Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2015-01-13

Piotr Jaczewski

Ja Rytualne
Klątwa demona

To JA dostrzegalne przez wychwytywanie metafor u podstawy doświadczenia możemy rozpoznać jako JA Rytualne. Nic niezwykłego, działanie obdarzone znaczeniem (społecznym?) to właśnie działanie rytualne, a nasze ja wyłania się emergentnie z miliona drobnych działań. Rytualnych aktywności.

A skąd tu znaczenie? Właśnie się wyłoniło, wychwyciło z metaforą, wyłoniło z mikro-zagadki bieżącego doświadczenia.  I uchwycone, wyłapane, zadziwia... sens daje nam poczucie Sensu. I o ile łatwe jest wychwycenie metaforycznego sensu czegokolwiek – na tym polega nasza aktywność umysłowa, na rozpoznawaniu, nadawaniu sensu – to już rozpoznanie u nas samych owych rytuałów jako JA  stanowi ekwilibrystykę.

Względnie łatwo możemy dostrzec  rytualność w zachowaniach (w tym słownym) ludzi  - nie będących nami.   Wystarczy  przyglądać się im w intensywnych momentach, gdy strach, gniew, wstyd stymulują potrzebę umacniania swojego JA.

Rytuały ludzi, w tym nas samych – to już sprawa dyskusyjna. Z przyjemnością wejdziemy innym z butem w życiorys, za to przekroczenie naszej własnej granicy rani niczym but w rzyci…  szarżującego nosorożca utwardzonego bliznami.

Rytualność własnego JA, a nawet rytualizacja, ba rutynizacja! JA – uznanie jej to już pół drogi w porzuceniu religijnej wiary na swój temat.. Trudniejsza część to nie przeniesienie owej wiary na rytuał, czy JA wyłaniające się z tej szczególnej, ważnej, wyjątkowej czy innej, obcej, dziwnej części rytuału służącego nam do odkrycia rytualności własnego JA.


Piotr Jaczewski

Komentarze: 5

[foto]1. Piotrze • autor: Radek Ziemic (2015-01-14 11:09:54)

Dzięki Twoim tekstom zacząłem myśleć, nie wiem zresztą czy słusznie, o istnieniu w jakimś stopniu metaforycznym. (Nie wiem, czy taka jest Twoja intencja, to inna sprawa). Nie potrafię zdefiniować w tej chwili tej metaforyczności, bo moje myślenie o metaforze jest mocno obciążone jej literacką koncepcją, ale chodzi mi mniej więcej o niedosłowność, niejednoznaczność mówienia, myślenia, wyobrażania, chyba też działania. Moja myśl, pewnie nieoryginalna, jest taka, że istnienie ludzkie musi być w jakimś stopniu metaforyczne, że nie da się go ujednoznacznić do końca, jak chciałaby tego nauka czy codzienna praktyka (a bardzo często też podporządkowana walce o władzę religia, co jest moim zdaniem jej wielkim grzechem). Więcej, metafora zastępowałaby mit po demitologizacji. Chroniłaby jedyność i niepojętość - świata, człowieka itd. Metafora niekoniecznie jedynie poetycka / retoryczna, tu ją rozumiem także na poziomie obrazów. [Powiedziałbym tak - ciągle niedokładnie: metafora jest wiarą ludzi niewierzących.] Dlatego jestem nieco zaskoczony, że w Twoim tekście, jeśli go dobrze zrozumiałem, rytuał jest zrównany z każdym ludzkim działaniem (ja bym powiedział, że rytuał to działanie, które daje życie metaforze], a sens z kolei jest zrównany z metaforą (chodzi mi o to, że odnoszę wrażenie, jakbyś twierdził, że nie ma sensów niemetaforycznych, ja zaś twierdziłbym, że duża część kultury dąży do de-metaforyzacji znaczeń, do ich ujednoznacznienia). A ostatniego akapitu to nie rozumiem w ogóle.

[foto]2. Ludwig Wittgenstein • autor: Wojciech Jóźwiak (2015-01-14 15:26:07)

powiedział był, że nie da się do-uściślić wypowiedzi, choćbyśmy nie wiem jak precyzyjnie precyzowali jednoznaczność pojęć i jak długo wyjaśnialibyśmy swoje "skróty myślowe". Ponieważ nie istnieje żaden "wewnętrzny język" lub "własny język myślenia", którego streszczeniami czy skrótami byłby wypowiadane lub pisane zdania. Gdy się przyjrzeć językowym wypowiedziom, zawsze w jakiś sposób są więc metaforami.

Jedno z pierwszych zdań w języku z Czarnej Afryki, które zapisał jakiś portugalski podróżnik w XV wieku, znaczyło w przekładzie: "Krowy chodzą w butach, kozy nie". Co miało sens taki, że buty robi się z krowiej skóry, a nie z koziej.

3. wewnętrzny język • autor: (2015-01-14 18:49:53)

w jakiś sposób mój/twój dzięki byciu językiem metaforycznym umożliwia komunikację, a jednocześnie daje złudzenie komunikacji. co na jedno wychodzi. kiedy dwóch robi to samo, to nie jest to samo. u  Witgensteina istotny jest kontekst wypowiedzi.serdeczności.

[foto]4. Problem znaczenia • autor: Radek Ziemic (2015-01-14 20:48:32)

jest bardziej skomplikowany, ale i zarazem znacznie prostszy. Nawet jeśli nie da się ostatecznie zdefiniować pojęć, to niejednoznaczność, wieloznaczność, niedookreśloność znaczeń nie jest jeszcze metaforycznością. Kiedy mówimy do kogoś, czy: "mógłbyś mi podać chleb", to jeśli chodzi nam o chleb jako chleb, w jego znaczeniu DOSŁOWNYM, to żadnej metafory tu nie ma, a użytkownik tego samego języka zrozumie nas bez problemu. Jeśli chleb zaś jest symbolem (chleb-przedmiot lub chleb-słowo), to też nie ma tu jeszcze metafory (symbol, alegoria - to nie metafory; choć można je zaliczyć do szeroko rozumianej metaforyki = semantyczne środki stylistyczne). Metaforą w podstawowym znaczeniu jest "kieliszek chleba" (żartobliwą przy tym, i to jest ważne - żartobliwość jako estetyka tej metafory). Mówię w tym momencie o metaforze językowej. Staram się tu być w miarę precyzyjny, no bo jeśli wszystko jest metaforą, to nie jest nią nic. Ja nie za bardzo wiem też, co znaczy myśleć metaforą, albo nadużywa się tu tej kategorii, albo ja czegoś nie rozumiem. Nie twierdzę, że metafora przynależy jedynie do retoryki czy poetyki, ale jeśli się jej używa na innych terenach (teoria poznania, kognitywistyka) to albo powinno to mieć coś z metaforą w tradycyjnym znaczeniu, albo powinno się mówić, o co chodzi. Jeśli na przykład myślimy metaforą, to czym to myślenie różni się od myślenia symbolicznego? A może to to samo?

[foto]5. Dobrze rozumiesz • autor: Piotr Anansi Jaczewski /Piotr Jaczewski (2015-01-14 21:31:58)

O tą codzienną metaforę mi chodzi i jej wpływ (centralnie patrząc) na rozumienie doświadczeń.  Kątem oka można dostrzec, że celowe odkrywanie znaczeń w codziennych zadaniach ma sens.  A związek jednego z drugim określamy jako JA i żyje swoim życiem.
I jest w to wpisana tendencja do kompulsywnego  upraszczania, budowania przesadnej jednostronności, religii nie tylko na swój temat. Wspaniale widoczna tam, gdzie ludzie myślą, że myślą np. w miejscach gdzie autotelliczne rytualne działania produkują dawki para-religijno/duchowego/ezoterycznego pełnego memów bełkotu. A tą tendencję można tylko uwzględniać, rytualnie wspierać drugi biegun - nie można jej się pozbyć, jest częścią naszej natury.