Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2020-06-20

Mieczysław Dyna

Kosmogram wyprawy perskiej Juliana Apostaty

Starożytność jest okresem, w którym niewiele jest wydarzeń sprecyzowanych do dnia, nie mówiąc o godzinie. Nawet gdy dzień pewnego wydarzenia jest sprecyzowany, określony i wynotowany, to nigdy nie możemy mieć pewności, czy to był na pewno ten dzień, czy dziejopis się nie pomylił lub czy coś nie zostało przepisane z innych dawniejszych tekstów. Nigdy nie mamy zupełnej pewności. Wiele dat rocznych jest wątpliwych lub podane są w kilku wersjach, zależnie od źródeł, z których były brane przez pisarza. W przypadku kampanii wojennej przeciwko Imperium Sasanidów, którą przeprowadził cesarz Julian (przez chrześcijańskich przeciwników przezwany Apostatą – przyp. Taraki), mamy na tyle szczęścia, że dziejopisem był bezpośredni jej uczestnik, ostatni wielki historyk rzymski Ammianus Marcellinus, który jako żołnierz-gwardzista brał w niej udział. Pozostawił zatem dla potomnych opis jej przebiegu, wynotowany ze skrupulatną dokładnością. Co prawda, swoje dzieło Res gestae napisał wiele lat po samej wyprawie, jednak dokładny jej przebieg zapisał. Otoczce związanej z samą wyprawą perską poświęciłem osobny artykuł „Julian, czyli stracona szansa Imperium”, z którym warto się zapoznać przed przeczytaniem poniższego tekstu, aby lepiej znać kontekst wydarzeń. Zatem zajmiemy się samym kosmogramem kampanii.

Za początek wyprawy Ammianus uznał 5 marca 363 roku według kalendarza Juliańskiego, kiedy to cesarz na czele oddziałów wojsk opuścił Antiochię, w której przebywał dziewięć miesięcy, od 16 lipca 362 roku. Zarządzał z metropolii Cesarstwem, „przezimował” w niej, jak i przygotowywał się do wyprawy, którą dobrze zaplanował. Można z całą pewnością stwierdzić, że Julian był inicjatorem, „głową” oraz główną siłą napędową całego przedsięwzięcia, bez niego wyprawa by nie zaistniała, tak więc w pewnym sensie samego cesarza można utożsamić z całym przedsięwzięciem: był jego Słońcem i Jowiszem. Przyjąłem, zgodnie z Ammianusem, że wyprawa rozpoczęła się 5 marca wyruszeniem z miasta Juliana wraz z paroma oddziałami drogą do Hierapolis, gdzie około 9 marca odbyła się koncentracja wojsk. Około 22 marca w Karrach (Carrhae) wojska zostały przegrupowane i rozdzielone na dwie części: część główną na czele z cesarzem zmierzającą na południe wzdłuż Eufratu (około 45 tysięcy piechoty i jazdy oraz 1000 okrętów) oraz oddziały zmierzające na północ pod dowództwem Prokopiusza i Sebastiana (około 20 tysięcy), które miały zabezpieczać owe tereny, następnie zaś przekroczyć rzekę Tygrys, gdzie w założeniu było połączenie się z królem Armenii Arsacesem, nieprzychylnym władcy Persji Szapurowi II. Kolumna wojsk Juliana rozciągała się na przestrzeni około 10 mil.

5 marca był „aktem wstępnym” z perspektywy astrologicznej, uznałem zatem tą datę za początek całej kampanii. Była ważna, gdyż sam Ammian ją wynotował jako początek wyprawy. Teraz przyszedł czas na oszacowanie prawdopodobnej godziny wymarszu wojsk rzymskich z Antiochii. Zwracając uwagę na ogromne prawdopodobieństwo wyjazdu władcy we wczesnych godzinach porannych, tuż przed świtem, wybrałem umownie 6:00. Dlaczego? – Sam świt przypadł tego dnia na 6:30. Całkiem prawdopodobne jest, iż Julian wyjechał przed świtem, nie chcąc tracić czasu. Ammianus stwierdził, że dzień ten był pogodny. Nie trzeba było się także spieszyć, gdyż główne przegrupowanie wojsk miało nastąpić za kilkanaście dni. Po drugie nie trzeba było wyruszać w nocy, lecz jednocześnie wypadało zachować czas na pełny dzień drogi. Rozważałem jeszcze godziny poranne między 9-11, ponieważ pewne jest, że odjazdowi władcy towarzyszyli liczni „gapie”. Znając charakter cesarza opisany w źródłach antycznych, nie wydaje mi się sensowne aby Julian wyruszył przed południem, tak więc, finalnie kosmogram wyprawy perskiej, który myślę, że odzwierciedlił jej rzeczywiste zapatrywania i przebieg, jak i który opiszę poniżej, umiejscowiłem o 6:00, 5 marca 363 roku w Antiochii nad Orontesem (GMT East +2:24).


5.03.363 6.00

Na pierwszy rzut oka wyłania się koniunkcja Jowisza 13°09’ z Plutonem 12°14’ w Baranie, która dała ogromny zapał i siłę napędową całemu przedsięwzięciu, sama wyprawa była odważną decyzją, którą cesarz przeforsował za wszelką cenę, pomimo niepopierania go przez kręgi polityczne Rzymu. Władca wiedział czego chce, miał też środki aby to osiągnąć, nagrodą miała być m.in. wieczna chwała. Julian chciał również przydomku „Partyjski” i powiększenia wpływów cesarstwa, chociażby do pozycji, jakie miało za czasów Trajana. Stanął na czele wojsk i agresywnie wbił się klinem w ziemie Persów, którzy przyjęli pasywną pozycję, gdyż nie mieli środków ani zdolności, aby sprawę rozstrzygnąć w walnej bitwie. Wiedzieli, że przegrają, jeśli do niej dojdzie. Jowisz w Baranie dał pełny entuzjazm do działania, w połączeniu zaś z Plutonem brak jakichkolwiek wątpliwości u cesarza, który sam utożsamiał się z tą wyprawą (tak też można to interpretować). Koniunkcja ta, jak zazwyczaj się przyjmuje, łączy się ze zmianami, w tym przypadku miały one nadejść wraz z wojną o władzę na wschodzie, wojną która była bezkompromisową walką. Wszystko rozstrzygnęło się dość szybko, bo w przeciągu 3-4 miesięcy. Władca wiedział czego chce, nie bez przyczyny do przedsięwzięcia przygotowywał się prawie rok. Dodatkowo obie te planety znajdują się bardzo blisko punktu harmonicznego 12°51 Barana, czyli połączenia żywiołu ziemi i ognia, stanowczego w działaniu, dążącego do celu, charakteryzującego się namacalnością, w tym przypadku zrealizowania idei, którą władca obrał; idei wojennej. „Weźmy i Zróbmy”, punkt ten spowity jest energią Marsa i Saturna. Szczególnie, że według Ammianusa Julian planował błyskawicznie pokonać wroga i zająć Ktezyfont, stolicę Sasanidów – tak ów cel został opisany w źródłach.

Koniunkcja Jowisza i Plutona, która zazwyczaj nie jest pozytywnie rozpatrywana przez astrologów, znajduje się w opozycji do Saturna w Wadze 13°15, tak więc nic dziwnego, że było to wydarzenie, które miało większy wpływ na następne dekady. Owa opozycji pomimo Saturna w Wadze do Jowisza w Baranie (z Plutonem) powodowała, iż wszystkie działania jawiły się jako wysiłek, ogromny trud i harówka, groziło także podejmowaniem błędnych decyzji, z czego mogły wynikać złe skutki. Na wojnie podejmowanie decyzji jest rzeczą kluczową, szczególnie co do drogi i sposobu działania oraz gdy jest się na terytorium wroga. Błędne decyzje zaczęły doskwierać armii podczas odwrotu spod Ktezyfontu. Nad wszystkimi reakcjami wisiał chaotyczny, zdeterminowany, brawurowy Pluton w Baranie, który przysłonił Jowisza. Do decydującego starcia w kampanii i bezpośredniej konfrontacji Juliana z Szapurem II nie doszło, a całe przedsięwzięcie została zakończone przez plutoniczne wpływy, którym również Julian się poddał, gubiąc wszelaką ostrożność i ginąc.

W momencie rozpoczęcia wyprawy Medium coeli znajdowało się w znaku Strzelca, dowódcę charakteryzowała zatem chęć przekroczenia granicy, granicą byłą Persja, od dawien dawna nie naruszana przez wojska rzymskie w takim stopniu jak to zrobił właśnie Julian, który chciał sławy, również pośmiertnej, gdyż na śmierć nie zwracał uwagi, co zresztą wyłania się z opisów Ammianusa. Na wojnie Julian miał charakter marsowo-stoicki. Sukces samej wyprawy był realny, nie było to rzucenie się na ślepo w nieznane, liczyła się przyszłość wschodniej części Imperium oraz jej zabezpieczenie na następne dekady. Księżyc w kosmogramie znajduje się w 18°54 Barana, jest to blisko punktu harmonicznego „Barana Przekraczającego”, będącego punktem pięciokrotnie wodnym. Znaczenie tego punktu zgadza się z tym, że Julian w pewnym sensie „uwiódł” swoich żołnierzy-legionistów, przez co byli mu lojalni i go szanowali. Z opisu Ammianusa wyłania się pewien rys psychologiczny związany z wyprawą. Historyk zapisał wszystko post factum, dodatkowo sam nie był pozytywnie nastawiony do tego przedsięwzięcia, jednak poszedł za cesarzem, wierzył mu i nawet patrząc z perspektywy czasu na owe wspomnienia nadal stał murem za Julianem i jego decyzjami. Słońce wyprawy znajdowało się w znaku Ryb 14°40 w pobliżu ascendentu, wzmocniło to efekt pewności siebie w samym władcy jak i żołnierzach; pewności siebie w przekraczaniu granicy, jednak owe idealistyczne Ryby nałożyły pewnego rodzaju złudzenie, mianowicie Julian forsował całą wyprawę i nie chciał pertraktować z władcą Persji, będąc pewnym swego. W momencie rozpoczęcia kampanii Mars znajdował się w Koziorożcu, żołnierze byli więc świadomi, że czeka ich ciężka długa przeprawa, w której byli jednak zdyscyplinowani i gotowi na podjęcie wszelkich trudów. Podążając w dół Eufratu szli za cesarzem i nie odczuwali wątpliwości.

Aspektem Wodnikowym kampanii były trzy planety znajdujące się w tym znaku: Merkury, Wenus i Neptun, ten ostatni w 6°05 Wodnika, czyli w punkcie pięciokrotnym wodnym. Może to sugerować, iż wojsko trzymało się razem, nie było nieporozumień, wykonywali zadania i wspomagali się wzajemnie w celach, które wyznaczyło dowództwo. Merkury w Wodniku symbolizuje dobre przewidywania, inteligentne działania, mądry sposób radzenia sobie z wrogiem i problemami, lecz ten Wodnikowy impet, jak się finalnie okazało, wiódł ich także na manowce, spowodował dążenie w nieznanie, które prawdopodobnie było za szybkie, zbyt zdecydowane; można się też zastanowić czy to nie zgubiło samego władcy. Wojsko na swojej drodze równało z ziemią każdą twierdzę. Julian starał się intuicyjnie radzić sobie z nagłymi problemami – podczas podejmowania decyzji zawsze konsultował się z radą wojenną oraz z augurami i haruspikami (Słońce w Rybach, MC w Strzelcu). Wszystko było dobrze zaplanowane, lecz im bardziej wyprawa się przeciągała, tym większe trudy spadały na wojsko. Podejmowano też szybkie decyzje o ogromnym znaczeniu, jak np. spalenie całej floty, aby nie dostała się w ręce wroga i podążanie w górę rzeki. Te trzy planety znajdują się ponad ascendentem, co przejawiło się tak, że finalnie komunikacja zawiodła, nie dało rady połączyć na czas dwóch części wojska. Dodatkowo dowództwo nie wiedziało, gdzie znajduje się owe 20 tysięcy legionistów zabezpieczających północ, z którymi chcieli się połączyć po odwrocie spod Ktezyfontu.

Immum coeli wyprawy znajduje się w znaku Bliźniąt, co jeszcze bardziej podkreśliło szybką ruchowość wojska, jednak informacje nadchodzące z różnych stron były zgubne. Rzymianie, pomimo świadomości swojej mocy w starciach z Persami, nie wiedzieli tak naprawdę, gdzie znajduje się sam Szapur II i nie mogli wykorzystać swojej przewagi. Descendent (oznaczający siły opozycyjne, oponentów) znajduje się na początku znaku Panny. Persowie wszystko dobrze przekalkulowali, zastosowali taktykę spalonej ziemi, podobnie jak Rosjanie podczas konfrontacji z wojskami Napoleona czy też podczas niemieckiej operacji „Barbarossa”. Stosunek Szapura II do inwazji rzymskiej na jego kraj, przypomina mi sytuację, w obliczu której stanął Jeremi Wiśniowiecki, gdy dowiedział się o niechybnym nadejściu wojny między Rzeczpospolitą a Siczą Zaporowską, wiedział również, iż obejmie ona głównie jego włości oraz był świadomy, że musi sobie z tym faktem poradzić. Panna na descendencie przy granicy z Lwem nie jest zwykłą Panną, jest to „Wściekła Panna”, znajduje się w pobliżu punktu siedmiokrotnie ognistego 4°17 i tak też Persowie się zachowywali. Ciągle uderzali w Rzymian atakami podjazdowymi, nie dając im spokoju, przy czym nie konfrontowali się bezpośrednia z armią najeźdźcy. Byli w tym (jak znak Panny) skrupulatni, metodyczni, wytrwali i zawzięci w swoim działaniu. Dodatkowo, uskutecznili taktykę spalonej ziemi, atakując wroga z podjazdu, kąsając go. Niszczyli swoje zapasy i ziemie, aby nie dostały się w ręce Rzymian, którym braki w zaopatrzeniu po odwrocie spod Ktezyfontu zaczęły bardzo doskwierać. Wykorzystywali znajomość własnego terenu, a w defensywie zachowywali się jak Lwy na swoich ziemiach. Wygrywając po śmierci Juliana, odradzali się niby z popiołów. Persowie przegrali wiele potyczek, stracili wiele twierdz, jednak finalnie zatriumfowali. Julian zginął, ale gdyby przeżył, to czy doszłoby do bezpośredniej konfrontacji z Szapurem? Było to prawdopodobne.

Chłodna kalkulacja Panno-Lwa w wykonaniu perskim zwyciężyła z Wodnikowo-Baranim zapałem wojsk rzymskich. Ktezyfont został przez nich utrzymany. Jednym z powodu klęski wyprawy Juliana, było nieporadzenie sobie z całym przedsięwzięciem pod kątem logistycznym. Persja była pocięta licznymi dolinami, gajami, rzekami, wąwozami, Rzymianie walczyli więc nie tylko z wrogiem, ale także z terenem oraz dezinformacją, ponieważ nie znali ani położenia Szapura II, ani swoich towarzyszy oddelegowanych na północ, z którymi chcieli się połączyć. Może udała by się konfrontacja z władcą perskim i zwycięstwo, ponieważ Mars w Koziorożcu dał legionistą siłę zniesienia wielu trudów jak i zdyscyplinowanie, lecz sam cesarz niespodziewanie zginął. Kwadratura Księżyca i Marsa, oznacza niespodziewane kłopoty, których było sporo podczas wyprawy i którymi wyprawa ta się zakończyła.

Wróćmy jeszcze do opozycji Saturna w Wadze (8 domu) z koniunkcją Jowisza z Plutonem w Baranie (2 domu). Patrząc z perspektywy efektu finalnego czyli śmierci Juliana oraz klęski kampanii, był to wielki malefik w kosmogramie całego przedsięwzięcia. Opozycja Saturna i Jowisza (oraz znaków Wagi i Barana w których się znajdowały) nadała całej wyprawie ogrom pracy, który zamiast finalnie pozytywnego efektu, zakończył się klęską, okraszoną domieszką Plutona w ścisłej koniunkcji z Jowiszem. Miała nadejść chwała dla władcy i umocnienie Rzymu w następnych dekadach, ale nadeszła klęska. Rzym stracił nieodwracalnie dominację nad regionem, jak i oddał Persji pięć prowincji. Tak więc, Pluton namieszał, wytrwałość Marsa w Koziorożcu, stała się bezowocna.

Nie wspomniałem wcześniej o Uranie w 23°38 Raka (Saturn i Uran przebywały w retrogradacji). Kiedy wyprawa po 3 miesiącach okazała się bardzo ciężka, nastroje w wojsku powoli podupadały, pomimo to nadal wykonywali zadania oraz byli zdyscyplinowani, nie buntowali się, co w czasach końca Imperium zdarzała się często. Co do samej wyprawy, wszystko podkopała śmierć cesarza, co jak się okazało miało decydujący wpływ na jej zakończenie. Wojsko stało się zdezorientowane i po utracie swojego Rycerza Pucharów, bo taką rolę odgrywał władca jeszcze pod sam koniec wyprawy; wszystko runęło, cały zapał opadł. Sam Julian przejawiał wiele archetypowych zachowań, lecz wydaje mi się, że pod koniec trzeciego miesiąca był właśnie Rycerzem Pucharów z ósemką mieczy w dłoniach, a w dniu śmierci podczas ostatniej bitwy wyraził się jako Księżyc w Baranie oraz Neptunem w Wodniku (6°05) czuł się odpowiedzialny za „swoich ludzi”, lecz zachował się nonszalancko gdy pod wpływem pośpiechu nie założył zbroi, podczas kolejnego ataku podjazdowego wrogów. Cesarza trafiła włócznia, wbijając się głęboko w brzuch, nadeszła nieodzowna świadomość końca życia, spowodowana śmiertelną raną, jednak co wynika z opisu wydarzeń, patrzył w oczy śmierci jak Słońce w Rybach z Plutonem w Skorpionie. Pogodził się z nią i jej oczekiwał, do końca rozważając sprawy filozoficzne i przyszłość Imperium.

Na koniec wspomnę o pomijanych często Węzłach Księżycowych. Północny znajdował się w Raku, Południowy w Koziorożcu. Węzeł północny w Raku nie jest najlepszym położeniem, jako że władcą Raka jest Księżyc i jest to znak wodny i emocjonalny, zatem Węzeł Północny w tym miejscu może tracić grunt pod nogami. W kosmogramie wyprawy znajdował się w 5 sektorze, zwiększając obsesję zrealizowania swojego celu; czyli założeń wyprawy, szybkiego pokonania wroga. Julian nie chciał pertraktować z Szapurem II, który to w niektórych momentach kampanii prawdopodobnie był do tego skory. Cesarz chciał podporządkować sobie Persję za wszelką cenę i obsadzić na tronie własnego „pomazańca”. Miało tak się stać dla dobra i bogactwa Imperium, czyli dla dobra „ojczyzny”, „domu”, których symbolem jest Rak. Węzeł południowy znajdował się w Koziorożcu nieopodal Marsa. W. Południowy w tym miejscu w koniunkcji z Marsem może jeszcze bardziej zwiększyć odwagę, w Koziorożcu wzmocnić wpływy Saturna, potrafi nadać powolny, ale pewny wzrost siły, jednak Julian poległ, a żołnierze stracili cały zapał, rada wojenna (jak i nowo wybrany cesarz Jowian), zdecydowała się na pertraktację, pokój i powrót z wojny. Julian wszystko trzymał w swoich rękach, na taką decyzje by się nie zgodził, gdyż mógł to zrobić wielokrotnie wcześniej, na korzystnych warunkach.

Dokładna data końca wyprawy nie jest znana. Ostatnia bitwa, w której zginął cesarz, rozegrała się między 24-26 czerwca 363 roku lub między 24-26 lipca, w dolinie Maranga (dzisiejsza Sāmarrā, Irak). Rzymianie podpisali rozejm oraz oddali Persom pięć prowincji. Plany Juliana dotyczące zdobycia hegemonii na wschodzie odeszły w niepamięć na zawsze.

Mieczysław Dyna

Komentarze: 6

[foto]1. Na Persa! Czyli błędy Juliana • autor: Wojciech Jóźwiak (2020-06-21 10:34:36)

Julian w 363 roku wyprawił się na Persa podczas typowo wojennego układu planet: opozycji Saturna do Plutona. Jak podczas ataku na WTC 2001. Dodatkowo w koniunkcji z Plutonem był Jowisz pogłębiający tę zarazem wojenną i wielkościową tendencję.

Bo Julian miał ambitny program odnowy i odbudowy potęgi Imperium w oparciu o przywrócenie kultu starych bogów, który przywróciłby Rzymianom cezaro-centryczną jednomyślność w ślad za jednomyślnością Helio-centryczną, wiary w nadrzędnego Słonecznego Boga. Zauważmy, że było to 50 lat po Edykcie mediolańskim, legalizacji chrześcijaństwa przez Konstantyna I, jego „stryjecznego dziadka”.

W wyprawie na Persa zaskakuje brak przygotowania dyplomatycznego i wojskowo-rozpoznawczego. Wyprawa Juliana stosuje kosztowną taktykę „rozpoznania bojem”, która zapewne była skuteczna wobec „barbarzyńców”, czyli doraźnych koalicji Germanów lub Sarmatów na granicy Dunaju i Renu, ale na odcinku syryjskim akurat Rzym nie miał za sąsiadów chaos czyli barbarzyńców-plemieńców, tylko jedyne (z którym sąsiadował) dobrze zorganizowane państwo-cywilizację, w pewnym sensie swoje zwierciadlane odbicie. Czyżby Julian nie był tego świadomy i szedł na Persa metodą podobną jak Cezar na Galów? Tam ta strategia – zebrać wojsko i wejść na teren chaotycznego nieprzyjaciela – okazała się skuteczna, ale wobec zwartego państwa musiała zawieść.

Persowie byli anty-chrześcijańscy podobnie jak Julian. Po jaki grzyb on chciał ich podbić, zamiast wejść w sojusz i wymianę doświadczeń?

I w końcu: jest prawdopodobne, że Julian został zabity przez chrześcijańskiego asasyna. A może perskiego?

[foto]2. Blitzkrieg • autor: Mieczysław Dyna (2020-06-21 12:00:51)

W gruncie rzeczy to faktycznie trochę tak było, że na Persa, jednak wyprawa była zaplanowana w oparciu o mapy, dokumenty i taktyki wojenne dotyczące Persji, sporządzone jeszcze w latach 30’ IV w. Ataki na Persję wchodziły w obręb zamierzeń Konstantyna i możliwe, że Julian korzystał z jego doradców. Sama wyprawa była zaplanowana na kilka etapów, szybki podbój Ktezyfontu, obsadzenie na tronie wygnanego brata Szapura II, Hormizda (oddziały północne miały odciagnąć jakąś część Persów). Miała to być wojna błyskawiczna, antyczny Blitzkrieg. Na zimę planowano powrót do Tarsu, a potem „coś innego”. Julian chciał osiągnąć szybki cel polityczny, z Persją była sytuacja napięta, bo  Szapur II w 359 r. zaatakował i podbił rzymską twierdzę Amidę. Słynne 73 dni oblężenia, którego również zapis pozostawił Ammian; udało mu się wydostać sekretnym wyjściem, gdy oblężenie padło, jako jednemu z podkomendnych dowódcy Ursycyna. Gdy Szapur II wtargnął na rzymskie tereny wtedy (4 lata wcześniej, panował jeszcze Konstancjusz II), analogicznie, Rzymianie się cofali, palili plony i wieśniaków zapędzali do miast. Sytuacja w regionie była napięta od kilku lat. Julian chciał wykluczyć z polityki Szapura II za wszelką cenę, bo widział zagrożenie z jego strony, chrześcijanie mimo wszystko nie byli wtedy aż takim problemem, miał inny plan na wyeliminowanie ich z polityki i urzędów. Co do samej śmierci, faktycznie, może ktoś miał wyznaczony cel, dosięgnąć Juliana, jednak ja stawiałbym na Persa. Możliwę, że podczas samej bitwy wykorzystali oni manewr taktyczny i jednostki Aswārān przebiły się do centrum formacji rzymskiej, na to zareagował Julian w pośpiechu i zginął. Może też, to był przypadek.

[foto]3. Może niesprawiedliwie oceniłem Juliana • autor: Wojciech Jóźwiak (2020-06-21 12:47:10)

-- w końcu Hitler 1576 lat po Julianie tak samo wszczął wojnę z Polską: zebrał armię i wszedł na terytorium sąsiada, od tej chwili wroga, nie próbując wstępnie przeciwnika rozmiękczać ani skłaniać do kapitulacji, jak to zrobił z Czechosłowacją
W tym sensie "miękka" wygrana z Czechosłowacją była wojną nowoczesną, hybrydową wg. terminu Putina. Wojna z Polską była wojną tradycyjną, "starożytną". Ale zdaje się, że Hitler po miękkim zwycięstwie z Czechoslowacją właśnie potrzebował twardego zwycięstwa na Polsce, którego jednocześnie było "słowem", informacją dla właściwych przeciwników (W. Bryt., Fr.), że odtąd nie będzie się patyczkował, tzn. pozorował na patyki zamiast ostrej broni. Oraz potrzebował twardego pobiedzenia przeciwnika na użytek wewnętrznej propagandy.
Zapewne Julian też potrzebował twardego zwycięstwa na użytek wewnętrzny: w końcu ta wyprawa miała być pokaraniem Persów za ich wcześniejsze najazdy na rzymską Syrię.

[foto]4. Miejsce gdzie zginął Julian dzisiaj • autor: Wojciech Jóźwiak (2020-06-21 13:04:02)

Tak dziś wygląda teren niedaleko miejsca gdzie zginął Julian.
Foto z Google Street:


https://www.google.com/maps/...

[foto]5. rzeka Tygrys • autor: Mieczysław Dyna (2020-06-21 13:43:19)

Dokładnie, podobnie jak III Rzesza chciał wyeliminować oponenta politycznego pokazując siłę. Julian chciał wykluczyć całkowicie Szapura II, bo jednak dla Rzymian był to najpotężniejszy przeciwnik polityczny tamtych czasów. Podporządkował by wschód i dał nowego władcę Persji, jak również zagwarantował Rzymowi spokój. Julian wiedział czego chce, już jak objął tron w listopadzie 361 roku, konsekwentnie przemieścił się do Antiochii z terenów zachodnich (gdzie m.in. przebywał ponad 5 lat, będąc cezarem Galii). Chciał absolutnej hegemonii na wschodzie, wiedział, że to konieczne. Persowie wschód najeżdżali często w IV wieku. Dokonywali okrutnych mordów, zniszczeń i wycinali w pień nasze wojska, jak stwierdził Ammian (XXII.12.1). Tu analogia do Niemców w 39’ ten najazd to jednak był bandycki czyn: morderców i rabusiów, co więcej, bez oficjalnego wypowiedzenia wojny, więc zwykła napaść. 

Jałowy krajobraz: sucho, muszki dokuczały, zmęczenie i brak paszy dla koni. Szli w górę Tygrysu i tam rozegrała się historia, nie mogli zbudować mostu pontonowego, więc może to było po drugiej stronie rzeki, a może nie. Persowie ich kąsali podjazdowymi, jednak nadal nie mieli podjazdu aby wygrać walną bitwę.

[foto]6. Lew i Rak • autor: Mieczysław Dyna (2020-06-21 17:04:22)

Co ciekawe, Konstancjusz II (ur. 7.8.317 w Sirminum ze Słońcem, Marsem, Merkurym w Lwie, Księżycem w Kozio.) na łożu śmierci - ostatnią jego wolą, było przekazanie władzy Julianowi. Czym bezpośrednio zapobiegł wojnie domowej. Zmarł 3.11.361 w Mopsuestii. Tak więc ta data może być też traktowana jako kosmogram (początek) rządów Juliana, Księżyc w Raku, Mars w Wodniku, Merkury i Słońce w Skorpionie. Czy właśnie ten Księżyc (Rak) miał wpływ na opamiętanie się Konstancjusza i na ostatnią jego wolę dla dobra całego Rzymu?... Data urodzenia Juliana, nie jest znana (kwiecień-czerwiec, 331 n.e.) - jednak te archetypowe cechy (z 3.11.361), także poniekąd pasują do samych jego rządów: ambicja, dobro całości Imperium, śmiałe plany, powrót do bogów, tradycji, mistycyzmu.

A o Konstancjuszu warto wspomnieć, że przejawiał typowe Lwie skrajności, m.in. ogromny dwór (darmozjadów i urzędników za ogromne sumy, który Julian zlikwidował) jak i liczne intrygi i pozy oraz łaska dla tych co się przed nim ukorzyli. Finalnie okazał duży rozsądek, gdy choroba go zmogła. Może z rodu Konstantyna I, byłoby coś jeszcze z jego pierworodnego syna Kryspusa, bo najlepiej się zapowiadał, no ale Konstantyn nakazał go stracić, a historia potoczyła się inaczej.