Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2013-06-13

Wojciech Jóźwiak

Jeleń

Ofiara

Jeleń w kodzie naszej kultury jest zwierzęciem ofiarnym czyli przeznaczonym do złożenia w ofierze. Wszedł w tę rolę, chociaż u nas nie składano bogom ofiar z kozłów ani baranków, a jeśli już, to tak dawno, że się nie pamięta - widocznie któreś zwierzę na ofiary iść musi. W najbardziej znanym jelenim micie, beocki myśliwy Akteon podgląda nagą Artemidę w kąpieli, za co gniewna bogini zamienia go mściwie w jelenia, za czym nieszczęśnika, już jako zwierza, rozszarpują własne psy.


Artemis z jelonkiem

Instytucja składania ofiar jest dla nas, obywateli XXI wieku, jedną z najbardziej niezrozumiałych, niepojęte jest też, że najbardziej wciąż rozpowszechniona, zwłaszcza właśnie na Zachodzie, religia – chrześcijaństwo – zasadza się na pojęciu ofiary. (Judaizm i islam zasadzają się na czymś innym: na idei posłuszeństwa bogu; buddyzm na idei duchowego wyzwolenia; jak widać, niepodobieństwo tych religii leży u samych ich podstaw.) Dawny świat, tak chrześcijański jak i przedchrześcijański, ideą ofiary był jednak przeniknięty. Żeby coś zrobić lub złego uniknąć, należało przychylnie usposobić bogów, a to osiągano (w mniemaniu wyznawców) przez datek dla bogów. Im większa sprawa i większy i groźniejszy bóg, tym ofiara powinna być większa. Rzymianie stosowali ofiarę suovetaurilia, czyli ze świni (sus), owcy (ovis) i byka (taurus). Grecy znali hekatomby, czyli ofiary ze stu (hekaton) zwierząt naraz, gdy dla Zeusa, to wołów. Aby odciąć się od praktyki rytualnych uczt, podczas których ludzie podjadali mięso zwierząt złożonych bogu, Żydzi stosowali ofiarę całopalną, korban olah („wysyłanie z dymem wzwyż”), co Grecy przetłumaczyli jako holo-caustos, czyli „cało-palenie”.

Starożytne religie Śródziemnomorza nieustannie zajmowały się ofiarami, przy czym ofiary z ludzi nie całkiem zapomniano. „U świtu” chrześcijaństwa powstała idea, że Bóg (ten najwyższy i utożsamiany z żydowskim Jehową) składa gdzieś w przedwiecznych niebiesiech „ofiarę doskonałą” ze swojego syna, podobnie jak on sam boskiej natury, po czym go wskrzesza, przez co ów, zaznawszy ludzkiego losu – śmierci – staje się pośrednikiem między ludzkością a boskością. Ten dość abstrakcyjny mit (głoszony m.i. przez Pawła z Tarsu) wkrótce uzupełniono, opowiadając, iż ów syn Boga fizycznie się niedawno urodził, dorósłszy zebrał uczniów, o śmierć i to okrutną przyprawili go zdradzieccy żydowscy arcykapłani pospołu z popamiętanym od swych złośliwości Piłatem, po czym wstał z grobu i uniósł się z powrotem do nieba. Tak została napisana Ewangelia św. Marka, 60 lat po tych domniemanych wydarzeniach. Wszystkie te i inne ofiarnicze wątki polegają na przekonaniu, że to, co udaje się lub nie, ludziom, zależy od przychylnego lub nie nastawienia bogów, a żeby bogów sobie zaskarbić, trzeba im jakiś skarb-dar przekazać, i najlepiej coś, co jest wiele warte (jak wół) i żyje.

Odmianą ofiary była asceza, czyli ofiara składana bogom lub bogu z części własnego życia, czyli np. z jedzenia („nie będę jeść mięsa, pić wina...”), z wygody („nie obuję butów”), z luksusu („ubierać się będę tylko na czarno”), z seksu i posiadania potomstwa („ślubuje celibat”). W Indiach asceza przeplatała się z jogą; sławni jogini bywali zarazem skrajnymi ascetami, sama asceza zaś rozumiana jako ofiara miała tam mieć tak potężną moc, że przez nią można było wręcz zmuszać bogów do wygodnych dla siebie decyzji. Udręczający siebie jogin zyskiwał władzę nad bogami! Idee te jakoś przeciekły do polskiego romantyzmu-mesjanizmu, ślad ich jest w „Anhellim” Słowackiego, gdzie sybirscy zesłańcy, by wymusić na Bogu łaskę i odrodzenie dla Polski, sami siebie kolejno krzyżują. Ów Słowacki wzywał rodaków: „Lecz zaklinam - niech żywi nie tracą nadziei /.../ A kiedy trzeba - na śmierć idą po kolei, / Jak kamienie przez Boga rzucane na szaniec!...” Ów obraz Polaków samoofiarników wyszydza i absurdyzuje Gombrowicz w „Trans-Atlantyku”, gdzie jego dręczący się wzajemnie w tzw. polskim piekle rodacy dopingują się słowami: „jeszcześmy nie dość straszni”. A jeden z bohaterów, Tomasz, chce zabić syna (jak Abraham i Jehowa) właśnie by „strasznym się stać”.

O starożytnych ofiarach zapomniano, nikt u nas nie zarzyna bogom jagniąt (jak w cygańskim święcie Ederlezi) ani owiec, jak co roku muzułmanie; symbolika chrześcijańska też jest chyba dla większości niepojęta. Tymczasem jeleń jako ofiara składana... właściwie nie wiadomo komu, „ofiara dla ofiary”, trwa. Z niepojętego powodu myśliwi we wszystkich krajach uważających się za „cywilizowane”, wciąż zabijają jelenie i czynią to z wielkim ceremonialnym naddatkiem, co jawnie wskazuje, że nie o pozyskanie mięsa im chodzi ani o powieszenie wątpliwej ozdoby z rogów nad małżeńskim łożem, tylko o coś innego i większego: o archetyp i symbol. A tam, gdzie archetyp rządzi, rozum kładzie uszy po sobie.


Drzewo, które ożyło

Czym jeleniowate zasłużyły na tę rolę krwawo zabijanych ofiar? Przyczyna też nie jest realna, lecz symboliczna. Stało się tak, ponieważ jeleń, zwłaszcza jako samiec-rogacz, jest w symbolicznym myśleniu pośrednikiem i „spójką” (junkturą) między światem zwierzęcym a roślinnym. Jest zwierzęciem-drzewem. Albo drzewem, które ożyło po zwierzęcemu, oddycha, krwawi, je i ucieka. Zawiniły tu jelenie rogi, które wyglądają jak gałęzie, a zwierz sam jak pień gałęzisty, zwłaszcza gdy odpowiednio widowiskowo się upozuje. (W tym momencie myśliwemu emocje podnoszą serce do gardła, wstrzymuje oddech i zaciska odbyt, i z zachwytu – niektórzy mówią wręcz o miłosnym spełnieniu! – uśmierca go. Te akty ewidentnego sadyzmu, który w innym kontekście byłyby karane długim więzieniem, napędzają wielki przemysł: produkcję broni i optyki, organizację wycieczek, kolorowe pisma dla pijanych herosów… I wciąż są uważane za coś „szlachetnego”. – Wstręt jak przy pornografii.)

Jeleń jako ożywiona roślina-drzewo w dodatku jest bardziej roślinny niż by to się zrazu wydawało. Przecież te rogi mu rosną co wiosnę, niby wysiane zboże! Na jesieni służą mu do rozrodczych walk, a zimą zrzucane, niepotrzebne, jak liście z drzew lub suche badyle po jakimś grochu. Jeleń swoimi niby-roślinnymi rogami jak żadne inne zwierzę włączą się i wpisuje w roczny cykl wegetacji – rośnięcia, owocowania i zamierania; i uobecnia czy też ilustruje ów cykl. Ludzka mitologia bardzo lubi takie analogie, wręcz karmi się nimi.

Dalszego wglądu w istotę ofiary z jelenia dostarcza nam chrześcijański mit. Chrystus jest ludzką krwawą ofiarą, ale jednocześnie jest chlebem, czyli pożywieniem roślinnym. Na antypodach meksykański (indiański) lud Huichol (czyt. „łiczol”, słyszałem też wymowę „łiczoa”) utożsamił jelenia, kukurydzę i pejotl, podobnie jak chrześcijanie kiedyś utożsamili Chrystusa-ofiarę, chleb (jako pokarm) i wino (jako medium duchowego entuzjazmu). Darowanie bogom ofiar roślinnych wydawało się jakoś niekompletne, uzupełniono je więc ofiarami z istot zawierających krew: z ludzi lub zwierząt, a predestynowane było zwierzę, które samo ma coś z rośliny. Padło na jelenia, który ma rogi jak drzewo gałęzie i rosnące jak zboże w rocznym cyklu. To należy nałożyć na archaiczny wątek, w którym bóstwa lub ogólniej „moce” mające w opiece zboże, troszczyły się także o drzewa, lub duch drzewny troszczył się o zboże

Jelenia też łączy z drzewem wzgląd na wspólne obu połączenie majestatu – rogacz tak samo jak wielkie gałęziste drzewo nim emanuje – z użytecznością, która ujawnia się dopiero po gwałtownej śmierci majestatonoścy: kiedy drzewo jest zrąbane i pocięte na deski, jeleń ustrzelony i przyrządzony w kotlety.



Księżycowo nocny gałęzisty jeleń, ze strony www.facebook.com/shamantube


Yin, dopełnienie do Yang

Niemieccy romantycy i ich kontynuatorzy volkiści zauważyli, że krajobraz (Landschaft) ich ojczyzny zasadzał się na dwóch skontrastowanych lokalnościach: z jednej strony pola (Feld), jasne, zalane słońcem, wyiskrzone rosą i w żniwa ozłocone źrzałą pszenicą, co rok rodzące i orką-siewem odnawiane przez rolnika (który do tego po niemiecku nazywa się Bauer, co dosłownie znaczy „budowniczy”) – z drugiej strony las (Wald): ciemny, mroczny, tajemniczy i pra-odwieczny, gdzie łacno zaginąć (jak Jaś i Małgosia u domku czarownicy). Feld und Wald, to utarty niemiecki zwrot znaczący tyleż, co „nasz kraj”.

My z daleka widzimy, że pole-Feld ma naturę Yang, słoneczną, las-Wald zaś naturę Yin, księżycową. Jak zboże jest plonem słonecznego pola, tak jeleń jest plonem księżycowego lasu. Symetrycznie jego dobywacz-zabójca, Jäger (myśliwy, ale etymologicznie: „goniący”, „gnacz”, więc natura Yang), jest dopełnieniem spokojnego (Yin) rolnika. Podobne mityczne struktury odnajdziemy w baśniach innych krajów Europy, zwłaszcza tej bardziej północnej i chłodniejszej.

Księżycowa natura wybija z jelenia w obrazach pt. „Jeleń na rykowisku”, gdzie gałęzisty rogacz stoi przy zachodzącym Słońcu. Magia (nieważne, że uznana za tandetę) tego obrazu polega na tym, że jeleń jest tam nie tylko sobą, ale również uosobieniem Księżyca i jako taki w połączeniu ze Słońcem – które oto przecież zachodzi, więc idzie ku nocy i ku połączeniu się z chłodnym żywiołem Yin i ze swym kochankiem Księżycem – tworzy obraz Całości czyli Pełni. (O spotkaniu kochanków przypominają skromne łanie gdzieś u boku byka.) Nasze archetypowe anteny są czułe na takie przekazy.


Polowanie jako mit i ceremoniał

Ofiara z jelenia, polowanie na jelenia, okazuje się być nie tylko ofiarą, ale również ceremonią, która symbolicznie odwzorowuje, odzwierciedla, przedstawia i unaocznia zręby kosmosu, w którym żyje Człowiek, z podziałem ( i ustrukturowaniem, Gliederung) tego kosmosu na Yang i Yin, pole i las, nieustanną troskę (Sorge) w polu i odwieczną samorodność lasu, na nieruchawych rolników-Bauerów i nadaktywnych myśliwych-Jägerów. I jak rolnicy na swych polach reprezentują społeczny interior, tak myśliwi-gnacze po lasach reprezentują książęcy lub państwowy eksterior. W tej warstwie mitu i obrzędu (polowania) chodzi o udowodnienie, że państwo-eksterior, wbrew pozorom i wbrew opiniom jego anarchistycznych i komunistycznych krytyków, samo ma zdolność karmienia! Że nie tylko jego byt sprowadza się do jałowego rabunku tego, co rolnik stworzył, ale i samo zdolne jest sfabrykować coś, czym nakarmi ludzi. Tak oto mit z jeleniem w roli głównej okazuje się służyć temu, co Lévi-Strauss przypisywał każdemu mitowi: służy wyrównaniu (wygładzeniu, „zgładzeniu”) logicznych sprzeczności.

Powyższa mitologiczna struktura czy figura wyjaśnia, dlaczego myślistwu, a zwłaszcza „strzelaniu byków” tj. do jeleni, tak namiętnie oddają się sfery rządowe. Zgadliście: oni zabijaniem jeleni udowadniają, że nie są darmozjadami i próżnymi utrzymankami społecznymi. Że oni też – wbrew oczywistości – potrafią coś „zbudować”, kogoś nakarmić.

(Mickiewicz w „Panu Tadeuszu” dyskretnie odwraca, inwertuje niemiecki mit jeleni. Rosyjscy żołnierze pod Płutem i Rykowem nazwani są „jegrami”, gdyż Jäger po niemiecku i „myśliwy”, i „strzelec”. Przez to jednak starcie Polaków z Rosjanami zostaje przyrównane do polowania, z Rosjanami jako myśliwymi, polską szlachtą jako zwierzyną – i tu następuje inwersja, bo oto wszystkie „jegry” co do jednego przez szlachtę w pień wycięci.)



Jeleń i rogaty bóg Kernunnos z Kotła z Gundestrup


Widzenie św. Huberta


Rogi i krzyż

Gdyby jelenia skojarzyć z jednym ludem, padłoby na Celtów, gdzie jeden z ich głównych bogów, Cernunnos lub Kernunnos (wymawiaj „k”) był wyobrażany z jelenimi rogami, i jako taki znany jest ze słynnego Kotła z Gundestrup.

Święty Hubert z Liege, wcześniej zadziorny książę, spotkał jakoby w 695 roku na polowaniu w górach Ardenach białego jelenia z krucyfiksem między rogami, a głos z nieba wezwał go do służby kapłańskiej. (Niewykluczone, że poprzez tę legendę galijscy chrześcijanie chcieli jakoś uzgodnić kanony swojej wiary z uporczywie przebijającymi wśród ludu echami jeleniorogich pogańsko-celtyckich bogów rodzaju Kernunnosa). Tę samą przygodę w Górach Świętokrzyskich (najwyraźniej ściągniętą od Huberta) przypisuje się św. Emerykowi. Identyczne widzenie miał jakoby, jeszcze przed Hubertem, mityczny św. Eustachy rzymski. Hubertowy znak krzyża między jelenimi rogami przyjęły za swój kluby myśliwskie, wśród nich Polski Związek Łowiecki. Czy nikt, a wielu jest przecież polujących katolików, nie dopatrzył się w tym znaku bluźnierstwa? Połączenie idei strzelania do zwierząt, trupiej czaszki (nic, że jelenia) i papieskiego łacińskiego krzyża (który wygląda jak środek tarczy strzelniczej) daje razem dziwnie złowrogą mieszankę.


Demoniczne logo PZŁ


Jeleń a kobieta

Jeleń, jako księżycowa istota, bliższy jest kobiecie (niż mężczyźnie). Ludowa polska pieśń wyraźnie to uświadamia:


Ej pohulaj jeleniu po tym bujnym jęcmieniu
Jak jęcmienia nie stanie hulać, bujać przestaniesz
Ciebie łowcy ułowią, twoja skóra na juchty, twoje mięso do kuchni
Twoje rogi do ściany, mój jeleniu kochany
Ej pohulaj dziewecko, pókiś jeszcze panienko
Bo jak chłopka dostaniesz, hulać, bujać przestaniesz


Przez porównanie z jeleniem, młoda niezamężna kobieta jest przedstawiona jako ofiara, a jej zamążpójście i przejście do kategorii „bab”-mężatek, zrównane z utylizacją zabitego zwierzęcia: na skórę, na mięso, na ozdobę. Zarazem młoda kobieta przedstawiona jest tu jako „byt wolny – szczęśliwy – dziki”, jak jeleń, i dodajmy: jak jeleń zachwycający. Ale też jak jeleń skazany na rychłą i nieodwołaną przemianę-zagładę.

Tu przypomnijmy też nieustannie obecne dzięki słowom naszego języka, zrównanie: młoda kobieta – dzika przyroda – przedmiot podziwu – boskość, a to przez słowa: dziewa – dziki (*dziwoki) – podziwiać – dziw (też łac. divus).



Frida Kahlo, "Ranny jeleń", 1946. Jeleń ma twarz-autoportret artystki.


Jeleń i sarna

Większy jeleń i mniejsza sarna stoją w parze takiej samej jak (większy) kruk i (mniejsza) wrona, i jak (większy) szczur) i (mniejsza) mysz. W tych parach zawsze mniejsze z podobnych zwierząt dostaje żeński rodzaj gramatyczny, większe męski.

Przez gramatyczną żeńskość sarna jest jeszcze ściślej niż jeleń utożsamiana z kobietą, dziewczyną, do tego stopnia, że niektórzy się dziwią, że w ogóle istnieją sarny-samce. Mówimy o „sarnich oczach”, „sarnich ruchach”, „sarniej zręczności” - i nigdy tak nie będziemy komplementować mężczyzn.


Jeleń w slangu

„Jeleń” w slangu, najpierw złodziejskim, potem ogólnym, to „ten, kto da się okraść lub oszukać”. „Znalazł sobie jelenia”, znaczy: „komuś się niesłusznie wydaje, że mnie oszuka”. Na tle wcześniej opisanej jeleniej symboliki jest to jasne: jeleń jest zwierzęciem z istoty i z góry przeznaczonym do bycia ofiarą, więc człowiek-jeleń jest przeznaczony paść łupem złodzieja lub oszusta.

„Jeleń” zastąpił dawniejszego „frajera”; które to słowo po niemiecku (Freier) znaczy „zalotnika”, odzwierciedlając radykalnie niższą rangę jaką ma młodzieniec proszący o „rękę” dziewczyny wobec jej srogiego ojca, który łatwo może go upokorzyć.

Stąd krok do figury „rogacza” czyli męża oszukanego przez żonę, która łamiąc małżeńską przysięgę z kochankiem „przyprawia mu rogi”. Jak stare – starożytne? – jest to porównanie, nie wiem.


Jeleń w filmach

W filmie „Łowca jeleni” (The Deer Hunter, 1978) tytułowe polowanie na jelenie odbywa się równolegle i metaforycznie do polowania na ludzi czyli wojny wietnamskiej; myśliwy tu staje się łowną (i dręczoną) zwierzyną tam. W duńskim filmie „Polowanie” (Jagten, 2012) strzelanie do jeleni jest metaforą losu „kozła ofiarnego” małomiasteczkowej społeczności, nauczyciela obwinionego o seksualne molestowanie małej dziewczynki. W ostatniej scenie do stojącego w lesie pod drzewem i obserwującego jelenie bohatera pada strzał.


Jeleniowate, ich pożytki i słowa na nie

Jeleni, czyli ogólnie jeleniowatych (Cervide) jest w świecie blisko 100 gatunków. Naturalnie żyją w obu Amerykach (prócz grenlandzkiego lądolodu i oczywiście miejsc, gdzie je wytępiono) i w całej Euro-Azji prócz pustyń, ale wraz z wyspami Indonezji, Filipin i Japonii. W Afryce tylko nad Morzem Śródziemnym, w Australii ich całkiem nie było. W Nowej Zelandii oczywiście też nie, ale Brytyjczycy sprowadzili kilka gatunków, które rozmnożyły się w parumilionowe stada. Prócz tundrowych reniferów, jeleniowate z reguły żyją w lasach.

W Polsce naturalnie były i są tylko trzy gatunki: łoś, jeleń właściwy (Cervus elaphus) i sarna. Sztucznie dosiedlono daniela (z Azji Mniejszej, Bliskiego Wschodu), który wcześniej był hodowany na odstrzał w Zachodniej Europie.

Jedynymi hodowanymi (ale wątpliwe, czy „oswojonymi”?) jeleniowatymi są renifery, których „wodzenie” (po rosyjsku hodowcę reniferów nazywa się olenievod) stało się podstawą bytu narodów północnej Azji i Skandynawii: od Samów, przez Nieńców, Ewenków, Dołganów, Jukagirów aż do Czukczów. Pozwoliło to Syberyjczykom żyć w około stukrotnie większej liczbie i gęstości zaludnienia niż Atapaskom i Inuitom w identycznym klimacie i krajobrazie w bliźniaczej strefie Północnej Ameryki - gdzie też są renifery, ale tylko dzikie. Pośrednictwo hodowanego renifera pozwalało 100 razy efektywniej wykorzystać zasoby Arktyki w porównaniu z łowiectwem.

Podobno w Zachodniej Syberii oswajano łosie, nawet jako wierzchowce, ale nie wiem, czy to nie legenda.

Z powodu mnóstwa gatunków jeleniowatym w każdym chyba języku brakuje słów na ich dobre nazwanie i rozróżnienie. My po polsku mamy skłonność jeleniowate dzielić na większe - „jelenie” - i mniejsze „sarny”. Rosjanie tym samym słowem olen' określają zarówno jelenia (wiele jego gatunków) jak i renifera. Angielskojęzyczni mają słowo deer łącznie na „jelenia” i „sarnę”. Mają też słowa na „większego jeleniowatego”, mianowicie elk i moose, którym nazywano bądź łosia, bądź amerykańskiego jelenia wapiti (Cervus canadensis). Sławny szaman Lakotów Black Elk to nie był „Czarny Łoś”, jak wielokrotnie błędnie przekładano, tylko Czarny Wapiti. (Jelenie wapiti żyją też w Syberii, Chinach i Tybecie, widocznie niedawno przewędrowały Cieśninę Beringa; może wtedy, co i ludzie.)

Angielskie słowo na jelenia, deer, jest etymologicznie identyczne z naszym „zwierz” i greckim therion (zwierzę). Słowo deer nie ma osobnej liczby mnogiej, znaczy zarówno „jeleń”, jak i „jelenie” (lub „sarna, sarny”). Co dopełnia obrazu jelenia jako zwierzęcia księżycowego, bo występowanie w niepodzielnej masie-stadzie jest cechą właśnie symbolicznie księżycową.


Tajemnica jelenia

Jednak jeleń w naszym imaginerium, krainie symbolicznej wyobraźni, nigdy nie dał się całkiem zagnać do klatki z tytułem „mięso, rzeźne”. Polowanie ludzi na jelenie, trwające i toczące się nieustannie od wieków, wręcz eonów, wydaje się, mimo milionowych zabitych ofiar każdego roku po jeleniej stronie, ciągłą porażką ludzi, zwycięstwem jeleni. Jelenie tłumnie giną, ale nie oddają swojej tajemnicy. Zabicie tego zwierza (być może zabicie każdego zwierzęcia) jest klęską i kapitulacją człowieka przed Tajemnicą. „Możesz mnie zabić, a mnie nie posiądziesz.” Jak w wierszu Miłosza: „Możesz go zabić, narodzi się nowy” („Który skrzywdziłeś”) - tylko że Wieszczowi chodziło o poetę, nie jelenia. Widząc Tajemnicę w osobie zwierza-jelenia, człowiek chcę ją dostać, ją posiąść, w nią wejść i wniknąć, ją odsłonić. To mu się powtarzająco nie udaje. Z poczuciem klęski, z frustracją, może tylko pociągnąć za spust – jeśli ma fuzję.

Tajemnicą jelenia jest bycie po „tamtej stronie Mocy”, gdzie las, więc anekumena, ziemia nie-dla-człowieka. Gdzie nieustannie nieochronne wystawienie na deszcz i wiatr, na mróz i śnieg, na rośnięcie i schnięcie, na kwitnienie i zamieranie, na Straszność Istnienia i jego Piękno. Ten zwierz, którego ludzie tak łatwo mogą zabić i pożreć, istnieje dziwnie blisko Boskiej transcendencji.

Jego tajemnicą jest połączenie Piękna, Znikania i Przemijania wraz z Wiecznym Trwaniem.

Polski malarz Jerzy Przybył pisze: „Podniszczony komercją, bezczeszczony jeleń, ten z rykowiska pomógł mi wejść zarówno w świat poezji, jak i tajemnic ludzkich przeżyć. Jelenie kolędnicze, żniwne, melancholijne, śpiewne, służyły pogoni za czymś nowym , transcendentnym, nie nazwanym. Gdy zacząłem studiować różne mitologie, stwierdziłem, że wybór jelenia jako symbolu jest trafny. Pogoń za jeleniem symbolizuje bowiem pogoń za mądrością, a tę zdobywa się zwłaszcza zgłębiając świat tajemnic.”

Jako Tajemnica – za Patrice'em Guinardem – jeleń astrologicznie należy do horoskopowego punktu Imum Coeli, po polsku Spód Nieba.


Magiczne ekwiwalencje


Gdy się jawi

...w snach, wizjach, uporczywych myślach, zainteresowaniach, w twórczości i w realnych spotkaniach ze zwierzętami, jeleń oznacza otwarcie nowych możliwości, nowej, nieopanowanej przestrzeni (jak wejście do lasu). Oznacza też niewiadomą, nieznane – i konieczność konfrontacji z nieznanym jeszcze wycinkiem świata i nieprzyswojoną jeszcze wiedzą.

Przestrzega też przez koniecznością poszanowania tajemnic i przestrzegania tabu. (Przestrogą jest los Akteona, zamienionego w jelenia i rozdartego przez psy.)

Jeleń jako symbol-szafarz tajemnicy oznacza, że pewne sprawy, rzeczy i ludzie pozostają i pozostaną poza twoim horyzontem i zasięgiem, że trzeba się zgodzić z istnieniem rzeczy i wartości nieuchwytnych.

Gdy sen lub wizja utożsamia cię z jeleniem, ostrzega przed niebezpieczeństwem szczególnego rodzaju – mianowicie takim, jakie przeważnie ściągają na swoją głowę ludzie idący zbyt osobną ścieżką w porównaniu z ogółem.


Wojciech Jóźwiak

Komentarze: 5

1. Warto było • autor: (2013-06-13 21:03:05)

czekać pięć miesięcy! Z apetytem na kolejne odcinki.

[foto]2. Jeleń czy jeleniowate • autor: Przemysław Kapałka (2013-06-18 13:26:52)

Wojtku, czy tym zwierzęciem mocy jest konkretnie jeleń, czy ogólnie jeleniowate?

[foto]3. Jeleń czy jeleniowate • autor: Wojciech Jóźwiak (2013-06-18 13:45:02)

Ze światem symbolicznych zwierząt kontaktujemy się przez język - przez ich nazwy, "imiona". Jeleń to to, co nazywamy "jeleniem". Jeleniowatych czyli zwierząt z rodziny Cervidae jest ok. 100 gatunków, ale widząc któreś z nich, powiesz: jeleń! No czasem przy tych mniejszych zawahasz się, czy nie nazwać go "sarna". Jeleniowate są wybitnie do siebie podobne. Ale ja piszę o naszych zwierzętach mocy, więc większość gatunków jeleni llub jeleniowatych możemy pominąć, bo ich nie znamy, nie widzimy, a będąc gdzieś na Filipinach, w Indiach lub w Brazylii - nie rozpoznamy ich gatunku. (O ile nie jesteś fachowcem od ssaków kopytnych.) Nasze, czyli w Polsce są tylko 3 gatunki: jeleń "ten właściwy" czyli Cervus eplaphus, sarna Capreolus c., łoś Alces a. Łoś jest osobnym "gatunkiem symbolicznym", więc go do "jeleni" nie liczymy. Jest jeszcze daniel (Dama), ale ten jest "optycznym" jeleniem, mamy też w świadomości renifera, ale on nie jest "nasz", i gdzieś jeszcze na horyzoncie majaczy "elk" czyli wapiti, istota wybitnie egzotyczna z nazwy, ale optycznie nieodróżnialna od jelenia "tego głównego" Cervus elaphus. Więc kiedy mówimy o jeleniu jako o "naszym" symbolicznym zwierzęciu, to jego żyjącym odpowiednikiem jest Cervus elaphus, plus jest miniaturowy wariant czyli sarna. Do tego pamiętajmy, że jeleń ma samicę, łanię, która o tyle nie odpowiada w całości jeleniemu archetypowi, ponieważ nie ma rogów - które jednak są tym głównym jelenia-archetypu atrybutem.

4. Sarna • autor: (2013-08-06 02:28:42)

Z jakich powodów litera L jest magiczną ekwiwalencją jelenia?

W minioną niedzielę po południu wybrałam się na Transatlantyk Festiwal. Pojechałam boczną drogą, która na mniej więcej półkilometrowym odcinku wiedzie pomiędzy ogródkami działkowymi z jednej strony a chaszczami i krzakami z drugiej. Loreena McKennitt schładzała gorączkę (To Drive the Cold Winter Away, The Seasons). Jechałam dość wolno, gdy tuż przed maską samochodu wielkim susem drogę przeskoczyła sarna.
W kinie dosłownie osunęłam się w głęboki sen, pierwszy raz w życiu zasnęłam w miejscu publicznym. Wcale nie dlatego, ze film był nudny. Chyba poczułam się w pełni "na miejscu" w sobie u siebie. Pierwszy raz od długiego czasu.

[foto]5. Ciekawy artykuł. Czytając... • autor: Michał Mazur (2013-08-17 12:21:02)

Ciekawy artykuł. Czytając go coś mi się przypomniało i skojarzyło. Jeleń jako zwierz łączący w sobie cechy zwierzęce z roślinnymi (to co tu ), podobnymi drzewu - wielkie dzięki Autorowi za tę perspektywę! Na szamana noszącego ozdobione jelenimi rogami nakrycie głowy też można popatrzyć jako na człowieka-drzewo (a w zasadzie Drzewo). Człowiek-Drzewo, człowiek zjednoczony z Drzewem Świata (alias Kolumną) to idea skądinąd dostrzegalna także na petroglifach, w tym tych przypisywanych przez dra Rozwadowskiego ludom indoeuropejskim. 
Zjawisko, które ma związek ze stanami głębokiego transu i pojawiało się w wielu kulturach.
I które nadal może występować w związku z nimi - niekoniecznie u tych określanych mianem "prymitywnych".