Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2015-06-08

Wojciech Jóźwiak

Joga sukcesu w Taraka.PL

Joga sukcesu w kontekście Taraki jest czymś tak oczywistym lub pospolitym, że tego tematu się wręcz nie zauważa. Duża część tekstów w Tarace, komentarzy i ogłoszeń dotyczy właśnie jogi sukcesu. Jest tego tak dużo, że nie zauważamy, tak jak zwykle nie zauważamy, że oddychamy powietrzem i mówimy prozą.

Robię szybki przegląd prasy aktualnych Nowości Taraki. Najpierw Artykuły:

Nimue w „Rewolucja Marchewki i Czterech Ścian” zwierza się nam, jak swój dom na wsi – dziwny, stary, zapuszczony, przypadkowy itd. – przemieniała w mandalę i świątynię, miejsce do nieustannych duchowych praktyk, które co miały zrobić? – Dać jej moc, żeby wyjść do ludzi, a raczej zaprosić ich do siebie na wspólne działania. Streszczając: mowa tu o tym, jak (przy pomocy pewnych perfomansów) przemienić siebie, swój stan umysłu, od introwertycznego samotniczego wycofu – w ekstrawertyczną rolę entuzjastycznego lidera.

Podobna i może nawet podobnie osobista jest opowieść Krzysztofa WirpszyKrzyk mandragory. Opowieść o wkurzonym geniuszu” – tu też główną sprawą jest, jak zmienić się i co w sobie przekręcić, aby przejść od wypalenia, niemożności i niemocy – do erupcji twórczej pasji. Lub raczej jak tę pasję, która jest, ale poblokowana, ujawnić i uruchomić, niby zaskorupiałym pokładom węgla pod ziemią umożliwić, by się paliły. I tak samo jak u Nimue chodzi o to, jakimi zręcznymi operacjami na umyśle ożywić tamtą ukrytą dyspozycję.

Tekst „Czakry w snachKingi Kościak jest niby techniczną wycieczką na ścieżkę interpretacji snów, ale czytamy tam:

/.../ posiadamy siedem ciał duchowych /.../ determinują one nasz nastrój, usposobienie, nastawienie do życia. Od ich „zgromadzonych zapasów” zależą też (oczywiście) nasze sny. /.../ Dopóki nie przestaniemy śnić samsarycznie, nie zdobędziemy mądrości zdolnej przeniknąć codzienne emocjonalno-mentalne pryzmaty; przez to tkwić będziemy w iluzji.

A więc chociaż medium są sny, to celem jest zdobycie mądrości i odrzucenie iluzji, więc joga. Ale czy „sukcesu”? Nie widzę przeszkód...

W moim (Wojciech Jóźwiak) artykule „Polska 2015, o co gramy?” piszę o cyklu Saturna w najnowszej historii Polski i przedstawiam prognozę na najbliższe lata:

Mamy, my Polska, najwyżej cztery lata sprzyjającej, chociaż ostrej i zmuszającej do ryzykownych wyborów koniunktury. Cztery lata na to, żeby pozbierać się, zorganizować, przegrupować i okopać. Po to, by przetrwać czas, który przyjdzie potem i który może – z dużym prawdopodobieństwem – przynieść nam grę o być-albo-nie-być.

Ale ta prognoza nie jest na zasadzie: „czekajmy w pokorze, co los przyniesie”. Chętniej (taka przynajmniej była moja intencja) widziałbym, żeby od zauważenia tamtych cyklicznych regularności w historii, przejść do działania i to nie czekając, aż jacyś ONI nas uratują, tylko „tymi rękami”:

Wydarzenia wskazywane i zapowiadane przez pozycje planet i ich cykle nie dzieją się „same”. Uczestniczą w nich ludzie, wśród nich my. Jeśli dostrzegamy cykle, cykliczne powtarzalne zjawiska i trendy w historii, to roztropność nakazuje przygotować się na nie, podobnie jak zaopatrujemy się w cieplejszą odzież przed zimą.

Przygotować się, tylko jak? Jak ruszyć z miejsca? – To jest typowe, sztandarowe pytanie pod adresem jogi sukcesu.

Wcześniej były zamieszczone dwa artykuły o nagich wojownikach: Michała MazuraNadzy wojownicy” i mójNadzy wojownicy (2006)”. Idea nagich wojowników, walki nago, a nawet, jak to uczynił herbowy heros Godzamba, bez broni, lub jak podobnie sukces w starciu z miażdżącym śmiertelnym przeciwnikiem odniósł bohater powieści Lema „Niezwyciężony” – daje się przełożyć na nasze prywatne codzienne zmagania. To co w wojnie jest wyjątkiem, walka bez zbroi lub nawet bez „miecza”, w życiu jest regułą! Tutaj do walki z reguły stajemy nadzy. Największe sukcesy zaczynamy bez... pieniędzy, instytucji, rozgłosu, reklamy, poparcia możnych. Często też bez domu, bez przyjaciół, bez życiowego partnera. Bo wszystko to jest dopiero wynikiem sukcesu, a nie tym, z czym zaczynasz.

Wejście na drogę po coś zaczynasz od przekroczenia progu. I jeszcze krok wcześniej, od stanięcia na progu. O tym piszę w odcinku bloga „Stan liminalny czyli na progu” – tu w kontekście warsztatów, które będą w lipcu i w sierpniu (2015); ale ten stan progowy jest w ogóle ważny i ważne jest uświadomienie go sobie z całą doniosłością pozostawiania za sobą tego co było, i redukcją siebie do tego, co faktycznie ważne.

Wcześniej na liście artykułów jest coś, co należy do samego rdzenia tematu joga sukcesu – to tekst Krystiana DeferaMetoda dwupunktowa uzdrawiania w świetle fizyki kwantowej”. Autorowi, jak się prezentuje, nie wierzmy: jego personalia są pseudonimem, a zdjęcie nie jego:) – co nie zmniejsza wartości metody, sztuki-tricku, który tam referuje. Sprawa jest poważna i odwieczna, przy tym szamańska: jak uczynić własne myśli lub intencje – skutecznymi? Działającymi? Jak zrobić, żeby to, co pomyślę (zechcę, wyobrażę sobie, zwizualizuję, tak lub inaczej przedstawię-wymodeluję w umyśle) – stało się? Jak znaleźć i zażyć swój Cosechciał? Autor idąc za Richardem Bartlettem woła na pomoc mechanikę kwantową. (Co samo jest ciekawe, ponieważ wygląda na to, że Mechanika Kwantowa ma zadziałać w tej metodzie niby potężny Castanediański Sprzymierzeniec, jak potężny Duch Wspomożyciel. Bo czy naprawdę te procesy idące od umysłu do materii podlegają „kwantówce”, to na to pytanie fizycy-profesjonaliści powiedzą: „nie, to jakieś przesądy”, a fizycy-amatorzy (jak ja) powiedzą: „wątpliwe to, hipotetyczne, przedwczesne i nieudowodnione”. Ale jeśli przywołujemy Quantum Mechanics jak Crowley Aiwassa, to być może zadziała... niezależnie od tego, czy działa fizykom.) – Czy kłaść nacisk na fizykę czy na magię, rzecz jest zarówno warta studiowania.

Kwantowy watek kontynuuje Grzegorz Halkiew w cyklu „Terapie kwantowe”. Przedstawia idee z pogranicza fizyki i ezoteryki, a raczej z ezoteryki wspartej fizyką kwantów („QMAE” byłoby, gdyby rzecz nazwać po angielsku skrótem od „Quantum Mechanics Aided Esoterics” – lub nawet QMAM... od „Magic”) każące jeszcze raz i odnawiająco spojrzeć na stare idee magii, ezoteryki, parapsychologii i hermetyzmu, tym razem przez pryzmat kwantowych metafor. Zastrzegam, że ja sam nie wykluczam, że nauka o Duchu może faktycznie mieć kwantowe podstawy...

Za to w ogłoszeniach zamieszczonych w Tarace mamy w dużej większości zajęcia z jogi sukcesu, a wśród nich z samego jej jądra: Medytacja dla zabieganych, Diagnostyka problemu, karmy i przyczyn, Uzdrawianie wewnętrznego twórcy, Hawajskie ho’oponopono, II Podróż Rozwojowa dla Kobiet, Systemowe Ustawienia Rodzinne, Kurs ho'oponopono według Morrnah Simeony, Skok w Drugie JA, Konstelacje z Boginiami, Twórczy Vedic Art – wymieniam pierwsze z listy – wszystkie dotyczą jogi sukcesu, nazywanej tak lub inaczej i wywodzącej się z różnych źródeł i tradycji.

We wszystkich chodzi o to, żeby jakimiś zręcznymi sposobami (jak mówi się w wadżrajanie) coś takiego zrobić, przekręcić w umyśle, żeby ów przestawił się w tryb powodowania pożądanych skutków w otoczeniu.


Potrzebujemy wspólnego forum, na którym wyjaśnilibyśmy sobie idee i praktyki jogi sukcesu.

Więc nie dziwimy się, że zapraszam na Szósty Zjazd Taraki, który będzie 18-20 września 2015 w ośrodku Samorealizacja.PL w Lechowie koło Kielc. Tematem zjazdu będzie (ma się rozumieć) joga sukcesu.

Uwaga, zjazd odwołany, jeszcze w czerwcu 2015. WJ, 10.08.15.

Wojciech Jóźwiak

Komentarze: 1

1. Racja • autor: (2015-06-08 18:01:38)

Rzeczywiście, Krystian Defer to postać wirtualna, mój avatar to fotografia wybitnego polskiego filozofa Alfreda Tarskiego. Pełna racja. Tylko dodam, że pseudonim ów wykorzystuję w swoich publikacjach ezoterycznych. Co do samej metody, to nie jest ona li tylko wymysłem, lecz sensownym wytłumaczeniem metody dwupunktowej. Pozdr.