udało mi się go zrealizować. Materiały były zaiste proste:

W tym roku do przykrycia zastosowałem ziemię, żeby zbadać, czy ten materiał się sprawdza. W przyszłości chcę położyć glinę, którą na razie przykryłem tylko sufit.


Budowa

W miejscu przyszłej łaźni przez 2 miesiące rozpalałem ogień. Przed budową łaźni palenisko przeniosłem o 6m na wschód. Wokół paleniska ulokowałem 8 kamieni, które wyznaczały kierunki geograficzne. W środku wykopałem niewielki dół, który wyłożyłem spiralnie mniejszymi kamieniami. Ułatwia to sprzątanie popiołu po każdym ognisku. Mniejsze kamienie dają też dodatkowe ciepło, ponieważ rozgrzewają się w ognisku i lepiej utrzymują ciepło niż ziemia, co jest ważne, gdy ceremonię wewnątrz Łaźni prowadzi się etapami. W tym czasie ogniomistrz musi dbać o to, by kamienie, które czekają na swoją kolej nie utraciły energii ognia. Jeśli ogniomistrza nie ma, lub też bierze udział w ceremonii, kamienie muszą czekać bez opieki i trzeba wcześniej o nie zadbać.



Pod samą Łaźnię wykopałem dół głęboki na 40-50cm o średnicy ok. 2m. Wkopanie pozwala bardzo dobrze zachować ciepło (brak szpar u dołu i wzmocniona ściana boczna), wytłumić dźwięki zarówno te z zewnątrz jak i wewnątrz oraz zmniejsza ilość materiału potrzebnego do pokrycia powierzchni. Poza tym daje dodatkowy efekt uziemienia, o czym dalej. Po okręgu wykopałem 16 dołków na żerdzie. Dołki w zasadzie były zbędne, bo konstrukcja i tak była zwarta, ale same dołki pozwalają regulować długości żerdzi bez konieczności ich przycinania, gdy już zostaną związane. Sznurek jest potrzebny, choć nie niezbędny, tylko na początku. Później przeplatane poprzecznie kije trzymają solidnie całą konstrukcję i w zasadzie można sznurek rozplątać.



Same kije na żerdzie ściąłem z wierzby, między korzeniami której bobry zbudowały żeremie. Duch Bobra, można powiedzieć, był patronem całej budowy Łaźni.




Szkielet obciążyłem kamieniami na desce. Profilowanie trwało kilka dni, by szkielet nabrał odpowiedniego kształtu, tj. by ściana boczna była w miarę pionowa, co daje więcej przestrzeni wewnątrz osobom, które siedzą w kręgu.



Następnie całą ścianę zbudowałem z wierzbowych witek, które przeplatałem między żerdziami poczynając od wejścia.



Łącznie zużyłem ok. 250 witek długości 2-2,5m.



Część ściany która była pod powierzchnią ziemi zabezpieczyłem przed osypywaniem się ziemi gałązkami, które zostały z witek, oraz liśćmi.




Do wysokości, na której żerdzie są połączone ze sobą sznurkiem przeplatanie gałązek szło całkiem łatwo, choć nie da się ukryć, że była to praca czasochłonna i monotonna.



Wyżej musiałem zastosować witki krótsze i cieńsze. Na tym etapie postarałem się już mniej, co widać na zdjęciu.




Jednocześnie systematycznie obkładałem ścianę suchą trawą i na to nakładałem ziemię. Trawa zapobiega osypywaniu się ziemi do środka ziemianki.

Na dach położyłem krótkie gałązki, które przykryłem trawą i na koniec ziemią.




Ścianę nad wejściem musiałem dodatkowo zabezpieczyć przed osypywaniem się ziemi.



W tym celu dorobiłem niewielki przedsionek. Tutaj zastosowałem inną technikę łączenia. Wygięte gałązki wiązałem ze sobą sznurkiem.



Wzdłuż kanału przyłożyłem pięć (jedną u góry i po dwie po bokach) sztywnych gałązek, do których przywiązywałem wygięte gałązki, co wzmocniło i usztywniło konstrukcję przedsionka.



Na koniec przywiązałem w kształt łuku sześć gałązek, co pozwala położyć warstwę ziemi do samego końca. Oczywiście i tu jako podkład zastosowałem suchą trawę.




Przedsionek, poza zabezpieczeniem ściany spełnia też dodatkowe funkcje.  Po pierwsze dzięki zastosowaniu dwóch zasłon, jednej wewnątrz, drugiej na zewnątrz, bardzo dobrze izoluje, jest swego rodzaju buforem.



Po drugie, wpisuje się w symbolikę sweatlodge’a. Sama konstrukcja bowiem jest niczym macica, do której wchodzi się, by w ciemności doświadczyć ceremonii, po której wychodzi się przedsionkiem niczym kanałem rodnym, nago, na czworaka.

Cała konstrukcja po przykryciu ziemią wygląda tak:




Na zimę ziemiankę przykryłem dodatkowo igliwiem. Po czterech stronach wbiłem cztery gałęzie ścięte przez bobry, a które przyniosła rzeka.



Ścieżkę Ognia wyczyściłem, a wzdłuż położyłem kamienie, które wcześniej brały udział w ceremonii.



Przy palenisku jeden z ośmiu kamieni pełni funkcję Ołtarza Ognia, na którym kładę kamienie wyjęte z ognia w celu oczyszczenia z niedopalonych kawałków drewna, trawy itp.



Idea i funkcje

Wnętrze łaźni jest jak macica, w której zachodzą procesy przemiany i dojrzewania (alchemiczna kolba do transmutacji). Kiedy człowiek jest gotów, „rodzi się”, przechodząc przez kanał rodny, nagi, by wyjść do świata. Doznanie bycia w Ziemi, totalne uziemienie wzmocnione jest faktem, że konstrukcja kopuły częściowo jest w ziemi i ziemią przykryta. O wiele lepiej tłumi to dźwięki dobiegające z zewnątrz, niż powiedzmy szkielet przykryty kocami. Do tego czuć wibracje. Kroki kogoś na zewnątrz bardziej czuje się niż słyszy. Samo przebywanie w środku, bez rozgrzanych kamieni potrafi wprowadzić w odmienny stan świadomości. Dlatego ziemiankę wykorzystuję też do innych celów, poza samą Łaźnią.

1. Łaźnia Ceremonialna.

2. Odosobnienie. Jednym z zastosowań może być praktyka odosobnienia. Przy dobrym zaizolowaniu podłoża (od ziemi niestety ciągnie chłód) można tam spędzić dłuższy czas. Sprawdziłem. Ma się wrażenie, jakby było się w jamie albo w norze, co myślę byłoby dobrym doświadczeniem dla kogoś, kogo totemem jest zwierze żyjące w jamie (niedźwiedź, lis) lub w ziemi.

3. Pogrzeb Wojownika. Można też przeprowadzić rytuał zwany „Pogrzebem Wojownika”, gdzie grobem jest nie prostokątny dół, ale kopiec (tu odniesienie m. in. do pobliskich kręgów w Odrach, rezerwatu odległego od Kruczyboru o ok. 20 km, w którym groby mają formę kurhanu, podobne kurhany są też pod Ślężą w Będkowicach). Średnica wewnątrz to ok. 1,8m, więc trzeba wziąć poprawkę na swój wzrost, choć można oczywiście przyjąć pozycję embrionalną. Można zresztą też siedzieć. Do tego rytuału trzeba tylko przykryć dół na kamienie. Jest to w sumie wariant praktyki odosobnienia. Okrągły kształt pozwala leżeć w dowolnym kierunku. Ja jeszcze nie próbowałem tego rytuału w tym miejscu. Zdam relację, gdy spróbuję.

4. Spotkania. Ziemianka sprawdza się jako miejsce spotkań rytualnych lub ceremonialnych związanych z żywiołem ziemi, z tym że grupa nie powinna liczyć więcej niż 6 osób, a liczba optymalna to 4.

5. Rytuały dywinacyjne. Wróżbiarskie zastosowanie jaskiń, jam i zagłębień jest znane od dawna. Ważny jest tu aspekt wejścia w Ziemię, deprywacja sensoryczna oraz wyjątkowość miejsca.

6. Rytuały Ziemi. Ziemianka rytualna jest sama w sobie swego rodzaju ołtarzem Ziemi. Rytuały związane z tą formą energii, popularnie zwaną Żywiołem Ziemi mogą mieć (mają?) szczególną moc w tym miejscu. Osobiście sprawdziłem uziemianie i wyciszenie. Zwykle rytuały uziemiające zazwyczaj robi się stojąc na ziemi. Tutaj odbywa się to w ziemi. Obiekty związane z żywiołem Ziemi w naturze to: jaskinie, jamy. Ziemianka jest tworem, który bardzo przypomina jamę, z tym że została zbudowana przez człowieka.

7. Inne

Jeśli pojawią się inne zastosowania, będę uzupełniał wpis lub zdam relację. Będę też wdzięczny za podpowiedzi co do możliwości wykorzystania.


Wady i zalety

Najpierw wady.

1. Łaźnia ma stałe wymiary, przez co zawsze trzeba rozgrzewać kamienie mniej więcej w tej samej ilości (to też jest zaleta, o czym dalej). Jeśli jest odpowiednia ilość osób, nie ma problemu. Nadmiarem energii dysponujemy wówczas, gdy z Łaźni korzysta mniej niż 4-6 osób.

2. Jest to też ograniczenie co do liczby uczestników. Optymalna liczba to 4 osoby, od biedy zmieści się 6, choć według zaleceń instrukcji zamieszczonej w „Warsztatach Szamańskich” z łaźni może korzystać 8-9 osób, co wynika z obliczeń: 1,6mx3,14:0,6m=8 (rzeczywista średnica to 1,9m). Być może jestem zbyt wygodny.

3. Czas budowy to kilka dni. Ja budowałem od początku września do połowy listopada, ale była to praca w czasie wolnym. Średnio licząc zajęło mi to ok. 4-6 dni intensywnej pracy. Jest też pozytywny aspekt tak długiej pracy, o czym dalej.


Zalety.

1. Stałe wymiary łaźni pozwalają w miarę precyzyjnie operować temperaturą. Jest to kwestia praktyki. Oczywiście doświadczony Mistrz Łaźni (jeśli wolno mi tak nazwać prowadzącego) znając wpływ warunków pogodowych i wymiary konstrukcji również opanuje tę sztukę, ale przy określonych parametrach i praktyce w jednym miejscu jest to o wiele łatwiejsze. Przypomina to jazdę samochodem. Porównanie brzydkie, ale adekwatne. Każdy kto posiada prawo jazdy może jeździć dowolnym samochodem, który skonstruowany jest według ogólnych zasad (pomijam szczegóły typu skrzynia biegów ręczna vs automat), ale swój samochód zna bez porównania lepiej niż cudze, słyszy każdy dźwięk, który odbiega od normy, "czuje sprzęgło", wie co go boli, ile pali itd2. Stała konstrukcja ułatwia spontaniczne rytuały. Nie trzeba budować konstrukcji za każdym razem. Trzeba tylko uważać, by nie spłycić doświadczenia, by nie stało się to zwyczajem „a zróbmy sobie saunę”. Stała konstrukcja zdecydowanie też ułatwia regularną praktykę.

3. Stała konstrukcja staje się też swego rodzaju świątynią. Nie jest to świątynia podobna budynkowi kościoła, bo jej żywotność jest bez porównania mniejsze, ale samo to uświęca miejsce poprzez sakralny charakter konstrukcji. W zasadzie kiedy myślę o ziemiance to moja wyobraźnia każe mi postrzegać ją jako swego rodzaju Ołtarz Ziemi. Jest tu jeszcze Ołtarz Ognia - palenisko, Wiatru - drzewo trafione przez piorun i Wody - nad rzeczką oczywiście, ale o ołtarzach prawdopodobnie będę pisał w którymś z kolejnych odcinków.

4. Wielofunkcyjność. O funkcjach pisałem wcześniej.

5. Proces budowy jest bardziej złożony i energochłonny niż w przypadku jednorazowych konstrukcji. Z tego względu rodzi się szczególna więź z budowlą. Ziemianka zyskuje własną historię, żeby nie powiedzieć wręcz - osobowość, duszę. Ale to moje drobne skrzywienie wynikające z praktyki. Ja generalnie budowle postrzegam jako żywe istoty.


Podsumowanie

Decydując się na tego typu konstrukcję trzeba wziąć pod uwagę wady i zalety, własne potrzeby i przyszłe przeznaczenie, jak również możliwości terenowe. Zdecydowanie polecam tę formę ludziom, którzy posiadają swój przysłowiowy kawałek ziemi, choć osoby mieszkające w bloku również są w stanie zorganizować sobie w miarę stałe miejsce, do którego będą miały dostęp. W Polsce ziemia ma właścicieli, nie opiekunów, więc zawsze można taki kawałek ziemi poszukać i wydzierżawić. Ostatecznie można skorzystać z konstrukcji, którą ja zbudowałem. Mam nadzieję, że posłuży tez innym, nie tylko mnie…


PS Cykl raportów/sprawozdań na stronie tutaj, na Tarace począwszy od tego miejsca.


______

 * „Pieśń Rosy” przyszła do mnie w trakcie pierwszej ceremonii Szałasu Potu, w jakiej uczestniczyłem. Było to w Harkawiczach na Podlasiu. Wówczas zaśpiewałem ją po raz pierwszy. Od tamtej pory śpiewam ją za każdym razem, gdy uczestniczę w Szałasie Potu. Nie zmieniłem ani jednej nuty, ani jednego słowa…

Nes W. Kruk

Komentarzy nie ma.