Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2015-02-03

Włodzimierz H. Zylbertal

Kiedy biznes może być etyczny?
Rzecz nie tylko o biznesie i nie tylko o etyce

I.

Na postawione w tytule pytanie „kiedy biznes może być etyczny?” odpowiedź wydaje się prosta: biznes jest etyczny, gdy nie odbywa się z naruszeniem obowiązującego prawa, gdy przestrzegane są swobody konsumenckie, szanowana jest zasada gospodarczego fair play, etc. Jednak w praktyce nie jest to ani takie proste, ani takie oczywiste. Wiele współcześnie robionych interesów nie narusza bowiem prawa, nie gwałci zasad wolnej konkurencji, nie przeszkadza konsumentowi w swobodzie wyboru, ale wyczuwa się w nich owo „coś”, co w rządzonym przez twardą logikę i pieniądz świecie nie jest zaburzeniem, ale w świecie sumienia i wrażliwości, zdecydowanie mniej racjonalnym i mniej bezwzględnym – jako zaburzenie jest odczuwane. Zachowaniami nieporządnymi w rozumieniu prawa nie będziemy się tu zajmować, bowiem są one tematem nie tyle konferencji o etyce biznesowej, ile praktyki społeczno-prawnej – zachowania takie mają tak wyraziste kryteria oceny, że można je nie tylko wskazać, ale i penalizować. Natomiast od formalnej zgodności jakiegoś działania z prawem i dobrym obyczajem do sprostania wymogom etyki, droga bywa bardzo, bardzo daleka...

Zacznijmy zatem od definicji etyki: jest to „Ogół ocen i norm moralnych przyjętych w danej zbiorowości społecznej (społeczeństwie, klasie lub grupie społecznej, środowisku) w określonej epoce historycznej; synonim moralności”. Przypomnijmy też, że etyka jest nauką normatywną, tzn. taką, u podstaw której stoją pewne arbitralnie i bez dalszej dyskusji przyjmowane założenia. Na nich buduje się resztę teorii; w naszym kręgu kulturowym najbardziej znanym zbiorem takich założeń jest Dekalog. Jest to i siła, i słabość etyki, bowiem nie istnieje w niej żadna „siła wyższa”, która sankcjonowałaby założenia. W naukach formalnych taką siłą jest logika systemu, w naukach eksperymentalnych wyniki doświadczeń – a etyka po prostu powiada „to jest etyczne, tamto nie”. Próbuje oczywiście powoływać się na autorytety, np. wspomniany przed chwilą Dekalog to prawo boskie, wyższego rzędu, niż to stanowione przez człowieka. Ale w miarę, jak waha się poziom religijności społeczeństwa, waha się i ranga autorytetu boskiego, więc prawa narzuconego przez boga także. Ostateczną tedy instancją, władną decydować o etyczności bądź nieetyczności założeń i wynikających z nich zachowań jest zawsze i nieodmiennie człowiek. Dokładniej – jego nieuświadomione, nie do zracjonalizowania przekonania. Zaryzykujemy twierdzenie, że jądrem etyczności jest zrozumienie tej prawdy, zaś konsekwencją tak rozumianej postawy etycznej – nieuciekanie się do sankcji innych niż ludzki osąd (nie zawsze logiczny i racjonalny) i ludzkie sumienie. Tak rozumiana etyka, widząca działanie etyczne jako wynik wolnego wyboru człowieka, etyka w pełni sformułowana przez Benedykta Spinozę w czasach, gdy rodził się dzisiejszy biznes, przeciwstawia się ostro postawie np. religijnej, w ramach której jakieś siły, pozostające poza ludzką kontrolą, mogą człowiekiem manipulować lub wręcz narzucić mu swą wolę.

Kulturze, która sama definiuje się jako racjonalna, teoretycznie bliższa powinna być postawa etyczna.


II.

W ludzkie sumienie i ludzką zdolność osądu rzeczywistości wbudowane są mechanizmy, które nazwać by można kompensacyjnymi. Nakazują one nieufność wobec nadmiernej nierówności ludzi, np. znanego powszechnie faktu, że współcześnie 10% ludności świata dzierży 90% jego bogactwa. W świetle samej tylko dziejowej i ekonomicznej logiki nic w tym złego nie ma: akurat te 10% ludzkości to członkowie tych społeczeństw, które własną ciężką pracą a nieraz i ofiarami dobiły się sukcesu. Nic nie ma zdrożnego w fakcie, że przez tysiąclecia drzemały sobie w ziemi jej bogactwa, a dopiero twórcy racjonalnej ekonomii i naukowego światopoglądu nauczyli się je wydobywać i przetwarzać ku swemu pożytkowi. Również fakt, że te bogactwa są na terytorium innym, niż zamieszkiwane przez naukowo-ekonomiczne społeczności, nie jest sam w sobie niepokojący. Ale gdy dla zdobycia owych bogactw używa się armii, zaś na ich wyposażaniu robi się niezły biznes (a przecież to praktyka powszechna!) – sprawa zaczyna wyglądać inaczej. Można oczywiście powiedzieć: ta faza rozwoju ludzkości minęła, dziś owe bogactwa się kupuje, za spore nieraz pieniądze. Zgoda, ale też w wyniku coraz bardziej wyrafinowanego przetwarzania owych kupowanych surowców powstają technologie, które umożliwiają powiększanie nierówności między społeczeństwami, nieodmiennie na korzyść społeczeństw przetwarzających. Naturalny pęd dostawców surowców, aby dorównać poziomem życia nabywcom surowców, powoduje, że społeczeństwa wyżej rozwinięte technologicznie chętnie sprzedają wyroby wysokich technologii, wymagające po nie najtańszym zakupie samych urządzeń technicznych jeszcze kosztownego opłacania ich eksploatacji. Przykładem takich technologii jest motoryzacja, a w czasach nowszych telefonia komórkowa. A przecież na takich właśnie technologiach, które nazwiemy tu roboczo uzależniającymi, robi się dziś największe pieniądze! Pierwszy z brzegu przykład: kupując nowy lek, ratujący życie i zdrowie, którego opakowanie, wystarczające na jakiś czas prowadzenia terapii, warte jest 100 jednostek pieniężnych, możemy mieć pewność, że 60 do 80 tych jednostek to koszty opłat patentowych. Patentowanie odkrywczego pomysłu etyczne jest jak najbardziej, ale już fakt, że za sprawą patentowania na terapię stać tylko najbogatszych, etyczne zdecydowanie nie jest, przynajmniej w świetle powszechnie uznawanej etyki zakładającej równość wszystkich ludzi i równowartość ich życia. Etyka domagałaby się refundacji kosztu zakupu takich leków dla osób biedniejszych przez państwo, lub wyspecjalizowane fundacje czy firmy prywatne, ale jak z tym w praktyce jest, wszyscy dobrze wiemy.

Podobnie: formalnie porządnym, ale intuicyjnie nieetycznym biznesem jest przemysł alkoholowy i tytoniowy. Są to biznesy bardzo dochodowe. Wielu działających w tej branży przedsiębiorców, to porządni i szanowani obywatele, wzbogacający płaconymi przez siebie podatkami swoje państwa i utrzymujący nieźle płatne miejsca pracy. Wbrew narzekaniom niedouczonych moralistów, bilans całościowy działalności przemysłów: tytoniowego i spirytusowego jest dodatni, bowiem nie każdy konsument alkoholi to od razu alkoholik, i nie każdy palacz zachoruje jutro na nowotwór płuc. Jednocześnie wpływy budżetowe z podatków od zysku producentów i z akcyzy pozwalają (przynajmniej w teorii) na sfinansowanie wcale skutecznych terapii dla tych, którzy padli ofiarą nałogu. Etyka jednak pyta, czy zamiast leczyć alkoholika, nie lepiej jest nie dopuścić do tego, by się alkoholikiem stał. Zatem: etycznie przemysły te nie mają racji bytu, ale formalnie wszystko jest w porządku. Wielka jest siła tej „formalnej porządności”, skoro wielu ludzi za porządny uznaje przemysł pornograficzny, a nawet odbywają się dyskusje na temat etyki tego biznesu!

Przykład kolejny: za formalnie i logicznie uczciwy uznany jest biznes wyrosły wokół kapitału spekulacyjnego (giełda, fundusze inwestycyjne, usankcjonowana prawem lichwa bankierska, handel wierzytelnościami), jednak „kompensacyjne” właściwości sumienia nakazują mocno zastanowić się nad faktem, że względny dostatek życiowy wyrosły z uczciwej pracy własnej jest nierównie rzadszy, niż zbytek, czy wręcz przepych, wcale nierzadko powstający w wyniku jednej operacji giełdowej zdanej na ślepy w sumie los, lub – w najlepszym przypadku – na odrobinę sprytu. Skutki raz rozbudzonej tą metodą chciwości są powszechnie znane i na dłuższą metę nie tylko nieetyczne w subiektywnej ocenie, ale przede wszystkim szkodliwe dla opinii o biznesie jako całości.

Zatem, gdyby do oceny biznesu przyjąć kryteria stricte etyczne, to roboczo jako biznes etyczny można by zdefiniować biznes, który jako źródła zysków NIE WYKORZYSTUJE potrzeb człowieka, których sztuczne rozbudzanie odczuwamy jako nieetyczne. Byłaby to definicja w pełni zaspokajająca moralistów, sęk jednak w tym, że największe zyski współczesnego świata powstają dokładnie tam, gdzie nasza definicja wskazuje biznes jako nieetyczny: w technologiach uzależniających, w przemyśle używek, w spekulacji kapitałem, w produkcji broni i handlu nią.


III.

Czy nie ma zupełnie możliwości pogodzenia etyki z zajęciem biznesmena, co aż nadto wyraziście widoczne jest w popularnych powiedzeniach w rodzaju „pierwszy milion trzeba ukraść”? Można oczywiście łagodzić kryteria etyczności (a gdzie jak gdzie, ale w biznesie robi się to nagminnie), ale można też zastanowić się nad najgłębszymi przyczynami, które popychają ludzi do śliskich kompromisów, nie tylko biznesowych zresztą. Otóż taki najbardziej ukryty mechanizm współczesnego, racjonalnego podobno świata ery genetyki i internetu jest – religijny. Tak właśnie: religijny, w świetle dopiero co przeprowadzonego rozumowania, przeciwny postawie etycznej! Jego początki, a zarazem do dziś aktywny składnik, to rewolucja protestancka, w wyniku której pewna liczba ludzi, według Kalwina i Zwinglego „z definicji” przeznaczona na zbawienie, może zupełnie nie przejmować się resztą, którą niezależnie od jej dobrych uczynków i tak piekło pochłonie. Niezależnie od rzeczywistych intencji proroków chrześcijaństwa reformowanego, tak właśnie jest to rozumiane, bo i Pismo powiada, „wielu jest wezwanych, ale niewielu wybranych”. Ta idea – kolejne ogniwo w długim jak dzieje ludzkości łańcuszku obłąkańczego wynoszenia się jednych społeczności ponad inne – dwa stulecia po swoim powstaniu i okrzepnięciu dostała następne narzędzie: oświeceniowy bunt człowieka przeciwko potędze boga i w konsekwencji postanowienie zbudowania raju tu, na Ziemi. Połączenie protestantyzmu i myśli oświeceniowej dało w rezultacie przekonanie, że ten raj na Ziemi dostępny będzie tylko dla wcześniej „wybranych”, czyli w praktyce tych, którzy znaleźli się w zasięgu myśli protestanckiej, niezależnie od formalnie wyznawanej religii. Mimo upadku religijności w czasach Oświecenia, podświadomy zapis pozostał i działa: rajem na Ziemi Bóg obdarzy tylko tych, których wcześniej wybrał, a znakiem, że wybrał, jest stopień opanowania przez „wybranych” świata materialnego. Jako narzędzie do opanowania świata powstała nauka i pochodna od niej technologia. Nie przypadkiem skupiła się nauka i technologia właśnie w kręgu oddziaływania idei protestanckich i oświeceniowych! Rozwój „naukowej” ekonomii i zasad biznesu na niej opartych jest tylko logiczną konsekwencją omawianego procesu. Najnowszym jego etapem jest coraz wyraźniejsze formowanie się wizji „społeczeństwa 20:80”, czyli takiego, w którym 20% ludzi, to ci „wybrani”, dostatnio i godnie żyjący, mający ciekawą pracę i w niej się realizujący – a reszta to „ludzie zbędni”, aż chciałoby się rzec „zawczasu potępieni”. W dodatku pozornie zapomniany, ale działający z podświadomości lęk religijny powoduje i w gronie samych „wybranych” coraz ostrzejszą walkę zarówno o zasoby naturalne, niezbędne do rozwoju technologii, jak i walkę o kontrolę nad społeczeństwem – żeby „wybranych” nie było zbyt wielu, bo każdy z nich zabiera innym znak dany od Boga, czyli bogactwo materialne. Gdy wyczerpią się możliwości zarabiania etycznego, w rozumieniu naszej roboczej definicji, lęk przed byciem odrzuconym, potrzeba otrzymania znaku w postaci bogactwa, dyktuje sięganie po zyski czerpane z biznesów etycznie podejrzanych. Powtórzmy: etyka jest wyborem racjonalnym, lęk zaś jest irracjonalny; jako taki przeważnie będzie silniejszy od etyki.

Jeśli omówiona przed chwilą nierówność proporcji „wybranych” do „potępionych” zaczyna być rażąca (a taka właśnie jest) to nie ma mowy o etyce, można tylko z coraz większym trudem utrzymywać poprawność formalną. Z czasem i tego nie da się utrzymać, więc do głosu dochodzi naga siła; wtedy słyszymy o „strategicznych interesach”, „żywotnych strefach wpływów”, o zmowach cenowych, o tajnych podziałach rynku, a wreszcie o najzwyklejszych nadużyciach.

Dana przez nas diagnoza wskazuje na bardzo głębokie źródła kryzysu etyki w biznesie. Tkwią one o wiele głębiej niż tylko potocznie rozumiana uczciwość w handlu. Ale też bez ich zdiagnozowania wszelkie próby ucywilizowania patologii kultury trawionej tym kryzysem, to tylko lepsze albo gorsze leczenie objawowe. Chcąc tedy poważnie dywagować o etyczności biznesu, trzeba by jego sanację zacząć od uleczenia ludzkich dusz z lęków równie pierwotnych, jak potrzeba zysku – gdyby komukolwiek na tym zależało.


IV.

A zależeć powinno. Na naszych oczach następuje kolejna wielka rewolucja w dziejach świata, choć nikt jej nie zadekretował ani nie powołał komitetów rewolucyjnych. Oto bowiem wciąż jeszcze potężna formacja wyznawców pozytywistycznego mitu Nieograniczonego Postępu, z jej przekonaniem, że uprzemysłowienie, powszechna oświata i wysoki standard życia materialnego są panaceum na dolegliwości naszego świata, formacja kierowana racjonalnym i trzeźwym światopoglądem kartezjańskim – ta formacja niepostrzeżenie ustępuje miejsca nowej, którą nazwiemy tu Religią Biznesu. Jej zawołanie sztandarowe to „Więcej Mocy!” rozumianej tu szeroko: jako znaczenie społeczne, zasoby materialne, wpływy i stopień opanowania świata przez jakiś produkt człowieka, skojarzony marketingowo z określoną ideologią życia. Za najważniejszy miernik mocy tej formującej się klasy władców świata uznać wypada pieniądz – bo jest on przecie niczym innym, jak uniwersalną miarą energii opanowanego przez ludzi świata materialnego. Najważniejszy rytuał tej kultury to Święto Transakcji: „chcę aby twój zasób energii stał się moim i na odwrót”. Teoretycznie transakcja jest równoprawna, jednak sformułowana jeszcze przez Karola Marksa teoria wartości dodanej uczy, że nie. Że kto przejmie ową wartość dodaną (marże, koszty praw własności, procent bankowy), ten będzie się bogacił, będzie „lepszy”, „wybrany” – pewniejszy Zbawienia...

Cywilizacja oparta na Religii Biznesu, w przeciwieństwie do powoli zamierającej formacji „postępowej”, racjonalna nie jest. Przeciwnie: na miejsce charakterystycznej dla postawy racjonalnej etyczności, ma ona do zaproponowania w miarę strawnie opakowany lęk religijny, omówiony wcześniej w tym tekście. Ów lęk niesie ze sobą wszelkie znane już z dziejów przekleństwa religianctwa; właśnie zaczyna się kolejna wojna religijna, tym razem na skalę światową. Bo i w islamie bogactwo jest znakiem danym człowiekowi od Allaha – a skąd islam ma ten znak wziąć, jeśli większość bogactwa świata zawłaszczyła już judeo-chrześcijańsko-euro-amerykańska konkurencja? Nawet największe bogactwo krajów islamu – ropa naftowa – wartość ma tylko dlatego, że porusza ona chrześcijańskie elektrownie i pojazdy.

W dotychczasowych dziejach ludzkości człowiek zawsze przegrywał z tajemniczymi niematerialnymi siłami, które, grając na jego lęku religijnym i egzystencjalnym, w końcu pozbawiały go woli i wprzęgały w swoją służbę. Wielkie duchy ludzkości – wizjonerzy społeczni, reformatorzy religijni, piewcy potęgi Człowieka – pozostali nie wysłuchani. Jeszcze jakiś czas możliwy będzie obłędny wyścig po kurczące się zasoby naszej planety, a potem? Czy damy szansę Etyce – czy i nasi duchowi okupanci w końcu się uduszą, bo wobec końca zasobów do zawłaszczenia i w związku z tym walki na śmierć i życie o te zasoby, wyznawców Religii Biznesu też zabraknie?

Włodzimierz H. Zylbertal

Komentarze: 14

[foto]1. A. Dajmy sobie spokój z tym dekalogiem! • autor: Wojciech Jóźwiak (2015-02-03 09:54:53)

Autor napisał: "Przypomnijmy też, że etyka jest nauką normatywną, tzn. taką, u podstaw której stoją pewne arbitralnie i bez dalszej dyskusji przyjmowane założenia. Na nich buduje się resztę teorii; w naszym kręgu kulturowym najbardziej znanym zbiorem takich założeń jest Dekalog."

Znanym -- tak! Ale czy DOBRYM? Tzn. czy na 10 Przykazaniach tzw. mojżeszowych można zbudować etykę?
Co jakiś czas ktoś zdumiewająco prosto pokazuje, że NIE, nie można, nie da się!, --- ale to jest jak grochem o ścianę.
Dzisiaj rano czytałem np. taki tekst:
http://logikakliniczna.blogspot.com/2015/01/o-kierowaniu-sie-przykazaniami.html
Polecam!

[foto]2. Religia Biznesu • autor: Radek Ziemic (2015-02-03 16:45:28)

Religia Biznesu jest w gruncie rzeczy odmianą odwiecznego kultu mocy (siły, przemocy), który często widać w tradycyjnych religiach, co uwarunkowane jest zresztą genetycznie (ewolucyjnie). Nawet pojęcie wszechmocnego boga na to wskazuje, nie mówiąc już o tym, że w polszczyźnie słowo bóg jakoś współbrzmi z bogactwem. Tego po prostu chce gen, najlepsze pozycji, która umożliwi mu reprodukcję. I w pewnym sensie to jest racjonalnie: czy znamy kogoś, kto postanowił, że na koncercie będzie siedział niewygodnie? 
(A dekalog jest podejrzany. Dlaczego ma nie kraść niewolnik, czyli człowiek, który jest okradany z własnej pracy? A czy w niecudzołożeniu nie chodzi o czystość dynastii  czy rodu? Przecież Dawid miał niejedną żonę i nałożnicę. Czy urzeczowienie kobiety nie jest niemoralne? ("ani żadnej rzeczy, która jego jest". W pewnym sensie dekalog jest niemoralny, bo jest nakazowo-zakazowy, czyli wyraża niewiarę w ludzką wolność; jest prawem pewnej kasty, pewnego narodu i nawet dziwi, że zrobił taką karierę; za uniwersalne właściwie można uznać prawo o niezabijaniu, choć i tu zaraz przypomina się obrona własna; czym innym przecież jest świętość życia, a czym innym konflikt, przed którym stajemy broniąc własnego).  
Bycie uczciwym jest w gruncie rzeczy jeśli nie przezwyciężeniem, to przynajmniej zrównoważeniem biologi (praw natury) moralnością (co wiadomo już przynajmniej od Kanta). Nie da się jednak powiedzieć, że etyka jest wyborem racjonalnym. Etyka, podobnie jak prawo, wyrasta z WIARY W WOLNOŚĆ, ale ta pierwsza łączy się też z EMOCJAMI. Nikt nie postępuję uczciwie tylko dlatego, że pomyślał sobie, że uczciwość jest wartością wyższą niż zysk. Myśli czasem zmieniają emocje, ale dopiero te ostatnie powodują, że działamy. Pewnie dlatego mówi wielki poeta: "Bądź odważny gdy rozum zawodzi bądź odważny w ostatecznym rachunku jedynie to się liczy".
I jeszcze w sprawie społeczeństwa 20:80. To też stare dzieje, ja jednak zaznaczyłbym, że dominacja ekonomicznej elity jest w kulturze europejsko-amerykańskiej najmniej nieludzka (jeśli tak można powiedzieć) w historii. Ta nierówność nie jest już sankcjonowana prawnie, militarnie itd. Społeczeństwo kastowe miało proporcje 10:90 (dziesięć w Polsce, bo na Zachodzie mniej; komunizm i faszyzm powtarzają to w nowych warunkach demograficznych i cywilizacyjnych). Osobnym problemem jest i to, czy Europa naprawdę doszła do bogactwa własną pracą, czy byłoby to możliwe bez kolonii, bez niewolnictwa w USA, bez eksterminacji Indian, afrykańskich i południowoamerykańskich plemion. To właśnie w Afryce i Ameryce rozpoczyna się Holocaust - po wynalezieniu nowoczesnej broni palnej właściwie zwyczajnie poluje się na ludzi i zabija się ich miliony.  

[foto]3. Mała myśl • autor: Radek Ziemic (2015-02-03 17:09:29)

Religia jako taka jest kultem siły/przemocy, w przeciwieństwie do wiary, zwłaszcza do wiary w wolność. 

[foto]4. Etyczny biznes • autor: Przemysław Kapałka (2015-02-04 11:10:30)

Ja miałbym takie kryterium na biznes etyczny, również pracę etyczną: Taki (biznes) lub taka (praca), który/a kieruje się nie tylko interesem prowadzącego go, ale też interesem odbiorcy. Przynosi pożytek odbiorcy proporcjonalny do tego, jaką korzyść odbiorcy. Etyczne są transakcje kupna-sprzedaży. Etyczna jest praca sprzątaczki. Etyczna jest praca fachowca - oczywiście wszystko to jeśli nie kryje się za tym jakieś oszustwo albo żądanie wynagrodzenia nieproporcjonalnego do wykonanej pracy. Etyczna może być praca prostytutki (skoro jest na to popyt...) Nieetyczna jest praca akwizytora, bo jest to wciskanie ludziom towaru nie patrząc na to, czy jest mu potrzebny. Przypuszczam, że nieetyczna jest działalność banku polegająca na bezwzględnym egzekwowaniu odsetek (przypuszczam, do pewności brakuje mi pełnej wiedzy na ten temat).

A o etyce opartej na Dekalogu już się wypowiedziałem w innym wątku: Jest to etyka oparta na zakazach i nakazach, a taka etyka nie może być wiele warta. To jest nic innego, jak zaawansowana tresura.


[foto]5. pomysł bardziej radykalny • autor: Włodzimierz H. Zylbertal (2015-02-04 12:05:37)

Kiedyś taki przyszedł mi do głowy i jestem z niego dumny do dziś: gdyby to zależało ode mnie, jedynym płatnym elementem biznesu byłaby praca, choć byłaby znacznie droższa, niż dziś. Nie honorowałbym pieniężnie własności, choć przyznaję ludziom do niej j prawo. Na własności niechby się zarabiało, pracując przy niej ze świadomością, że pracuje się na własnym.Podobnie z quasi-własnością, jaka są patenty: byłyby one w mojej wizji uhonorowaniem pracy wynalazcy, może nawet połączoną z jakąś jednorazową (niechby nawet dużą) nagrodą - ale nie narzędziem ograniczania dostępu do ich dobrodziejstw ludziom uboższym ,jakim są dziś. I tak dalej...

[foto]6. @Przemysław Kapałka, @Włodzimierz H. Zybertal • autor: Radek Ziemic (2015-02-04 12:33:54)

@Przemysław KapałkaPrzemku.Czy sprzedawanie otyłemu dziecku batonika jest z pożytkiem dla dziecka, czy nie? Interes, a nawet dobro odbiorcy to naprawdę sprawa trudna do sprecyzowania. Kioskarka nie wie, czy chłopak, który kupuje prezerwatywę, nie wykorzysta jej po wrzuceniu dziewczynie do kieliszka pigułki gwałtu. Etyka jej zawodu polega akurat na czym innym. @Włodzimierz H. ZybertalMnie bardzo bliski jest taki kapitalistyczny socjalizm ala Szwecja. Obecny kryzys jest skutkiem zgody (najbogatszych) na przesadne bogacenie się. 

[foto]7. @sceptyk • autor: Przemysław Kapałka (2015-02-04 14:55:42)

Ja nie mówię, że moje kryterium jest jednoznaczne i nie wymaga już żadnych dalszych rozważań. Sam mam o wiele więcej podobnych pytań. A co do kioskarki, to jej zadaniem jest prowadzić punkt sprzedaży, nie tylko prezerwatyw, papierosów i innych rzeczy, ale wszystkiego - jeśli z czegoś zrezygnuje, to jej biznes nie będzie miał sensu w ogóle, takie są realia. Natomiast nie jej rolą jest oceniać, do czego klient może użyć ten towar, bo może będzie miała rację, może nie (i nie tylko dlatego).

A obecny kryzys, jak też zgoda na przesadne bogacenie się, jest skutkiem wzrastającego egoizmu i zaniku jakichkolwiek uczuć wobec innych.

[foto]8. Przemku • autor: Radek Ziemic (2015-02-04 15:01:33)

Mamy mało powodów przypuszczać, że kiedyś ludzie się bardziej szanowali czy kochali. Wręcz przeciwnie - na co wskazują takie sprawy, jak: prawa dzieci, prawa kobiet, prawa niepełnosprawnych, prawa mniejszości narodowych czy seksualnych. A nawet prawa więźniów. Przesadne bogacenie się było kiedyś przypisane do jednej klasy - arystokracji, i mieszczaństwu zawdzięczamy przełamanie tego monopolu. Teraz naprawdę jest całkiem dobrze, przynajmniej w Europie, a wydaje się, że jest tak źle, bo jest nas znaczenie więcej i można wszystko krytykować. Poza tym, ewolucyjnie dziedziczymy nieumiejętność afirmacji. :-) Ale tu akurat ma rację minister Sikorski: nigdy nie było tak wspaniałej Europy, i tak wspaniałej Polski. Żartobliwie przesadzę i zacytuję Lecha Janerkę: Jest jak w niebie, pieniądze tracą sens.  

[foto]9. Mały sens rozważać • autor: Przemysław Kapałka (2015-02-04 19:37:57)

Myślę, że nie ma sensu analizować, kiedy ludzie byli życzliwsi i bardziej się szanowali. Faktem jest, że ani kiedyś, ani obecnie nie szanują się w stopniu, który można uznać za zadowalający. Do tego dochodzi kompletne bezrozumie (po co te bogactwa?), jakieś lęki nie wiem przed czym (przed biedą?) i owczy pęd do pomnażania bogactw (po co?), ze szczególnym wskazaniem na bezrozumie, bo przy pewnej niewielkiej ilości rozumu wiele innych negatywnych zjawisk by znikło.

Gdyby jakiegoś miliardera spytać, po co mu kolejny miliard, to chyba niewielu udzieliłoby jakiejś sensownej odpowiedzi (może nikt). Inne zjawisko, które mnie zdumiewa, to ten pęd do gry w totolotka wtedy, kiedy jest kumulacja. Nie chodzi nawet o to, że szanse na wygraną są iluzoryczne. Ciekawi mnie wtedy, ilu z grających w ogóle zadaje sobie pytanie, co by zrobiło z tymi 40 czy ilomaś milionami? Z jednym pewnie tak, z dwoma może też, ale z dziesięcioma czy więcej, to już chyba niewielu zrobiłoby sensowny użytek, ja na pewno nie. A jednak grają jak obłąkani. To zjawisko może by ktoś przeanalizował.

[foto]10. Przemku • autor: Radek Ziemic (2015-02-04 20:00:10)

dążenie do bogactwa można akurat wyjaśnić dość prosto, socjobiologicznie: to jest dążenie do mocy i swobody (nieograniczenia), właściwe "ślepemu genowi". Niewielu ludzi potrafi mu się oprzeć. Taka jest po prostu ludzka natura. To nie jest skrajny determinizm, tak być nie musi, ale to jest bardzo silne "w nas", jak popęd seksualny. Wiąże się zresztą z popędem. I przyznam Ci, że jestem zadowolony, że są polscy potentaci gazowi, a nie tylko rosyjscy. Takie życie, nie ma się chyba co tym zamartwiać. Kultura europejska, nie tylko zresztą europejska, czci moc. Tego nie można zmienić, bo to jest warunkowane biologicznie. Tak było, jest i będzie, dopóki człowiek żyje. Ale jest nadzieja: żaden człowiek nie musi tak żyć. Jednostki mogą się zmieniać, mogą zamiast do bezmyślnej mocy dążyć do szczęścia, do prawdy, do dobra. Warto natomiast wiedzieć, że to nic nowego, a nawet to, że dziś wcale nie jest gorzej niż kiedyś. Sto lat temu słowo "bieda" znaczyło coś zupełnie innego niż dziś, a "bogactwo" znaczyło to samo. I biedy, podobnie jak nędzy, było znacznie więcej. Przynajmniej w Europie.   

[foto]11. Radku • autor: Przemysław Kapałka (2015-02-04 20:08:31)

Mnie nie chodzi o dążenie do bogactwa, bo to akurat wydaje mi się zrozumiałe. Mnie chodzi o dążenie do nadmiernego bogactwa, przekraczającego możliwości racjonalnego wykorzystania (przykłady już podałem). A co do tej diagnozy, jak się mają czasy dawniejsze do dzisiejszych, to w większości się zgadzam, też uważam, że obecne czasy, wbrew pozorom, pod wieloma względami są normalniejsze od dawnych. Właśnie patrzę w telewizor i nasunęło mi się takie skojarzenie: Dziś ludzie z zapałem oglądają filmy ze strzelaninami i mordobiciem. Kiedyś z zapałem oglądali torturowanie skazańców :)

[foto]12. Przemku • autor: Radek Ziemic (2015-02-04 20:25:03)

ja uważam, że pojęcie "godziwe zarobki" obejmuje nie tylko minimum, ale i maksimum zarobków, że powyżej jakiejś kwoty na głowę to się robi po prostu niegodziwe. Myślę też, że przesadne bogactwo ogranicza innych, odbiera szanse słabszym. Ale to jest jak z szachami: ktoś gra przez całe życie. Inny interesuje się zbieraniem znaczków, jeszcze inny ogląda pornografię, a kolejny - robi pieniądze. Ludzie lubią się zafiksować. To może jest rodzaj kalectwa, takie bogactwo. Jest w tym chyba coś nieludzkiego. Chociaż może  jestem niesprawiedliwy. W sumie to nie znam żadnego bogacza.  

[foto]13. Jeżeli ktoś zarabia pieniądze po to • autor: Radek Ziemic (2015-02-05 23:37:33)

aby pomagać innym, ludziom czy zwierzętom, a przynajmniej jeśli znaczną lub większą część swoich zarobków przekazuje właśnie na to, to na pewno zasługuje to na wielki szacunek. Tym bardziej, że to zjawisko bardzo rzadkie, no bo zadajmy sobie pytanie, ilu spośród zamożnych ludzi tak robi? (Ilu ludzi w ogóle dzieli się czymś z innymi, potrzebującymi.) Ja nie twierdzę, że bogaty to zaraz musi być nieuczciwy itd. To jest dużo bardziej skomplikowane. Wśród biednych jest pewnie tyle samo nieuczciwych, a przynajmniej niewiele mniej, co wśród bogatych. (Większość uczciwych jest nimi pewnie dlatego, bo nie miała okazji.) Ale zadajmy sobie proste pytanie: czy zdolność empatii jest zależna od bogactwa? I czy trzeba się bogacić, by czynić dobro? I czy założenie kilku takich "falansterów" zmieni sytuację w większości korporacji? (To oczywiście nie odbiera sensu ich zakładaniu.) Etyczność biznesu nie dotyczy wszak tego, czy ktoś staje się bogaty, czy nie, ale w jaki sposób i co robi ze swoimi pieniędzmi? I dlaczego w ogóle mówimy o etyczności biznesu? Czy można być etycznym w biznesie, a nieetycznym w rodzinie lub na odwrót? Czy czasem biznes nie potrzebuje tu jakiejś dodatkowej nobilitacji? Jakiegoś takiego: "to wcale nieprawda, że biznes jest nieludzki, bo jak masz dużo pieniędzy to możesz czynić dobro". I czy współczesny kapitalizm nie wykształcił w taki sposób swojej popularnej filozofii / psychologii, która nazywa się "coaching"? I po drugie, ta filozofia mówi: "jeśli nie jesteś bogaty, to Twoja wina, bo źle zarządzasz swoją energią albo swoim czasem albo czymś tam jeszcze. Spójrz na Tony´ego Robinsa, on osiągnął sukces, bo umie zarządzać swoimi celami i je osiągać. Gdybyś Ty tak chciał i odpowiednio się namęczył, to też byś do tego doszedł, ale Ty wolisz siedzieć przed telewizorem, pić piwo, i dlatego jesteś gruby, masz brzydką i otyłą żonę i głupie i równie otyłe dzieci. Pobiegałbyś trochę". To jest jednak filozofia tych, którym się udało. A to jest możliwe tylko dzięki temu, że jest wielu, którym się nie udało, a jeszcze więcej tych, którzy nie spróbują. Swego czasu "Gazeta Wyborcza", aby ocieplić oblicze polskiego biznesu, oddała głos grupie polskich przedsiębiorców, którzy opowiadali, jaki to ludzki jest ten biznes. Ciekawe, że nie pozwolono się wypowiedzieć pracującym u nich ludziom. Wizerunek biznesu to jednak nie biznes. I ja wcale nie jestem bardziej nieufny w stosunku do biznesu niż do, na przykład, środowisk akademickich czy prawniczych. Ludzie są ludźmi i nie ma co o tym zapominać. Ale biznes potrzebuje etosu i go sobie tworzy, coraz więcej za to płacąc.   

14. Etyczny biznes w rękach etycznych ludzi • autor: (2015-02-05 19:52:15)

Dziękuję za świetnie napisany artykuł! Podstawy wszelkiej nieetyczności w głównych gałęziach najbardziej dochodowych przemysłów takich jak handel bronią i ludźmi (pornografia), obozy koncentracyjne dla zwierząt, farmacja itd. tkwią, moim zdaniem, we wspomnianym w artykule sztucznym stymulowaniu potrzeb, zaszczepianiu idei o niezbędności danego dobra lub potrzebie posiadania go w wielkiej ilości. Za znanym filmem nazywam te praktyki "incepcją", zaś tych którzy je uprawiają "mistrzami incepcji". Co ciekawe, pojawia się coraz więcej refleksji filozoficznych i historycznych opracowań dotyczących zakulisowych, czyli faktycznych (nie przekazywanych przez mainstream-owe media) sposobów sprawowania władzy ekonomicznej. Mój kolega pisze na przykład pracę doktorską o Bilbergerach.Jeśli mówimy o etyce nie sposób nie wywołać w pewnym sensie synonimu tego słowa, a mianowicie "empatii". Przecież to empatia właśnie wywołuje uczucia, które prowadzą do zachowań zwanych "etycznymi". Bez empatii możemy mieć co najwyżej poglądy na temat etyki lub - co gorsza - wątpliwej wartości "moralność" rodem z dekalogu. "Dlaczego nie czytam Starego Testamentu? Bo jest stary..."- powiedział kiedyś Terrence McKenna.W odróżnieniu od Radka, znam także praktyków biznesu, którzy swoje wielkie zarobki w dużej części przeznaczają na cele charytatywne i np. karmią miliony ludzi (jak Tonny Robins). Dla mnie osobiście podstawowym motywem maksymalnego rozszerzania własnego bogactwa jest dobro maksymalnie wielu istot. Nie tylko ludzi. Powiem więcej: ponieważ wiem jak nieprzebrane morze pieniędzy wylewa swoje zasoby na brzegach świata biznesu, jak wiele tego bogactwa wpompowuje się w działania nieetyczne oraz jak wielu ludzi empatycznych i etycznych ledwo wiąże koniec z końcem, to uważam za najsensowniejsze zadanie sobie odrobiny trudu, by przyciągnąć tej kasy jak najwięcej do siebie. Po co? Właśnie po to, aby umożliwić wrażliwym, etycznym ludziom pracę za stosowne wynagrodzenie w przyjaznych i rozwojowych warunkach. Aby stworzyć schronisko dla zwierząt. A także interaktywny plac zabaw dla dzieci, na którym będą mogły uczyć się rzeczy, których nie dowiedzą się w szkole ani na religii. Aby ludzie przychodzący do nas do pracy mogli sami otwierać swoje biznesy i dawać pracę innym. To już się dzieje. Mamy już takie doświadczenia. I one właśnie motywują mnie do tego, żeby przeciągnąć na naszą (etyczną) stronę jeszcze więcej pieniędzy za które można zrobić jeszcze więcej dobra. Zdaje się, że to Saint Exupery powiedział: "Czy nie lepiej byłoby zamiast tępić zło, szerzyć dobro?". W pewnym sensie w ramach rozszerzenia niniejszej dyskusji postanowiłam wstawić na Tarakę wywiad Roberta Ruszkiewicza ze mną dla magazynu dla biznesmenów Cabs, pt. "Nieznośna lekkość biznesu" :)