Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2011-11-29

Wojciech Jóźwiak

W geo-polityce, znów nowa epoka?

W latach 1989-90-91 radykalnie zmienił się rozkład sił w świecie. Skończył się układ dwubiegunowy dwóch warczących mocarzy – ZSSR kontra USA, nastała jednobiegunowa dominacja Ameryki. Teraz słychać, że ta faza już się kończy. Tak krótko, ledwo po 20 latach? Polsce ta faza przyniosła niezwykły jak na naszą historię awans, z roli kolonialnego wasala-protektoratu moskiewskich utopistów do członka klubów wolnego świata i Zachodu. Staram się jak mogę pisać to bez ironii. Jednak trudno nie ironizować, skoro to co zrealizowało się, mocno odstaje od tego, co by być mogło – od jakiegoś optymalnego lub przynajmniej optymalniejszego wariantu. Stało się trochę tak, jak po Bitwie Grunwaldzkiej, kiedy Krzyżacy pozostali niedobici (do dziś! patrz na mapę), albo po Wiktorii Wiedeńskiej, która Polsce dala zysku zero, nawet Podola Turkom nie odebrano, dopiero za Sasa po śmierci Sobieskiego. Wypadnięcie z optymalnej trasy (z bruzdy, bruzda łac. liradelirium!) zaszło z dwóch stron, (A) Polski, (B) tej do której szliśmy czyli Europy. U nas nie stało się tak, że ster przejęły nowe wyłonione elity, umiejące odrzucić kolonialne submoskwicińskie uwarunkowania lub od nich wolne – stało się coś innego: oto PRL-owska klasa polityczna przetrwała w dobrej formie, a tylko z dawnej opozycji dokooptowała swoich TW. Europa (ta Zachodnia) też zmieniła się: przestała mierzyć na wolny rynek, strefę swobodnego krążenia ludzi, idei i biznesów – za to oskorupiła się unijnymi regulacjami, poszła w stronę gospodarki planowej, biurokratycznego lepiej-wiedztwa mędrców, ober-etatyzmu i Koneczniańskiej cywilizacji bizantyńskiej – w końcu do socjalizmu. Od którego, wydawało się w 1989, uciekaliśmy z taką ulgą!

Z deszczu pod rynnę? Jednobiegunowa dominacja Ameryki przechodzi w pejzaż wielobiegunowy. Stanisław Michalkiewicz nazwał go niedawno epoką Walczących Cesarstw. Które są? - prócz Ameryki, Europa z Niemcami jako głową, Rosja, Chiny, jeszcze Indie. W naszym kącie świata przypomina to o geopolityce. Jesteśmy na uskoku. Właściwie, to znaleźliśmy się na nim wcześniej, w fazie amerykańskiego monopolu. Ale zrazu nasz uskok był jak ta granica z „Pustyni Tatarów” Dino Buzzatiego: za nią mgła... Ale poszło jak w tamtej powieści (i filmie): z mgły wyroiły się obce zastępy. Mówiąc suszej, z początku wschodnia granica oddzielała nas od słabej i po części „upadłej” strefy post-sowieckiej, niewyraźnej i lekceważonej Tymczasem euroazjatyckie centrum odbudowało się, to po pierwsze, po drugie zaczął odszczepiać się biegun europejsko-niemiecki. Przez to znaleźliśmy się na wspomnianym uskoku, między Zachodnią Europą (ugrupowaniem sukcesywnym po rozluźniającym się Atlanticum pod wodzą USA) a Rosją. Co przypomina, trochę, stan z lat 1945-89, tyle że teraz po zachodniej stronie uskoku jesteśmy.

Czy ten kolejny podział i nasz uskok będzie – znacząco, przez wiele lat - trwały? Na stronie konserwatyzm.pl jest wywiad z Leszkiem Sykulskim, prezesem Instytutu Geopolityki. (Działa w nim Tomasz Gabiś, publikujący też w Tarace. Świat jest mały...) Dowiadujemy się stamtąd o projekcie połączenia skrzydeł z obu stron uskoku: wynikiem miałby być „Blok Kontynentalny” sięgający od Lizbony do Władywostoku, a jego początkiem „Trójkąt Kaliningradzki” - ententa Rosji, Niemiec i Polski.

Nietrudno zgadnąć, że: Blok Kontynentalny natychmiast stałby się oponentem Ameryki, i to raczej nie łagodnym handlowym, tylko ostrym wojennym; najwięcej na tym zyskałaby Rosja, notoryczny hegemon tego bloku; taka konfiguracja działałby jak rezonansowe pudło na wszelkie anty-amerykańskie nastawienia, fobie i resentymenty u trzech głównych udziałowców, czyli Rosji, Niemiec i Francji; nieprawdopodobne jest, żeby do tego Bloku weszła Wielka Brytania; nie widać w tej strefie dostatecznie silnych ostoi myślenia wolnorynkowo-wolnościowego, przeciwnie: blok wyrezonowywałby właśnie to, co w Rosji, Niemczech, Francji jest z ducha bizantyjskie – a zasoby bizantynizmu są w tych krajach i ich tradycjach-duchach, potężne. Mało prawdopodobne, że w tym mariażu zachodnie obywatelsko-liberalno-kapitalistyczne cnoty zmeliorują „Euroazję” - chętniej zajdzie odwrotny i łatwiejszy proces: ruski bardák skolonizuje Zachód. Co to dla Polski? Nas w tym nie ma...

Wojciech Jóźwiak

Komentarzy nie ma.