Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2013-11-24

Katarzyna Urbanowicz

Jestem bogiem
czyli afirmacje kosmicznej świadomości

         Ostatnio cierpię na bezsenność więc po kilku dniach przewracania się z boku na bok i porannych próbach dobudzenia się i doprowadzenia do stanu używalności rozmaitymi metodami w rodzaju „herbatki pobudzającej na nowy dzień” (z piekielnym dodatkiem szczypiącego imbiru wzmocnionego chyba chili lub pieprzu z dodatkiem nie wiedzieć czemu cynamonu), wychodzenia do sklepu po gazetę w stanie półsnu i innych torturach, o których nie wspomnę, żeby zachować normalny rytm dnia, postanowiłam zastosować metody działające nie tylko na moje ciało, ale na moją duszę.

         Pierwsze, co wpadło mi w oczy, to rapujący zespół Paktofonika (słowa tekstu wyświetają się w obawie, że marna dykcja rapera nie pozwoli nic zrozumieć – p.t. „Magik” ale o magiku tam ani słowa, za to bezustannie powtarzana fraza „jestem Bogiem”. – co można posłuchać i obejrzeć tekst

http://www.youtube.com/watch?v=vKr3YJ3_j8g&feature=share

          O, to coś dla mnie, pomyślałam, Bóg z rana niezależnie od tego czy pisany z dużej, czy z małej litery jest na pewno pobudzający, inspirujący i wszechmocny (nawet jak nazwiemy go oszukańczo na początku magikiem i zataimy dane osobowe wykonawcy w trosce, żeby ksiądz w niedzielę nie wygonił z kościoła, a w przyszłości nie odmówił kościelnego ślubu i pochówku na starość). Niestety, przykrość mnie spotkała ogromna – ten bóg rapera, mimo, że pisany z dużej litery wcale nie jest wszechmocny. Umie i wie tyle, co raper, a więc parę brzydkich słów. Na wstępie deklaruje swoją niepoczytalność, dodając jednakowoż, że oszaleją za nim wszystkie p..., gdy poznają jego duszę (tu niedokładny rym) artysty. Tak jakoś zalatuje mi tu rajem wyznawców Mahometa, chociaż jesteśmy wiadomo gdzie. Potem, po deklaracji, że raper jest Bogiem, następują dwie strony zerżnięte żywcem ze słowników rymów dostępnych w internecie, a mianowicie spis wyrazów bez ładu i składu kończących się na –alny (z jednym wyjątkiem: wyrazu binarny). Potem refren: jestem Bogiem, ty też jesteś Bogiem (co szkodzi zanęcić słuchacza) i tak dalej aż do „sensacyjne seanse w bezsensie sens jest jedynym awansem, balansem...” co wykorzystuje oczywiście stosowane często w literaturze podobieństwo brzmień, tyle, że bez krzty sensu, nawet nie awansowanego do bezsensu, czy na odwrót.

         Wydawało mi się, że poranna afirmacja „JESTEM BOGIEM’ powinna mnie przynajmniej dobudzić, ale nic z tego. Postanowiłam więc szukać innej stosownej afirmacji, najlepiej z rodzaju tzw. kosmicznej świadomości, kalendarza Majów i innych takich mądrości zaopatrzonych w WIZJĘ CELU. Niestety, raper nie miał prawdziwej wizji celu (poza pewną częścią ciała panienek poddańczo kierowaną ku artyście) i dlatego jego afirmacja mnie nie obudziła. W przeciwieństwie do niego autorzy blogu o kosmicznej świadomości

http://monikaczyrek.blogspot.com/2013/08/men-niebieski-orze.html

są wręcz nią przepełnieni tak, że wylewa się z nich ta świadomość pełną strugą słowotoku. Niestety, słowotok ten, w przeciwieństwie do klipu rapera nie ma nawet cienia melodii, przemyślanego brzmienia ani przystępności, jest za to tak samo pozbawiony jak tamten sensu, a może jeszcze bardziej. Raper przynajmniej nie ukrywał, że o sens nie za bardzo dba deklarując na wstępie swoją chorobę psychiczną, autorzy afirmacji wyczyniają łamańce słowne, zgrzytające jak piasek w zębach i przeszkadzające zdecydowaniu w skupieniu się na treści afirmacji. No bo jakie wrażenia odniesie czyjeś ucho słysząc frazę: Dzięki Gai zostanę prze-trans-for-mo-wa-ny” Makabra! Albo: „Krocz bez obciążeń” Aż ucho się zwija od tej brzmieniowej agresji słownej. Gdzie tu magia i śpiewność słów poruszająca głębię duszy i kierująca człowieka ku światłu medytacji? Może się mylę, ale wszystkie kultury tzw. prymitywne, wykorzystujące w swoich zabiegach magicznych bębny, śpiew i taniec przywiązywały ogromną wagę do rytmu, a częstokroć i charakteru melodii,; zmieniały się one wraz z wkroczeniem w kolejną fazę, zawsze jednak były ze sobą splecione. Jak pięknie brzmią zaklęcia: „Z całą mocą zawartą we mnie, jako pragnę, tako niechaj się stanie” albo  „nie będziesz miał już więcej mocy nade mną”. Wiele z nich to piękne wiersze, a wiele pięknych wierszy jest po prostu zaklęciami.

         I jak w afirmacji wyrazić cudzysłów np. w wyrazie "ratownika"? No i nielogiczności: „bądź tym wszystkim, czym jesteś”  —  rozumiem, że jak już jesteś, to nie musisz znowu być, tylko zrobić coś innego ze swoim istnieniem, na przykład ujawnić się. Albo „obudź śpiewem melodię swojej pieśni serca!” — ładnie brzmi ale skoro istnieje pieśń serca (własnego) i ma (własną) melodię, którą należy przebudzić, to po co jakaś inna pieśń ma się mieszać do tego? Dwa grzybki w barszcz. Ale tak jest, gdy ktoś upaja się własnymi słowami, za nic mając logikę, składnię i melodię tekstu. Dobrze, że choć ortografię opanował.

         Niczego z rzeczy przypominających zaklęcia nie przeczytamy w tej „afirmacji kosmicznej świadomości”. Co więcej, jedna z podstawowych reguł psychologicznych mówi, że chcąc osiągnąć założony cel nie należy wypowiadać, a tym bardziej rozpamiętywać zdań negatywnych, tylko same pozytywne. Tutaj zaś proponuje się rozważania: „Czy jesteś czymś ponaglany, opętany jakąś manią? Czy twój pociąg do służenia innym nie przeważa nad troską o własne dobro? Czy czujesz się czasami opętany chęcią służenia ludziom lub odgrywania roli „ratownika" dla innych? Służący planecie często znajdują się pod wpływem tego cienia.”. Kojarzy mi się to z rachunkiem sumienia przed spowiedzią katolicką, a przecież afirmacja jest zakodowaniem w sobie pozytywnych wzorów, a nie wyrabianiem odruchów skruchy.

         I jak odebrać tekst, że kalendarz Majów informuje cię, że jesteś rzekomo jakimś „pracownikiem planetarnym”? Majowie byli starożytną kulturą zamkniętą, hermetyczną, nie do końca zbadaną i nie sądzę, żeby interesowało ich informowanie wszystkich Ziemian, że powinni poddać „gruntownemu sprawdzianowi swoje obecne otoczenie, pracę, stosunki towarzyskie i decyzje, a potem zapytaj siebie, czy są one wsparciem dla twoich wizji”

         Ezoteryka w naszym wydaniu (polskim, bo nie znam innego) w przeważającej mierze jest mieszaniną gadania bez sensu, upajania się własnymi słowami i własną mądrością, kulawym tłumaczeniem zagranicznych tekstów bez znajomości języka, odwołaniem do kultur, które nie żyły nigdy i nie żyją w nas (chyba, że za pośrednictwem amerykańskich filmów klasy B) za pomocą kilku pustych gestów. Podobnie jak obejrzany w blogu Michała Mazura lider rzekomo transowego zespołu trans ów wyraża za pomocą oblizywania językiem warg, co skłania do myślenia, że po prostu go suszy. Podobnie jak polskie czarownice epatujące plastikowymi płotkami na ścianach mieszkania i porcelitowymi kubkami w kształcie czaszek na półkach oraz groźbami, że jeśli ktoś za czary nie zapłaci, to czarownica na nim się zemści. Prymitywne, siermiężne albo przeciwnie, wydumane.

                  Gdzieś zapisałam sobie spis mechanizmów niektórych oszustw. Warto z nimi się zapoznać. W przytoczonych przykładach dominuje jeden:

         Im bardziej wypowiedź jest „głęboka” w sensie pustki, którą zawiera, tym łatwiej ktoś może „rozumieć” jej sens. Ogólnikowe, niejasne stwierdzenia mają większy wpływ na ludzi, łatwiej przekonują niż konkretne, oparte na przykładach wypowiedzi. Przeprowadzono nawet „astrologiczny” eksperyment formułując jeden „horoskop” i sugerując jego odbiorcom, że został specjalnie dla nich indywidualnie przygotowany. Większość z nich, bo aż 70 % było przekonanych o całkowitej zgodności tego horoskopu z ich ścieżką życiową. Eksperyment prowadziło jakieś czasopismo, więc nie obyło się bez złośliwości, wzór horoskopu zaczerpnięto z autentycznego horoskopu pewnego zbrodniarza, zresztą skazanego na karę śmierci, którą wykonano... To może także tłumaczyć większe powodzenie kogoś w rodzaju „wróża Macieja” niż autentycznego, poważnego astrologa.

         Nazwa „Babcia ezoteryczna”, którą przybrałam na potrzeby blogu miała ukazać moje zainteresowanie ezoteryką i skłonić do dostrzeganiu jej w naszym codziennym życiu. Niestety, im więcej czytam książek, im więcej informacji otrzymuję z internetu, tym mniej chce mi się wierzyć w jej istnienie. Większość to jeden szajs, prymitywne oszustwo i głupawe sugestie. Chyba zmienię się na „Babcię sceptyczną”.

Foto: Jerzy Płaczek

Katarzyna Urbanowicz

Komentarze: 3

[foto]1. "Jestem Bogiem", Paktofonika i "Magik" • autor: Michał Mazur (2013-11-24 16:19:09)

Tak mi się skojarzyło, bo dla mnie to mniej więcej czasy gimnazjum, gdy sporo luda słuchało Paktofoniki - "Magik" popełnił samobójstwo podobno pod wpływem narkotyków, i to tych klasyfikowanych jako "miękkie" - marihuana lub jej odmiany (a.k.a. "skun"). Ponoć zaostrzyły jego problemy psychiczne. 

"Bodzio" - pogadanka eks-narkomana o narkotykach
http://sbsin.wrzuta.pl/audio/0yPzE0U2lfK/

Mnie też kogoś ze znajomych zabrały

[foto]2. Głupio wyszło • autor: Katarzyna Urbanowicz (2013-11-24 17:28:57)

Faktycznie, głupio wyszło, ale ja ten klip obejrzałam dopiero parę dni temu i ktoś, kto go przypomniał nie wspomniał albo nie wiedział o śmierci rapera. O zmarłych nie mówi się źle, zwłaszcza, że afirmacja jemu nie pomogła, Niestety, babcie bywają tragicznie zapóźnione, wytaczają armaty przeciwko czemuś, co już dawno nie istnieje.

[foto]3. Nie, to nie... • autor: Michał Mazur (2013-11-24 20:13:52)

Nie, to nie o to chodzi że "głupio" czy też nie - bo każdy ma prawo czegoś nie wiedzieć. Nie każdy musi być fanem współczesnej muzyki.

Hmm, to coś jakby część większego problemu - i "Magik" też wpisywał się w pewien schemat. Jest bieda - nawet nie tyle materialna co moralna - poczucie braku zakorzenienia, osłabione więzi rodzinne... do tego też dochodzą inne patologie i coś brak statusu społecznego. Relacje społeczne, rodzinne oparte na fałszu i iluzjach - toteż uciekanie w inne iluzje np narkotyczne nie wydaje się takim osobom aż tak naganne... Zwłaszcza gdy tamte poprzednie okazują się być tylko iluzjami... Nie wiem czy dobrze to opisuję, bo to rzeczy które czuję raczej instynktownie niż ogarniam je rozumem. To taka "czarna dziura" która mnie przeraża.

"Kiedy spoglądasz na otchłań ona patrzy na ciebie".

Na Syberii z tej otchłani zrodziły się najstraszniejsze narkotyki - na czele z "Krokodylem". To coś zupełnie innego niż substancje znane do tej pory - on dosłownie zżera narkomanów, tworząc z nich coś na kształt zombie, także pod wzgledem wyglądu fizycznego.

Swego czasu w "Daily Mail" były zdjęcia tych co brali "Krokodyla" - na tyle drastyczne że nie ośmielam się ich tu podlinkować