Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2011-06-16

Marcin Hładki

Historia sensacyjna

Dziwny, skomplikowany i długi sen, ale nie pozostawiający silniejszych uczuć. W tamtych czasach bardzo dużo snów zapisywałem i chyba od tego one się komplikowały

Związki

Pierwsza część była jak streszczenie fabuły, wszystko działo się szybko i niedokładnie - dostałem zadanie, jak z filmu: coś zdobyć, kogoś zabić, nie pamiętam. Potrzebowałem wspólników, namówiłem więc kolegę, blondyna o wyglądzie słonecznego, kalifornijskiego chłopca - ale jednak już dorosłego mężczyznę. Wybór drugiego wspólnika był oczywisty, nie wiem kim był, ale kimś bliskim od lat: nieodłącznym przyjacielem z dzieciństwa, może kuzynem. Brakowało wciąż osoby o pewnych specjalnych umiejętnościach (nie pamiętam jakich) i po poszukiwaniach znaleźliśmy dziewczynę, która potrafiła co trzeba. Po namowach zgodziła się wziąć udział w akcji.

Zrobiliśmy wszystko, co było do zrobienia bez większych przeszkód i tu zaczyna się część szczegółowa i wyrazista.

Impreza
Byliśmy razem na pustawej ulicy tropikalnego, nadmorskiego kurortu. Moi kompani cieszyli się udaną akcją popychając się, siłując i walcząc dla zabawy a w końcu upadli na pylistą ulicę. Wyglądali beztrosko i stylowo: Słoneczny, silny mężczyzna w ognistoczerwonym, jedwabnym kimonie do karate; drobny, lekko śniady Kuzyn w ciemnobłękitnym garniturze z czegoś lśniącego i Dziewczyna, o rudokasztanowych włosach, przyciętych na wysokości ramion, ubrana w zgniłozielone, matowe wełny. Pozbierali się jakoś, i wciąż weseli weszliśmy do baru. Po chwili przy stoliku, nadszedł czas spotkania ze zleceniodawcą. Odszedłem, wymieniając z nimi ostatnie żarty.

Agent
Zleceniodawca był umówiony w barze kawałek dalej, w ciemniejszej, cichszej, bardziej ponurej i ubogiej części deptaka. Zobaczyłem go po chwili w ciemnym wnętrzu prawie pustego baru. Nie widziałem jego twarzy - było zbyt ciemno, a on odwracał się, może w ogóle nie miał twarzy - ale wiedziałem, że to ten człowiek. Kiedy zaczął mówić, momentalnie spoważniałem. Okazało się, że cała akcja była manipulowana przez służby specjalne. Oczywiście dostaniemy trochę pieniędzy, ale nie zrobi to z nas bogatych emerytów co właśnie przed chwilą świętowaliśmy, a co gorsza, chcą od nas dalszej współpracy. Mogłem się zgodzić na te warunki, albo zostaniemy aresztowani.

Przez chwilę siedziałem oszołomiony. Kiedy pierwszy szok z osłupienia przeszedł we wściekłość wyrwałem metalową rurę z ławki i zaatakowałem zleceniodawcę-agenta. Walczyliśmy demolując bar, miałem siłę wypływającą z furii, mój przeciwnik był dla mnie jak szmaciana lalka, ostatecznie rzuciłem go pomiędzy meble, wykręcił się jeszcze jakoś i wtedy walnąłem go rurą w nerki. Agent znieruchomiał, ale wiem, że go nie zabiłem. Zresztą cała walka nie miała sensu, na miejsce tego agenta przyjdzie jakiś inny człowiek bez twarzy, wiedziałem o tym nawet we śnie. Walczyłem, żeby wyładować swój gniew i frustrację. W czasie walki nabrałem pewności, że słabym ogniwem, ich wtyczką, jest Dziewczyna, że od samego poczatku wiedziała co się dzieje, a może nawet została podstawiona.

Słoneczny
Wróciłem do wspólników zabierając ze sobą rurę. Bar, w którym ich zostawiłem jest zamknięty i nie zdziwiło mnie to. Wyłamłem drzwi uderzając rurą jak taranem i wszedłem do wnętrza. Moi kompani nie siedzą już razem, jako pierwszego dostrzegam Słonecznego - na mój widok wstaje od stolika. W tym ułamku sekundy wiem, że to z nim tak naprawdę muszę się zmierzyć. Że intryga służb specjalnych, brak wypłaty to tylko pretekst, a on od początku był moim przeciwnikiem. Jednocześnie nie mogę go nie podziwiać: jest postawnym, dorosłym mężczyzną, ma piękne, gęste, loki o niezwykłym złotym kolorze i głębokim połysku. Jego skupiona, gniewna twarz, zmarszczone czoło i lekko zmrużone oczy fascynują mnie przez chwilę.
Ruszyłem w jego stronę gotów do walki, a on pochylił się i rzucił po podłodze w moją stronę pistolet, w taki sposób, że sunął on między nogami krzeseł i stolików. Kucnąłem żeby go podnieść, kiedy już miałem go w dłoni zorientowałem się, że jest jakiś dziwny. Kiedy wstałem, poczułem, że ktoś stoi tuż obok i dotyka mojej szyi otwartym nożem. Nie mogłem sprawdzić kto to, ale wiedziałem, że ma coś wspólnego ze Słonecznym, może to jeden z gości opłacony przez niego, albo ochrona baru, którą na mnie napuścił. Człowiek z nożem kazał mi przestać walczyć i wyjść spokojnie. Kiedy przesunął nóż w inne miejsce na szyi, zrozumiałem, że walka nie ma sensu, dałem obietnicę, że wyjdę bez robienia awantur. Po moich słowach odsunął się ode mnie i zaczął składać nóż. Robił to dziwnie powoli, tak, że kiedy odwracałem się, zaczepiłem moim białym swetrem o niedomknięte ostrze. Przez chwilę bawiłem się myślą, że mógłbym go użyć i odegrać się najpierw na ochroniarzu a potem na Słonecznym, ale ostatecznie wyplątałem nóż z ubrania, zamknąłem go i rzuciłem na podłogę.

Rozpad
Kiedy wychodziłem, kątem oka zobaczyłem kuzyna przemykającego gdzieś w bok w ciemnej części pomieszczenia - wiedziałem, że jest po mojej stronie i nie będę miał z nim kłopotów. Przy barze siedziała dziewczyna, wyglądałą na smutną i bardzo zmartwioną całą sytuacją. W jej szeroko otwartych oczach widać było żal i coś, jakby przeprosiny i chęć naprawienia wszystkiego. Moje przekonanie o jej roli w całej intrydze zachwiało się i nie wiedziałem co o niej myśleć. Podobała mi się ta dziewczyna i - nawet we śnie - wiedziałem, że mogę chcieć sam siebie oszukać, żeby jej uwierzyć i nie widzieć w niej wroga. W każdym razie byłem gotów poszukiwać innego wyjaśnienia jej udziału w naszej akcji, niż to, że jest agentką i wykonywała swoją pracę. Pozwoliłem sobie nawet na złudzenie - ze świadomością że jest to złudzenie - że jeżeli nawet grała przeciwko mnie, to teraz się zmieniła i chciałby być po mojej stronie.

Wszystko to działo się bardzo szybko, kiedy przechodziłem do wyjścia. Już na zewnątrz spojrzałem na pistolet, którego dotąd nie użyłem. Okazało się, że jest to tylko pół pistoletu, przecięto go wzdłuż, a ja dostałem prawą połowę. Zobaczyłem wnętrze mechanizmu, wytrząsnąłem z niego coś jakby magazynek z nabojami. Poczułem, że ta połówka pistoletu jest jeszcze jedną obelgą blondyna rzuconą w moją stronę. Oparłem lufę o betonowy schodek przy drzwiach i wygiąłem pistolet, tak, że to co pozostało do niczego się już nie nadawało. Podniosłem jeszcze magazynek, zawróciłem i znowu otworzyłem drzwi. Wszyscy w środku zamarli w oczekiwaniu kolejnej awantury, ale nie wszedłem, tylko rzuciłem z daleka pogięty pistolet na stół Słonecznego. Dla wszystkich było jasne, że jest to wypowiedzenie wojny.

Pytania
Obudziłem się bez wielkich emocji, jak po obejrzeniu filmu. Byłem tylko zaintrygowany lukami w opowieści:
jaka jest rola Dziewczyny?
dlaczego ze Słonecznym jesteśmy przeciwnikami?
co tak naprawdę knuje Kuzyn?
Po godzinie wraca do mnie jeszcze wściekłość na agenta bez twarzy.

Kiedy to piszę, czuję swój związek ze słonecznym człowiekiem, to on jest w tej historii najważniejszy.

Marcin Hładki

Komentarzy nie ma.