Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2011-10-13

Ela Bazgier

Kropka czyli pochwała kundlostwa

Muszę się do czegoś przyznać. Nie jestem miłośnikiem kundelków i do tej pory miałam tylko psy rasowe. Ale nie przez snobizm. Chciałam wiedzieć, z kim spędzę najbliższe kilka-kilkanaście lat. Biorąc psa rasowego, nie kupujesz kota (tzn. psa) w worku. Wiesz mniej więcej, czego możesz się spodziewać. Możesz dopasować psa do swojego trybu życia, temperamentu i upodobań. Jeśli jesteś typem sportowym, lubisz rower i piesze wędrówki, dobrze ci będzie np. z seterami, wyżłami, terierami. Jeśli masz dzieci i potrzebujesz psa rodzinnego, omijaj rasy stróżujące, bojowe i obronne, bo one mają w genach wyższy poziom agresji. I tak dalej.

Poza tym lubię patrzeć na ładne. Oczywiście „ładne” to rzecz względna, ale chodzi tu o jakiś rodzaj satysfakcji, zachwytu, kiedy np. patrzyłam, jak moje rude setery biegały w łanach zbóż (jakby unosiły się na falach! no i te kolory!); albo kiedy bokser z tym swoim nadmiarem luźnej skóry marszczył się, przekrzywiał głowę, oczy robiły mu się jeszcze bardziej okrągłe – gdy był zaskoczony. Albo jak jamnik dumnie i statecznie kroczy na czele stada, niczym odpowiedzialny kierownik wycieczki, z podniesionym ogonem, tup-tup, tup-tup, tup-tup.  Lub jak metodycznie potrafi owinąć się w koc, schować w norę... Myślałam wtedy – ach, rasa to rasa!

Aż pewnego wiosennego dnia do budy Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, która stoi w moim ogródku, trafiły dwie kundlice. Jedna biszkoptowa z ciemniejszym pyskiem – matka, druga jej córka – w czarno-białe łaty, z nieproporcjonalnie do swojej postury wielką głową i uszami jak nietoperz. Do matki kompletnie niepodobna. Matka urodziła nietoperza i jej rodzeństwo w stodole za wsią Jaktorów zimą, która była wyjątkowo mroźna i śnieżna. No i jakoś je wykarmiła, polując zapewne. Wypatrzyła psy dobra dusza i zaczęła dokarmiać. Szczeniaki, gdy trochę podrosły, udało się umieścić w różnych domach, a matka z ostatnią córką wylądowały u nas. Na dwa tygodnie.

foto1
Tuja, a zza jej pyska wygląda Kropka

 Z tych dwóch tygodni zrobił się miesiąc, potem dwa, trzy, cztery...

Psice mieszkały w ogrodzonym niewielkim ogródku przy tarasie, w budzie. Miały jak w raju. Miska dwa razy dziennie, spacery, zabawy. Wiedziałam, że zadbane, dobrze wychowane pieski mają większe szanse na adopcję, więc w miarę swoich możliwości uczyłam je chodzić na smyczy i podstawowych psich manier. Matkę nazwałam Tuja, córka przyszła z gotowym imieniem – Kropka.

Ale, szczerze mówiąc, tej satysfakcji w popatrywaniu na nie nie miałam. No, były to kundle, jakich po polskich wsiach kręcą się miliony. Nastawione na przeżycie, usłużne, interesowne, szczekliwe, gotowe stróżować za miskę zupy, wesołe, gdy sobie podjadły. Od czasu do czasu uciekały mi na spacerze lub przez niedomkniętą furtkę. Wracały po dwóch-trzech godzinach absolutnie szczęśliwe. Wolę nie myśleć o tym, co robiły. Mogę się tylko domyślać, że Tuja wtajemniczała Kropkę w tajniki dzikiego życia na wolności. Aby ta sobie poradziła, na wypadek, gdyby miska regularnie przestała się pojawiać...

Moi znajomi i przyjaciele tylko oczy do nieba wznosili, współczuli, pomagali jak mogli, rozlepiali ogłoszenia o adopcji, zamieszczali je w internecie, na próżno. Ale niektórzy próbowali też ostudzić moje starania, mówiąc „I co ty się tak przejmujesz? Pewnie i tak w końcu na łańcuch pójdą. I chleb z wodą będą jeść”.


Po trzech miesiącach sytuacja zaczęła się robić niewesoła. Tuja nie dogadywała się z seterką Bystrą. Były jatki. Nie jakieś wielkie, do krwi, no ale często się kotłowało. Kropka zaś porządnie podrosła i patrzyła we mnie jak w obrazek. Najwyraźniej uznała mnie za swoją panią i najchętniej nie odstępowała na krok.

Wreszcie szczęśliwie udało się umieścić Tuję w doskonałym miejscu: u starszych Państwa na leśnej działce nad Bugiem. Dostała wyprawkę, adresatkę do obroży, wcześniej została wysterylizowana i zaszczepiona. Dobrze trafiła! Prawdziwi psiarze, z sercem, intuicją i zdrowym rozsądkiem. No i w promieniu stu metrów żadnego łańcucha!

Kiedy matka zniknęła, Kropeczka szybko opuściła swoje dotychczasowe legowisko  i przeniosła się pod drzwi wejściowe do naszego domu. Jeszcze przez jakieś dwa dni próbowałyśmy obie udawać, że jest psem podwórzowym, a potem zrobiłam jej legowisko w kuchni, koło Bystrej. Ta kilka razy pokazała jej, kto tu rządzi, i w ogóle co myśli o takich smarkulach-przybłędach, Kropeczka w pełni uznała supremację Bystrej. Szybko się dogadały! Seter Sułtan, mocno stary już, trzymał się z boku, obserwował, nie wchodził w bliższe relacje. Jamnika Majstra zaś Kropka nie szanowała. Wygląda na to, że nie traktowała go jak psa. Napadała na niego takimi ruchami, jak psy atakują małe gryzonie: naskakiwała czterema łapami. A kiedy jamnik z piskiem uciekał, goniła i trącała mocno nosem. A potem spali przytuleni do siebie, połączeni wspólną potrzebą ochrony przed chłodem. Do budy, w której się wychowała, od tej pory Kropka nigdy nie weszła, jakby w ogóle zapomniała, do czego ona służy.

foto2

W Kropeczce, w tej jej, powiedzmy, kontrowersyjnej urodzie, zaczęłam dostrzegać coś pięknego. Tym, co przebija przez jej wygląd, jest jej wspaniałe usposobienie. W porównaniu ze znerwicowanym jamnikiem, neurotyczną i nieobliczalną seterką,  Kropka jest po prostu uosobieniem zdrowia psychicznego i psiej normalności. Towarzyska, ale nie narzucająca się, pojętna, zdolna, inteligentna, kontaktowa, przyjazna, wesoła, ale spokojna (zwłaszcza jak na szczeniaka), mało rozbrykana – no po prostu zero kłopotów. Tak, Kropka jest piękna duchem...  Z „Atlasu psów” nie umiałam wybrać żadnej rasy, do której choćby w dużym przybliżeniu można by ją porównać... Najbardziej przypomina likaona – gatunek drapieżnego ssaka z rodziny psowatych, występującego w Afryce.


Szczenię likaona (zdjęcie zaimportowane z BARDZO CIEKAWEJ witryny www.arkive.org)
foto3
Szczenię Kropka

foto4
Likaon i dorosła Kropka. Podobne?
(Zdjęcie likaona z Wikipedii: upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/archive/b/be/20080727191320%21Painted_wolf.jpg)

Psie rasy powstawały przez rozmnażanie tylko tych osobników, które przejawiały pożądane cechy, np. dobrze stróżowały, przynosiły przedmioty i chętnie oddawały, wytrwale ścigały zwierzynę, były odważne, bojowe. Albo miały dłuższe włosy, krótsze kufy czy zakręcone ogony. Kropka będąc kundlem jest PSEM W CZYSTEJ POSTACI. Nie zakłóconej ludzką manipulacją. Być może w jej drzewie genealogicznym trafiłby się jakiś rasowy przodek, ale to chyba dość odległe dzieje. W związku z tym Kropka ma po trochu tego wszystkiego, co miały psy zanim ludzie zaczęli mieszać w ich genach (i co jeszcze zapewne mają psy żyjące samodzielnie w grupach gdzieś np. w Ameryce Południowej): trochę stróżuje, chętnie broniłaby nas na spacerze przed obcymi psami, gdyby jej tylko na to pozwolić, lubi ścigać zające i sarny (gdyby jej tylko...), od seterów nauczyła się wypłaszać bażanty, co robi z upodobaniem. Widać, że raczej nie nadawałaby się na przewodnika, bo nie jest zbyt przebojowa ani odważna. W nowym terenie raczej onieśmielona. Do ludzi przyjazna, obce psy odgania. Zdolna, pojętna, chętnie się uczy. Wyobrażam sobie, że psie grupy składały się głównie z takich szeregowych członków jak ona: przydatnych dla stada, pożytecznych, bez nadmiernych ambicji, za to potrafiących łagodzić konflikty.

foto6
Seterka Bystra i Kropka jako psy brodzące

Czasem myślę górnolotnie, że los mi dał tę Kropkę, niczym psi diament do oszlifowania. Długo nie mogła „załapać” na czym polega spacer na smyczy. Wyrywała do przodu, ciągnęła okrutnie, rzucała się na wszystkie psy w zasięgu wzroku. Dwa tygodnie codziennych ćwiczeń i dałyśmy radę!

Ładnie siada, waruje i potrafi zrobić obrót przez plecy.

Na polach wprawdzie już coraz rzadziej biega za dzikimi zwierzętami, ale ta lekcja jeszcze nie jest zaliczona, jeszcze nad tym pracujemy. Na szczęście żadnego zająca Kropka nie złapała, ale ja nie zgadzam się na to, aby moje psy straszyły leśne zwierzęta. Co jeszcze mogę powiedzieć na pochwałę „psa rasy pies”? Je wszystko z apetytem i do końca. Jeszcze na nic nie chorowała. A wśród łanów pszenicy wygląda równie pięknie co setery. I łebek też marszczy i przekrzywia jak bokser – gdy intensywnie myślał... 

Ela Bazgier

Komentarze: 1

1. * * * • autor: (2011-10-13 20:34:40)

Powinnaś pisać książki.
Tamara