Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2015-11-07

Tomasz Żywy

Kosmos syntetyczny

Zastanawiałem się kiedyś czym właściwie jest harmonia. Jak to się dzieje, że coś jednocześnie jest, powiedzmy, stabilne i przewidywalne, ujawniające pewne ogólne tendencje z jednej strony, z drugiej zaś istnieją zmiany naruszające obecną formę, zachowując przy tym swoją harmonijną naturę, pewien możliwy do określenia porządek. Nie dopuszczałem przy tym do siebie myśli o jakiejkolwiek przypadkowości. W końcu to, co jawi nam się jako chaos jest wyłącznie rezultatem naszej poznawczej niemocy. Przyjęło się bowiem, że postrzegana chaotyczność to wynik naszej niemożliwości uwzględnienia całej złożoności świata, czego przejawem jest szeroko stosowany probabilizm. Jest on, przede wszystkim, kompromisem nauki w batalii z rzeczywistością, zdawałoby się czystą koniecznością, wyrazem pragmatyzmu. Nie ma tu miejsca na metafizykę; postrzegamy go ponieważ nasze zwierzęce umysły nie zostały wyposażone w odpowiednie narzędzia poznawcze. Czy oby na pewno?

 

Poszedłem o krok dalej i stwierdziłem, że chaos jest immanentną cechą rzeczywistości.

 

Na początku był chaos

 Z pomocą przyszła mi mitologia grecka, która zdaje się niezwykle związana z ludzką psyche (ma to duże znaczenie dla dalszych wywodów). Co wszystkim doskonale wiadomo wedle niej świat, ten znany i w miarę przewidywalny, zrodził się z przedwiecznego chaosu, stanu niedookreślonego, nieprzewidywalnego, w którym nie ma jakiegokolwiek rozróżnienia. Jednakże to wszystko i nic w jednym z samej konieczności zrodzić musiało coś konkretnego. Coś, co musi się w nim zawierać, skoro jest wszystkim.         

       Takie rozumienie rzeczywistości starożytnego greka, jej ontycznej natury, było cały czas obecne w jego świadomości. Żyjąc w wspólnotach politycznych zwanych polis spoglądał na to, co było poza nią jak na coś tajemniczego, nieokiełznanego i niebezpiecznego. Wspólnota ta była kosmosem, czyli czymś uporządkowanym i znanym, ekumeną. Poza nią natomiast istniała otchłań chaosu, anekumena.

       Dychotomia ta obecna była (i stawię tutaj być może śmiałą tezę, że jest cały czas) w innych kulturach. Mniej złożone społeczności również posiadały własny kosmos i chaos. Mieszkańcy tego pierwszego z pewną trwogą spoglądali poza wioskę, na niedostępne lasy i pustkowia, gdzie czaiły się demony i burzyciele porządku. Były one także siedzibą społecznych wyrzutków, nieprzystających własnym myśleniem i stylem bycia do życia uporządkowanego i w miarę przewidywalnego. Ponoć łączyli się oni w bractwa, których główną funkcją było ciągłe naruszanie kosmicznego ładu. Co niezwykle interesujące przekonani oni mieć byli o konieczności tej działalności nie tylko na rzecz własnych potrzeb, ale i trwania opuszczonej przez nich społeczności(!).

 

Platon do góry nogami

 Perspektywa ta stawia istotny problem kosmogoniczny. Skoro na samym początku jest chaos, to czym jest porządek? Jaka jest ich wzajemna relacja? Porządek, drogą konieczności, zrodził się z tego pierwszego, czy też są to dwie przeciwstawne siły spotykające się w człowieku i jego kosmosie? Ponieważ przyjąłem pierwotność chaosu odwróciłem tym samym platońską ontologię o 180 stopni. To nie odwieczne, doskonałe idee określają byt, którego doskonałość zostaje zaburzona w świecie materii. W tak rozpatrywanym przypadku, to co uporządkowane jest szczegółowym przypadkiem nieuporządkowania, inaczej mówiąc, chaos wpływa i trafia na opór, być może zagęszczenie, własnego rezultatu. W końcu pomysł jakoby to degradacja platońskich idei, ich wulgaryzacja, konstytuowała naszą rzeczywistość stawia pytanie o źródło tego zaburzenia. Koncepcja wszechogarniającego chaosu natomiast upatruje początek w samej jego naturze, a także wyjaśnia funkcjonowanie i charakter szczegółowego przypadku. W takim rozumieniu przeciwieństwo chaosu nie jest przeciwieństwem substancjalnym, a raczej skrajny porządek stoi na krańcu kontinuum, po którego drugiej stronie znajduje się totalny nieład, wszystko i nic zarazem.

        Mam świadomość, że takie postawie sprawy może wyglądać jak prosty wybieg. Jednakże zgłębiając się w zagadnienie początku, trafiamy, chcąc nie chcąc, na problem ruchu, napędu oraz, przede wszystkim, pierwszego poruszyciela. Pierwotny chaos wyjaśnia tę kwestię w sposób niezwykle prosty – ciągły napęd wymaga ciągłego źródła tegoż napędu. Mimo to pozostaje kolejny problem: dlaczego przeciwieństwo czystej chaotyczności przybiera postać geometrii? W końcu ruch/chaos/energia zagęszcza się w postaci  marazmu/ładu/materii w formie wyidealizowanej, można by rzec, platońskiej (doskonale obrazuje to obiekt, który swoją masą zdecydowania dominuje we wszechświecie, a mianowicie gwiazdy dążące do postaci idealnej kuli), sprawiając wrażenie powolnego osiadania prądu rzeki w mule. 


 

Proporcja (prawie) doskonała

Interesującym będzie tutaj, iż badania nad ludzką potrzebą estetyki unaoczniły, że piękno nie jest czymś doskonale geometrycznym. To, co najbardziej pobudza nasze zmysły jest w istocie odpowiednim dobraniem proporcji zupełnego nieładu z bezkompromisowym porządkiem. W takich warunkach człowiek czuje się najlepiej, a jego umysł zdaje się być zrelaksowany i zadowolony, zupełnie jak u siebie w domu.

Kosmiczne proporcje / Drzewo życia


Można więc wysnuć wniosek, że kosmos, albo to, co jako go postrzegamy, to właściwie synteza dialektycznego „starcia” chaosu i ładu, gdzie chaos jest tezą, a ład antytezą:


                                                    Chaos - Komos - Ład

                                    

Dziecko chaosu

 Czy tak spolaryzowana rzeczywistość zamieszkuje wyłącznie ludzką świadomość, czy jest w tym coś więcej? Bowiem pogląd mówiący o tym, że człowiek zawiera w sobie kosmos (hermetyczna zasada „jak na górze, tak i na dole”) stawia pytanie o ontologiczny status tego zjawiska. Pierwszą odpowiedzią jest stwierdzenie, iż jest on odzwierciedleniem całości w sposób bezwzględny. Druga natomiast zakłada, że w skład ludzkiego psyche-kosmosu wchodzi jedynie to, co dostrzegł i poza to nie wykracza; podążamy tym samym w kierunku epistemologii. Na tak postawione pytanie raczej nie sposób odpowiedzieć. Śmiem jednak uważać, i jest to jedną z podstaw tej kosmologii, że samoświadomy byt jest zwieńczeniem rzeczywistości przyjmując tym samym optykę całościową. Prowadzi to do wniosku o tożsamości poznania i bytu nie tyle pod względem pełnej adekwatności, co byłoby absurdalne,  a modelu zachodzących przemian.

         Skoro człowiek to zarówno odbicie kosmosu, jak i jest z nim całkowicie sprzężony, to jego, nazwijmy, syntetyczna budowa powinna odzwierciedlać proces jaki zachodzi w skali całej rzeczywistości. Poznawcza podmiotowość człowieka może zostać wyrażona tutaj za pomocą prostego schematu, w którym to chaos reprezentuje świadomość ekstensjonalną, odpowiedzialną za odbiór bodźców i po prostu bycie, ład świadomość intencjonalną wspomaganą abstrakcją, próbującą nadać rzeczywistości przewidywalny, bezpieczny charakter, a samoświadomość to  miejsce spotkania subiektywnej syntezy obu tworzącej kosmos.  Pierwsza z nich jest dana wszystkim istotom posiadającym świadomość nawet w stanie cząstkowym, zatapiając tym samym taki byt w czasowym tu i teraz. Narodziny samoświadomości z kolei są narodzinami istoty dostrzegającej chaotyczność i czującej z tego powodu głęboki dyskomfort. Dąży ona więc do zrozumienia i ustanowienia porządku posiłkując się możliwością planowania, rozrywając w ten sposób odwieczne tu i teraz na przeszłość i przyszłość.

        Kolejne istotne pytanie: dlaczego człowiek, przejaw czystego chaosu, czuje potrzebę nadawania porządku? Będąc szczerym sprawia mi to spory problem. Wydaje mi się jednak, iż jest to, zabrzmi to trochę absurdalnie, rezultat osadzenia chaosu w chaosie. Istota ludzka bowiem, samoświadoma, różni się od zwierzęcia przede wszystkim tym, że posiada zdolność realizacji potrzeb w okresie długoterminowym. Zawdzięcza to myśleniu abstrakcyjnemu oraz świadomości, iż jego Ja jest rozciągłe w czasie. Rodzi to oczywiście dążenie do ustanawiania przewidywalności. Trzeba przy tym zauważyć, że potrzeby podstawowe są takimi samymi potrzebami jak u zwierząt. Ich myślenie jednak zdominowane jest przez instynkty oraz brak umiejętności jego zmiany. Zachowanie to jest zdeterminowane genetycznie, dlatego też nieadekwatne nie może być postrzegane jako błąd zwierzęcia, a co najwyżej ewolucji, a siłą rzeczy obiektywnej rzeczywistości. Człowiek z kolei posiada zdolność zmiany myślenia, przez co działanie nieadekwatne jest błędem człowieka. Można więc stwierdzić, że nadawanie porządku może prowadzić, i często prowadzi, do większej ilości błędów, przez co samoświadomość staje się swoistym katalizatorem chaosu. Wiem, że brzmi to trochę pokrętnie, ale nie wiem jeszcze jak to ująć.

Efekt katalizy chaosu.


Metafory

Drzewo – wydaje się być niesamowitym przykładem obrazującym sens tej koncepcji. Obecne w wielu kulturach spełnia przede wszystkim funkcję wyjaśniającą budowę kosmosu i jego logikę przemian. Za przykład niech posłuży chociażby nordycki Yggdrasil czy kabalistyczne drzewo sefirot.

      Również na poziomie empirycznej konkretyzacji pokazuje jak można rozumieć zaistnienie wspomnianych wyżej proporcji. Mimo pewnego narzuconego algorytmu wzrostu istnieje pewna doza przypadkowości i nieprzewidywalności. Dodatkowo, co istotne, im więcej pobieranej energii (chaosu) w ramach gatunku, tym większa różnorodność wewnątrzgatunkowego fenotypu.

Młyn – oddaje problem nadania ruchu geometrycznym wzorcom. Interesujące, że zarówno koło, jak i rzeka są podstawowymi metaforami rozumienia czasu(!). Koło obrazuje jego cykliczność, rzeka zaś linearność i niepowtarzalność każdego momentu. Dopiero łącząc oba elementy dostrzegamy tzw. młyn bogów.

Monolit – główny symbol w odysei Kubricka, który na stałe zagościł w dzisiejszej kulturze. Prezentuje sobą idealną geometryczną bryłę, która jest formą (ograniczającą?) świadomość w barwie doskonale głębokiej czerni. Interesujące. Podobno jeden z mistyków miał stwierdzić, że nirwana jest właśnie czernią doskonałą.

Wodne kręgi – chaos i jego dziecię. Kolejna metafora?


Garść skojarzeń

Domyślam się, że całość jest przedstawiona w nieadekwatny sposób, przez co może być niezrozumiała. Dlatego też zamieszczam kilka skojarzeń zbudowanych zgodnie z kontinuum:

chaos – komos – ład:

ciemne – różnobarwne – jasne

nieprzewidywalność – probabilizm – przewidywalność

nieużytek – średniowieczne miasto – gierkowskie bloki

rewolucja – ewolucja – konserwacja

leseferyzm – interwencjonizm – centralne planowanie

indukcja – model poznawczy – dedukcja

intuicja – zdrowy rozsądek – metoda naukowa

los – dostosowanie(?) – wolna wola (to jest akurat bardzo ciekawe. Z jednej strony wolna wola kojarzy się z brakiem determinizmu. Z drugiej jednak dostrzeganie pewnej konieczności następujących po sobie wydarzeń jest typowe dla interpretacji z "ciemnej strony mocy", jak kult Dionizosa. Zapewne związane to jest z „płynącą” świadomością ekstensjonalną oraz mobilną świadomością intencjonalną, opierającą się na podejmowaniu decyzji, w założeniu podmiotu, autonomicznych).

 

                                                                   * * *

 

Jeżeli ta koncepcja ma odniesienie do rzeczywistości, to ludzkie episteme jest w swej istocie kosmiczną ewolucją, a odwracając narrację - kosmos procesem myślenia. Chaos jest więc czystą świadomością, która to jest podstawą, źródłem wszelkiego istnienia, a człowiek chaosem wtórnym, samopoznaniem świata.



 

Tomasz Żywy

Komentarze: 3

[foto]1. Kolejne skojarzenia:id -... • autor: Tomasz Żywy (2015-11-08 21:16:45)

Kolejne skojarzenia:

id - ego - superego

działanie - rezultat - idea

[foto]2. Oj, oj... Metafory... • autor: Wojciech Jóźwiak (2015-11-09 10:17:56)

Drogi Tomaszu, czytałem (wpuszczając Twoja rozprawę) do Taraki pełen wątpliwości. To co piszesz, jest jakoś dziwne, głównie przez brak rozgraniczenia "ontologii" (czyli mówienia o tym, jaki jest świat) i "epistemologii" (czyli tego, jakie są i jak działają nasze pojęcia jako narzędzia poznawcze). Wszystko w jednym garnku czyli z niem. Eintopfphilosophie. (Ciekawe, czy ktoś już tego terminu używał?:)) Rozdział pt. "Metafory" uratował Twój tekst. (No może trochę dramatyzuję z tym ratowaniem.) Bo ja w ogóle jestem zwolennikiem czegoś, co można nazwać "panmetaforyzmem" ("wszechprzenośnictwem") -- że w ogóle nasze pojęciowe poznanie opiera się na metaforach i w istocie jest kompleksem metafor. Te metafory wywodzą się ze zmysłowego doświadczenia, nawet tak abstrakcyjne jak liczba: nie mielibyśmy sposobu na pomyślenie sobie "liczby", gdyby w naszym świecie nie było wyraźnie oddzielonych przedmiotów, które możemy przekładać z kupki na kupkę, każdy oddzielnie, czyli: liczyć. Istoty żyjące w jakiejś galarecie mogłyby w ogóle nie mieć pojęcia liczby. Itd.

[foto]3. Wiem doskonale, że... • autor: Tomasz Żywy (2015-11-09 13:02:25)

Wiem doskonale, że może się wydawać trochę "tyglowaty". I nie mogę się zgodzić z tym, że nie ma tutaj rozgraniczenia między ontologią a epistemologią. Jest, tylko bardzo specyficzne i jeszcze do końca niedoprecyzowane. Zależało mi na tym, żeby ukazać ścisły związek między postrzeganym bytem, a samym postrzeganiem - sam też mam tutaj wątpliwości, o czym zresztą piszę w "Dziecku chaosu".

A z metaforami trafiłeś w samo sedno Wojtku. Myślenie za ich pomocą było ciągle obecne w refleksji nad tematem, i właśnie świadomość tego spowodowała napisanie odpowiedniego rozdziału. Jednak staram się od tych metafor uciec, przeskoczyć. Czy jest to możliwe? Nie wiem.

Co do liczby czy innego formalizmu. Również starałem się podjąć to zagadnienie w ramach tego tekstu. I napisałem, może nie do końca wprost, że wszelaka idea, abstrakcja rodzi się z kontaktu samoświadomości z materią. Tak jak przeciwległym biegunem energii jest materia, tak dla świadomości będzie to matematyka. Trzymając się podziału na ontologię i epistemologię można np. zauważyć, że rzeczywistość ma charakter kontinuum, poznawanie natomiast odbywa się za pomocą dialektyki.

Na swoją obronę dodam, iż wiem że jest to czysta spekulacja. Ten problem jednak nie daje mi spokoju. Stąd ten tekst.