Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2013-03-09

Nadia

Jazda, spadanie i lewitowanie

Sprzątałam polanę w lesie, grabiłam głównie suche liście, ale też zwykłe śmieci. Zgromadziłam sporą kupkę przy miejscu na ognisko i chciałam podjechać samochodem, żeby te śmieci zabrać. Wjazd na polanę blokował jednak inny samochód - ciemnoczerwone porsche kabriolet. Pojawił się W. żeby przestawić to porsche, ale zaproponował żebyśmy się najpierw nim przejechali. Jechaliśmy leśną drogą, która po chwili wiodła wewnątrz ogromnego budynku z czerwonej cegły, właściwie ruin budynku. Po obu stronach mieliśmy czerwone ściany i bardzo wysoko szeregi półokrągłych dziur po wielkich oknach. W ścinanie po lewej stronie zobaczyliśmy drewniane drzwi, a właściwie wrota. Słychać było, że za nimi kapie woda. W. chciał sprawdzić co tam jest, ale mi się nie podobało to miejsce i chciałam jak najszybciej znaleźć się poza budynkiem. Nie wysiadaliśmy z samochodu. W. pokazywał, że moglibyśmy zwiedzać piętra, tam gdzie były okna, ale też nie chciałam. Chciałam wracać i zostawić to porsche. Bałam się, że je zarysujemy, bo nie miałam pewności czy ono należy do W. Jechaliśmy dalej drogą z nadzieją, że ten budynek się wreszcie skończy. Zauważyłam, że w poprzek drogi leży ogromny pień drzewa. Widziałam, że to czarny dąb, taki który setki lat leżał pod wodą na bagnach. W. jechał szybko i nie zdążył zahamować. Wjechaliśmy w to drzewo, samochód odbił się o nie jak kula bilardowa i wjechał w ścianę. Budynek zacząć się walić.

Spadaliśmy teraz w czarną dziurę. Samochód, drzewo, czerwone cegły i my. To spadanie trwało i trwało, a ja wiedziałam, że zaraz skończy się moje życie, i że to co mogę zrobić, to spróbować się obudzić. Próbowałam krzyknąć z nadzieją, że krzyk mnie obudzi i okaże się, że to był tylko sen. Wkładałam ogromny wysiłek w to, by krzyknąć, ale nic z tego nie wychodziło. Pogodziłam się więc z tym, że spadam, że ta czarna dziura gdzieś ma swoje dno i w końcu spadnę. Pomyślałam co mogę najlepszego zrobić z tą ostatnią chwilą życia. Zrobiłam to, co przyszło mi do głowy - spojrzałam na W. i spytałam, czy mnie kocha. Powiedział, że tak.

Spałam teraz w białej pościeli w jasnym, słonecznym pokoju, czułam, że W. jest gdzieś w pobliżu. Pamiętałam o tym spadaniu w czerń i nie miałam pewności, czy żyję, więc znów chciałam krzyknąć, żeby się obudzić i o tym przekonać. I znów było to bardzo trudne, wymagało wiele wysiłku i nie udawało mi się usłyszeć swojego głosu. W. wyczuł mój niespokojny sen. Podszedł do łóżka i położył się koło mnie. Dotknął mojego czoła swoim. Wtedy wszystko znikło, widziałam tylko nas w białych prostych ubraniach, jak lewitowaliśmy dotknięci czołami w jasnej świetlistej przestrzeni. Wyglądało to jak powietrzne akrobacje, zanim otworzy się spadochron. Ten obraz obudził mnie w środku nocy.

Śniłam 9. 03. 2013

Nadia

Komentarzy nie ma.