Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2013-01-05

Katarzyna Urbanowicz

Inne sny, złudzenia i inne duchy (3)

Przywidzenie nad jeziorem

Teraz napiszę o swoich przywidzeniach i/lub snach. Pierwsze z nich zapisane to przywidzenie nad jeziorem wśród spławianych bali. Właśnie na skutek tego przywidzenia zaczęłam zapisywać także i swoje niektóre sny.

         Wracaliśmy z dziećmi z wczasów na Mazurach w roku 1975 lub 1976 samochodem (jeszcze syreną) i zatrzymaliśmy się na odpoczynek i zjedzenie drugiego śniadania nad brzegiem jeziora. W miejscu tym pełno było spławianych bali i żeby dotrzeć do wody trzeba było po tych balach skakać. Bałam się, że chłopcy wpadną do wody i odciągnęłam ich od brzegu do lasu.

Byłam mocno rozgrzana słońcem i po wejściu do ciemnego, gęstego lasu mój wzrok jeszcze nie przyzwyczaił się do innego oświetlenia. Zaglądaliśmy pod krzaki jałowca, gdzie rosły zazwyczaj podgrzybki. Szukając grzybów kątem oka zwracałam uwagę na to, gdzie podziewają się dzieci, żeby przypadkiem nie zagubiły się w lesie. Możliwe, że nagłe przejście z jaskrawego światła do zacienionego lasu i ciągłe utrzymywanie w napięciu wzroku zajętego jednoczesnym szukaniem grzybów i oglądaniem dzieci kątem oka, było przyczyną tego niezrozumiałego zjawiska, które potem skojarzyłam sobie ze śmiercią koleżanki, możliwe jednak, że było to jedno z tych dziwnych zjawisk, które trudno wytłumaczyć.

         Zaglądając pod wielki krzak jałowca zobaczyłam grzyba, a ponieważ z boku mignęła mi jakaś postać, którą uznałam za syna, powiedziałam do niego, żeby wpełzł głębiej pod krzak i wyrwał podgrzybka. Ponieważ nie reagował, odwróciłam głowę w bok i spojrzałam. Obok mnie stało coś białego, przejrzystego; jednocześnie miałam świadomość, że to nie jest realne, choć wcześniej wzięłam to coś za syna, a jego obecność była jak błysk i wcale nie byłam pewna, czy to coś widziałam, czy odczuwałam. W każdym razie mignęło mi i znikło.

         Nazajutrz, już w pracy dowiedziałam się, że mniej więcej o tej porze zginęła w wypadku moja koleżanka. Nie byłam z nią specjalnie związana, ale znałyśmy się dość dobrze. Jednak gdyby ktoś mi powiedział, że mnie wybrała, żeby mi się pokazać po śmierci, byłabym zdziwiona. Nie było żadnego po temu powodu – nie tak jak w czasie snu lub przywidzenia mojego stryja.

         Wrażenie było jednak bardzo silne i zostało na długo, ponieważ był to pierwszy przypadek niewytłumaczalnego w moim życiu.

Do tego muszę dodać, że kilkakrotnie trafiałam w miejsca, gdzie podobno ludziom pokazywała się Matka Boska (na wieży kościoła na Nowolipkach), czy ludzie tragicznie zmarli (rodzina, która zabita przez pociąg w tunelu pod Dworcem Gdańskim podobno odcisnęła swój ślad na ścianach tunelu) itp. Mimo wielkiej ilości osób wokół mnie oglądających te zjawiska i całkowicie pewnych, że je widzą, ja nie widziałam nic i prawdę mówiąc, byłam tym zdziwiona – Jak to?! Wszyscy widzą z wyjątkiem mnie? Jestem ślepa, czy co? – Dlatego sądzę, że nie jestem podatna na sugestie otoczenia (co nie znaczy, że na autosugestię).

Sen o ciotce

         Moja ciotka, siostra ojca, jak wszystkie osoby z mojej rodziny po linii ojca – z wyjątkiem samego ojca, była polonistką z wykształcenia i nauczycielką. Studia kończyła w Wilnie, rozpoczęła nawet tam pisanie pracy doktorskiej, jednak perspektywa wojny i inne rodzinne sprawy zmusiły ją do połączenia się z resztą rodziny. Była bardzo mądrą osobą, łagodną i wyważoną, niezbyt praktyczną. Fizycznie jestem do niej bardzo podobna, charakterem i temperamentem jednak nie. Zawsze łączyła nas jakaś więź mimo, że po odejściu mojego ojca od mamy i wojnie między rodzicami wszelkie kontakty między mną a rodziną ojca zostały zerwane. Dopiero po śmierci ojca zbliżyłyśmy się, ale wkrótce i ona umarła.

            Sen ten przyśnił mi się dwa dni po rocznicy jej imienin w czasie intensywnej pracy na działce nad „Historią rodziny”, rozmyślaniu o niej i próbach przypomnienia sobie informacji, na które kiedyś nie zwracałam uwagi, a które teraz bardzo przydałyby mi się. Próbowałam też  zastanowić się, gdzie jeszcze mogłabym szukać informacji o rodzinie.

         Śniła mi się ciotka przeglądająca notatki przed lekcją. Miała mnóstwo kartek i karteczek i jeden maszynopis. Powiedziała mi: mam maszynę do pisania i teraz wszystko, co jest ważne, mogę zapisać.

         Potem przyszedł człowiek, może dyrektor jej szkoły i oświadczył: S. powiedziała, że teraz masz za nią uczyć. Nie powiedział, kogo ani czego. Zaczęłam przeglądać notatki S., żeby dowiedzieć się, przynajmniej czego mam uczyć, ale tylko zrozumiałam, że moja nauka ma dotyczyć różnicy między „słowem” a „wyrazem”. Męczyłam się we śnie żeby zdefiniować tę różnicę, zaglądałam do notatek S., ale wszystkie kartki okazały się puste. Dyrektor powiedział mi: musisz poszukać jej notatek pisanych na maszynie, wtedy zrozumiesz, o czym ma być lekcja.

         Obudziłam się, ale problem nadal mnie nurtował. Sen był tak wyraźny i sugerujący istnienie nieznanych mi materiałów, pomocnych w pisaniu „Historii rodziny”, że przy najbliższej okazji zaczęłam dopytywać się jej męża, czy przypadkiem nie przeoczył gdzieś notatek S. L. zaprzeczał, ale trudno mi było w to uwierzyć. W końcu, przyciskany, dowiedziawszy się o moim śnie, powiedział mi, że S. pisząc swoją, nigdy nie dokończoną pracę doktorską, prowadziła notatki na drobnych kartkach, ołówkiem lub różnokolorowym atramentem. Kartki te były różnego formatu. Notatki te podobno zostały zniszczone w czasie przechowywania w piwnicy, to znaczy pogryzione przez myszy. L. próbował je kiedyś odczytać, ale nie udawało mu się (może, jak w moim śnie, kartek tych nie dawało się przeczytać i dlatego S. nasunęła mi myśl o maszynopisie). L. stanowczo twierdził, że notatki te nie zawierały żadnych innych treści, ani związanych z rodziną, ani z S. osobiście. Co do maszynopisu, to podobno S. nie umiała pisać na maszynie i wszystkie teksty, które wymagały takiego napisania, powierzała mężowi.

         Nurtuje mnie jeszcze jedno pytanie: Czy usilne rozmyślania w moim śnie dotyczące różnicy między „słowem” a „wyrazem” mają jakieś znaczenie, czy nie są pewnym tropem, który ujawni się w swoim czasie? Cóż może wyjaśnić słownikowa informacja, że słowo jest zespołem dźwięków mowy, odpowiadającym jednemu pojęciu, a wyraz znakiem pewnego przedmiotu lub pewnej treści – inaczej zapisem słowa? Kiedy opiniowałam akty normatywne, poprawiano mi zawsze „słowo” na „wyraz” (wyraz taki a taki należy zastąpić innym wyrazem). Miało to sugerować, że czepiam się nie wymowy aktu, a sformułowań, choćbym czepiała się naprawdę jego wymowy. Typowy przykład: zastąpić wyraz „należy” wyrazem „powinno się” lub „wskazane jest” – choć przecież chodzi o „słowa” i ich znaczenie, a nie o zapisane „wyrazy”. Ale to już tajemnica biurokracji.

Sen o ciotce w nocy 6/7 października 2000 śniony w czasie choroby z bardzo wysoką gorączką

Odprowadzam skądś S.; jest zima, dookoła zwały lodu, choć jezdnia oczyszczona i mokra. Wiem, że S. chce mi się zwierzyć i przeczuwam, że dotyczy to jej męża. S. mówi: może rozstaniemy się, jeszcze nie wiem. On tak zaangażował się w opiekę nad tą całą „Stokrotką” (możliwe, że „Margerytką”, dziś nie jestem już tak pewna, w każdym razie w miarę, jak S. mówiła, odnosiłam wrażenie lekko złośliwego określenia dotyczącego „słodkiej naiwnej” lub kogoś w tym rodzaju). I dodaje z oburzeniem: Wiesz skąd on wziął? On po prostu ją kupił w domu publicznym! Dochodzimy do wielkiego zwału śniegu i lodu w poprzek ulicy. Jest on wysoki, wyślizgany, jak od zjeżdżania sankami. Nie da rady przejść tego zwału, więc omijamy go, S. z prawej, ja z lewej strony. Za tym zwałem już nie spotykam S. Budzę się i chwilę dochodzę do siebie. Zastanawiam się, że S. mówi „dom publiczny” a nie na przykład „agencja towarzyska”; (to takie staroświeckie) jak bym ja powiedziała i wtedy dochodzi do mnie fakt, że S. nie żyje i że gdy umierała, nikt jeszcze nie słyszał o „agencjach towarzyskich”. Potem myślę, czy S. po to mi to powiedziała, żeby spytać jej męża o ową „Stokrotkę”. Układam w myślach jak najlepiej to zrobić, żeby słowa o „Stokrotce” nie dały jej mężowi do zrozumienia, że cokolwiek interesuje mnie jego prywatne życie. W końcu po śmierci żony ma prawo do innych związków. Ja chcę sprawdzić tylko trafność sennej informacji.

S. mówiła mi we śnie, że zaopiekowałeś się kobietą imieniem Stokrotka? Czy tak? Ale czy „Stokrotka” jest jej imieniem, przezwiskiem czy tylko skojarzeniem S.? Jak o coś takiego spytać? Potem zasypiam. Jednak do dziś nie tracę poczucia niesłychanej realności owej rozmowy

         Na imieninach M. 12 października tegoż 2000 roku wspominam, że ostatnio śniła mi się S., z którą byłyśmy na spacerze. Mąż S. zmienia temat. Już nie lubi prowadzić, jak kiedyś, rozmów, w których wspomina się o niej lub o ich wspólnych sprawach. Czas wiele zmienia.

         W początku roku 2001 wyczytuję gdzieś, że kwiat margerytki jest symbolem złego prowadzenia się.

         3 maja 2001 roku na imieninach męża S. poznaję niejaką J., jego sąsiadkę z góry. Pani J. jest miłą, choć nieco afektowaną kobietą, młodszą znacznie od nas wszystkich, pracującą, prawdopodobnie z wyższym wykształceniem, bowiem o tych studiach wspominała. Jest samotna, o czym też wspominała. Zupełnie nie pasuje do obrazu „kobiety zakupionej w domu publicznym”. To pewnie znowu jakieś senne przekłamanie.

         A jednak... Ma granatową sukienkę w białe margerytki czy też stokrotki.

Katarzyna Urbanowicz

Komentarzy nie ma.