Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2019-08-06

Justyna Bednarska

Hektar
Relacja z pobytu na seminarium filozoficzno-metodologicznym „Jakość granic” w Szachmatowie (obwód kostromski, Rosja)


Hektar, Kostroma Ru
Hektar, fot. Magda Mądra


Jaka jest jakość naszego spojrzenia na świat i siebie samych? Skąd patrzymy?”[1]

Dwa drewniane budynki i wiata. Wyznaczonego przez nie terenu strzeże rozwieszona między dwoma palami biała płachta z wymalowanym czerwoną farbą s dobrym utram! Tak wygląda szczyt wzgórza. Aby tu dotrzeć trzeba przejechać dziewięć godzin pociągiem z Moskwy do Antropowa, stamtąd dwie godziny taksówką, przemieszczającą się nie tylko wzdłuż, ale również wszerz jezdni w poszukiwaniu resztek asfaltu i w końcu pieszo pokonać półtoragodzinny odcinek polnej drogi, bądź skorzystać z podwózki traktorem. Drewniane zabudowania na wzgórzu mieszczą pokoje sypialne, salę treningową oraz kuchnię. W dole zbocza płynie rzeka. W wygodnej odległości od niej stoi ruska bania. Z czasem dowiaduję się o kolejnych miejscach, na przykład o ukrytym w lesie chramie.

Jestem na Hektarze, na jednej z sesji – „Wydarzenie zobaczenia. Antropologiczna granica” – filozoficzno-metodologicznego seminarium: „Jakość granic”[2]. Jak mówi oficjalny opis:

Hektar znajduje się na rosyjskim „odludziu”, we wsi Szachmatowo w obwodzie kostromskim, 170 km od centrum regionu. W odniesieniu do Hektaru lepiej nie używać słów „platforma” lub „przestrzeń”, które w jakiś sposób miałyby określać jego funkcję, znaczenie i miejsce. To miejsce jest dla duszy, którą człowiek, bez względu na to, co mówią, wciąż ma. Czasami szerokość i prostota rosyjskiego zaplecza pozwala człowiekowi odkryć jego duszę i poczuć jej ruch. Na Hektarze ludzie mają kontakt z prawdziwą rzeczywistością rosyjskiego życia, które w oryginalnej formie przetrwało tylko w takich zakątkach Rosji. Ta przestrzeń różni się od innych tym, że nie ma sztywnego planu organizacyjnego: każdy robi to, co chce. Ktoś właśnie odpoczywa od miasta, a ktoś próbuje znaleźć połączenie z Ideałem, aby otrzymać odpowiedzi, których miasto nie może udzielić. Tradycja odwiedzania tego miejsca pochodzi od wybitnego naukowca, myśliciela, metodologa Nikity Glebowicza Aleksiejewa. Ten niesamowity człowiek tak zorganizował swoje własne życie, aby spędzić znaczną część roku na Hektarze, gdzie przybywali jego studenci, podobnie myślący ludzie i gdzie procesy prawdziwej edukacji odbywały się poza zwykłymi formami i widownią.[3]


Organizatorem wydarzenia jest Akademia Opiekunów – niezależna moskiewska organizacja. Według statutu[4] istotą jej działalności jest przyczynianie się do wolnej wymiany wiedzy z zakresu ludzkiej świadomości i edukacji. Przez cały czas trwania sesji dyktafon nie rejestruje niczego, co mogłoby przeczyć oficjalnym nazwom (choć na pewno są momenty zastanawiające), jedynie inteligentną konwersację, nasyconą nazwiskami wielkich myślicieli, filozoficznymi i psychologicznymi koncepcjami, rozważaniami z zakresu pedagogiki. Jest jednak coś, co karze nie dowierzać, dopatrywać się drugiego dna. Określenie „seminarium” zdaje się nie przystawać do rozmowy prowadzonej cały dzień przy ogniu, do której można w każdej chwili dołączyć lub odejść i robić coś innego.

Zagadnienie tytułowej antropologicznej granicy rozumiane jest tu możliwie najszerzej. Rozmowa często krąży wokół naukowych koncepcji, ale może dotyczyć indywidualnych ograniczeń – wtedy skupia się wokół jednej osoby, stając się dla niej szczególnie wymagającą. Można czuć się tu zupełnie obco, przysłuchiwać z boku, odejść i czytać książkę w trawie lub spacerować wśród tutejszej przyrody, lecz nigdy zbyt długo – po chwili coś ciągnie z powrotem do ognia.

Prowadzący, których wyróżnia najaktywniejsze uczestnictwo w rozmowie oraz subtelne kierowanie jej przebiegiem to Sergiej Kowalewicz i Igor Pawłow. Uzupełniają się wzajemnie, co można stwierdzić już na podstawie ich cech zewnętrznych. Brązowy zarost, niski głos i postawność składające się na aurę Sergieja w myślowych krajobrazach uczestników przenikają się z ostrym czarnym spojrzeniem szczupłego Pawłowa. Siergiej to reżyser teatralny, pedagog, twórca oryginalnej metody pracy z tekstem, głosem i pieśnią. Zajmuje się, jak sam to ujmuje, artystycznym badaniem wcielania zasad Tradycji do współczesnej kultury i teatru. Igor to doktor psychologii i ekonomii, metodolog, autor zasad meta-organizacji. Określa siebie reżyserem społecznych rzeczywistości, a powołany przez niego do istnienia Hektar jest na to dowodem.

Uczestnikami seminarium są ludzie z całego świata. Przed przyjazdem nie znam żadnej z osób biorących udział w wydarzeniu. Obserwuję. Podczas seminarium uczestnicy zdają się mniej lub bardziej świadomie podlegać procesowi, który można zobrazować jako doprowadzanie siły do własnych rąk, rozpościeranie ich na boki i w końcu tworzenie. Ludzkie działanie jawi się tu jako efekt zarządzania szeroko pojętym potencjałem i konkretna ingerencja w rzeczywistość. Kiedy ktoś przestanie uważać i zgarbiony zacznie wywiercać wzrokiem dziurę we własnym brzuchu, „żivotie”, to może być pewien, że po chwili ktoś bardziej skupiony, przechodząc obok, dotknie zaokrąglających sylwetkę kręgów i „obudzi” skuloną osobę. Dla niektórych te mechanizmy są dostrzegalne, inni nie zdają sobie sprawy z ich istnienia, a jeszcze inni z pewnego dystansu lub bezpośrednio nakierowują współuczestników. Wszystko odbywa się podczas zwykłych czynności: gotowania, radzenia sobie z brakiem całodobowego dostępu do prądu czy bieżącej wody, parzenia kawy, czytania, grania, sprzątania, zbierania grzybów, ceremonii bani, a przede wszystkim rozmowy.

Hektar to synteza przestrzeni, ludzi i ich pracy, i mimo względnie prozaicznej formy, pracy wyjątkowej. Można go przyrównać do osobistego treningu, nazwać metodologicznym seminarium, potraktować jak sesję psychoterapeutyczną lub możliwość przyjrzenia się moskiewskim intelektualistom poza metropolią. Bez względu na wybrane przez daną osobę określenie pozwalające nanieść Hektar na osobistą kulturową mapę umieszczenie go w ramach któregokolwiek z istniejących już pojęć jest bardzo trudne, Przeżycia towarzyszące chłoście gałązkami brzozy w bani i zanurzeniu się w zimnej rzece tuż po wymykają się naukowym kategoriom. Posłużenie się językiem odartym z poetyckości przy opisywaniu Hektaru zdaje się być zabiegiem znacznie deformującym tę rzeczywistość.


Budzę się ze głębokiego snu na zbitym z desek piętrowym łóżku obok zapiecka i głową niemalże sięgam sufitu. Odruchowo, od razu po wygrzebaniu się ze śpiwora, nie myśląc o wszystkich porannych rytuałach towarzyszących życiu w mieście, a tu dużo trudniejszych do wykonania, idę do serca Hektaru, pod wiatę. Tam od samego rana do późnego wieczora nieustannie toczy się rozmowa.

Przez pierwszy dzień nie rozumiem większości z nasyconego filozoficzną terminologią rosyjskiego, którym posługują się rozmówcy. Również dzięki temu odpowiedź na zadane mi dopiero po jakimś czasie pytanie ma sposobność dojrzewać od samego początku... Niedługo po przybyciu Igor i Siergiej pokazują mi chram. We trójkę jedziemy quadem do nowo postawionej w miejscu ruin dawnego chramu świątyni. Pawłow opowiada o tym, co skłoniło go do budowy miejsca modlitwy na zupełnym pustkowiu, w dużej odległości od jakichkolwiek mieszkalnych zabudowań. Chciał przekuć w rzeczywistość nieracjonalny pomysł i tym samym dać przykład poważnego podejścia do irracjonalności w racjonalnym świecie. Jestem przejęta, że chram może zobaczyć bardzo ograniczona liczba ludzi, a odkryć znaczenie jeszcze mniejsza. Postanawiam zrobić reportaż. Drugiego dnia zagaduję Igora, chcąc ustalić kiedy mogę przeprowadzić wywiad. Wiedział wcześniej o moim planie, dlatego dziwi mnie jego pytanie o to dlaczego chcę pisać. Odpowiadam, że zależy mi, żeby więcej osób mogło dowiedzieć się o motywach, które skłoniły go do budowy. Pytanie, które dostaję zamiast odpowiedzi zupełnie zbija mnie z tropu, wywołując wielodniową transgresję:

- A po co Ci inni ludzie?


Po wielu dniach, które minęły od czasu pobytu na Hektarze zastanawiam się nad kwestią, która wydawałoby się, powinna wyniknąć zaraz na początku wyprawy do Szachmatowa – po co tam się jedzie? Teraz, mimo bliskich znajomości z innymi, którzy tam byli, zdaję sobie sprawę, że między nami to pytanie nigdy nie zostało wypowiedziane, za to zawsze pojawia się w rozmowie z osobą z zewnątrz i wywołuje różne typy reakcji u odpowiadającego. Obserwując ludzi z Hektaru w warunkach miejskich zauważyłam, że tłumaczą oni wyjazd na kilka sposobów. Dystansują się od tamtejszych wydarzeń, sprowadzając siebie do roli obserwatora, czemu towarzyszy umniejszenie całej sytuacji na rzecz swojej niezaangażowanej postawy, powołują się na autorytet któregoś z przebywających, nie potrafią wyjaśnić przyczyny wyjazdu lub milczą. Żaden z wyróżnionych typów „odpowiedzi” nie wnosi niczego innego poza przedstawieniem formy uchylenia się od niej. Można wnioskować, że spotkanie ludzi różnych zawodów, języków i kultur na wzgórzu w Szachmatowie ma charakter autoteliczny, bądź jego cel nie daje się werbalizować wprost. Jednakże mam do czynienia z rzeczywistością do pewnego stopnia postrzegalną kulturowymi zmysłami. Oficjalnie to filozoficzno-metodologiczne seminarium. W praktyce powszechne rozumienie tego pojęcia jest rozsadzane przez bezpośredniość indywidualnych doświadczeń, wspomaganą przebywaniem z dala od cywilizacji, kontaktem z naturą, prozaiczną pracą, zażywaniem bani, nieustającą rozmową. Ilość gotowych pojęć na nazwanie doświadczenia Hektaru zdaje się być celowo okrojona do minimum tak by dać uczestnikom możliwość zajrzenia poza to co kulturowe i odgórnie zdefiniowane – stworzyć szansę wejścia na terytorium tworzenia, na którym każdy ruch oznacza coś nowego.


W dzień wyjazdu wszyscy zbieramy się przy chramie. Niektórzy milczą, inni w małych grupach wymieniają się refleksjami. Zaczynam zdawać sobie sprawę jak dużo ludzi się tu zebrało. Pierwszy, zupełnie samotny etap podróży w to miejsce, jawi mi się teraz jako odpowiedź na apel spoza mnie, a nie wewnętrzny imperatyw. Wyczuwam, że za chwilę nastąpi pożegnanie i jeszcze na chwilę wycofuję do starych murów, na których powstał chram. Odłupuję stamtąd kanciasty kamyk i wkładam go do naszytej na piersi kieszeni. W nocy, kiedy leżę w pociągu, co chwila wbija mi się w ciało i budzi. To umacnia mnie w przekonaniu, że mimo powrotu nie utracę wszystkiego z czasu przeżytego na Hektarze. Rano, już w Moskwie, decyduję się wyciągnąć kamień z kieszeni. Dopiero wtedy to przekonanie zamienia się w pewność.


[1] Fragment oficjalnego opisu seminarium https://www.facebook.com/events/246136485511050/ (28.02.2014)

[2] Oficjalny opis seminarium, op. cit.

[3] http://www.kp11.ru/

[4] http://www.apom.ru/?topic=rules&part=2 (21.04.2014)


Hektar, Kostroma Ru
Budynki Hektaru, fot. A. Łazariew

Hektar, Kostroma Ru
Chram, fot. A. Łazariew

Hektar, Kostroma Ru
Igor Pawłow, fot. Magda Mądra

Hektar, Kostroma Ru
Siergiej Kowalewicz, fot. Magda Mądra

Hektar, Kostroma Ru
Pod wiatą, fot. A. Łazariew

Justyna Bednarska

Komentarze: 3

[foto]1. Po co tam się jedzie? • autor: helka /Helka (2019-08-08 15:56:13)

Czasem najważniejsze rzeczy dzieją się między słowami. Ale ciekawa jestem, jaka jest Twoja Autorko odpowiedź na pytanie zadane w tekście.

[foto]2. Po co tam się jedzie? - moja odpowiedź • autor: Justyna Bednarska (2019-08-09 07:33:10)

Moja odpowiedź z 2013 roku brzmiała: "Jestem poetką i chcę jakoś dotrzeć do istoty procesu twórczego. Znaleźć odpowiedź na pytanie skąd się bierze poezja, czy twórczość jest powiązana z przebywaniem artysty na krawędzi, "pomiędzy światami". Moja odpowiedź z 2019 roku brzmi: "Przeczuwam istnienie czegoś więcej niż to, co do pojęcia w ramach tzw. common sense. Chciałabym to odkrywać pod czyimś przewodnictwem."

[foto]3. Pitagorejczycy • autor: Michał de Molka /Michał (de) Molka (2019-08-12 17:19:50)

Intrygująca i zachęcająca jest ta rosyjska duchowość. Na fali tego tekstu (dziękuję!) przypomniał mi się artykuł z kwartalnika "Przekrój" pt Piątka z wyspy.