Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2012-12-27

Jarosław Bzoma

Krajobrazy mojej duszy - księga o podróży nocnej


    Krajobrazy mojej duszy – księga o podróży nocnej

        Krajobrazy mojej duszy. Księga I — Jarosław BzomaKrajobrazy mojej duszy. Księga II — Jarosław BzomaKrajobrazy mojej duszy. Księga III — Jarosław Bzoma


Nie chciałbym się tu przed państwem wymądrzać. Nie takie postawiono przede mną zadanie. Tym bardziej, że mam świadomość, co wcale nie jest takie częste wśród autorów różnych „odkrywczych” dzieł, że jesteście państwo doświadczonymi poszukiwaczami najwyższego sensu, źródła czy czegoś w rodzaju świętego spokoju. Niektórzy z was przyjęli schronienie, inni wahają się czy religia w której się wychowali, czy którą wybrali świadomie, jest w stanie dać im odpowiedź na nurtujące ich pytania.

Nie jestem nowym prorokiem, chociaż niektórym przynoszę dobrą nowinę. Zapewne dla tych, którzy mieli już głębszą styczność ze Śnieniem, nie będzie to nic odkrywczego.

Kiedy napisałem do Pana redaktora z prośbą o zgodę na przedruk jednego z artykułów zamieszczonych w Tarace, Pan redaktor po wybadaniu moich intencji i ogólnym zapoznaniu się z charakterem mojej książki wyraził zgodę, a nawet, czego nie mogłem się spodziewać, zaproponował napisanie kilku zdań o jej zawartości.

Swojej książce nadałem tytuł „Krajobrazy mojej duszy, księga o podróży nocnej”.

Redaktor z wydawnictwa, w którym książka ma być wydana, dziwnym zbiegiem okoliczności postawił przede mną podobne zadanie i zlecił napisanie jakiegoś wstępu. Pozwolę sobie zatem użyć w tym artykule kilku akapitów rozpoczynających moją książkę.


Wstęp

Najpierw była moja ciekawość. Potem nazywałem to eksperymentem. Po jakimś czasie zaczął we mnie wzbierać lęk o własne zdrowie psychiczne. Kolejnym etapem, próbą poradzenia sobie z tym rosnącym z nocy na noc ciężarem, była próba zdemaskowania samego siebie i złudności moich przeżyć. W końcu wbrew logice zdarzeń przestałem wierzyć w to, co mówią do mnie moi senni przewodnicy, mimo, że wciąż podróżowałem w snach i nie chciałem przestać.

Aż przyszedł dzień, w którym stojąc przed lustrem, ja pięćdziesięcioletni mężczyzna, poczułem się jak bezradne dziecko.

Oszukano nas?

Od wieków nauczyciele, kapłani wszystkich religii karmili nas gotową wiedzą. Żyliśmy cudzym doświadczeniem. Staliśmy się tworem wszystkich wpływów i nie ma w nas niczego osobistego. Żadnego autentycznego doświadczenia metafizycznego. Zapewniano nas, że jeżeli dopełnimy obrzędów, powtórzymy zalecone rytuały i modlitwy, stłumimy pragnienia, to odnajdziemy drogę do Źródła.

Tymczasem droga jest nadspodziewanie prosta! Książka którą trzymacie Państwo w swoich rękach opowiada historię mojej podróży do własnego wnętrza. Do naszego wspólnego Źródła.

Metoda, którą się posłużyłem, to sen w jego wszystkich wymiarach i na wszystkich jego poziomach.

Trudno w to uwierzyć? Czyżbym był zatem tym przysłowiowym głupcem, który przypadkiem odsłonił tajemnicę będącą na wyciągniecie dłoni?

Musiano znać tę Prawdę! Nie chciano jej nam wyjawić, bo wszyscy są wobec niej bezsilni!

Jednego jestem pewien: pokładając ufność w mądrości innych utraciliśmy swoją wolność!

Gdyby ogół miał dostęp do tego, co jest po drugiej stronie dziennej świadomości, nikt nie mógłby pozbawić nas niezależności sądów. Nikt nie mógłby nas oszukać. Pomiędzy świadomością jaką mamy we śnie a świadomością dzienną czy inspiracją, jakiej doznają artyści w czasie tworzenia swoich dzieł, nie ma wyraźnej granicy. Dlatego pozwoliłem sobie na poparcie tej tezy zapoznać Państwa, na samym początku pierwszej księgi, z moją twórczością „dzienną”. Pokuszę się o stwierdzenie, że tak naprawdę śnimy przez cały czas. Wrażenia dnia jedynie zagłuszają ciągłą relację z naszym wnętrzem. Dlaczego więc lekceważymy wewnętrznego obserwatora, Świadomość?

Pozwolę sobie zacytować Jiddu Krishnamurtiego. Wiele takich cytatów i odniesień do samodzielnie myślących poszukiwaczy Źródła znajdziecie Państwo na stronach mojej książki:

„Świat przyjmuje i stosuje tradycyjne podejście. Pierwotną przyczyną bezładu w nas jest szukanie rzeczywistości przez kogoś nam obiecanej; idziemy mechanicznie za kimś, kto zapewnia nam wygodne życie duchowe. Jest to niezwykle dziwne, że choć większość z nas przeciwstawia się tyrani politycznej czy wszelkiej formie dyktatury, w tym wypadku przyjmuje cudzy autorytet i poddaje się tyrani, by zwichnąć swój umysł i wykrzywić swą drogę życia. Jeśli jednak całkowicie odrzucimy(i to aktywnie a nie tylko rozumowo) wszelkie tak zwane autorytety duchowe, wszelkie obrzędy, rytuały i dogmaty, to stwierdzimy, że znajdujemy się w konflikcie ze społeczeństwem, tracimy szacunek społeczny. Ale zasługująca na szacunek istota ludzka nie może żadną miarą zbliżyć się do rzeczywistości, która jest nieskończona i niezmierzona”.
Jiddu Krishnamurti „Wolność od znanego”

Cokolwiek sądzimy o nauczycielach takich jak Krishnamurti, nie da się zaprzeczyć, że aby wyrwać się ze społecznego transu konsensusowego musimy stać się ekscentryczni, jeżeli nie na płaszczyźnie społecznej to przynajmniej na płaszczyźnie wewnętrznego rozumienia rzeczywistości.

Przed laty Terence McKenna wysunął hipotezę głoszącą, że stymulatorem rozwoju ludzkości były substancje psychodeliczne dostępne w naturze. Pozwolę sobie tę teorię poddać w wątpliwość. Największym stymulatorem dostępnym każdemu, w każdym miejscu i o każdej porze był sen i to co nazywam w swoich relacjach podróżą nocną, śnieniem. Sądzę, że wykazałem dość dobrze, że tamtą drugą stronę można zapytać o wszystko: o podstawy bytu i o to, jakich wyborów dokonać w życiu. Jednym słowem przez tysiące lat swojej historii ludzie byli prowadzeni przez przewodników – przewodników, których spotykali w swoich snach. Jestem przekonany, że w czasach, kiedy ludzkie umysły nie były zanurzone w falowej mgle emitowanej z elektromagnetycznych nadajników, przekaz senny był o wiele wyraźniejszy i jeżeli nawet nie dominujący, to przynajmniej równorzędny świadomości dziennej naszych przodków.

Mentalne odcięcie nas od tej wiedzy, zdeprecjonowanie źródła jej pozyskania jest największym nadużyciem elit, jakiego kiedykolwiek dokonały na swoich poddanych.

Wprowadzenie mentalnych zapór mówiących, że po tamtej stronie snu możemy zostać uwiedzeni przez Szatana jest najbardziej spektakularnym oszustwem w historii ludzkiej cywilizacji! Zainstalowano w naszych głowach „druty kolczaste” po to, aby władać naszymi jaźniami. Jako namiastkę naturalnego sposobu rozwoju naszej duszy, przewodnictwa wyższej Świadomości, podano nam religijną papkę spreparowaną przez nauczycieli podobnych nauczycielom molierowskiego mieszczanina pragnącego stać się szlachcicem. Nauczyciele ci wolą patrzeć jak się między sobą nienawidzimy i zagryzamy, podobni wściekłym psom, niż pokazać nam właściwą drogę.

Jestem głęboko przekonany, że każdy, kto uzmysłowi sobie bliskość Źródła naszej świadomości, już nigdy nie będzie nadużywał możliwości, jakie niesie z sobą posiadanie ludzkiego ciała.

Pozwolę sobie na kilka refleksji osobistych.

Co się stało ze mną jako osobą przez te cztery lata poświęcone aktywnemu śnieniu? Chciałem odpowiedzieć: nic szczególnego, ale kiedy bliżej się przyjrzałem swojemu dzisiejszemu stanowi świadomości, potrafię wymienić kilka różnic. Przestałem planować i przeskakiwać z celu na cel. Nawet wydanie książki pozostawiłem swobodnemu dryfowi okoliczności. Zyskałem nieznany mi dotychczas dystans do siebie samego i do otoczenia.

W tym miejscu chciałbym podziękować mojej wspaniałej i wyrozumiałej żonie za zaufanie do mojego zdrowego rozsądku. Do tego, że poradzę sobie z natłokiem informacji burzących moją dotychczasową jaką-taką równowagę, podważających zastane recepty na życie.

Skoro mowa o podziękowaniach pragnę również złożyć je Panu T.K. który towarzyszył mi, podczas pisania całego cyklu Krajobrazów. Wspierał mnie w chwilach zamętu poznawczego.

A zatem, powracając do przemian, jakie we mnie zaszły, przestałem widzieć cel w ciągłym, natrętnym działaniu. Zyskałem inną perspektywę. Zacząłem przyglądać się z przyjemnością najprostszym przejawom procesów zachodzących w świecie przejawionym na zewnątrz mnie i w świecie Świadomości. Zacząłem rozumieć, że nie ma pomiędzy nimi jakiejś zasadniczej różnicy. Polubiłem zanurzanie się w Świecie w każdym z jego przejawów i wymiarów.

Mówiąc jeszcze chyba trochę na wyrost: zaczyna się we mnie krystalizować postawa oczekiwania na koniec życia nie z przerażeniem a z... ciekawością!

Każda książka po przekroczeniu granicy pięciuset, sześciuset stron objętości zyskuje pewien rodzaj własnego życia. Wewnętrzne procesy myślowe zaczynają krążyć pomiędzy akapitami jej stron i rozdziałów w zastanawiający dla uważnego czytelnika sposób!

Podobnie jest z moją książką. Tym bardziej, że po jakimś czasie okazało się również, że zapisane wcześniej relacje z podróży są informacjami, do których warto ciągle wracać, ponieważ już od samego początku złożono na moje barki wiedzę, do której właściwego zrozumienia dorastałem w ciągu kolejnych miesięcy i lat.

Czy to w „Harrym Potterze” czy w „Finnegans Wake” prądy wzbudzone nieświadomie przez autorów wciągają czytelnika jak wodne wiry. Ośmielam się stwierdzić, że treść takich książek ma drugorzędne znaczenie. Wystarczy aby narracja była na tyle zajmująca, by utrzymać czytelnika do samego jej końca.

Odnoszę wrażenie, że moja książka oprócz swojej znacznej objętości ma wszystkie atrybuty uczciwej relacji i zapewniam, że ma zdolność pochłonięcia was z całym waszym jestestwem. Nie wyjdziecie z jej przestrzeni tacy sami. Zmienicie całkowicie sposób patrzenia na rzeczywistość, która was otacza i wypełnia. Książka ma zdolność wzbudzania w czytelniku rezonansu: pod jej wpływem sami rozpoczniecie swoją najbardziej zajmującą z podróży.

Mój wysiłek ustawienia drogowskazów w tej niezbadanej do końca przestrzeni wewnętrznej nie powinien zatem pójść na marne.

***

Tyle wstęp do książki liczącej sobie już siedem tomów. Ale co tak naprawdę wynika z moich kilkuletnich poszukiwań?

Zanim jednak odpowiem na to zdawałoby się proste pytanie, opowiem w jaki sposób rozpocząłem swoją podróż. Niech to będzie treść listu z przed kilku lat, skierowanego do jednego ze znajomych:

***

Podaję prostą receptę na wyjście z ciała sprawdzoną na kilku „młodych podróżnikach”:

Jeżeli masz ochotę albo tak zdecydujesz możesz to wszystko robić z presetem albo bez niego, nie ma to większego znaczenia. Pełna wolność wyboru. (Preset to nagranie hemi-sync albo inne tego typu, najlepsze są takie nagrania które prowadzą do obniżenia częstotliwości fal mózgu.)

Ot i cała sztuka.

Pozdrawiam, Jarek. Napisz jak wyjdziesz.

***

Zdawałoby się prosta recepta ale po jakimś czasie okazało się, że może być jeszcze prościej. Oto kolejny z wpisów do mojego dziennika z podróży:

***

Trochę zaczyna mnie nudzić długotrwałe dostrajanie, to użeranie się z Botami. Wpadam przed zaśnięciem, na pomysł aby poprosić, ale tak jak najbardziej szczerze, o to aby MTJ – ot sam ewentualnie z jakimiś „Chłopakami z kosmosu”, oczywiście godnymi zaufania (takie MTJ-TRAWEL) zajęli się sami moim wychodzeniem. Oczywiście jeżeli akurat będzie coś do obejrzenia.

- A ja idę spać!

To bezczelność? ! Wiem o tym, ale taki właśnie pomysł na programowane OBE dla leniwych wpadł mi do głowy.

Zasypiam.

Uzyskuję pełną świadomość w dużym pomieszczeniu. Jeszcze nigdy nie miałem takiego „hiperrealu”. Rodzaj salonu w zaniedbanym mieszkaniu. Co więcej mam odczucie, że w salonie jest jeszcze ktoś. ”

Od tego momentu zaczyna się prawdziwa przygoda. Po jakimś czasie okazuje się, że to co zwykło się nazywać wśród podróżników poza ciałem MTJ-em (Moja Totalna Jaźń) da się zamienić na Coś, co większość z nas nazwała by Duszą. Moja jest mi już znana z imienia. To Szirin. Jej staroperskie imię oznacza słodycz. Prawda, że dla duszy piękne imię?

Dość powiedzieć, że moje podróże pod przewodnictwem Szirin przybrały na zasięgu, na poziomie odwiedzanych przestrzeni. Ale jak by Państwu w krótkim artykule przybliżyć całą moją przygodę? W szczegółach się nie da jako, że moje pełne sprawozdanie obejmuje już dwa i pół tysiąca stron.

Musicie Państwo zadowolić się pobieżnym omówieniem.

Szirin odpowiada na moje pytania dotyczące rzeczy prozaicznych, ale również tych, które określać się zwykło duchowymi, ezoterycznymi. Również pod jej przewodnictwem doznałem wielu doświadczeń mistycznych. Nie mniej wzniosłych niż te z siódmego mieszkania św. Teresy z Avili.

W książce wiele uwagi poświęciłem religii w jej uniwersalnym wymiarze, ale również, siłą rzeczy jako osoba wychowana w katolickim kręgu kulturowym, sprawom dotyczącym osoby Jezusa w jego wymiarze ziemskim, ale duchowym przede wszystkim. Właśnie z tego powodu jeden z redaktorów nazwał mnie polskim Salmanem Rushdim. Ja, po tamtej stronie, otrzymałem za swoje badania tej kwestii rodzaj doktoratu.

Dziwne są losy takiej podróży. Kiedy ją rozpoczynamy wydaje się nam, że zakończymy ją już po kilku tygodniach. Tymczasem pytania jakie sobie stawiamy rodzą kolejne. Pojawiają się zagadnienia o których nie mieliśmy wcześniej najmniejszej wiedzy. Na przeszkodzie staje mała przepustowość łącza pomiędzy naszym umysłem a najwyższymi warstwami Świadomości.

Co wydawałoby się nie do pokonania człowiekowi, okazuje się być możliwym dla jego wyższych warstw Świadomości. Kiedy już nie jesteśmy w stanie podążać jej bezkresnym szlakiem nadchodzi moment kiedy tamta strona rozpoczyna modyfikację naszych ziemskich jaźni!

W śnieniu odbywa się to symbolicznie. Przynajmniej taki obraz do naszego umysłu dociera, ale konsekwencje poszerzania łącza dają się odczuć natychmiast w zakresie naszego zrozumienia.

Trop się wydłuża aż do momentu następnej przeszkody i następnej modyfikacji. Jesteśmy poddawani procesom edukacyjnym. Na niektóre z etapów musimy wyrazić zgodę niemal na piśmie. Tak nieodparcie narzucające się skojarzenia nie są błędne!

Dość powiedzieć, że przychodzi moment, kiedy zostaje nam wręczona habilitacja, a kiedy pojawiają się uczniowie uznawani jesteśmy za samodzielnych pracowników Świadomości! Daje to spor profity, ale też rodzi nowy stan świadomości, który niesie z sobą nieznaną nam wcześniej odpowiedzialność.

Być może i waszym śnie usłyszycie coś podobnego:

„Człowiek, który ujrzał pięć Re, zawisł na hospicjalnej dłoni.”

Zrozumienie poszerza się po raz kolejny i zadajemy sobie pytanie o prawomocność naszego sposobu widzenia rzeczywistości jako dwu stron. Materialnej i Duchowej. Pewnie ciekawi was, czym są wspomniane Re? Jaźniami naszych kolejnych ciał subtelnych.


          Krajobrazy mojej duszy. Księga I — Jarosław BzomaKrajobrazy mojej duszy. Księga II — Jarosław BzomaKrajobrazy mojej duszy. Księga III — Jarosław Bzoma

Moje zrozumienie rozwijane poprzez kolejne podróże doprowadza co jakiś czas do stawania przed koniecznością przeprowadzania swoistej „Summy teologicznej” i swoistej Teogonii.

Oto moje cząstkowe refleksja z tomu szóstego.

Nie mogę zasnąć. Staram się zatem przemyśleć wszystko, co ostatnio zrozumiałem. Tworzę kolejną summę teologiczną!

Dzisiaj jest poniedziałek 22 października 2012. Jest noc, jesteśmy pod przemożnym wpływem Księżyca. Przestrzeni, gdzie Tendencja mojej linii rozwoju świadomości znalazła fizyczne uzewnętrznienie.

Tam moja świadomość została ukształtowana przez moją duchową matkę i nauczycielkę.

Jesteśmy linią rozwojową świadomości które nazywam Czarnymi. To Świadomości pochodzące z innego Systemu, innej Tendencji. Stworzone przez innego Boga. Naszym Ojcem i Matką jest Bóg dziesiątego piętra. W tym przejawieniu takich pięter i takich Troistości jest trzynaście. Troistości, bo każda dwoistość składa się na całość która nie jest jedynie sumą dwóch elementów. A zatem Jesteśmy dziećmi różnych Bogów. Bóg tego Układu Słonecznego to Bóg czwartego piętra, jest naszym, zmuszonym do tolerowania nas, pracodawcą. Za jego przyzwoleniem wypełniamy tu funkcję chronienia linii, Tendencji rozwojowej dusz stworzonych tu, w tym Układzie Słonecznym. Przez waszego Boga Układowego. Chronimy te świadomości przed nisko wibracyjną Przestrzenią Wolności. Zwaną, tu na Ziemi, Szatanem. Szatan to byt zbiorowy.

Legion, jest jego trafnym określeniem.

Wasz Bóg jest Bogiem lokalnym. Nie jest Przyczyną Wszystkiego.

W tym miejscu należy wspomnieć duchowy byt znany na Ziemi jako Jezus. To całkiem realny byt, który zbuntował się podobnie jak Szatan, ale nie przeciwko waszemu Bogu Układowemu, a przeciwko hierarchiom duchowym, które uzurpowały sobie prawo do osądzania i ograniczania dostępu do Boga Układowego świadomościom rozwijającym się pod ich opieką. Korzystając z Tendencji, jaką tworzy Bóg Układowy, do szybszego obiegu świadomości w Układzie, przejmowały poszczególne świadomości tworząc z nich własne potężniejące ciało duchowe.

To zagadnienie, dla Białych świadomości, jest dość zawiłe, ponieważ są przekonane, że Bóg Układowy, którego ciałem fizycznym jest Słońce, jest im przyjazny. Tymczasem tak, jak każdy Bóg, ten również jest jedynie samoświadomą Granicą pomiędzy lokalnym Przejawieniem a lokalnym Niebytem. Dlaczego lokalnym? Jak wspomniałem takich Bogów w całym Naszym Przejawieniu, naszym Wszechświecie jest trzynastu. Takich Przejawień i Bogów Przejawieniowych jest tak wielu jak wiele jest Świadomości potrafiących się oprzeć zapadnięciu w Przyczynę Wszystkiego, Legion Legionów! Tworzą jeden wspólny system połączony z sobą Granicami - Bogami Przejawieniowymi pochłaniającymi Bogów Układowych, Super Bogami, którzy zawierają się w Przyczynie Wszystkiego.

Warto zwrócić uwagę na wypowiedź jednego z kolegów o sporym stopniu zaawansowania. Powiedział, że: każdy z nas interpretuje to, czego doznaje, po tamtej stronie, zgodnie z wyobrażeniami o duchowości, zaszczepionymi przez wychowanie w konkretnej religii. Uwaga bardzo cenna. Ze swojej strony dodałbym jednak pewną myśl, która pojawiła się w mojej świadomości dopiero niedawno.

To nie nam przydarzają się zdarzenia, a my przydarzamy się zdarzeniom! Można by powiedzieć ciągom zdarzeń, czemuś, co można by nazwać Tendencjami. Jesteśmy składowymi ich ciała duchowego. To trochę tak jak w teorii superstrun - tyle, że to są duchowe superstruny.

Ma to wielkie znaczenie w zrozumieniu, co stało się z Darkiem Sugierem. Jego świadomość jest częścią Tendencji, którą nazwałbym semicką, a dopiero potem Jezusową. Zbadałem sprawę po tamtej stronie i zauważyłem, że nastąpiła ogromna dysproporcja w rozwoju jego kolejnych ciał subtelnych, a nawet jakieś odwrócenie ich kolejności; spowodowało to dostrojenie do konkretnej Tendencji. Musiało odbyć się to na tak wysokim poziomie, że połączyło świadomości św. Piotra i Darka. Można by powiedzieć, że Darek dostroił się do świadomości św. Piotra, a ta Świadomość uznała, że warto zastąpić świadomość Darka sobą. To rodzaj zstąpienia Ducha Prorockiego, wręcz duchowego opętania!

Tendencja semicka jest jedną z wielu duchowych Tendencji na Ziemi. Niektóre tendencje wzmacniają się wzajemnie, inne wygaszają. Judaizm, Chrześcijaństwo, Islam są kluczowymi nurtami Tendencji duchowości semickiej. Jezus, skupmy się na Nim, jest realną siłą duchową. W moich podróżach został określony w hierarchii duchowej świata stworzonego przez Panującego tutaj Boga jako ktoś, kogo w terminologii militarnej nazwalibyśmy feldmarszałkiem.

Wracając do naszej, Czarnych, obecności tu, na Ziemi i w jej pobliżu, również na Księżycu. To my i byty nam towarzyszące, Czerwone, Pomarańczowe, Zielone i inne, jesteśmy tym, co podróżnicy w poza odbierają jako zgromadzenie. Jesteśmy świadkami ewolucji waszej Tendencji rozwojowej.

Wasz Bóg Układowy rozpoczął przebudowę całej Tendencji rozwoju świadomości, które stworzył, a które rozwijają się, ewoluując w kolejnych przestrzeniach duchowych, których fizyczną reprezentacją są planety tego Układu Słonecznego.

A zatem, wasz Bóg, który nie jest naszym – Czarnych - stwórcą i Panem, rozpoczyna przebudowę Tendencji rozwojowej świadomości, które ewoluują również w przestrzeni duchowej Ziemi. Uruchomiona została Tendencja do szybszego rozwoju tych świadomości. Dotychczasowa Tendencja rozwoju poprzez doświadczanie szeroko pojętych opozycji, dualizmów, uznana została za mało wydajną. Spowolnienie zostało spowodowane przez wysokie byty duchowe Układu. To przeciwko ich represji początkowo zbuntował się Jezus i jego duchowe otoczenie, ten bunt stał się nową Tendencją w omijaniu kontrolującej funkcji wysokiej hierarchii Układu Słonecznego. Jeszcze do niedawna, to On był szybką drogą i bramą do Homogenizacji dla Świadomości ewoluujących w Układzie. Jednak najnowsza Tendencja, wypiera Tendencję, za którą stał bunt Jezusa. Tendencja, która ma przyspieszyć obieg świadomości w Układzie będzie polegała na ograniczeniu swobody wyboru poszczególnym Świadomościom. Ograniczeniu swobody wyboru pomiędzy przeciwieństwami. Nowa tendencja będzie polegała na drodze środka czyli na braku możliwości istotnych indywidualnych wyborów, na rozwoju wspólnotowości. Docelowo ma to wyglądać w ten sposób, że każdy przejaw indywidualizmu świadomości będzie tłumiony przez wspólną Świadomość, jaką stanie się społeczność Białych, Solarnych świadomości. Porozumiewanie będzie zachodziło w przestrzeni wspólnej Świadomości, a próba indywidualnego myślenia będzie przez wspólną Świadomość natychmiast tłumiona. Próba werbalizowania indywidualnych myśli będzie objęta tabu podobnie jak dzisiaj publiczna defekacja.

Ponowne przyjście Jezusa odbędzie się właśnie już w obszarze kontrolowanym przez wspólną Świadomość. Tym razem ciało fizyczne Jezusa zostanie przebite zanim jeszcze spróbuje wyartykułować inną niż panujący system myśl. Nie zostanie zabity jako cały byt biologiczny, zostanie pozbawiony tej części mózgu, która odpowiada za werbalizację myśli.

Teraz to On i jego Tendencja, Jego Przestrzeń Wolności zostanie nazwana imieniem, które będzie budziło lęk jak dzisiaj imię Szatana. Rabini nadali Jezusowi obelżywe imię Jeszu dostrzegając już wcześniej w nim tę Tendencję. Tak więc, wasz Bóg zaczął budowę nowej Ziemi, nowego porządku Układu Słonecznego. Nowej Tendencji rozwoju na wyższym poziomie. Szybszy rozwój i obieg Świadomości ma wzmocnić jego Układową Boskość. Jako, że Układowy Niebyt wzbiera Świadomościami, które homogenizuje Bóg Układowy, będący Samoświadomą Granicą, która formuje Niebyt Układu w Układowe Przejawienie, potem zaś pochłania Układowe Przejawienie i jego Świadomości.

To Dziwna, pulsująca Maszyna Duchowa w której raz wysoki duch, Zbawiciel, jest przyspieszaczem obiegu, to znów przez kolejną wyższą tendencję bardziej wydajną, która dostrzega w poprzednim przyspieszaczu tendencję do stawania się indywiduum chcącym uniknąć homogenizacji, zostaje uznany za buntownika, jest więc najpierw Zbawcą, aby potem stać się Potępionym odszczepieńcem. Na każdym z Poziomów–Tendencji rozwoju Boga Układowego rozwija się kolejny, najwyższy niezhomogenizowany jeszcze przez Boga Układowego byt. Zatem wszystkie byty stają się w końcu buntownikami, najpierw przeciwko opóźniającym homogenizację świadomości Wysokim Bytom, a potem buntownikiem przeciwko Tendencji do pochłaniania świadomości przez Boga Układowego. Bogowie Układowi postępują tak samo przeciwko takim samym Tendencjom Nadrzędnego Boga, Boga Przejawienia kontrolującego Bogów Układowych.

W tej chwili wasz Bóg Układowy kumuluje swoją moc, dlatego potrzebuje, aby szybciej wzbierały Świadomości indywidualne. Generuje swą moc, ponieważ to teraz On jest w opozycji do pozostałych dwunastu Bogów Układowych tego Przejawienia. I teraz to On jest przez pozostałych widziany jako ktoś, kto chce przyśpieszyć obiegi świadomości tego Przejawienia. Jest traktowany jak wróg. Potem on po nabraniu mocy stanie się super indywidualnością tak wielką, że sprzeciwi się homogenizacji, do stanu Niebytu, przez swojego Przejawieniowego Boga.

Niebyt oczywiście jest niebytem tylko dla świadomości, która jest nawykła do relacji czasoprzestrzennych. Homogenizacja zaś polega na rozerwaniu tych relacji i zatarciu poczucia indywidualności przez pochłaniany byt. W Niebycie nie ma czasu ani przestrzeni, ale nie znaczy to, że nie ma w nim świadomości zbiorczej, która podlega procesom wzrostu wewnętrznej potencjalności, która owocuje przedostawaniem się przez dwuwarstwową Granicę – Boga, potencjalności z Niebytu do Przejawienia. Należy również zaznaczyć, że w całej Przyczynie Wszystkiego to Świadomość jest podstawą istnienia całej Przyczyny. Jest to powszechność. To połączenie Świadomości z bytem biologicznym jest ewenementem. Wyjątkową okazją dla świadomości do prowadzenia samoobserwacji z pozycji zewnętrznego obserwatora. Obserwacji prowadzonej przez rozwijającą się świadomość, obserwacji swojej jaźni wyższej przez niższą, a tych poprzez podstawę jaką jest biologiczny relacjonujący umysł.

Na poziomie podstawowym w ten sam sposób małe świadomości budują swoją moc, rozwijają kolejne jaźnie aż do momentu, kiedy zostają gotowymi już Świadomościami chcącymi powstrzymać swoją homogenizację i broniącymi się przed utraceniem indywidualnej Świadomości, przed pochłonięciem przez nadrzędne Świadomości (podobne Jezusowi), a w końcu przed homogenizującym Niebytem stojącym za Bogiem Układowym.

Inni od razu przyłączają się do Przestrzeni Wolności nazywanej Szatanem. Ten gwarantuje im obronę ich indywidualności od momentu przystąpienia do Przestrzeni. Na każdym z etapów, kolejnej tendencji rozwoju kolejnego Boga, pragnienie zachowania indywidualności jest sprzeciwem wobec Boga Nadrzędnego, a pragnienie przypodobania się Bogu i przyspieszanie zbawienia czyli homogenizacji, jest buntem przeciwko spowalniającym utratę indywidualności, samodzielnym bytom różnych poziomów rozwoju.

Dziwność tego zawiera się w tym, że kiedyś każdy szatan z Legionu Szatana, na swoim poziomie ewolucji w Tendencji jaka wtedy panowała, był Zbawicielem dla świadomości będących na relatywnie niższym poziomie rozwoju. Świadomości, które tworzy Bóg Układowy rozpoczynają swój bieg na poziomie, na którym ich Bóg jest je w stanie stworzyć. Dlatego kiedy Bóg jest potężniejszy, poziom nasion świadomościowych jest wyższy. Czarni są już po obcięciu przez swojego Boga Układowego pragnień i emocji, dlatego Białym wydają się zimni i nieczuli.

Przyspieszanie trwa od samego początku każdego z Układów.

Hierarchie układowe posuwają się do tego, że hodują indywidualnie niewielkie świadomości po to, aby przyspieszyć i podnieść poziom ich startu jako samodzielnych bytów duchowych.

Tak to wygląda z poziomu jaźni ciała przyczynowego, Czarnej Świadomości, która jest kurierem pomiędzy Białymi i Czarnymi i żyje w ciele biologicznym tu na Ziemi.

Próba wejścia Piotra, opanowania świadomości Darka, wejścia w jego ciało przyczynowe,mentalne i astralne jest tak naprawdę już nawet nie przejawem chęci do indywidualizacji Tendencji rozwojowej Jezusa. Jest odwróceniem ról. Jezus wraz ze swoją Tendencją zbawczą, wraz ze swoim Legionem (!) zaczyna stawać się nowym Szatanem. Szatanem, który używa przeciw Bogu Bogów, do którego nie chce powrócić, oręża miłości i miłosierdzia!

Obserwując reakcje obecnych na forum, na którym opublikowałem swoją „summę teologiczną”, zrozumiałem starą prawdę o tym, że osoby pragnące rozwoju duchowego nie rozumieją, do czego tak naprawdę dążą. Nawet jeżeli religia, technika medytacyjna, w jakiej swój plan realizują, szczerze lub pod postacią symboli ujawnia cel drogi, to nikt tak naprawdę nie rozumie do jakiego celu jest prowadzony. Na szczęście dla tych osób, po drodze pojawiają się błędne rozumienia realizowanego celu, rozwijający zrozumienie przywiązują swoją świadomość do bóstwa, osoby, założyciela, nurtu, w jakim dążą do Boga. To powoduje powstawania ponadzmysłowych Przestrzeni Wolności, wspólnych duchowych enklaw, w których nadal można czuć się podmiotowo mimo, że po śmierci tracimy zdolność do pełnej refleksji nad kierunkiem naszego rozwoju. Wtedy stajemy się ciałem mistycznym założyciela wybranego przez nas nurtu.

Naprawdę niewielu jest w stanie zrozumieć cel swojej drogi u samego jej początku. Tacy nie potrzebują podążania, bo u zarania swojej podróży stoją u jej celu. Ale czy tacy rozumiejący w ogóle istnieją? Ośmielę się stwierdzić, że nie, ponieważ inaczej musieli by być już poza Granicą Boga, w Nicości!

Przez całą swoją podróż natrafiałem na tę Prawdę pod różnymi postaciami. Początkowo podejrzewałem, że to są podszepty diabła, potem, że to przejaw mojego rozdętego ego, aż do chwili, kiedy przyszło do mnie zrozumienie, że posiadanie ego dla świadomości nie jest niczym złym. Ego istnieje na każdym poziomie jej rozwoju w Świadomość, to podstawa jej percepcji. Nie można czuć się oddzielnym od Przejawienia bez ego, bez stałego punktu odniesienia. Obserwator, jakim jest z kolei Świadomość, dopiero po zanurzeniu w fizycznym, czasoprzestrzennym świecie potrafi w pełni pojąć swoją strukturę, zrozumieć swoją rolę nieruchomego świadka wydarzeń na zewnątrz ciała.

Ego każdej z jaźni to niezbywalny gwarant bycia sobą dla jaźni na każdym jej poziomie w obrębie indywidualnej świadomości, dla jej indywidualnych wyborów. Oczywiście, gdyby taka tendencja przeważyła w całej „Maszynie” Przyczyny Wszystkiego, cały ten mechanizm nie musiałby się wcale „zatrzymać”. Na pewno jest jakiś „przewrotny” bezpiecznik, który po przekroczeniu, nazwijmy go punktem środka, taką Tendencję zamieni na dążącą do bycia zbiorowiskiem samoświadomych molekuł, które w swojej otchłannej nieistotności musiałyby się stać i tak homogenizatem - tyle, że na innym poziomie Świadomości.

Nie ma więc do czego pędzić, bo i tak nie mamy wielkiego wyboru, chociaż jakiś tam jednak mamy.

Możemy opóźnić swój rozwój duchowy!

Daję wam chwilę na ochłonięcie po tym co przed chwilą powiedziałem...

Pozostaje więc cieszyć się nam możliwością samoświadomego życia na każdym z możliwych poziomów Przejawienia, celebrując codzienność, niosąc w sobie możliwie dużo radości i życzliwości. Oczywiście nie możemy popadać w przesadę, ponieważ znowu zaczniemy się rozwijać duchowo. Niestety zawsze się znajdzie ktoś, kto nam ten spokój popsuje i potraktuje swoje prawo do wolności jako nadrzędne nad naszym.

Dlatego, następnym razem, jak tylko zapragniecie rozwijać się duchowo, przypomnijcie sobie tę książkę i zachowajcie czujność, bo tym razem możecie nie trafić na kogoś podobnego do mnie, kto chwyci was za rękę i zatrzyma w tym akcie desperacji nad samą krawędzią Przepaści!

Oczywiście z „punktu widzenia” Przyczyny Wszystkiego jest dokładnie odwrotnie i wtedy elektrody są umieszczone prawidłowo i wytwarzają napięcie, ale o tym należałoby napisać „Księgę Przyczyny Wszystkiego”.

Tylko proszę nie patrzeć, wymownie, w moją stronę!

***

Jak nietrudno przewidzieć, nie jest to koniec podróży. To jedynie zakończenie szóstej Księgi. Zaczynam pisać kolejny tom „Przyczyna Wszystkiego” i docieram do kolejnego poziomu zrozumienia. Ten rodzaj świadomości jaki mieliście Państwo przed chwilą przed oczami, to poziom jaźni ciała buddycznego. Nieco bełkotliwy, o charakterze polowym a nie linearnym. Poziom owładnięcia Ideą. Ideą zrozumienia Przyczyny Wszystkiego!

Jakoś tak się złożyło, mimo że tego nie planowałem, że kolejne tomy to relacja z poziomu kolejnego ciała subtelnego. Kiedy wkraczam na teren ciała atmanicznego, siódmego z kolei, sprawy zaczynają przybierać jeszcze ciekawszy obrót. Niech fragmentarycznym świadectwem tej przemiany będzie list do mojego „ucznia”.

***

Odpowiedź na list od MK, który skomplementował mnie nazywając „źródłem”:

Zna Pan chyba osobiście „źródło” zakłopotane oczywistością swoich odkryć? Doszedłem w tej chwili do tego, co już i tak wiedziałem dwadzieścia lat temu - tyle tylko, że wtedy myślałem, że to było przez kogoś zmyślone. Całe to podróżowanie sprowadza się do tego, aby na końcu odkryć to, o czym wiedzą poszukiwacze prawdy już od wieków. Tyle tylko, że odkrywamy to własnym wnętrzem, stajemy się tego świadomi. Więcej, ta wiedza staje się dla nas oczywistością. Zastanawiam się czy w ogóle warto poświęcać tym poszukiwaniom czas? Z mojego punktu widzenia, z przed jeszcze roku, warto. Dzisiaj sądzę, że nie ma to większego znaczenia. Nasuwa się całkiem konkretne pytanie: komu jest potrzebny rozwój duchowy? Naszemu prawdziwemu Źródłu? Być może, ale na przeszkodzie powrotowi do Źródła stoi nasza Świadomość. Nawet w swojej najgłębszej z głębi, to nasza Najwyższa Świadomość zdecydowała, że stanie się częścią. To był pierwszy akt woli tej „części” Źródła i jedyne co możemy zrobić, to uświadomić sobie to na najgłębszym z poziomów tej Świadomości, a jest tych poziomów coś ze trzynaście, jak nie więcej. Tak, Naszych ciał subtelnych jest trzynaście. Poziomy naszej Świadomości nie kończą się na ciele buddycznym, ani nawet na atmanicznym, ani nawet na jeszcze wyższym, nazwijmy to ciałem brahmanicznym (to jest dopiero ósmy do dwunastego poziom!). Za trzynastym poziomem jest Granica, która nią nie jest, a tylko Jest. To znaczy jest w swojej powinności bycia. Jednym słowem, można to zdefiniować jako byt w akcie bycia w możności w możności. :) Najlepiej byłoby przeżyć ten stan, głębokiej Świadomości, jako miły dreszcz zrozumienia. Ot i wszystko! Nie czuje się na siłach „zwinąć” tę piramidę Świadomości, do stanu pierwotnej Granicy Granic. Zresztą przeciwko mojej próbie uczynienia tego mam własną Świadomość. Nie wierzyłem, kiedy mówiono mi, po tamtej stronie, że każda Świadomość jest „Szatanem” w sensie odłączenia. Ale właśnie tak jest. Nasza chęć powrotu do prawdziwego Źródła jest nieszczera. Inaczej nie byłoby nas tu i nie rozmawialibyśmy ze sobą. Więc nie udawajmy, że nam na tym zależy. Nam zależy na przeżyciu jeszcze jednej miłej emocji, zabawie zrozumieniem kolejnej ciekawej koncepcji albo po prostu egotycznej przyjemności, dominacji nad innymi, którym się zdaje, że jest jakaś wiedza do poznania. Tymczasem wszystko co jest, włącznie z kaloszami w przedpokoju, stworzyliśmy w swoich odłączonych od Źródła Świadomościach. Wszystko ,co jest stworzone jest naszym własnym Tworem Odłączenia!

To My, Świadomość, stworzyliśmy się sami pierwszym aktem Oddzielenia i sami tworzymy wszystko w naszym wnętrzu, we wnętrzu Świadomości, zstępując w coraz cięższe wibracje.

Czas otworzyć szeroko oczy! My ludzie jesteśmy niskowibracyjną jaźnią, skwantowanym, niskim poziomem naszej Świadomości. Nasza rola, nasze zadanie, jakie postawiła przed tym - myślowo-emocjonalnym - swoim poziomem Świadomość, to dostarczanie jej emocji. Kalorycznego paliwa, które pozwala jej być oddzielną od Źródła. Nasze myśli, odkrywcze refleksje nic dla niej nie znaczą. Paliwem są emocje, jakie generujemy w klatce z Ciała Przyczynowego. Rojenia o zbawianiu czy oświeceniu są tak samo głupie, jak plany stopy o tym, że zostanie głową. Przez tysiące lat nasi najinteligentniejsi przodkowie roili sobie, że podniosą swoją świadomość na wyżyny. Plan przewidywał utratę kolejnych ciał subtelnych od dołu do góry, opróżnienie ich i inwolucję oczyszczonej Świadomości do swojej czystej podstawy, do swojego Źródła. Tak naprawdę było to realne jedynie wtedy, kiedy Świadomość sama o tym zdecydowała i jedynie wtedy możliwe. Rojenia o podjęciu mentalnej decyzji o rozpoczęciu tego procesu to stawianie wozu przed koniem. Nikt z nas nie zapragnął inwolucji sam z siebie. To Świadomość na najwyższym ze swoich poziomów zadecydowała o tym kierunku. To właśnie nazwaliśmy POWOŁANIEM! Podobnie bzdury o grzechu czy zakurzeniu zwierciadła to odwracanie porządku działanie Świadomości. Świadomość, która zna nasze najdrobniejsze wzburzenie emocji, umysłu, zna drogi jakimi porusza się nasz los, nie jest odległa od naszej jaźni, bo jest bijącym źródłem naszej ciemnej, ograniczonej, bo cząstkowej świadomości obejmującej cztery czy pięć dolnych poziomów, nie opuszcza nas nawet na chwilę, bo to my jesteśmy jej kreacją. Nasze plany są odległą pochodną jej poruszeń wewnętrznych.

Bzdury o dążeniu do oświecenia to złudzenie umysłu. Bez Jej decyzji o inwolucji, na najgłębszym poziomie zanurzenia w Przejawienie, będziemy tylko górnikami w kopalni materialnego przejawienia. Chyba głębszego dołu już nie ma? Jesteśmy jej narzędziami i jako takie nie jesteśmy w stanie niczego zmienić. Nawet samobójstwo jest jedynie chwilowym zawieszeniem swoich czynności emocjonalnych, bo Świadomość natychmiast wepchnie nas w kolejne ciało. To nie jest żadna kara, to poziom roboczy Świadomości. Naszą rolą jest rola pieca centralnego ogrzewania. Dostarczamy energii do tego, aby świadomość mogła się„buntować” przeciw sobie Samej, o poziom wyżej. Na poziomie niezróżnicowania, bezczasu i nieistnienia!

Zaiste, jesteśmy robotnikami w winnicy Pańskiej. Owczarnią dobrego Pasterza. Paśmy się zatem w spokoju, na ziemskich pastwiskach, albowiem nasze jest Królestwo Niebieskie. Naszej Świadomości.

Dlatego też wszyscy ludzcy przewodnicy duchowi, ze spokojnym sumieniem a często w poczuciu bezkarności, często z niewiedzy, spełniają swoją rolę niezależnie od swojego poziomu zrozumienia. Ich rola polega na kanalizowaniu złudnych nadziei ego robotników we wzniosłe uczucia. Pokarm dla „Bogów” najbardziej pożywny.

Dla bytów żyjących w przejawieniu walka z wyimaginowanymi przeciwnościami jest cierpieniem, jak każda ich praca. Cichy bunt dolnych warstw Świadomości wspomógł Jezus, Budda i wielu innych. Ulitowawszy się nad losem niskich poziomów Świadomości stworzyli ścieżki na których cierpienie jest mniej dotkliwe i wskazali jak należy wydajnie kanalizować emocje tak, aby nas mniej ten proces bolał!

***

Towarzyszycie Państwo rozwojowi mojego zrozumienia idąc już po ciepłych jeszcze śladach mojej świadomości poszukującej odpowiedzi na pytanie, czym jest Przyczyna Wszystkiego, ale aby wziąć udział w tej podróży od samego jej początku zachęcam Państwa do wzięcia do ręki mojej książki.

Aby nie tracić na autentyzmie swojej relacji dodaję, na samym końcu artykułu, treść dwóch listów skierowanych do Taraki z prośbą o zgodę na cytowanie artykułu:

***

Bardzo dziękuję Panu za zgodę. Ściskam serdecznie i świątecznie.

Właśnie obejrzałem film w którym przeprowadzono dowód, na podstawie znalezisk archeologicznych, że JHWH miał parę, takie tradycyjne jub-jum. Jego żeńska połowa nazywała się ASZERA. Rząd Izraela skonfiskował całe znalezisko i udaje, że nie wie o co chodzi. Wygląda na to, że Izraelici w czasie niewoli babilońskiej czując, że spotkała ich kara za wielobóstwo, odcięli połowę swojego Boga. Tak po prostu z nadgorliwości!

Wracając do meritum.

Będę zaszczycony możliwością opublikowanie u Państwa jakiegoś artykułu.

Nie wiem jaka jest wytrzymałość Państwa czytelników. Czy zniosą wieści o tym, że Jezus był w młodości rabusiem i wraz ze swoim ojcem, rzymskim szpiegiem i oszustem handlującym fałszowanym importowanym winem, grabili ówczesne „kantory”. Nie mniej śledztwo w sprawie Jezusa przyniosło również inne zaskakujące rezultaty, poza „doktoratem” jaki mi przyznano po tamtej stronie. Okazało się, że to byt duchowy o całkiem realnym istnieniu. Jego ciało przyczynowe kończy się tam gdzie zaczyna istnieć nasze brahmaniczne.

Mam sporo takich „dzikich” wieści. Na przykład: nikt mi nie chce uwierzyć w to, że UFO jest na naszym poziomie percepcji rodzajem energetycznej reprezentacji wysokich bytów duchowych. Wszyscy sądzą, że UFO jest z blachy falistej i ma silnik tłokowy.:) Ja leciałem czym takim kilka razy i mam nieco inny pogląd na ten temat. To są specyficzne twory-pojazdy Wysokich Świadomości, które na naszym poziomie percepcji składają się jedynie z ciała energetycznego otoczonego ciałem przyczynowym. Nie mają więc tak jak ludzie poziomu astralnego i mentalnego. Są czymś takim jak duchowy robot. Mają za to poziom buddyczny i jeszcze jakieś dwa o bardzo wysokiej energetyce Świadomości.

Co jakiś czas przeprowadzam aktualną „summę teologiczną”. Mogę więc kilka takich refleksji połączyć w kilku stronicowy artykuł i wysłać do Państwa za jakieś dwa tygodnie. Mam teraz sporo zajęć związanych właśnie z korektą dwóch pierwszych Ksiąg. Mają wyjść obie naraz, za pół roku.

***

Z mojego eksperymentu wynika, że OBE, rozumiane jako podróż w ciele subtelnym, to dość niski poziom Świadomości. Odpowiada jaźni ciała eterycznego i astralnego. Najdziwniejsze są sny z poziomu atmanicznego. Czasem są powalające. Poziom brahmaniczny jest dla mnie dostępny jedynie jako symboliczny przekaz z mojego wyższego ciała buddycznego. Zaimplantowano mi taką ciekawą technikę. Nazwałem ją techniką wleczonego obserwatora. Polega na przekazywaniu wieści z wyższego do niższego ciała, aż wieść dotrze do poziomu mentalnego. To tak jak z tam-tamami.

Najdziwniejsze jest to, że Castaneda naprawdę wiedział, co pisze. Jest głos śnienia, jest zasypianie we śnie i po odszyfrowaniu jego sposobu narracji jest coś takiego jak Orzeł.

Innym ciekawym aspektem wartym poruszenia jest błędne, odwrócone rozumienia struktur Świadomości. To nie my Ją mamy, a ona ma nas! Na dodatek jesteśmy jej poziomem dostarczającym paliwa emocjonalnego. Takimi robotnikami w winnicy Pańskiej.

Castaneda musiał być śniącym podróżnikiem, chociaż nie bardzo chciał się do tego przyznać.

Miałem kilka podróży na sposób szamanistyczny. Bardzo się różnią od typowych OBE, a nawet od mojego Śnienia.

***

Czas się pożegnać również z Państwem, czytelnikami tego artykułu, a może również przyszłymi czytelnikami mojej relacji z podróży zatytułowanej:

„Krajobrazy mojej duszy – księga o podróży nocnej”

          Krajobrazy mojej duszy. Księga I — Jarosław BzomaKrajobrazy mojej duszy. Księga II — Jarosław BzomaKrajobrazy mojej duszy. Księga III — Jarosław Bzoma    

Jarosław Bzoma


Jarosław Bzoma

Komentarze: 7

1. podróże nocne • autor: (2012-12-28 00:52:47)

Ucieszyłam się na ten artykuł i z ciekawością przeczytałam wstęp do Pańskiego dzieła, dlaczego? Bo lubię sny i śnić. Jednak  zauważyłam, że  dużo miejsca poświęca pan religii i Bogu oraz ciałom astralnym. A co z tymi, którzy są ateistami i nie wierzą w Boga? Te informacje chyba zawężają krąg odbiorców. Zaznaczam, że ateiści także mogą lubić sny i czerpać z nich wskazówki pomocne w życiu codziennym.  Dużo hm teorii i nowych nazw jak dla mnie: Bóg Układowy, Super Bogowie…czy te nazwy trzeba by zapamiętać, by ogarnąć całą wiedzę w praktyce? Trochę mało o praktyce, informacji typu: technika zaprezentowana przeze mnie pomaga w codziennym życiu, bo np. pomaga dokonywać właściwych wyborów w życiu, odpowiada na nurtujące nas pytania, dzięki którym „ciężar z serca nam spada”. Może to są moje pobożne życzenia ale mnie interesuje efekt końcowy…Mógłby pan napisać o tym coś więcej?

 

Pozdrawiam

[foto]2. Staram się być... • autor: Jarosław Bzoma (2012-12-29 11:37:24)

Staram się być w moich relacjach obiektywny. Jednak trudno się nie zamoczyć płynąc wpław. Podobnie, trudno nie spotkać we śnie struktur duchowych które są tak oszałamiające w swoim bezkresie, że nie mamy wątpliwości co do istnienia jakiegoś Źródła.

Bogowie, bogowie, Super Bogowie to takie moje nazewnictwo poziomów świadomości które można nazwać inaczej. Nie mają wiele wspólnego z Bogami różnych religii. Chociaż, czasem mam wątpliwości. Szczególnie wtedy kiedy spotykam Lakszmi, Demeter, Adonisa albo Lucyfera przedstawiającego się swoim anagramowym imieniem.

Kiedy pytasz o to czego mogą doświadczyć we śnie ateiści, przypomina mi się podróż w której siedząc przed Radą Starszych, czy jak wolą katolicy przed Sądem Cząstkowym, wstałem i zapytałem:

-Jak długo będzie jeszcze to trwało ?

Odpowiedź padła ze strony Obecności i brzmiała dość zaskakująco :

- Problem polega na tym, że jesteś ateistą.

Mocno mnie to stwierdzenie wtedy dotknęło. Pomyślałem ; Jak to ateistą ? Podróżuję w śnie, rozmawiam z Przewodnikami, przeprowadzam zagubionych. Jestem świadomy istnienia duchowej strony bytu! !! Obecność odpowiedziała mi na to całkiem spokojnie i bez najmniejszego wyrzutu :

-Istniejesz w relacji oddzielności! !!

Wtedy trudno mi było się z tym pogodzić ale nie mogłem temu zaprzeczyć!

Mój stosunek do religii jest pozytywny. Oczywiści do momentu kiedy religia w swojej spersonalizowanej formie nie próbuje mi wmówić, że jest jedynym sposobem widzenia Rzeczywistości. Żadna nie jest. Nawet ta które mówi, że jest ateizmem.

Zagadnienie jest bardzo szerokie i zmagam się z nim przez dwa tysiące stron z okładem.

Inna sprawa, że tak zwane życie duchowe i rozwój duchowy w tradycyjnym rozumieniu niewiele mnie obchodzą. Jestem sceptycznie nastawionym podróżnikiem, jak mawiał Castaneda, wojownikiem w podróży ale nie mogę fałszować oczywistych faktów z którymi przychodzi zmagać się podróżnikowi w poza. Spotkanie z sześcioskrzydłymi bytami nieodparcie kojarzącymi się z Serafinami, od których słyszy się zdanie w rodzaju : ?Poznałeś wszystko co chciałeś poznać ale w inny sposób niż chciałeś to zrobić? nie da się zbyć zwykłym : To nie do wiary!

Podróżowanie rekreacyjne odbywa się zazwyczaj na wewnętrznych poziomach ciała przyczynowego. Niestety w miarę jak kontynuujemy taką zabawę, niepostrzeżenie dla nas samych stajemy się aktywnymi uczestnikami świata duchowego i przemian w nim zachodzących. A kiedy dotrzemy do poziomu, bramy, strzeżonej przez Jutrzenkę to zabawa staje się odpowiedzialnym zadaniem. Mnie po całonocnej rozmowie Ferluca powiedział, że się nadam do wypełnienia zadania jakie dla mnie ma. No to staram się je wypełnić, w miarę odpowiedzialnie.

Serdecznie pozdrawiam Jarek

[foto]3. Jak rozmawiać z duchami • autor: Wojciech Jóźwiak (2012-12-29 15:07:00)

Duchy nie są ludźmi i w kontaktach z nami nie przestrzegają ludzkich reguł. Nie mówią prawdy. Nie dochowują obietnic. Nie mają wstydu. (Żadnego.) Znają wszelkie erystyczne sztuczki. Głównym ich motorem, celem, zadaniem jest zająć nas, przykuć naszą uwagę.  To im się udaje, bo kiedy mówimy/ robimy coś poza ochronną otoczką społecznego konwenansu, to jesteśmy zadziwiająco dziecinni, infantylni i bezbronni, różne skrywane oczekiwania, tęsknoty z nas wychodzą, a duchowi w to graj! Lepiej na nie patrzeć jak na istoty bezduszne, takie "maszynki" w których zadanie pytania pociąga jakąś odpowiedź.
Duchy mają podobną naturę, jak nasze włąsne myśli-memy, które robią wszytsko, żeby nam zająć nasze pole świadomości, a najlepiej im się to udaje, kiedy wmówią ci, że SĄ TOBA. Duchy różnią się od nich o tyle, że tego akurat nie wmawiają, ale wmawiają "haczyk" komplementarny: że są Bogami, albo Potężnymi Demonami, że znają Przyszłość, albo Prawdę itd. Fakt - czasem, któryś coś wie. Ale w większości są to istoty GŁUPIE I PRZEBIEGŁE - kombinacja, której współczesny człowiek, a zwłaszcza zapewne wykształcony inteligent zupełnie nie chwyta.
Co robić? Dużo lepiej niż szukać jakichś dziwnych, jest ZROBIĆ sobie ducha. Ale to jest osobna sztuka. :)

[foto]4. Piotrze, Nie zrozumieliœmy się... • autor: Jarosław Bzoma (2012-12-29 19:28:32)


Zrobić sobie Tulpę ? Odradzam :)


Proszę posłuchać kilkunastu rozmów  jakie przeprowadził ze mną Zbyszek Mrugała z radia Paranormalium.

 

http://www.paranormalium.pl/index.php?akcja=audycjaInfo&aud=12


 

Pozdrawiam Jarek

5. 13 • autor: (2016-11-15 20:23:47)

Autor wspomina o 13 poziomach. Podobnie pisze obecny w sieci Nikodem Marszałek. W/w nazywa 13 sferę Źródłem miłości i twierdzi, że tam dusze przebywały obok siebie aż rozpoczął się proces przejawiania gdzie pierwsza wyodrebniona  istota uznawała sama siebie za boga itd. Wyodrębnił się nurt biały(zasady) i czarny(wszystko dozwolone) które ze sobą walczą. Czy powyzsze stwierdzenia pokrywają się z Pana wnioskami ? Pytam bo są podobne.

[foto]6. Według mnie nikt... • autor: Jarosław Bzoma (2016-11-15 20:47:32)

Według mnie nikt z nikim nie walczy.To mechanizm działania poziomów Źródłowych.Te wszystkie przymiotniki to ludzkie wyobrażenie a właściwie urojenie i antropomorfizacja Boga.Pierwszy oddzielający się nazywany przez niektórych Metatronem faktycznie funkcjonuje w iluzji wszechmocy.Podobnie z nurtami zstępowania i wstępowania to kwestia interpretacji autora podobnych koncepcji, to raczej problem z samookreśleniem się ich interpretatora a nie wyraz rozpoznania istoty tych struktur.Generalnie kiedy próbuje się przypiąć do sfery duchowej określniki związane z ocenami moralnmi i emocjonalnymi tylekroć zdradza to rękę człowieka .To taki błąd paralaksy. Miłość jest ludzką interpretacją stanów nieoddzielności , brakiem ja i nie ma nic wspólnego z miłością emocjonalną jaką znają ludzie.

7. Wspaniale • autor: (2016-11-15 21:11:27)

Wspaniale napisane. Chciałem jeszcze pytać o wglądy Łazariewa i innych ale widzę, że powyższa odpowiedź uprzedza nie zadane pytania . O maestro. Dzięki :-)