Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2016-05-25

Wojciech Jóźwiak

Justyny Karolak o New Age

Justyna Karolak, autorka powieści, publicystka i blogerka, zadebiutowała kilka dni temu w Tarace od razu dwoma błyskotliwymi tekstami. O ile pierwszy, o filmie o sztucznej inteligencji, przeszedł bez ech (być może nikt tego filmu nie widział, ja sam dopiero zamierzam), o tyle drugi, „Niuejdż: witamy w piekle pustki”, zebrał do teraz 26 komentarzy i pewnie będzie ich więcej.

Podtrzymuję to co podpisałem już w komentarzu: ta krytyka jest spóźniona o dwadzieścia lat. Ruch New Age jest teraz w fazie schyłku. Fazę rozwoju, ekspansji i podbijania, albo: zakażania, jak woleliby jego nielubiciele, kolejnych umysłów, ma dawno za sobą. Będąc w fazie schyłku, jest zarazem w fazie otorbiania się, zamykania w wąskich i faktycznie, jak punktuje Autorka, sekciarsko-fanatycznych grupach lub wręcz w sekciarsko-fanatycznych umysłach pojedynczych wyznawców. Lub chwytania przyczółków w specyficznym ducho-biznesie.

W obecnej fazie schyłkowej tym ostrzej widać dziwactwa New Age'u i szerokie wrota, jakie otworzył, wraz z łatwą i swobodną publikacją w internecie, ludzkiej głupocie. Ale zarazem łatwo przeoczyć zasługi New Age'u. – Które weszły nam w intelektualną krew i stały się oczywiste tak, że ich nie dostrzegamy.

Pierwsza zasługa. New Age przywrócił godność (że tak powiem) i wartość miękkich cnót umysłu. Odtąd warte i godne są nie tylko twarde cnoty takie, jak inteligencja – ta ścisła, owocująca nagrodami Nobla – lub przedsiębiorczość, ale i te miękkie, czyli intuicja, współczucie, wewnętrzny wgląd, wyczucie nastroju, kontakt z cieniami i głosami.

Druga zasługa. Jak wyżej, NE („nowa era”) przywróciła godność i wartość tych, którzy w kwadratowej cywilizacji mieli Maul halten und still sitzen (jakoś po niemiecku brzmi to najlepiej: milczeć i cicho siedzieć), więc wszelkim pominieńcom, od dzieci (które przed „kryształowymi”, o których piszą Autorka, wcześniej były „indygo”), przez kobiety (które poczuły się biegnącymi z wilkami lub inkarnacjami archetypów Potrójnej Bogini), tubylców (w krajach angielskojęzycznych, więc nie tylko Indian i Aborygenów, ale też... Celtów!, więc pełnoprawnych blond obywateli UK i USA), schizoidów (którzy nie musieli już się wstydzić i ukrywać słyszanych przez się głosów, które odtąd stały się szlachetnymi channelingami), a także astrologów (którzy przestali mieć za obciach, że nie mają katedr w uczelniach) i uzdrowicieli (którzy może nie leczą wszystkiego natychmiast, ale czasem i w jakimś stopniu niektórym pomagają...) Wszystkich nie wyliczam, więcej przypadków pozostawiam czytelnikowi do samodzielnych odnalezień.

Mówi się o „samcach alfa” – podobnie tę sferę ludzkiego bycia, którą podniósł ruch New Age, należałoby nazwać „beta”. No więc NA zaafirmował godność i wartość tego, co beta.

Oczywiście, ruch NA miał i ma swoje minusy. Przede wszystkim, krytykując i odrzucając wartości alfa, te kwadratowe, nie wbudował w siebie bezpieczników przeciw-odlotowych. Dlatego kanałem New-Age'u swobodnie weszli rozmaici zwodziciele i uwodziciele, i miłośnicy niedorzeczności. Im krytyka i wyszydzenie słusznie się należy, chociaż gdy ma się do czynienia z konkretnymi osobami, to trudno postawić granicę. W niedorzeczności wierzą również osoby, z którymi sam przyjaźnię się i cenię je jako przewodników.

Gorszym brakiem bezpiecznika jest to, o czym pisze Justyna Karolak i co chyba jest głównym jej zarzutem przeciw NA: z niuejdżowcami nie można dyskutować. Co nie jest poboczną przypadłością, ale koniecznym składnikiem NA. Bo skoro głosi się, że wszystkie poglądy są uprawnione, to jak dyskutować np. z poglądem, że starożytni Egipcjanie znali ayahuaskę (nie wiadomo, nie stwierdzono tego), a nauczył ich jej Ozyrys, który nie był bogiem, tylko „Arią” i przybył z północy 34 tysięcy lat temu (co jest bajką). No właśnie, NA nie wbudował sobie bezpiecznika pozwalającego odróżniać poważne od bajkowego. Ciekawe, że dawno temu podobny błąd zafundowali sobie starożytni Grecy, nie mając zabezpieczenia przed snuciem piętrowych fantazji o swoich bogach, czyli mitologii, co wkurzało Platona... ale to inna bajka. (Tu pocieszę niuejdżowców, że nie tylko oni, bo także mainstream gada bajkami, jak te o dziewicy, która kogoś urodziła itp. Jakoś trzeba umieć uodpornić się na bajki...)

No ale te kłopoty mijają lub są spóźnione, ponieważ, jak powiedziałem na początku, ruch New Age zanika, rozsypuje się na podgrupy i otorbia, a prawdziwym niebezpieczeństwem dla Wolnego Ducha nie są już te fanatyzmy, które w New-Age'u znajduje i wytyka Justyna, przyznajmy: fanatyzmy bezsilne i jak zęby jorka nikogo nie mogące uszkodzić, ale fanatyzmy naprawdę mordercze. Widzieć schyłkowe majaczenia gasnących niuejdżowców, a nie widzieć tamtych... czy to nie ucieczkowe?

Wojciech Jóźwiak

Komentarze: 6

1. Ta ucieczka to... • autor: (2016-05-25 11:38:41)

Ta ucieczka to też stary mechanizm redukcji dysonansu poznawczego. Nie pamiętam, kto to badał i opisał, ale było to chyba w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku. Kojarzę natomiast barwną historię, która stała u podstaw i analogię z wielkim finałem niuejdżowej transformacji końca czasów. Wtedy jakaś pani obwołała konkretną datę końca świata i zapowiedziała ocalenie wybranych. Założenie obserwatora było takie, że kiedy zapowiedziany koniec świata nie nastąpi, to fakt ten bardziej tylko skupi wyznawców wokół idei. I faktycznie, pojawiło się po prostu wyjaśnienie, że świat ocalili wybrani swoim zaangażowaniem i jest to doniosłe zadanie do dalszej realizacji. Ta sama historia powtórzyła się z wielkim natężeniem w finale wielkiej transformacji symbolicznego roku 2012. Część ludzi przeszła już do innego wymiaru, żyje w innych częstotliwościach, gęstościach i co tam jeszcze, a część dopiero przechodzi, ewoluuje, wymiera... Ale wszystkim towarzyszy świadomość, że podtrzymują ten proces i są strażnikami jego powodzenia. Rzecz już chyba w dużym rozdrobnieniu i poszczególnych wątkach różnych nurtów. Powrót do małych ogródków i skrobania rzepki. Bez klimatu doniosłego spoiwa. Można powiedzieć, że nastąpił upadek wielkiej narracji... Na pocieszenie zostaje zamach w Smoleńsku.

[foto]2. Ja bym twierdził, że na czasie. • autor: Piotr Anansi Jaczewski /Piotr Jaczewski (2016-05-25 17:11:17)

Tj. nawet po samej Tarace sądząc ta potrzeba "wiary za cenę rozumu"; ta  tendencja gnozy jerozolimskiej i "jam bardziej i mam bardziej"; potrzeba szczególnego, ważnego wyjątkowo tajemnego okultystyczno-ezoterycznego podejścia jest silna, zwycięża nawet w polityce.  Może nie mówi się na to "new age", ale  organoleptycznie można stwierdzić, że tego jest więcej, jest bardziej różnorodne i  JEST głupio rozpowszechnione. Stało się to złem codziennej spychologii stosowanej dnia powszedniego albo zwyczajnie się postarzałem, jestem zarobiony i próg tolerancji na głupotę mam dużo niższy.

3. Osobista wycieczka Justyny Karolak • autor: (2016-05-25 18:09:42)

Wojciechu, bardzo mi miło, że odniosłeś się do mojego tekstu – moje przybycie do Taraki stało się uzasadnione w mym osobistym poczuciu, odbiorze; dziękuję.

Potwierdzam mój główny zarzut przeciw NA: z niuejdżowcami nie można dyskutować; cieszę się, że okazało się to czytelne, że wypłynęło z mojego tekstu.

Widzę „schyłkowe majaczenia gasnących niuejdżowców”, a nie widzę „fanatyzmów naprawdę morderczych” – czy to nie ucieczkowe? Nie wiem; nie sądzę... „W obecnej fazie schyłkowej tym ostrzej widać dziwactwa New Age’u” – napisałeś. Myślę, że moje postrzeganie na chwilę zatrzymało się na poziomie tychże manifestujących się jeszcze, podskakujących dziwactw – na poziomie właśnie owego jaskrawego kożuszka, który unosi się jedynie na powierzchni, i stąd wziął mi się artykuł krytykujący owe pojękiwania nurtu już schyłkowego, marniejącego... To chyba nie mechanizmy ucieczkowe czy asekuranckie – raczej dość jednak spontaniczne zogniskowanie uwagi na mrugającym (migającym) punkcie...

Dziękuję, że mnie zobaczyłeś – przeczytanie o pewnych zasługach New Age’u, które ja w swoim afektywnym tekście pominęłam, było dla mnie przyjemnością płynącą ze spotkania szerszego kontekstu, poza tym kontekst ten bezpośrednio otulił mój artykuł (co dało mi nadzieję, że nie brnę przez mgłę, że moje pisanie może wywołać interakcje). Uznaję zatem, że mój debiut na łamach Taraki – wylądował miękko i bezpiecznie, co jednocześnie zagrzewa mnie do pisania na przyszłość.

Dziękuję; do zobaczenia.

[foto]4. co przeszkadza w dyskutowaniu? • autor: Arkadiusz (2016-05-26 12:47:08)

Oprócz poglądów drugiego człowieka w dyskusji przeszkadzają w równym stopniu Twoje własne poglądy i siła przywiązania do nich. W krytyce cudzych poglądów i zrzucaniu na nich winy za brak dialogu widzę wyprojektowane własne skrywane poczucie winy. 
Osobiście, przy pewnej rezygnacji z potrzeby przekonywania do własnych wierzeń, mógłbym się dogadać z racjonalistami, njuejdżystami, kreacjonistami, ewolucjonistami, pisowcami, lemingami, narodowcami, muliti-kulti, lewakami, liberałami itd. Zapewne gdzieś bym dotarł do bariery dialogu, do której Wy dochodzicie przy NA-owcach, sam jestem ciekawy, gdzie bym pękł. Ale bariera do dyskusji wciąż i również byłaby we mnie.

5. @Arkadiusz • autor: (2016-05-26 15:45:24)

 To prawda !  Może nie własne poczucie winy projektujemy, ale cechy, których u siebie nie akceptujemy, nie chcemy dostrzec.Te cechy przypisujemy innym .
 Jest nawet takie powiedzenie,:  najzacieklej u innych, zwalczamy własne wady i słabości.
Ja nie znam twórczości autorki tego artykułu i dlatego spojrzałam do internetu, by sprawdzić, co napisała. Przypadkiem, natrafiłam na artykuł, który mnie obezwładnił. Artykuł dotyczył słabości naszego dziennikarstwa. 

6. Dystans a zaangażowanie • autor: Krzysztof (2016-06-06 22:09:51)

Ja wcale się nie dziwię, że z NewAge’owcami nie można dyskutować. Zważywszy na indywidualny charakter doświadczeń fascynatów Nowej Ery, trudno podejrzewać ich o naukowe podejście do wyznawanych prawd. Ponadto doświadczenia, jakie przeżywają, mają wybitnie emocjonalny charakter i stąd zapewne mesjańskie ciągoty tych bardziej zaangażowanych w rozwój duchowy. W zasadzie można by podejść do zjawiska NA z czystą obojętnością, bo w sumie co nas to może obchodzić, co tam ktoś sobie roi w głowie.

A jednak NA wywołuje pewne emocje wśród stoików i cyników, jak to można dostrzec w czasie tej dyskusji. Wygląda na to, że dystanowanie się wobec spontanicznego, naiwnego i w dużej części nieświadomego  zaangażowania, budzi u niektórych wewnętrzny niepokój (np podtytuł mówiący o "zagrożeniu humanizmu"). Miałem swój dość krótki czas na Tarace, kiedy to aktywnie uczestniczyłem w kilku dyskusjach. Jednak kiedy poczułem ten tak charakterystyczny dystans do dyskutowanych kwestii i kurczowe trzymanie się rozumowego wnioskowania (omawiając często sprawy wyraźnie subiektywne!!!) stwierdziłem, że marnuję tutaj swój czas. Dzisiaj, pewnie z nudów, wpadłem, przeczytałem tekst o NA i postanowiłem wrzucić jeden kamyczek do tego ogródka.
W zasadzie wszyscy inteligentni ludzie powinni rozwijać i poszerzać świadomość tego kim w istocie jesteśmy. Na tym opiera się nasza droga do szczęścia i spełnienia w życiu, bo lokowanie siebie w rzeczywistości coraz bardziej zgodnej z tą prawdziwą, pozwala coraz lepiej realizować własną drogę. Niestety w Zachodniej Cywilizacji przyjęło się przypisywać zbyt duże znaczenie logice i rozumowaniu. Stąd wypływa wyraźna tendencja do tworzenia koncepcji mocno odbiegających od życia. Zapewne wielu z piszących tutaj miało okazję przekonać się jak złudne potrafią być wszelakie konstrukcje myślowe, zwłaszcza te dotyczące własnej osoby. Bywa że latami budujemy monumentalne budowle w umyśle, aby mieć równie wysokie, co te budowle mniemanie o sobie, by w ciągu jednego krytycznego wieczoru wszystko obróciło się w żałosne rumowisko. Czym bywa ten dynamit burzący wiekopomne konstrukcje? Otóż zawsze jest to szczere i bezkrytyczne przyjęcie emocji, jaka nagle, pod wpływem jakiegoś impulsu wypłynęła z naszych głębin. Tak więc to nie umysł otwiera nas na prawdę o sobie, ale obserwacja własnych emocji. Żeby te emocje móc obserwować, trzeba się ZAANGAŻOWAĆ w jakieś działanie. W zasadzie to nie ma znaczenia jakie to będzie działanie, ale trzeba się oddać jakiejś sprawie np w wybitnie NewAge’ową Jogę!