Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2017-08-15

Wojciech Jóźwiak

Kret

Wiele ssaków kopie-ryje nory: lisy, borsuki, króliki, chomiki czy nornice (mylone z myszami). Jednak te podziemia służą im raczej czasowo, jako schronienia na sen lub hibernację, dla ucieczki lub dla urodzenia młodych. Kret jest jedynym z naszych zwierząt (ssaków) które porzuciło świat nadziemny i z całym swym życiem zeszło pod ziemię. Jego wolta jest jeszcze bardziej niewyobrażalna, jak podobna zmiana środowiska-żywiołu przez wydry, foki lub delfiny, które zeszły w głębiny wód. Bardziej niewyobrażalna, bo my ludzie pod wodą przecież potrafimy się poruszać, chociaż krótko i niezgrabnie (a z pomocą techniki całkiem sprawnie) i świat podwodny postrzegamy naszymi zmysłami i umiemy go sobie wyobrazić, za to świat podziemny jest dla nas całkiem obcy i niedostępny naszym zmysłom, a ziemna materia, przez którą swobodnie kraulem pływają krety, naszym ciałom stawia opór nie do pokonania. Kret, chociaż bywa naszym bliskim sąsiadem i z którym konkurujemy o te same grządki ogórków lub trawniki, jest mieszkańcem przestrzeni zupełnie innego rodzaju niż nasz świat nadziemny, powietrzny i pod Słońcem, pełen światła, barw i dalekich widoków. Cenimy sobie nasze związki z Ziemią i oparcie jakie ona nam daje, a jednak tak całkowite oddanie się ziemi, zanurzenie się w niej i stopienie się z nią, jakie proponuje kret, budzi w nas odrazę, jeśli nie grozę. Tym bardziej, że takie stopienie się z ziemią, jakie jest udziałem kreta, oferujemy tylko umarłym.



Kret z Wikipedii: commons.wikimedia.org/wiki/Talpa_europaea


Krety realne

Kret z którym mamy do czynienia w Polsce i w krajach sąsiednich, to kret europejski (Talpa europaea), jeden z kilkudziesięciu (a może wyżej setki?) podobnych zwierzątek z rodziny kretowatych, z rzędu ryjówkokształtnych. (Czy ryjówkokształtne łączyć w jeden rząd z jeżami, zoologowie nie są zgodni.) Nasz kret nie wyróżnia się niczym szczególnym wśród swych krewnych: ani nie jest wybitnie duży lub mały, ani nie ma jakichś osobliwych umiejętności. Krety świata są podobne do siebie, gdyż ich środowisko i sposób życia – żywienie się drobnymi zwierzętami w rytych przed siebie tunelach – wymusza bardzo zbliżoną budowę ciała, zachowania i wygląd. Ich gatunki zamieszkują Europę, Azję i północną Amerykę. W Afryce żyją podobne do nich, ale zupełnie niespokrewnione złotokrety, a w Australii jeszcze odleglejsze genetycznie krety workowate. Czy istnieją zwierzęta, które zastępowałyby kreta, w ekologicznym sensie, w Ameryce na południe od Meksyku, nie znalazłem wiadomości.

Kretów, tak samo jak węży, nie ma w Irlandii. W Ameryce jest ich więcej gatunków niż u nas, wśród nich niezwykły gwiazdonos, który opanował niewdzięczne dla ssaków, ale bardzo żyzne środowisko: dna mokradeł, gdzie żywi się drobnymi żyjątkami, które „widzi” przy pomocy 22 wyrostków na końcu ryjka ułożonych w gwiazdę. Słowo „widzi” jest nieprzypadkowe, ponieważ zbadano, że w korze mózgowej tego zwierzątka powstaje trójwymiarowy obraz otoczenia składany z bodźców dotykowych i wibracyjnych odbieranych przez tamte gwiaździste wyrostki. Gwiazdonos słynie też z najszybszego wśród ssaków reagowania na bodźce – ze swego „gwiazdoryjka”, oczywiście. Wśród kretowatych są dwa gatunki desmanów, które żyją nie w ziemi lecz w wodzie, chociaż ryją nory: jeden gatunek w Rosji, drugi w Hiszpanii.

Krety nie są ślepe. I nasz europejski i jego krewni z Ameryki mają małe oczka ukryte w sierści, które pozwalają im odróżniać, czy jest ciemno (czyli dobrze) czy jasno (więc jest zagrożenie). Nie mają zewnętrznych muszli usznych, ale mają dobry słuch, który jest jednym z ich głównych zmysłów, obok węchu i dotyku, ewentualnie zmysłu wibracyjnego. Żyją samotnie, chociaż w razie potrzeby – ruja lub walka o terytorium – mogą łączyć lub naruszać swoje korytarze. Nowe korytarze ryją w fantastycznym tempie 15 metrów w jednej trzygodzinnej sesji. Dłużej nie pracują, zasypiają, sen mają twardy. Kopce wyrzucanej ziemi, kretowiny, bywają wysokie prawie na metr. Zimą nie hibernują, tylko schodzą głębiej, gdzie jest cieplej i grunt nie zamarza. Gromadzą zapasy żywności w postaci dżdżownic, do tysiąca w jednej jamie, zdobycz paraliżują swoją toksyczną śliną. Z dżdżownic przed zjedzeniem wygniatają ziemię, którą te pierścienice mają w jelitach – najwyraźniej im nie smakuje. Są drapieżnikami, mogą pożreć nawet mysz (raczej nornicę) jeśli zabłądzi w ich korytarze. W korytarzach równie sprawnie i szybko poruszają się do przodu i do tyłu. Do tego przystosowaną mają sierść, która jest krótka i gęsta, nie dopuszcza do zabrudzenia skóry ziemią, a włosy „stoją” prostopadle, nie preferując żadnego kierunku, inaczej niż zwykle u ssaków. Ta okoliczność sprawiła, że ich skórki były pożądanym surowcem na futra, dla eleganckich dam zwłaszcza. Miejmy nadzieję, że ta okrutna moda odeszła w przeszłość. Krety są wybitnie odporne na niską zawartość tlenu, co w ich środowisku jest normą. Nie znalazłem informacji, co się dzieje w kretami, gdy ich teren podmaka lub zalewa go woda podczas roztopów lub powodzi. Obserwacje wskazują, że krety potem wracają, ale co robią podczas powodzi?

Krety symboliczne

Krety jako stworzenia ukryte, niewidoczne dla oka, ale powodujące widoczne i często przykre skutki (rujnowanie upraw pomidorów!), przy tym same z siebie jakby zamaskowane, bo nie mające widocznych „twarzy”, ani oczu ani uszu; właściwie nie od razu wiadomo, gdzie to zwierzę ma przód lub tył, i okryte kamuflującą czernią – pociągają przeważnie negatywne skojarzenia. Pierwsza fraza, jaka się z nimi kojarzy, to krecia robota – czyli wroga i tajna działalność jakichś ukrytych agentów. „Kretami” nazywa się też najgłębiej ukrytych szpiegów, takich którzy udają lojalnych wysokich urzędników i legalnie pracują dla rządu – ale prócz tego wysyłają najtajniejsze informacje wrogowi. (Bardziej ukryci wśród szpiegów są „śpiochy” – ci nie robią nic, a tylko latami czekają, żeby swoją krecią robotę na sygnał zacząć.) „Kret” to także nazwa technicznych urządzeń, które działają w miejscach ukrytych, zwykle podziemnych, jak „roboty” przeciągające przewody lub granulki sypane do zlewu dla jego odetkania. Same krety nie pomagają w ociepleniu swojego wizerunku, ponieważ z człowiekiem nie wchodzą w kontakt i nie mają żadnych z nami punktów wspólnych, chwytane mają nad nami wielokrotną przewagę w szybkości ruchów, mogą pokąsać, podrapać i groźnie syczą.

Co jeszcze można powiedzieć kreciego? Że ktoś jest ślepy jak kret – to wtedy, gdy czegoś uporczywie nie chce zobaczyć, więc właściwie, rozmyślnie głupi. Że jak kret nie widzi światła lub Słońca. Ktoś może mieć oczka jak kret – czyli małe i przymknięte. – W sumie, niewiele. W mitologiach i religiach kretów nie ma. Z drugiej strony, jako tajni mieszkańcy podziemi, jak nikt nadają się być metaforą podświadomości i ukrytej pracy niewidocznej strony umysłu, a także metaforą podziemnych bóstw. Jednak widocznie to, co krecie – co mogłoby z postacią kreta być skojarzone i jego imieniem nazwane – jest tak nieznane, nieuświadamiane i tajne, że aż w ogóle nie znalazło wyrazu, nie dotarło do naszego imaginerium i nijak nie zostało przyswojone przez kulturę. Kret okazuje się być nieobecnym w naszej symbolicznej przestrzeni, chociaż nazywać go „wielkim nieobecnym” jak żubra lub łosia, byłoby chyba przesadą.

Skoro zasoby (religii, mitów, obrazów, literatury...) nie zagospodarowują dostatecznie postaci kreta, tym bardziej jest on cenny dla nas, szamańskich duchowych poszukiwaczy, ponieważ jest dla nas jakby świeżą glebą do naszej pracy i możemy budować jego symboliczny wizerunek – i symboliczne narzędzie – z tego, co nam przynosi bezpośrednie doświadczenie.

Podziemie, kopce, czerń

Kret jest mieszkańcem podziemia i podziemne światy są jego jedynym domem, jedynym habitatem. Jak pisałem, nie jest on zwierzęciem chowającym się w norach – jest zwierzem, który we wnętrzu ziemi żyje całkowicie, jak ryba w wodzie. Podziemie – w snach, wizjach i spontanicznych skojarzeniach – oznacza nieuświadamiane, ukryte, tajemne sfery umysłu, które Freud, Jung i kontynuatorzy nie przypadkiem nazwali POD-świadomymi. Już w samym tym prefiksie „pod” zawarty jest wielki symboliczny hołd złożony tamtym ukrytym sferom. Kret oznacza więc to najgłębiej podświadome. Oznacza więc np. myśli tak dziwne, obce, lub wręcz wrogie naszemu świadomemu wizerunkowi, że aż nie chcemy uznać ich istnienia. Kretów przeważnie nie widzimy, ale natykamy na ich skutki, i są to dość trwałe ziemne budowle, które jeśli dbamy o ogród, musimy z wysiłkiem usuwać. Co nas poucza, że głęboko podświadome procesy umysłu, choć niedostępne naszemu poznaniu, dają odczuwalne skutki – a tymi skutkami są życiowe przeszkody.

Kret jest obywatelem wnętrza ziemi. Wyobrażenie jego podziemnych korytarzy pociąga podobne wyobrażenie wnętrza własnego ciała, które w ten sposób zostaje zrównane z wnętrzem ziemi. Kret przeciska się poprzez podziemne chodniki podobnie, jak to robią kęsy pożywienia w naszych jelitach lub (odpukać!) strzępy patologicznie skrzepłej krwi przez żyły. Obrazy te budzą niepokój lub nawet grozę, ponieważ pokazują, że o wnętrzu własnego ciała i o jego tajemnym życiu wiemy równie mało jak o wnętrzu ziemi i zabawach zamieszkujących je robaków i kretów. I podobnie mały mamy świadomy wpływ na to, co dzieje się w jednym i w drugim. Obraz kreta uwidacznia nam własne ciało jako jeden rodzajów anekumeny.

Przy krecie możemy zaledwie pracowicie usuwać skutki jego zabaw. Na to, co on naprawdę wyczynia, nie mamy wpływu. (Można używać odstraszaczy, ale nie chcę tym rozpraszać uwagi.) Podobnie dzieje się w ukrytych obszarach zarówno umysłu, jak ciała. Postać kreta – budząca szacunek – wymusza podobny szacunek dla tamtych ukrytych procesów. Jesteśmy wtedy dalecy od technicznego podejścia medycyny, gdzie wystarcza tabletka na depresję, podniesienie poziomu serotoniny i wszystko będzie w porządku. Ne wystarcza. – I o tym uczy nas barwa kreta, jego czerń, kolor saturnowej melancholii. Eksplorowanie tych obszarów psyche, które są pod wezwaniem kreta, może być nieodróżnialne od klinicznej depresji.

Tu zauważmy również, że skutki krecich zajęć, to kopce. Niewielkie, fakt, ale czego oczekiwać po małym zwierzątku? Lecz i tak usuwanie ich okazuje się znacznym trudem. Powiększone do ludzkich proporcji, krecie kopce byłyby podobne do jednych z najtrwalszych i wiekopomnych kulturowych budowli: kopców i kurhanów sypanych ku czci i pamięci bohaterów, tak bliskich przy tym nam, Polakom, bo czczące i pradawnie legendarnego Kraka, i niedawnego Piłsudskiego. Pomyślmy: kret jako podziemna-podświadoma-ciemna siła wciąż uporczywie usypująca kopce. Ku pamięci i czci – czego? Kogo?

Dla symbolicznej wagi kreta wystarczyłoby, gdyby żył pod ziemią. Ale krety są do tego czarne! A ich krótka aksamitna sierść jest tak skonstruowana, że tłumi wszelkie światło, więc krety są niemal doskonale czarne – w fizycznym sensie tego terminu. Czerń jest taką samą oznaką podziemności, przynależności do świata podziemnego, a wraz z nim do sfery nocy, wygaszenia, spoczynku, tajności, tajemnicy i śmierci – jak samo podziemie i zamieszkiwanie w nim. Przez czerń futerek krety są podziemne podwójnie.

Czerń futra stawia krety w ostrej opozycji do świata światła, do którego my ludzie tak uporczywie aspirujemy. Aż dziwne, że te zwierzątka nie zostały skojarzone z... nie przywołujmy tego imienia. Nie zostały, więc dobrze! Widocznie ich magiczna siła była dostatecznie wielka na to. Ale ten brak, że nie zostały skojarzone z... wiemy z kim, pokazuje, że ich moc jest zarazem wielka i samodzielna. – Zgodnie z tym, że krety są samotnikami, wręcz „samotnymi wojownikami” i nie mogą liczyć na niczyją pomoc ani na przynależność do jakiejkolwiek masy. Warto umieć wyobrazić sobie tak niezmierną, kosmiczną wręcz samotność – i w odpowiedzi na nią: samodzielność.

Kret, podziemny i z tej samej gleby co my, głęboko autochtoniczny, samotny i tylko siebie mający po swej stronie, przy tym uparcie sypiący kopce ku niewiadomej pamięci – czeka na nas, pogan.

Mahakala

Najbardziej intymne spotkanie z jednym z kretów miałem w latach 1980-tych, kiedy brałem udział w pewnym zjeździe buddyjskim, pod który przygotowywano miejsce: w starym i zaniedbanym parku zasypywano wyboje i wyciągano dalej obalone pnie. Rano w bruździe będącej śladem kół ciągnika był kret. Jakby poruszona, zgnieciona ziemia i w ogóle poruszone energie go przyciągnęły, przywabiły. Przyjrzałem mu się wtedy z bliska. Podziwiałem jego potężne przednie łapy, właściwie: ramiona, i dłonie z pazurami, podobne do czerpaków tysiąc razy od niego większej koparki. Odczułem wtedy, że zachodzi odpowiedniość między tym zwierzątkiem – „zawodowo” poruszającym grunt – a maszynami, robiącymi to samo, co on. Że w tyle większej skali, nieważne: jakość zajęć kreta i fachowców od ziemnych robót ciężkim sprzętem była ta sama. Kret wyglądał, jakby przyszedł zwiedzić miejsce przedsięwzięcia podobnego do jego własnego. Próbowałem, razem z mniej wytrwałymi kolegami, schwytać go, aby przenieść w bezpieczniejsze miejsce. Wtedy doszło do mnie, jakim jest, w swojej skali, silnym drapieżnikiem. Chwytałem go przez grubą tkaninę – i dłonią czułem niezwykłą siłę skupioną w tym miniaturowym ciele. Syczał i było wiadomo, że będzie walczył do skutku, nie ustąpi, wszystko na jedną kartę ma postawione.

I wtedy przyszło mi to skojarzenie. Mahakala. W remontowanym dworku przeznaczono specjalne pomieszczenie dla praktyk kierowanych do niego. Pomieszczenie ciemne, bez okien i nie wiem, czy pierwotnie nie było jakąś wędzarnią. Mahakala jest strażnikiem dharmy, Dharmapalą. W buddyzmie jest tak, że groźne moce tworzą ochronny krąg, granicę, na której odstraszają ewentualnych wrogów nauk Buddy. Owi dharmapalowie byli kiedyś sami groźnymi demonami, ale zostali przez mistrzów-mahasiddhów oświecone i wzięte na służbę dla prawdziwej nauki. Albo – to inna ich geneza – są właściwymi buddyjskimi bóstwami, niebiańskimi bodhisattwami, którzy dla szczególnych potrzeb przyjmują groźną postać. (I to jest radykalne odwrócenie sytuacji z chrześcijaństwa i innych jerozolizmów, gdyż tam groźne istoty bytują poza kręgiem wiernych, strasząc ich i dręcząc, podczas gdy w buddyzmie groźne istoty są strażnikami, którzy wiernych chronią.) Mahakala jest groźną emanacją bodhisattwy Awalokiteśwary. Mimo swojej groźnej formy – otaczają go płomienie, ma rozwartą paszczę, kły i pazury, wybałuszone okrągłe oczy – jest kochany przez buddystów. Kret wydał mi się podobny do Mahakali lub Mahakala do kreta. Oczy ich głównie różnią. Czarni są obaj. Tamtego kreta uwolniłem, zdarzenie trwało może dziesięć minut.




Mahakala. Fragment tanki ze strony www.himalayanart.org


Krety literackie

Jedną z pierwszych literackich ról kreta pojawiła się w baśni Andersena o Calineczce. Ta miniaturowa dziewczynka znalazła się zimą w podziemiu pod opieką myszy, która umyśliła wydać ja za mąż za sąsiada kreta. Ów kret przedstawiony jest tam jako bardzo niesympatyczny skąpy i otyły bogacz, który ceni tylko własne podziemne skarby i gardzi jasnym światem na zewnątrz. Przypomnę, że Calineczka ucieknie stamtąd przy pomocy jaskółki, którą znajduje i ożywia w tamtych podziemiach. Kret występuje tam w opozycji do podobnie czarnego ptaka... Ale nie tutaj miejsce dla tej historii. W powieści „O czym szumią wierzby” (autor: Kenneth Grahame) kret jest już postacią budzącą sympatię, a dla innych zwierząt, swoich powieściowych przyjaciół, kimś w typie młodszego brata. Ostatecznie oswoiła dzieci z kretami postać Krecika (oryg. Krtek) z czeskiego animowanego serialu, który wciąż z tą samą naiwnością dziwi się światu.

...A zmarli

Krety zanurzają się w ziemi, co my ludzie robimy tylko ze swoimi zmarłymi. Narzuca się, że jedni i drudzy jakoś spotykają się i coś o sobie wzajemnie wiedzą – w końcu dzielą ten sam habitat. Na tym tle zdumiewający jest brak, w przekazie, jakichkolwiek związków między jednymi a drugimi. – Kolejny obszar do objęcia przez szamańskie eksploracje i inwestygacje. Na tle tego milczenia zasługuje na uwagę Czesław Miłosz z jego przejmującym wierszem „Biedny chrześcijanin patrzy na ghetto”. Gdzie świadkiem zagłady ludzi i ich miasta jest „strażnik – kret”:

/.../ Powoli, drążąc tunel posuwa się strażnik - kret
Z małą czerwoną latarką przypiętą na czole
Dotyka ciał pogrzebanych, liczy, przedziera się dalej /.../

I dalej ów kret-strażnik jawi się jakimś podziemnym mędrcem od spraw ukrytych, które jednak muszą być policzone: „Jego powieka obrzmiała jak u patriarchy, / Który siadywał dużo w blasku świec / Czytając wielką księgę gatunku.” – Widać tu chyba wpływ postaci kreta u Andersena, o czym wyżej.

Realne krety spotyka się martwe na powierzchni ziemi. Czyżby jak my grzebiemy zmarłych w ziemi, tak krety, mieszkańcy tamtego świata, chowali swoich zmarłych na odwrót, na świetle i pod niebem?

Gdy się jawi: przewodnik

Kret jest magicznym przewodnikiem. (Nie każde symboliczne zwierzę nim jest; niektóre są przede wszystkim protektorami, jak bocian, lub ominami, wieszczymi znakami, jak sokół.) – Co należy rozumieć tak, że kontakt z jego wyobrażeniem lub z jego realnymi przejawami specyficznie ukierunkowuje poznający umysł, można powiedzieć: nadaje mu pewien kanał ruchu – co akurat w przypadku zwierzęcia przebijającego podziemne tunele jest trafną przenośnią. Kret w roli przewodnika daje nam wzgląd w rzeczy najbardziej ciemne, nieznane, w sfery wręcz broniące się przez poznaniem lub takie, przed którymi nasza świadomość się broni. Daje wgląd w ciemne wnętrze-podziemie naszego podświadomego ja. Gdzie dzieją się rzeczy dołujące, depresyjne, ale gdzie również kryją się niewykorzystane i nieznane zasoby mocy. Pozwala przyjrzeć się swoim prywatnym podziemiom, ale też tym wdrukowanym przez kulturę (raczej przez jej wady) – i uczynić to bez lęku i bez potępiania ani odrzucania tego, co czarne. Podróżnikom po tych miejscach polecam także tę właściwość kreta, że równie zwinnie porusza się od wprzód jak i w tył.

Prócz podróży po wnętrzach umysłu i tajemnicach naszych osobistych motywacji, kret zachęca i przypomina o naszym związku z ziemią: tą tu oto, pod stopami lub pod plecami. Że jest ona źródłem życia, w obu wymiarach: materialnym i duchowym.

O słowie i snach

Słowiańskie słowo kret – ros. krot, ukr. krit, czes. krtek, serb. krtica (oraz identycznie brzmiące rumuńskie cârtița !) – rozwinęło się z prasłow. rdzenia krutu- – który zapewne jest starszy, praindoeuropejski, ale dalsze jego pochodzenie nie jest jasne. Po litewsku i łotewsku jest kurmis – co dziwnie przypomina sanskryckie słowo na żółwia: kurma. W językach germańskich jego nazwa jest omówieniem, jakby „wyrzucacz ziemi”; ang. mole w końcu jest jakimś skrótem od tamtego. Słowiańskie słowo na kreta być może jest źródłem niemieckiej nazwy ropuchy: Kröte. Historii łacińskiego (i ładnego!) słowa talpa nie znam; od niego m.in. hiszpańskie el topo, sławne jako tytuł filmu Alejandro Jodorowskiego.

Polscy śniciele powinni brać pod uwagę, że sny chętnie posługują się aliteracjami: dla śniącego umysłu podobne są rzeczy, które dla nas, normalnie i na jawie, nie kojarzą się nijak – bo łączy je tylko podobne brzmienie słowa. Słowo „krawiec” przypomina słowo „krew”, słoń słońce, gwiazda gwizdek itd.

Słowo „kret” trafia w bardzo bujne miejsce w fonetycznym widmie języka polskiego. (O innych nie wypowiadam się.) Oto krótka lista podobnie brzmiących:
kret, krótki, kręty, konkret, kretyn, Kreta, krata, kryty, skręt (podobno na ziemi z kretowin dobrze rosną konopie), kręcić się, wkręcać, okręt, krew, z kretesem, okrutny, skryty, dyskretny...

Ekwiwalenty

Żywioł: ziemia.

Planety w astrologii: Saturn, Pluton, Mars

Znaki zodiaku: Skorpion

Szczególny punkt zodiaku: 8° 34' Skorpiona, od wydobywania tego, co ukryte

Karty tarota: XV-Diabeł (w sensie zejście do świata podziemnego), Dziewiątka Monet (w sensie ukrytych zasobów)

Miejsce w horoskopie: imum coeli.

Pora dnia: przedświt (wtedy wysypują swoje kopce)

Metal: żelazo.

Kolor: czarny.

Litera i głoska: G. (Polskie K jest bliskie.)

Miejsce w ciele: jelita. Też można czuć energię kreta pod paznokciami palców dłoni.

Praktyka szamańska: zakopywanie do ziemi

Dyspozycja psychiczna: wewnętrzna wierność.

Typ enneagramu: 8-Szef.



Wojciech Jóźwiak

Komentarze: 2

[foto]1. Akurat nie z... • autor: Jarosław Bzoma (2017-08-15 18:34:54)

Akurat nie z samym  kretem miałem w snach do czynienia a z chomikami ale paradoksalnie to bardzo bliskie pokrewieństwo, symboliczne, chociaż zawiera w sobie również  jakąś dialektyczność bo kret raczej nie jest kojarzony z chomikowaniem choć robi to również ale z wyrzucaniem tego co "posiada" na powierzchnię. Ale nie o tym chciałem rzec.Warto zwrócić uwagę na różnicę co do proporcji człowieka i kreta. W snach a zatem w tak zwanej nieświdomości ta różnica jest bardzo istotna. Mikropsja czyli w tym przypadku pomniejszenie postaci kreta wobec ludzkiego standardu świadczy o jego urojeniowo minusowej czyli "piekielnej" notacji(O mojej niechrześcijańskiej definicji piekielności  niedawno wspominałem). Kiedy sen opowiada o Polu Zdychających/Powstających Koni czyli Ri-polu 8/2 chąc nas wprowadzić w sferę poziomu brahmanicznego , konkretnie Nicości 8/2 gdzie powstają i nikną  formy, pokazuje w ten sposób kres/początek powstawania pojazdów Świadomości. Kiedy sen chce nam przedstwić minusową jego wersję używa właśnie do tego jego pomniejszenia np.Pola Zdychających Chomików. Oczywistym jest, że i chomik i kret  to odpowiednik Czarnego 8/1 czyli Wielkiego Czarnego(Nigredo/Albedo) tyle, że na poziomie małej karmy 1-5. Chomik zatem byłby odpowiednikiem Albedo 8/1 (Białego Mahakali) gromadzenia fałszywych(!) walorów duchowych a kret ich wyzbywania się Nigredo 8/1(Czarny Mahakala) i co ciekawe wyzbywanie się walorów duchowych nie poddaje się cudzysłowowi bo i na poziomie 8 i na poziomie -2 wyzbywanie to wyzbywanie.Czerń zaiste doskonała. Jodorowski uchwycił owo Pole Zdychających koni właśnie chyba w Krecie.

[foto]2. Nie tylko o świcie... • autor: Roman Kam (2017-08-26 22:02:00)

... nie dalej, jak wczoraj przyglądałem się kreciej robocie w okolicach zmierzchu. Liczyłem, że zwierzę się pokaże, ale zbrakło cierpliwości. Ciekawy widok taki puchnący, nabrzmiewający i pękający kopiec. Kojarzył mi się z zimnym wytopem :)))))))