Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2015-12-27

Agnieszka Kowalińska

Język obcy – pasja, presja społeczna czy stara karma?


Impuls. Myśl. Tak. No przecież. Zawsze chciałam. Angielski, niemiecki, francuski, hiszpański, chorwacki, hebrajski, suahili. Dlaczego z zestawu tysięcy języków wybieramy właśnie ten? Może nawet dwa? Zapisujemy się na kurs, inwestujemy mnóstwo pieniędzy w indywidualne zajęcia. Niespokojni, gdy nie możemy się wyrazić, niepocieszeni, gdy nie rozumiemy, niedosyt, lęk przed mówieniem. Więc sięgamy po więcej, szlifujemy, czytamy w tym języku, podróżujemy, by poszukiwać przygód czy sytuacji w którym trzeba się z nim zmierzyć.

Skąd też wynika ta słabość? Oj nie! Jak ja słabo mówię w tym języku, ile błędów, nic nie rozumiem. Ta ciężkość. O jej! Tyle lat przede mną, nie nauczę się nigdy, nie wierzę. No nie. To nie dla mnie. O jej! O jej! O jej!

To powtarzające się "o jej!" w głowie to utrata sporej ilości życiowej energii. Z mojego punktu widzenia zamiast marnować energię na "o jej" powinniśmy w tym czasie zadbać o siebie. Dlatego co proponuję na początek, to zatrzymać się na chwilę i zadać sobie pytanie "po co?!"

Po co uczysz się tego języka? Na ile motywacji posiadasz i skąd ona wynika? Lubisz ten język? Co on w tobie powoduje?

JAK POWINNO BYĆ?

Moje doświadczenie mówi mi. Jeśli chcesz nauczyć się nowego języka, daj sobie dwa lata. Ale naprawdę je sobie daj. Ustaw ten język w miejscu pierwszych trzech priorytetów twojego życia i szlifuj. Po dwóch latach masz mówić swobodnie, rozumieć i czytać. Po dwóch latach język spadnie z listy priorytetów, ale wtedy cokolwiek nie zrobisz, przeczytasz następną książkę, od czasu do czasu porozmawiasz czy usłyszysz coś z YouTube pozwoli ci ten język rozwijać.

Jeśli nie możesz dzisiaj ustawić języka na liście priorytetów, poczekaj na taki moment w życiu, kiedy to się stanie. Zanim zapiszesz się na kolejny kurs, zapłacisz pieniądze i przestaniesz chodzić, uwierz, że twoje życie pokieruje cię tak, że twoje marzenie zostanie spełnione. Nie marnuj energii na język, jeśli jest on na dziesiątym miejscu spraw do załatwienia. On potrzebuje twojej uwagi, skupienia, radości i czasu. Język to kobyła! Nie można traktować go powierzchownie, po łebkach i na marginesie. Język to nowa przestrzeń, nowa planeta, obca energia, podróż na inną galaktykę. To może być fascynująca podróż, ale też pełna przygód, nieraz twoja kobyła zrzuci się z grzbietu poobijanego i zniechęconego. W takich momentach warto wstać, szukać lasso i okiełznać kobyłę ponownie. Każdy taki kryzys to zbliżanie się do celu i przekraczanie kolejnych progów. No ale na to trzeba mieć czas, energię i naprawdę wierzyć, że się uda.

Będąc małą dziewczynką wiedziałam, że do pełni życia potrzebny mi jest angielski i niemiecki. Moja mama na taki impuls zareagowała bardzo szybko. Zapisała mnie na na dwa kursy, bez mrugnięcia okiem płaciła przez kolejne lata mojej edukacji. Uczyłam się jednocześnie jednego i drugiego języka. Ale dane mi było w tym czasie poznać tylko jeden z nich. Z jakiś powodów niemiecki nie wchodził mi jeszcze do głowy, za to angielski wręcz płynął. Mając dwadzieścia lat porozumiewałam się swobodnie, zaczęłam uczyć innych, chętnie podróżowałam, by szukać nowych bodźców. Angielski stał się moim przewodnikiem, przyjacielem, wskazywał nowe kierunki rozwoju. A niemiecki odstawiony na ponad piętnaście lat doczekał momentu w którym odezwał się stary impuls z dzieciństwa. I wtedy nagle, gdy miałam 35 lat, nadarzyła się okazja, by wyjechać do Niemiec. Po latach kiedy już swobodnie porozumiewałam się i w tym języku, poczułam ulgę: uff! Jestem pełnią, mam to, co chciałam!

No więc wracając do pytania - Po co uczysz się tego języka? Skąd wynika motywacja?

JAK JEST?

Jest tak (i nad tym ubolewam), że często nie uczymy się z pasji. I tu oczywiście chodzi o angielski. Zmora naszych czasów: ANGIELSKI. Teksty źródłowe: ANGIELSKI, ciekawi nauczyciele, trenerzy, guru: ANGIELSKI, podróż: ANGIELSKI, w pracy ANGIELSKI. Bez niego jak bez ręki, jak niedokształcony, niepełnowartościowy obywatel Europy. Wszyscy dookoła mówią, ty nie!

Nazwijmy to po prosto i po imieniu. Jest to cholerna inwazja, najazd, napad i manipulacja. Mini-wojna podsycana ambicją większych. Ciemna strona tego języka to kult pieniądza, wyzysk, powierzchowna i komercyjna sztuka. Jeśli odpycha cię od tego języka, to ja ci się wcale nie dziwię. Jeżeli w kółko powtarzasz, że angielski potrzebny ci jest do pracy, podróży, by otworzyć się na świat, a tak naprawdę skręca cię od środka, jak go słyszysz, to popatrz, co sobie robisz. Jeśli w towarzystwie innych osób czujesz się gorszy, bo mówisz słabo, to powiedz mi, kto do tego doprowadził, żebyśmy oceniali się poprzez angielski? Amerykanin (i często tak jest) nie zna żadnego dodatkowego języka i świat stoi przed nim otworem. Jeśli pochwali się, że zna polski, będzie to wartość dodana. Ale jeśli ty nie znasz angielskiego, to masz zamknięte drzwi, angielski nie jest wartością dodaną, tylko twoim jedynym wyjściem.

Narysuj sobie teraz linie poziomą i oznacz po lewej stronie FAŁSZYWA MOTYWACJA (inaczej presja społeczna), po prawej MOTYWACJA Z PASJI. Weź głęboki oddech, spójrz na tą linię i zobacz gdzie znajduje się twoja prawdziwa motywacja do uczenia się angielskiego.

Jeżeli jest bliżej pasji, to masz szczęście, być może potrzebujesz tylko, by angielski znalazł się na liście twoich priorytetów i nauczysz się go z radością i szybko. Jeśli bliżej fałszywej motywacji, będziesz miał bardziej pod górkę. Potrzebujesz więcej czasu, a radości może być mniej.

IDZIEMY GŁĘBIEJ

Język obcy to dla mnie więcej niż nowe słowa, inna gramatyka, obca kultura. Angielski i niemiecki jak łatwo się domyślić z tekstu, znajdują się po stronie mojej głębokiej motywacji i uczę się ich wyłącznie z pasji. A że przy okazji mogę dzięki nim zarabiać pieniądze i otwierają mi one drzwi, to jest dla mnie drugorzędne, okazja, szczęście, przewodnik. Każda możliwość, by używać tych języków, to podskok radości. Gdyby życie przymusiło mnie do rosyjskiego czy francuskiego, wyglądałoby to prawdopodobnie zupełnie inaczej (a propos, uczyłam się rosyjskiego osiem lat – nic nie pamiętam)

Angielski to dla mnie język czystej, prostej, bezpośredniej komunikacji. Ten język otworzył mnie na to, by prosto, zwięźle i do celu powiedzieć drugiemu, co chcę. Być może właśnie ta jego prostota, w miarę łatwa gramatyka, posiała go po całej planecie. Dla mnie on jest lekki, powiewny, ma tendencje do łączenia, konsolidowania, rozwiązywania konfliktów, jest w nim coś z "londyńskiego politeness" (grzeczność) ale też "amerykańskiej fun" (zabawy). To Amerykanie ponieśli w świat ideę IDŹ PO SWOJE. Nadymali ego do rozmiarów entych, ale też wyłamali naszą europejską tendencję do zakleszczania się w niesłużących już strukturach religijnych czy skostniałych tradycjach. Kiedy miałam 16 lat i nasiąkałam filmami z Hollywood, to był bodziec, by odkrywać swoją kreatywność i nadać jej lekkości, by szukać seksualności, która mi służy. Wyrwali mnie w świat i poszukiwania siebie. Lubię tą ideę SZUKANIA SWOJEJ MISJI ŻYCIOWEJ, bo to wyrzuciło mnie z polskiego pesymizmu i poddawania się kościelnemu bogu, który w Polsce przygotowywał mi już drogę matki polki i grzecznej dziewczynki.

Z niemieckim jest inaczej. Ma dwie twarze: jedną piękną, drugą straszną. Z niemieckim łączę się przez muzykę i ezoterykę, uwielbiam słuchać piosenek, od klasycznych utworów (Judy Weiss z Andrea Bocelli – ach miód!!) aż po hip hop. Najlepiej rozmawia mi się z Niemcami/Niemkami, którzy zajmują się muzyką lub rozwojem – coś mi płynie, niemiecki sam się poprawia, rozmowy są głębokie. Uwielbiam czytać niemieckie afirmacje, teksty o duchowości, przemawia do mnie po niemiecku tantra i poezja.

No i jest jeszcze ta druga strona – historia. Urodziłam się we Wrocławiu i nieświadomie łączyłam z duchami byłych mieszkańców miejsca. Z racji swojej letniej pracy jeżdżę po dawnych cmentarzach pruskich na Mazurach, przy ognisku słucham opowieści o przesiedleniu i okresie głodu w Niemczech zaraz po wojnie. O tym, że wiele tajemnic zostało nieodkrytych, bo wcześniejsze pokolenia po prostu nie chcą mówić. W takich sytuacjach energia zagęszcza się, niemiecki staje się trudny, boli głowa, ciało jest przerażone.

Choć należę do tej grupy osób, które nie lubią rozdrapywać starych ran wojennych, musiałam przyznać, że wraz z niemieckim do mojego życia zakrada się świadomość ciemnej strony moich korzeni. W tym roku poznałam Niemkę, z którą przeżyłam intensywną letnią przygodę i dzięki której mój język miłości pogłębił się. Kiedy jednak przyszło się mierzyć z niespokojnymi wiatrami jesieni, moja Niemka zrobiła w tył zwrot i gwałtownie odeszła. Zostawiła żal, niedosyt i kłębiącą się w głowie chmurę złożoną z wielokrotnie zadanego "dlaczego". A takie pytanie to intencja z którą nieświadomie weszłam w zeszłą niedzielę do Labiryntu. I zrozumiałam. Ta kobieta powiązana z energią Oświęcimia bierze udział w zbiorowym niemieckim poczuciu winy. Nasze spotkanie wywołało w niej silne emocje "kata", a we mnie poczucie "ofiary". To nie było jedynie spotkanie Polki X z Niemką Y, ale ze zbiorowymi strachami, które ciągle wołają o uzdrowienie.

Czas płynie, a ja coraz bardziej przekonuję się, że język niemiecki jest moim językiem uzdrowienia, miłości, transformacji i metafizyki. Piszę wiersze w tym języku, ale kontaktuje się też ze społecznym lękiem przed najeźdźcą.

HISTORIE INNYCH

Od dziesiątek lat uczę angielskiego, a od kilku intrygują mnie pytania, które w połączeniu z językami obcymi, a szczególnie z angielskim, dręczą was głębiej.

I wracamy: Po co uczycie się języka? Jakie emocje one w was wywołują?

Być może twoje powiązanie z językiem jest na poziomie karmicznym i twoja poprzednia karma chce się właśnie przez inny język objawić i uzdrowić. Być może musisz wyjechać z Polski i pomieszkać bliżej niej.

A może jest to język twoich relacji, miłości. Być może szukasz wyrażenia swojego serca, może twój partner, partnerka jest z innego kraju. Może dopiero jak poznasz kogoś z obcej kultury, poczujesz pełnię.

Często spotykam się z tym, że język otwiera na rozwój. Uczestniczka moich poprzednich warsztatów ciągnęła za sobą smugę doświadczeń szamańskich, kiedy tylko zaczęła mówić po angielsku. Uwielbia go, ale niełatwo jej się wgryźć w język. Dla niej angielski jest misją, drogą życiową, długą i żmudną. Ale to jej przeznaczenie i rozwój. Na pytanie, co ma zrobić, by poprawić język, powiedziałam: zdejmij z siebie poczucie wstydu, że mówisz niepoprawnie, bo to potrwa, twoja moc i doświadczenia duchowe są kluczowe, nie język.

Inna kobieta, mówiąc w obcym języku, wpada w wir, który przenosi ją w czasoprzestrzeni. Kiedy zaczyna mówić, z jakiegoś powodu przenosi się na inną planetę. Traci kontakt ze sobą, z otoczeniem, wpada w poczucie winy i nie może się wyrazić. Bo jej po prostu już w rozmowie nie ma. Ogromny talent, który być może wyrazi się w jej dojrzałych latach, a tymczasem niepoznany męczy ją w relacjach i prostej komunikacji. Przyszła do mnie pytając, jak ma nauczyć się słówek, bo jej uciekają z głowy. Poradziłam: zaakceptuj ten wir, zaufaj, presja w twojej głowie, że musisz się wyrazić w sposób narzucony, nie jest dla ciebie, szukaj sposobów wyrażania się, które są oryginalne, twoje.

Gdy widzimy, że powiązania z innymi językami czy kulturą to coś więcej niż nasze poprawne wysławianie się czy dogłębne poznanie gramatyki, nabieramy dystansu. Zwracajmy uwagę na to, jak bardzo lęk przed mówieniem, wyrażaniem się, szlifowaniem gramatyki do upadłego jest powiązany z poczuciem ofiary w nas i przemyconym z poprzednich pokoleń strachem przed obcymi. Zamiast z drżącą ręką przerzucać następne kartki zeszytu, często radzę by w tym czasie zająć się sobą, zadbać o swoje poczucie wartości, uwierzyć, że jesteśmy wartościowi tak, jak stoimy, już dziś, nie od jutra. Według mnie większość słów, rozmów, dialogów, monologów wypowiadanych na tym świecie nie ma żadnego znaczenia i jest intelektualną papką. Być może już dawno nie masz z tym kontaktu i przechodzi to przez ciebie jak zeszłoroczna mgła. Zaufaj swojej wewnętrznej ciszy i zobacz jak z tego miejsca chcesz być widziany i jakich ludzi – niezależnie od nacji - chcesz przyciągnąć. Nie wstydźmy się też akcentu słowiańskiego w obcym języku, bo to znak naszej tożsamości, z której trzeba być dumnym, a nie ukrywać tego. Uczenie się obcego języka powinno kojarzyć się jak niesamowita podróż dookoła świata. Jeśli pojawiają się negatywne emocje, to okazja by spojrzeć głębiej, skąd wynika motywacja i czy tak naprawdę nie lepiej po prostu zająć się czymś innym. A jeśli potrzeba nauczenia się języka wraca do nas uparcie, warto znaleźć jak najbardziej przyjazną dla nas metodę, chwycić lasso i zająć się niepokorną kobyłą.

POWODZENIA!


Najpierw w: FB, 25 grudnia 2015

Agnieszka Kowalińska

Komentarze: 36

[foto]1. Dziękuję • autor: Przemysław Kapałka (2015-12-28 19:19:30)

Dziękuję za ten tekst - ja, który trzy języki znam w różnym stopniu, ale żadnego w takim, który by mnie zadowalał. Jeśli kiedyś wrócę do nauki, wrócę do tego tekstu.

2. Jeśli zajmujesz się tłumaczeniami • autor: (2015-12-28 20:41:10)

Agnieszko, sympatyczny tekst, motywujący, miejscami dający do myślenia.
Czy jesteś jednak świadoma, że robisz typowe drobne błędy w języku polskim? Jeśli tak, to O.K.  :)
Pozdrawiam


od Agnieszka: czy ja mogę tak komentować? bo chyba coś nie rozumiem jak mogę inaczej:) dzięki za komentarzjestem świadoma że robię błędy, ale nie jestem świadoma konkretnie gdzie one:)nie napawa mnie to dumą, ale też nie robię nic w tym względzie bo to nie mój talent... są ludzie, którzy świetnie takie teksty poprawiają i jeszcze mają w tym frajdę (ten tekst a propos był poprawiony i z tego co widziałam to błędów interpunkcyjnych i stylistycznych było cało mrowisko:)ja chętnie przekazuję ideę, płynę wraz z energią, słowem... ja tańczę pisząc...kreuję, bawię się... nie zwracam uwagi na normy i ustalone formy (w żadnym języku) bo to nie mój świat:).. jestem typowym dyslektykiem, przestawiam wyrazy, litery, nie umiem zapamiętać reguł.... no i przestałam się tego wstydzić:)mam nadzieję, że kiedyś będę miała na stałe koło siebie edytora, który będzie usuwał z moich tekstów rażące błędy aby nie drażnić moich czytelnikówa że pisać lubię, będzie mnie więcej:):)

3. niespełnienie językowe • autor: Jerzy Pomianowski (2015-12-28 21:50:15)

W dzieciństwie (szkoła średnia) byłem pewien że koniecznie muszę znać język chiński, bez którego będę niepełny. Żaden inny, tylko chiński.Jakaś stara karma zapewne. Rodzice zmuszali mnie do angielskiego którego nie nauczyłem się nigdy w przyzwoitym stopniu.
W owych czasach nauka chińskiego była w Polsce niemożliwa, więc cierpiałem aż do starości gdy zapisałem się na takowy kurs. Świetnie mi szło. Szkoda, że po roku kurs zlikwidowano. Zostałem więc z rosyjskim, słabym niemieckim i angielskim na poziomie czytania tekstów z mojej branży. Trochę po chinsku też się dogadam, choć większośc zapomniałem, a kiedyś dawałem radę czytać chińskie blogi. No szkoda.


od Agnieszki: ja zachęcam jednak by jeśli nie dziś to do chińskiego kiedyś powrócić... to może być fascynująca przygoda, która może otworzyć wiele drzwi do nowych światów..

[foto]4. Chiński • autor: Przemysław Kapałka (2015-12-28 21:56:07)

Chiński jest podobno łatwy?

5. łatwy i piekielnie trudny • autor: Jerzy Pomianowski (2015-12-28 23:12:01)

Jest łatwy na poziomie podstawowym. Niema żadnej fleksji, odmian przez przypadki, czasów, końcówek do wkuwania. Proste schematy zdań pytających, oznajmujących. Każde słowo ma tylko jedną formę gramatyczną bez względu na czas, rodzaj, czy przypadek. Niema pojęć abstrakcyjnych, typu przyjaźń, miłość, wiedza, wolność, wiara itd. Wszystko to musi być podane opisowo. Nie ma znaków interpunkcyjnych, pojęcie zdania raczej nie istnieje. Zdanie to cała wypowiedź. Może być długie na 50 stron, albo jednowyrazowe. Zdanie może być bez podmiotowe (jak w polskim). Np hao re! (ale gorąco!).
Już na stopniu średnim chiński jest bardzo trudny. Tak zwane "aspekty", ′klasyfikatory", Niezwykle zawikłana składnia, gdzie ostatnie słowo pierwszej wypowiedzi jest pierwszym słowem następnej.
Nie mniej, faktycznie porozumienie na podstawowym poziomie jest łatwiejsze niż w większości języków.


od Agnieszki: FASCYNUJĄCY!

[foto]6. Karma • autor: Przemysław Kapałka (2015-12-30 20:43:02)

Mnie niemalże do wzruszenia doprowadza język ukraiński. Prawdopodobnie wiąże się to z tym, że na Ukrainie miała miejsce jedna z moich ważniejszych inkarnacji. Natomiast organiczną niechęć mam do francuskiego. Nie znoszę tej wymowy, a na prawie 20 języków, w których śpiewałem, ten jest jedynym, w którym nie potrafiłem. Tego nie potrfię wytłumaczyć, Francuzem chyba też byłem.

[foto]7. do Przemysław Kapałka • autor: Agnieszka Kowalińska (2016-01-01 16:49:30)

proszę bardzo! niech służy!
przyczyn dlaczego coś lubimy lub nie zapewne jest wiele, ja lubię pracować z uświadamianiem sobie na ile "nauka-nieuka" języka zabiera nam energię życiową i czy warto.... jeśli nie lubisz francuskiego i przechodzisz nad tym do porządku dziennego to nie ma tematu... ale jeśli ktoś "jest wołany" przez język, często powraca myślami, że chciałby się nauczyć lub uczy się ale mu ciężko to wtedy lubię wejść ja:)
albo inny przykład (bardzo typowy) uczymy się angielskiego i mówimy sobie - jak się go dobrze nauczę to na deser zajmę się n.p. francuskim... tym czasem ja poradziłabym by odwrócić sytuację - zacząć się uczyć francuskiego, bo to może przynieść pokłady takich energii, które pomogą nauczyć się obydwu języków
robienie coś z pasji jest niewyczerpalnym, samoodnawialnym źródłem energii, za to by robić coś pod presją/przymusem wymaga od nas ciągłego odpoczynku i zasilania z innych źródeł...
dziękuję za komentarz!

[foto]8. Wielojęzyczność • autor: Wojciech Jóźwiak (2016-01-02 10:54:37)

Mnie fascynuje (i budzi zazdrość) w ogóle wielojęzyczność. Wśród  "obywateli" Taraki jest mnóstwo osób co najmniej dwujęzycznych. Prócz "tytułowej" Agnieszki: Krzyś Wirpsza, Łukasz Łuczaj, Jacek Dobrowolski, Robert Palusiński (wszyscy +angielski), Alina Michalik (+niemiecki). --- Wyliczam tych/te, których mam "pod ręką" w głowie. Dwu/wielo/języczność to jednocześnie dwu/wielo/kulturowość. Dwu/wielo/języczność widzę też jako konieczne wyposażenie Nowoczesności. Móc swobodnie się "ekspresować" w dwóch lub więcej językach -- to jakby przynależność do jakiegoś lepszego-wyższego gatunku człowieka. To jest ogromny atut! Który potrafi docenić chyba tylko ten, kto go nie ma. (Jak w Inwokacji Mickiewicz ojczyznę Litwę.)

[foto]9. Wojciech Jóźwiak • autor: Agnieszka Kowalińska (2016-01-02 11:03:31)

zazdrość to niewyrażona pasja! a więc pozostaje mi życzyć Ci Wojtek na rok 2016 zaopiekowaniem się i realizacją swoich marzeń! ahoj!

[foto]10. Bez przesady • autor: Przemysław Kapałka (2016-01-02 19:51:21)

Dobrze jest być wielojęzycznym, ale czy to lepiej, niż być na przykład wielodyscyplinarnym? Ja zawsze stosowałem zasadę, że aby uczyć się języków obcych trzeba mieć o czym mówić. Podoba mi się też to, co napisał Leszek Żądło - czy pożytek z dogadania się z obcokrajowcem może być większy niż pożytek z dogadania się z samym sobą? Chciałbym być wielojęzycznym, ale nadal uważam, że dobrze zrobiłem, poświęcając więcej uwagi innym sprawom.

11. czy jest potrzebny "język ojczysty"? • autor: Jerzy Pomianowski (2016-01-02 20:34:43)

Z tą wielojęzycznością  bywa dziwnie. Nasza wielojęzyczna "pani od chińskiego" kiedyś przyznała, że właściwie nie zna żadnego języka w stopniu bardzo dobrym. Nie wiem na czym polega doskonała znajomość języka, zapewne na możliwości równorzędnej rozmowy na tematy trudne z wysoko wykształconym cudzoziemcem?
W każdym razie języka ojczystego (kantońskiego) niemal zapomniała, w szkole musiała uczyć się oficjalnego chińskiego, i egzamin zdała jako tako.Ponieważ pochodzi z Hongkongu, dobrze opanowała angielski który uważa za swój główny język w mowie i piśmie. W pewnym stopniu znała też niemiecki, gdy wybierała się na studia do Niemiec.
Jesteśmy przyzwyczajeni do sytuacji gdy zna się dogłębnie przynajmniej jeden język i jednocześnie uważa się go za ojczysty. Jak widać, bywa inaczej.

[foto]12. Nie znać żadnego języka? • autor: Wojciech Jóźwiak (2016-01-02 20:46:45)

Gdy byłem na studiach, poznałem pewnego rówieśnika z Górnego Śląska, który był anglistą, po polsku mówił, ale miewał problemy z wysłowieniem się i uzupełniał zdania po angielsku. Być może wtedy nie znał żadnego języka całkiem, bo angielski miał ze studiów, polski rozmyślnie lekceważył i go się nie nauczył, a śląski dialekt (z całym szacunkiem) nie jest pełnosprawnym językiem. To było 40 lat temu i nie znam dalszych losów tego studenta.

13. cieżka praca nie zastąpi uzdolnień • autor: Jerzy Pomianowski (2016-01-02 22:22:14)

Kiedyś pytano Polańskiego, jak on to robi, że mówi po polsku bezbłędnie i  bez śladu obcego akcentu mimo wielu lat pobytu na Zachodzie,  podczas gdy typowi Polacy wracający po paru latach "ze zmywaka" bełkoczą:  "jak to sze mówi po polski?".
Odpowiedział, że widocznie oni nigdy naprawdę  nie znali polskiego.
Prawdopodobnie prawdziwa wielojęzyczność jest dostępna tylko nielicznym osobnikom, z mózgiem tak obszernym by pomieścić parę całkowicie odrębnych systemów językowych z wersją potoczną, literacką, dogłębne wchłonięciem obcych kultur z  ich kanonami literackimi.
Duży sukces stanowi niemal równorzędne posługiwanie się językiem ojczystym, i jakimś drugim.
Wszyscy pozostali "mówią swobodnie" dzięki niskiemu poziomowi samokrytycyzmu.
W sumie - nie ma co się sprężać. Jeden obcy porządnie i parę jako tako, powinno wystarczyć każdemu.


[foto]14. Jak było z językami w historii? • autor: Wojciech Jóźwiak (2016-01-02 22:44:10)

W pierwszej połowie XIX wieku i później, przeciętny wykształcony Polak czyli ziemianin znał: (1) swój polski, (2) od niań i chłopów dialekt swoich sąsiadów, który zależnie od regionu często był nie-polski: białoruski, ukraiński, litewski, (3) łacinę ze szkoły, (4) język oficjalny czyli rosyjski lub niemiecki, przy czym w II połowie XIX w. niemiecki znał i tak, ponieważ stał się on w naszej części Europy wehikularny, (5) francuski jako ówczesny język wykształconej Europy. Zawsze mnie zdumiewało, że taki np. Towiański, hreczkosiej z zapadłej Żmudzi, jakiejś rosyjskiej prowincji, wsiada na wóz, jedzie do Paryża i tam rozwija szeroką działalność religijno-polityczną nie tylko po pol. ale i po francusku.
Pod koniec tamtego wieku zaczęto się uczyć angielskiego.
I jakoś ludzie sobie radzili, a nie było dzisiejszego przemysłu podręczników, szkół językowych, CD ani filmów, TV i wszechobecnych piosenek w obcych językach.
Tego naprawdę nie rozumiem: dlaczego dawniej można było znać języki MASOWO, a dzisiaj są z nimi takie kłopoty?
Btw. Niemożność nauczenia się języków więcej niż jednego jest jawnym zaprzeczeniem koncepcji Sheldrake′a o formatywnym rezonansie morficznym. Gdzie są te pola morficzne języków, skoro na mnie one nie działają?!

[foto]15. Jak było? • autor: Przemysław Kapałka (2016-01-03 14:28:01)

Po prostu tych języków się używało. ad 1, 2) wiadomo ad 3) nie wiadomo, jak było z tą łaciną, może ją umieli na odwal i zapominali po dwóch latach ad 4) to trzeba było znać, bo bez tego nic się nie załatwiło, ale na wioskach raczej tego oficjalnego języka nie znali ad 5) po francusku było w dobrym tonie rozmawiać nawet na polskich salonach. Dzisiaj też młodym, którzy są zalewani angielszczyzną ze wszystkich stron, jest łatwiej niż nam, którzy mieli ten język praktycznie tylko w szkole.

[foto]16. Zalewanie angielskim i mój z nim odwieczny problem • autor: Wojciech Jóźwiak (2016-01-03 17:11:01)

No właśnie. Angielski słyszymy nieustannie, głównie w piosenkach, lub w dialogach filmowych. I tu pojawia się mój odwieczny problem, wyjaśnienia którego dotąd nie znalazłem. Jestem (w dużym stopniu) głuchy na angielski. Mówiony tekst angielski odbieram jako niemożliwy do podzielenia na zrozumiałe słowa ciąg bulgotu. Dopiero jak ktoś specjalnie do mnie mówi, i robi to przesadnie wyraźnie, to coś zaczyna do mnie docierać. Lepiej gdy nie-native, bo natiwów nie rozumiem w ogóle, najmniej Amerykanów. Ich blaszane dźwięki (jakby zniekształcane przez filtr do "gramofonowej mowy") w ogóle omijają mój aparat percepcyjny.
Gdyby w piosenkach i w dialogach był z taką (jak ang.) częstotliwością włoski, francuski, grecki, nawet niemiecki -- znalibyśmy te języki przez dyfuzję i osmozę.
Czy ktoś wie, ktoś badał, na czym to zjawisko polega? I czy to jest tylko mój odosobniony defekt, czy większość Polków, może nawet Słowian, tak ma, tylko zaciskają zęby, milczą, cierpią i usiłują...

17. może audiolog coś wymyśli? • autor: Jerzy Pomianowski (2016-01-03 18:08:25)

Czytałem książkę pewnego angielskiego językoznawcy w której opisywał swoje męczarnie. Nastąpiła u niego powolna utrata zdolności rozpoznawania spółgłosek. Akurat z jego rodzimym angielskim szło mu najgorzej. W książce opisywał swoje wrażenia między innymi z Polski, gdzie miał gościnne wykłady. Rzucił uwagą, że polakom z podobną wadą może być wyjątkowo trudno. Jakoby polski był równie, albo bardziej ′niewyraźny" jak angielski.
Sprawę może wyjaśnić wykonanie audiogramu i wizyta u audiologa (nie u laryngologa!).
Znam ten problem niestety.

[foto]18. Witaj, bracie • autor: Przemysław Kapałka (2016-01-03 20:27:25)

Wojtku, ze mną jest to samo, choć może nie aż tak drastycznie. Mówiony angielski to dla mnie bełkot, już jako małe dziecko oglądając filmy rysunkowe dziwiłem się, że to jest w ogóle mowa. Tam, gdzie pies Hucklemberry (to chyba tak się pisze) śpiewał Oh, my darling, ja słyszałem O madaling  (czytaj dokładnie tak, jak napisałem), w piosence ze słowami O, no, John, no, John, no, John, no ja słyszałem O, nuńdzia, nuńdzia, nuńdzia, nun, w pozostałych tekstach słyszałem tylko zaciągania i zawodzenia. Teraz jako tako kojarzę, ale niewspółmiernie mało w stosunku do tego, co włożyłem w naukę tego języka i niewspółmiernie mało wobec tego, jak mi szła nauka niemieckiego (który nota bene już prawie zapomniałem). Tyle, że czytając angielskie teksty też nie mogę załapać ich specyficznego szyku słów i znaczenia słownych zbitek. Kiedyś pewnie wezmę się za ten język solidnie, ale ta perspektywa na razie się oddala nie będę pisał, dlaczego.

@Jerzy: kompozytor Franciszek Liszt, który był Węgrem i uważał się za Węgra, nie znał języka węgierskiego. Wcześnie wyjechał z kraju i zapomniał tego języka. Ciekawe, że mimo swoich patriotycznych deklaracji nie uznał za stosowne się go nauczyć.


[foto]19. Liszt • autor: Wojciech Jóźwiak (2016-01-03 20:35:14)

...Ale to były czasy, kiedy Węgrzy mieli problemy z narodową i językową tożsamością, urzędowa była łacina lub niemiecki, można też było czuć się Węgrem i mówić np. po słowacku, chorwacku albo serbsku.

20. badanie • autor: Jerzy Pomianowski (2016-01-03 21:05:51)

Prosty test. Niech asystent zasłoni usta kartką i wymawia na przemian:
b,p
d,t
k,h
f,s
Reszty nie pamiętam.
Odróżniamy w 100% czy nie?

[foto]21. @Wojciech, @Jerzy • autor: Przemysław Kapałka (2016-01-03 21:23:00)

@Wojciech: Sam Liszt swoją nieznajomość węgierskiego uważał za skandaliczną. A to, o czym piszesz, zmieniło się jeszcze za jego życia, kiedy Austria przekształciła się w Austro-Węgry.

@Jerzy: To zależy od tego, czy wymówi je poprawnie. Ja słuchem rozpoznawałem, czy pisać h czy ch, a nawet, czy óż czy rz - w przypadku słów, które znałem, zapamiętywałem ich brzmienie, a w przypadku słów, które słyszałem po raz pierwszy, tym się kierowałem i zazwyczaj wychodziło źle bo ludzie to wymawiali niezgodnie ze wzorcami, które miałem zakodowane.

22. owszem, coś w tym jest • autor: Jerzy Pomianowski (2016-01-03 22:03:12)

Faktycznie, nie wziąłem tego pod uwagę. Przypuszczam, że w teście chodziło o "ch", a nie  "h". W takich badaniach używa się jednak słów bez związku, lub raczej  pojedynczych dźwięków (fonemów?), by wykluczyć domyślanie się i trafne zgadywanie.
Nie zdajemy sobie sprawy z tego że większość słów rodzimych odbieramy nieczysto i ich brzmienie mózg odtwarza z kontekstu.
Inaczej jest z językiem obcym.

23. Audiogram • autor: stefanurynowicz (2016-01-05 20:04:30)

robiłem w badaniach okresowych. Można powiedzieć, że prawie doskonały. Tony odróżniam znośnie,  co mi pozwala basować z nut. Natomiast niemieckiego uczyłem się przez 7 lat i prawie nic nie rozumiem. Czasami mnie drażni, a czasami zastanawiam się "czy to naprawdę niemiecki? ". To zależy od sposobu wymowy. Inaczej czuć "ichlibedich" a inaczej "isz libe disz ". W pierwszym wypadku mowa jest całkiem przyjemna. W drugim, brzmi jak rozkaz albo wyrzut. 
Odmiennie jest z angielskim. W dzieciństwie bardzo go lubiłem. Być może za sprawą filmów o Dzikim Zachodzie. Podobno pierwszym moim słowem na widok księżyca było "mun". Nikt w domu nie mówił po angielsku. Czym bardziej dorastałem, tym bardziej go nie lubiłem. Obecnie drażni mnie jego nawał w mediach. Boli mnie wbijanie go w wypowiedzi. Śmieszą "polskie" piosenki napisane po angielsku i śpiewane w Polsce przez "polskich" wokalistów. Rozumiem odśpiewanie oryginału, ale silenie się na angielski, to żenada. 
Nie wiem, czemu tak się dzieje. Miniona pamięć? Wyczuwanie kolonizacji? Angielski wydaje mi się znacznie łatwiejszy od niemieckiego,  ale mój mózg się przed nim broni.
Rosyjski (właściwie ruski i pokrewne) dość swobodnie traktowałem i swobodnie się dogadywałem z rówieśniczkami.  :)  Wydaje mi się śpiewny, lekki. Dawno jednak z niego nie korzystałem. 
Może to nie audiogram trzeba by zrobić a tomograf?  Albo pogadać z psychiatrą? Bo Żona mówi,  że słuchu nie mam za grosz. :)

24. zbadać nie zaszkodzi • autor: Jerzy Pomianowski (2016-01-05 20:53:46)

Nie wiem jak to z tym do końca jest. W każdym razie długo chodziłem po gabinetach zanim wykryto w czym problem. Taka wada objawia się albo jako ostry spadek słyszenia powyżej 1kHz i wtedy laryngolog w zwykły sposób to rozpoznaje, albo jako bardzo wąskie "piki ujemne" w pasmie słyszenia, które w pobieżnym badaniu wygląda prawidłowo.
Nawet gdy miałem to coś mocno zaawansowane, to nadal normalnie słyszałem muzykę, teksty z telewizji i rozmowę telefoniczną. Natomiast języki obce (angielski najpierw) zlewały mi się w bełkot. Również źle, albo bardzo źle rozumiałem po polsku jeśli w pomieszczeniu był pogłos (sala wykładowa). Traciłem też zdolność do rozmowy gdy obok włączony był telewizor.
Potem było jeszcze gorzej. Rozumieniem mowy zajmują się audiolodzy, a nie laryngolodzy. Do audiologa trafiłem dopiero na końcu.
Możliwe, że są też zupełnie inne, psychologiczne przyczyny problemów z obcą wymową. Rozpoznawaniem spółgłosek steruje ponoć wyspecjalizowany ośrodek w mózgu. Może tam coś nie grać.

25. Ósmy nerw. • autor: stefanurynowicz (2016-01-06 09:32:21)

Czuję niewłaściwe działanie siódmego twarzowego, prawego. Ósmy przechodzi razem z nim przy uchu.  Może także ma jakiś ucisk. Do tego zależny od wielu zmiennych.  Raz blokuje,  raz nie. Bo zdarza mi się gubić tonację. 

Jakby nie patrzeć, układ nerwowy. Może nawet centralny?

[foto]26. Automat do nauki języka? • autor: Wojciech Jóźwiak (2016-01-06 19:39:27)

Ciekawe, czy przy obecnej technice dałoby się zbudować automat (program komp.) do nauki języka?
Musiałby mieć fono-analizator rozpoznający mowę -- ale podobno takie już są. I program do prowadzenia konwersacji -- też takie są. No i jakieś "drzewo" możliwych ćwiczeń, pytań i odpowiedzi. Musiałby jeszcze umieć rozpoznawać jakieś minimum sensu w błędnych wypowiedziach ucznia, żeby móc go poprawiać.
Zamiast gonić za jakąś abstrakcyjną ogólną AI (która jest nieosiągalna, tak wierzę) fachowcy z tej branży mogliby taki autotutor zbudować, na początek może być prosty.

27. stare dobre podręczniki • autor: Jerzy Pomianowski (2016-01-06 21:41:32)

Może trzeba poszukać starych podręczników? Takich mocno starych, kiedy jeszcze pisali  je hobbyści, entuzjaści języków. Pisali by czegoś nauczyć, a nie odwalić fuchę  w ramach grantu oświatowego. W dawnych czasach ktoś kto miał nagle wyjechać w interesach do Norwegii, nie miał czasu ani ochoty na dogłębną naukę.  Kupował  jakiś "podręcznik do norweskiego" liczący 100 stron, i tam było wszystko co jest w życiu potrzebne na początek.
Mam podręcznik gramatyki polskiej dla Niemców. Niezbyt gruba broszura z XIX wieku. Najdziwniejsze łamańce są tam wyjaśnione całkiem prosto. Chyba żadnej "teorii" tam nie ma. Zdanie po polsku, jego niemiecki odpowiednik, i wyjaśnienie które formy są wzajemnie równoznaczne.
Gdyby nie mróz, to bym wziął latarkę i poszukał tego dzieła na strychu.

[foto]28. A pytałeś • autor: Przemysław Kapałka (2016-01-08 12:30:03)

A pytałeś jakiegoś Niemca, co on sądzi o tym podręczniku?

[foto]29. Do Wojciecha Jóźwiaka • autor: artur olczykowski /Artur Olczykowski (2016-01-09 03:31:35)

Czasami jest to problem braku osłuchania się i złych metod nauczania. Dopiero po kilku latach pobytu za granicą i ciągłym, długotrwałym wystawieniu na angielski (radio, telewizja, praca) zlepki wyrazowe zaczęły jawić mi się jako konkretne zdania. W Polsce niestety wciąż dominują systemy nauki oparte na gramatyce i pisowni z małym albo żadnym naciskiem na osłuchanie się z językiem i rozmowę. Osoby uczące się języka w wieku dorosłym mają jeszcze bardziej utrudnione zadanie, bo nawet poznając dobrze język obcy nigdy nie będą w stanie mówić bez obcego akcentu, choć to najmniejszy problem, bo nikt nie musi mówić z doskonałym akcentem. Zazdroszczę swojej córce, która jest dwujęzyczna w prawdziwym tego słowa znaczeniu i nie znając jej nie zgadniesz, czy jest Angielką, czy Polką :-)
Zastanawia mnie też inna kwestia: znane są przypadki, że osoba po urazach czaszki potrafiła doskonale mówić w nieznanym sobie w normalnym stanie języku, co świadczyłoby, że to wszystko, co słyszymy, a więc filmy w języku obcym itp. jest gdzieś w mózgu magazynowane i możliwe do użycia, gdybyśmy tylko potrafili znaleźć sposób - celowe urazy głowy odradzam :-)

30. języki obce a... • autor: (2016-01-15 10:01:12)

języki obce a w wszczególności angielski jest raczej już standardem w nauce. Choć każdy z nas ma inne predyspozycje to uważam, że jest łatwa gramatyka angielskiego. Sama wiem z własnego doświadczenia, że w szkole to mi się średnio chciało uczyć http://www.portalkujawski.pl/index.php/component/k2/item/7319-dlaczego-angielski-wciaz-nr1-wsrod-jezykow-obcych a dopiero później życie mnie zmusiło :D

[foto]31. Sila angielskiego. Język w komputerze • autor: Wojciech Jóźwiak (2016-01-15 11:32:04)

Ciekawy artykuł (Marysiu Paproć!), chociaż reklamowy szkoły języków, widać reklamówki też można zrobić interesująco. Ale polski "nigdy nie przejawiał cech języka uniwersalnego i popularnego wśród obcokrajowców jak było to w przypadku języka rosyjskiego" (jak tam napisano) nie dlatego że jakoś tak chciał, tylko dlatego, że przez 123 lata Polski zwyczajnie nie było, a długo potem jej istnieje też było wątpliwe. Popularność języka jako obcego jest proporcjonalna do siły państwa mówiącego tym językiem. Angielski jest silny siłą najpierw imperium Brytyjskiego, następnie Amerykańskiego. Dlatego można prognozować, że coraz popularniejszy będzie chiński.
Chociaż wielką barierą jest pismo, nawet miedzy słowiańskimi (tak podobnymi!) pisanymi łacinką a pisanymi cyrylicą jest ta bariera, a co dopiero mówić o chińskich "charakterach".

W najbliższych dziesięcioleciach wejdzie szeroko automatyczne tłumaczenie. Obecny auto-tłumacz googlowy będzie przy auto-tłumaczach (niedalekiej) przyszłości jak telefon na korbkę przy komórkowcach. Myślę, że to będzie największa czekająca nas techniczna rewolucja.

Tu mam pytanie: czy dziedzina wiedzy/nauki na temat komputerowych/algorytmicznych tłumaczeń ma jakąś określoną NAZWĘ?
Gdybym wiedział jak to się nazywa, łatwiej byłoby mi znaleźć w Sieci coś o tym.

[foto]32. Ten straszny angielski once again na przykładzie • autor: Wojciech Jóźwiak (2016-01-19 17:11:46)

" Given a time machine, Hawking named Galileo as the scientist he would travel back in time to meet. "
--- Powyższe zdanie przeczytałem w artykule pt. "Most threats to humans come from science and technology, warns Hawking".
Całkiem poprawne zdanie angielskie i jego znaczenie jest jasne: "Hawking powiedział, że gdyby miał maszynę czasu, to najchętniej odbyłby podróż w przeszłość, aby spotkać Galileusza -- właśnie jego."
Problem w tym, że szyk, konstrukcja tego zdania łamie wszystkie polskie nawyki. Słowa idą w zupełnie innej kolejności. Czy tego uczą w szkołach lub na kursach ang.? Ja mam wrażenie, ze to jest taka wiedza, która jest pomijana i pozostawiana własnej domyślności kursantów.
Podobnie jak w rosyjskim masz się sam/a domyślać, gdzie leży akcent.
Albo w hebrajskim, jakie (niewidoczne w piśmie) samogłoski są pomiędzy napisanymi spółgłoskami.
Albo w angielskim, jak masz odczytać "enough".

33. makabra języków bezfleksyjnych • autor: Jerzy Pomianowski (2016-01-19 20:40:25)

Jednak niemiecki jest normalniejszy. "trzeba się liczyć z gołoledzią" jest dosłownie przekładalne na niemiecki (rechnen mit). Problemem są przekłady z języków fleksyjnych na bezfleksyjne, operujące w zamian składnią i idiomami.
Całkowicie oderwane od wymowy jest pismo chińskie, wskazuje wyłącznie znaczenie. Nawet nie ma chińskiego słowa oznaczającego "czytać". Książki się "ogląda", tak jak telewizję, malarstwo, czy film w kinie.

[foto]34. Język czy języki chińskie • autor: Terravis Wiktor Rumocki (2016-01-20 07:11:33)


Pismo chińskie a konkretnie znaczenie poszczególnych ideogramów jest tym co spaja Chiny i ludzi uważanych za etnicznych Chińczyków (Han). Jeśli chodzi o mowę, to dialekt chłopa z południowego Syczuanu może się różnic od oficjalnego mandaryńskiego w podobnym stopniu co polski od rosyjskiego.

[foto]35. Język czy języki chińskie • autor: Terravis Wiktor Rumocki /Splendor Solis (2016-01-20 07:11:33)


Pismo chińskie a konkretnie znaczenie poszczególnych ideogramów jest tym co spaja Chiny i ludzi uważanych za etnicznych Chińczyków (Han). Jeśli chodzi o mowę, to dialekt chłopa z południowego Syczuanu może się różnic od oficjalnego mandaryńskiego w podobnym stopniu co polski od rosyjskiego.

36. chińska wieża Babel • autor: Jerzy Pomianowski (2016-01-20 09:37:47)

Na terenie Chin używa się kilkunastu języków chińskich całkowicie wzajemnie nie zrozumiałych. Nie dialektów, lecz zupełnie różnych języków. Stąd obowiązkowa (niezbyt skuteczna) nauka mandaryńskiego, czyli "putonghua" (wspólna mowa). Tylko kilka języków chińskich można wyrazić pismem chińskim (mandaryński, kantoński, pekiński i szanghajski), pozostałe są tylko mówione.
Nie jest prawdą, że każdy chińczyk obojętne jakim językiem mówi, zawsze potrafi zrozumieć tekst mandaryński. Zbyt duże są różnice w składni i gramatyce. Co gorsza słowa o tym samym znaczeniu są często zapisywane różnymi znakami w różnych językach chińskich. Sprawę dodatkowo komplikuje używanie innego zestawu znaków np w Hongkongu i na Tajwanie (pismo tradycyjne), a innego w ChRL (pismo uproszczone).
Współczesny chińczyk nie jest w stanie zrozumieć starożytnych tekstów, i między innymi  w tym właśnie celu w ChRL zreformowano pismo.

[foto]37. Niesamowity zbieg okoliczości • autor: Alicja_Liv /ALiv (2016-01-24 00:01:19)

(oczywiście wiemy że takowe nie istnieją;)) Jestem dzieckiem dwujęzycznym polsko-angielskim, natomiast już od kilku miesięcy zastanawiam się właśnie, którym z języków porzuconych kiedyś powinnam się teraz zająć! A tu ten artykuł wpadł mi w ręce! chyba na potwierdzenie moich planów. Niemiecki i szwedzki rozumiem w jakichś 30 procentach i jakieś tam ograniczone zdanie złożę. Rosyjski w około 50%, a nawet się dogadam najprostszym rosyjskim. Francuski i niemiecki to języki moich przodków, i w sumie jakis jakby obowiązek mam żeby trochę je rozumieć. Mój dziadek władał 8 językami, jeśli liczyć łacinę i grekę, ciotka czterema...A ja po prostu uwielbiam brzmienie nieznanego mi języka, mogłabym słuchać godzinami. Wciąż nie mogę się zdecydować czy to teraz niemiecki będzie czy rosyjski! Jeśli chodzi o chiński, uczę obecnie chińskich studentów i zapytałam o naukę tego języka. Powiedzieli, że rozmawiać nauczę się w 2 lata, a pisać musiałabym sie uczyć przez resztę życia! Umiem więc tylko powiedzieć ′koniec lekcji′; ale uwielbiam wyuczać się prawidłowej wymowy ich imion (jak i innych studentów, np z krajów arabskich) i ich zaskakiwać, czytając listę obecności :)