Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2016-11-18

Helka

Katastrofa dla odmiany wodna

Jechałam z mężem miejskim autobusem, który zamiast tyłu miał szeroko otwarte drzwi, coś jak samochód dostawczy. Siedzieliśmy tyłem do kierunku jazdy, mąż na kolanach trzymał służbowego laptopa i tłumaczył mi, że elektrownia, w której pracuje, ma doskonale rozwiązany problem chłodzenia wodą. Ma swoją zaporę daleko od budynków elektrowni, przez co woda jej nie zagraża.
W tym momencie zorientowałam się, że właśnie wieziemy tę wodę na potrzeby elektrowni. Cały autobus wypełniony był ogromnymi workami z cieniutkiej folii, które były pełne wody. Worki nie stanowiły naczynia, raczej służyły oddzieleniu wody od powietrza niezbędnego dla nas. Wszystko było w totalnej perfekcyjnej równowadze.
Obok autobusu pojawiła się starsza tęga kobieta. Myślała, że to MPK i próbowała wejść do środka poprzez otwarty tył do wnętrza. Krzyczeliśmy, że nie wolno, że to nie MPK, ale ona zdążyła już złapać za poręcz. Ten dotyk spowodował zmianę ciężkości wewnątrz pojazdu i na naszych oczach nastąpiło przerwanie folii, po czym zalało nas prawdziwe tsunami. Fala zatopiła kobietę. Ja próbowałam podskoczyć, tak aby unieść się na górze fali. Udało się. Mąż także przeżył. Kiedy wody opadły, zaczęliśmy szukać innych, którzy przeżyli.
Ale szukaliśmy już nie ludzi tylko baterii. Znalazłam jedną - typowy paluszek AA, lekko zaśniedziały. Przeczyściłam ją i chciałam uratować jej życie, wsadzając do jakiegoś urządzenia. Mąż powiedział, że ona może zadziałać wyłącznie w jednym, przeznaczonym dla niej urządzeniu, w innym zginie. Odszukał starą nokię, bateria została uratowana.

Helka

Komentarzy nie ma.