Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2002-12-17

Wojciech Jóźwiak

Geometria pojęć (1)
O symetriach i czwórcach

Część 1. -> Część 2.

Uwaga: Teksty te były publikowane w "Tarace" w 2002 jako fragmenty niby-blogu pt. "Składanki" (strony te dziś nie istnieją), następnie w książce "Wiedza nie całkiem tajemna". (Wyd. Studio Astropsychologii, Białystok 2004.) Numeracja rozdziałów jest inna niż w książce i w dawnych "Składankach".


1. Geometria czyli symetrie pojęć

Geometria pojęć związana jest z parapsyką i poza starą i nową wiedzą tajemną spotykana jest rzadko. Geometrią pojęć nazywam układy pojęć, tworzące mniej lub bardziej rozbudowane symetrie. Właśnie symetrie są tu czymś charakterystycznym. Wiedza potoczna zadowala się najczęściej układem pojęć najprostszym z możliwych: opozycją, czy jak się mówi, choć to trochę masło maślane, opozycją binarną. Coś jest długie albo krótkie. Jasne albo ciemne. Przezroczyste albo nie. Długi szereg opozycji binarnych został zbiorowo podsumowany przez chińską filozofię przyrody jako para in-jang: in to to, co jest w cieniu, zagłębione, wilgotne, ciemne, żyzne, powolne, ograniczone, zamknięte, niewiadome i niejasne, podatne na wpływy i manipulacje, mnogie, żeńskie, domowe i ludowe. Jang to to, co jest na słońcu i na wyżynie, suche, świetliste, pustynne, szybkie, przestrzenne, otwarte, znane i jasne, czynne, inicjujące zmiany, jednostkowe, męskie, publiczne i władcze. (Mam wrażenie, że tylko jedna opozycja nie daje się zaliczyć do in-jang, bo nie wiadomo, która strona jest in, która jang: para stałe-zmienne.) W Księdze Przemian (inaczej I-Cing, Yijing) są linie ciągłe (jang) i przerywane, a każda bywa niezmienna lub zmienna. W ten sposób powstaje układ 4 jakości, czterobiegunowy. Innym układem Księgi Przemian jest układ trójek linii, trygramów, a że każda linia jest in lub jang, to trygramów jest dwa do potęgi trzy, czyli osiem. Trygamy są brane po dwa i zestawiane w heksagramy, których jest osiem do kwadratu, czyli 64. Na tym Chińczycy poprzestali.

I-Cing stanowi kostkę, ściślej kostkę w sześciu (!) wymiarach. (Kwadrat z czterema wierzchołkami to kostka w wymiarach dwóch, sześcian, osiem wierzchołków, to kostka w trzech wymiarach. Każdemu wierzchołkowi sześcianu ładnie przyporządkowuje się jeden trygram.)

W astrologii mamy 12 znaków zodiaku i geometria inna - tu jest podział koła i symetria obrotów. (Symetria odbić, jedyna w kostce I-Cing, tutaj ma rolę nieznaczną.) W ramach zodiaku mamy mniejsze (pod)systemy: opozycje (czyli układy oparte na liczbie 2) w postaci przeciwległych znaków, zarazem podobnych i przeciwnych, jak Baran i Waga, Ryby i Panna. (Baran symbolizuje, prócz mnóstwa innych rzeczy, kierowanie się własnym interesem i branie tego, co mnie się należy; Waga symbolizuje wzgląd na drugiego i kompromis co do interesów, oraz transakcje na zasadzie "daję, abyś dał". Panna, prócz mnóstwa innych rzeczy, to podział na ostro oddzielone przegródki; Ryby to rozmyte granice i widzenie holistyczne, ponad podziałami.) W zodiaku mamy też podukłady oparte na liczbie 3, czyli trójkąty złożone ze znaku kardynalnego, stałego i zmiennego, co (oprócz wielu innych rzeczy) może być obrazem pewnej rzeczy w jej fazie młodości (Baran-zwycięzca), dojrzałości (Lew-władca) i schyłku (Strzelec-prawodawca). Mamy podukład oparty na liczbie 4, który jednak nie sprowadza się do mechanicznego, kombinatorycznego połączenia dwóch opozycji (binarnych), gdyż zawiera treść znacznie bogatszą. Mam na myśli cztery żywioły i ich znaki - jednak układ czterech żywiołów sięga dalej niż znaki i dalej niż zodiak.

W astrologii budowano też systemy jeszcze bardziej rozbudowane, lecz na zasadzie cokolwiek mechanicznej. Najbardziej znany polega na dzieleniu znaku na trzy dekanaty, co razem daje 36 sektorów astrologicznego nieba i tyleż biegunów znaczeniowych. Układ dekanatów, archaiczny, jeśli wierzyć historykom, starszy od samej astrologii, wymyślony jeszcze w Egipcie, zawsze robił na mnie wrażenie czegoś niedopracowanego i pełnego dowolności - a w geometrii pojęć dowolność to asymetria! Najbardziej dojrzałą próbę zsymetryzowania dekanatów przedstawił Światosław Florian Nowicki w książce "Cykle zodiaku" (w której znalazły się także moje artykuły). Jest tam zarazem koncepcja, że dekanaty są nie tylko częściami, odcinkami znaków zodiaku, ale także ich trójka stanowi charakterystykę znaku, jest jego momentami.

Od kiedy przeczytałem książkę Johna Addeya "Harmoniki w astrologii" ("Harmonics in Astrology", 1976), próbowałem obmyślić systemy, które byłyby podobne do 12 znaków zodiaku i podobnie zawierały liczbę 4 i symetrię czterokrotną wraz z czterema żywiołami, ale które by powstały z podziału koła nie trzema cięciami, ale pięcioma lub siedmioma (próbowałem także większych liczb: 9, 11 i 13, choć bez dobrego skutku). Wynikiem są układy punktów pięciokrotnych i siedmiokrotnych, o których można poczytać w książkach "Cykle zodiaku" (tej wespół ze Ś. F. Nowickim) i w rozdziale "Koło czyli tarok i zodiak" w książce "Tarok wróżebny i wizyjny"; ten rozdział jest też w internecie - kolo.html. Są to układy mające 20 (4 razy 5) i 28 (4 razy 7) pojęciowych biegunów. Od dawna usiłowałem znaleźć most pomiędzy tymi systemami a tarokiem (wolę mówić tarok niż tarot, głównie dlatego, że tarok jest z włoskiego, gdzie końcowe k jest wymawiane, a tarok z francuskiego i angielskiego, gdzie końcowe t jest nieme - po polsku wymawia się je, więc ta wersja jest czymś sztucznym). W pewnym momencie oba układy pojęciowych biegunów nałożyły się na siebie i wynik jest w książce "Tarok wróżebny i wizyjny".

Tarok sam jest geometrią pojęć o 78 biegunach; w rzeczywistości jest to składanka dwóch osobnych zbiorów: atutów, których jest 22, oraz 40+16 małych arkanów. Atuty taroka mają ubogą symetrię; w istocie nie mają jej wcale. Jest ich 22, jednak nie tworzą opozycji parami; właściwie nie wiadomo, które karty mogłyby być swoimi przeciwieństwami. Inne relacje pomiędzy kartami są równie niejasne. Być może wewnętrzny porządek/struktura atutów taroka czeka na swojego odkrywcę. Za to małe arkana mają oczywistą symetrię kwadratu, dzielą się bowiem na cztery kolory. Przez przyrównanie ich do punktów zodiaku można wśród nich wyróżnić podukłady o symetrii koła podzielonego na 3, 5 i 7 części. To tylko wstęp i napomknienie, więcej jest w "Koło czyli tarok i zodiak".

Tarokowo-zodiakalne superkoło zawiera podobieństwa do różnych pojęciowych cykli liczących 3, 4, 5 lub 7 biegunów. Są wśród nich tak zaskakujące, jak 7 katolickich sakramentów - albo jak czwórca Grabianki. Tadeusz Grabianka, urodzony 8 stycznia 1740 w Rajkowcach na Podolu (zmarł w rosyjskim więzieniu około r. 1807), z Marsem na ascendencie i Neptunem na descendencie, mason i przywódca rezydującej w Awinionie hermetycznej sekty, uznał, że są nie trzy lecz cztery Osoby Boskie, a tą Czwartą jest Maryja. Jego herezja się nie przyjęła, my jednak popatrzmy na nią jak na udaną próba rozpisania boskich atrybutów na cztery żywioły: Bóg Ojciec, stwórca materialnego świata, obdarzony, jak opisuje do Stary Testament, cokolwiek despotycznym charakterem - każdy astrolog szybko wpadnie na to, że Jehowa jest psychologicznym Koziorożcem - reprezentuje żywioł Ziemi. Duch Święty, ulotny dawca natchnienia i dla swej lotności wyobrażany jako ptak, to żywioł Powietrza. Chrystus, który w Ewangelii wg. Tomasza sam o Sobie powiedział, że "kto jest blisko mnie, blisko jest ognia" - to żywioł ognisty, a jego Matka, objawiająca się u źródeł i wśród drzew, przedstawiana z wężem i Księżycem, to oczywisty żywioł Wody.

(O Grabiance dowiedziałem się od Jerzego Siewierskiego, który pisał książkę-biografię tej arcyciekawej i nieznanej postaci; niestety umarł nie dokończywszy.)

Można wreszcie w zodiakalno-tarokowym kole dopatrzyć się podobieństwa do enneagramu.

Inną odmianę geometrii pojęć przedstawiają liczby numerologii (jest ich 9) oraz sefir(ot)y kabały (jest ich 10) ułożone w Drzewo Życia, system o dość niskiej jednak symetrii dwubocznej.


2. Poza światem zjawiskowym

Geometria pojęć jest jednym z powodów dla którego astrologia i podobne do niej systemy wiedzy tajemnej warte byłyby tego, żeby ich nie odrzucać i nie zapominać, nawet gdyby okazały się nieprawdziwe; tzn. gdyby okazało się, że planety nie wywierają zauważalnych wpływów, a losowanie heksagramów Księgi Przemian patykami albo wyciąganie kart taroka produkuje tylko statystyczny szum, i to czysto biały.

Wysoce niejasny jest status geometrii pojęć. Systemy geometrii pojęć nie należą do świata empirycznego, zjawiskowego. Więcej: warto w tym miejscu zauważyć, że powszechnym i natrętnym błędem wyznawców parapsyki jest uważanie tych systemów za empirię. Taki na przykład znak Byka - w istocie, w ramach geometrii pojęć, wysoce abstrakcyjny symbol - dla owego natrętnie błądzącego wyznawcy może zaistnieć tylko jako człowiek urodzony między 20 kwietnia a 21 mają; no może jeszcze jako szczególny typ charakteru popularny wśród urodzonych na wiosnę. Dwójka (powiedzmy) Pucharów, także abstrakcyjny symbol, na tym niskim poziomie, też będzie tylko pewną wróżbą: że oto zbliża się towarzystwo, powodzenie, bliskość z ludźmi i na koniec wielu adoratorów, że aż nie wiadomo, którego wybrać. Tak jak, powiedzmy, jest w Europie 10 gatunków krukowatych (policzyłem i chyba się nie mylę), na tej samej zasadzie jest też 12 znaków zodiaku. Ktoś - jak się wydaje wyznawcom tego wulgarnego stylu myślenia - wyróżnił ludzkie charaktery, odkrył, że w poszczególnych miesiącach urodzenia występują takie a takie, policzył je i wyszło mu że jest ich 12 - dokładnie tak, jak ktoś inny odkrył, że żyje 10 gatunków ptaków podobnych do sójki, wrony, kruka. Ktoś inny (zapewne) podobnie odróżnił takich typów 9 i dla pamięci spisał je jako schemat enneagramu. Tymczasem logiczna kolejność jest odwrotna. Najpierw jest liczba, potem układ tylu właśnie biegunów, tworzący figurę z symetriami, i wreszcie ta figura i te symetrie służą jako podkładka, jako wzorzec do poklasyfikowania ludzkich charakterów, i nie tylko, bo w ten sposób można klasyfikować i opisywać także inne rzeczy - a które, to już astrologowie wiedzą najlepiej.

Systemy geometrii pojęć nie należą do świata zjawisk i doświadczenia, ale i nie należą do platońskiego świata bytów matematycznych. Jak na matematykę, mają zbyt ubogie struktury formalne; jak na geometrię, są zbyt proste. Oprócz matematycznej struktury formalnej mają także przypięte do swych wierzchołków-biegunów znaczenia, symbole. Te symbole-znaczenia zależą od siebie wzajemnie, a symetrie, obroty i odbicia biegunów są zarazem symetriami, podobieństwami i opozycjami pojęć. Te symbole nie są ani matematyczne, ani empiryczne.

Geometria pojęć to dziwny trzeci świat: klasa bytów, które są zbyt treściwe jak na twory matematyczne, a zbyt abstrakcyjne i samorodne, by należeć do materialnej empirii.

Naukowy obraz świata i naukowe podejście do świata nie przewidywało niczego trzeciego prócz empirii i matematyki. Dlatego astrologia i inne systemy bazujące na geometrii pojęć (alchemia z triadą Sól, Siarka, Rtęć) nie przeszły przez bramkę rewolucji pojęciowej okresu Oświecenia, tej, która dała początek nowoczesnej nauce.

Twierdzenia matematyki trzeba udowodnić, orzeczenia nauki trzeba sprawdzić, zbadać doświadczalnie. Jak osądzić twierdzenia w systemie pojęciowym składającym się na astrologię, I-Cing, enneagram, tarok? Nie wiadomo. To się robi na wyczucie, trochę tak, jak w literaturze, w poezji.

Tu wchodzimy w obszary rzeczy dziwnych i nieuchwytnych, ale na pewno nie dowolnych.


3. Zodiak

W postaci zodiaku stworzono (niemal) doskonały, (niemal) bezbłędny, wysoce symetryczny układ geometrycznych pojęć. (Inny problem, czy ma on jakikolwiek związek z empirią, czy jest w jakimkolwiek stopniu prawdziwy, jeśliby go posprawdzać doświadczalnie i statystycznie; można nawet wyobrazić sobie, że wprawdzie planety działają, lecz zodiak okazuje się zupełnym złudzeniem, a astrologowie podtrzymują jego rzekomą stosowność w ten sposób, że te horoskopy, które zgadzają się za sprawą innych czynników, np. w których dominujący Jowisz udaje wpływy znaku Lwa, astrologowie uznają, a te, gdzie dzieje się inaczej, pomijają jako wątpliwe przypadki.) Inaczej jest z planetami; tutaj można obserwować, jak mimo powtarzanych od aleksandryjskiej starożytności prób symetryzacji planet rozumianych jako pojęciowe bieguny, kapryśna empiria staje na przekór tym wysiłkom. Nawet nie chodzi o to, że Gauquelinowi wyszedł z badań inny Księżyc i inny Saturn, niż utrzymywała astrologiczna tradycja. Weźmy pod uwagę tylko planety tradycyjne: widoczne gołym okiem i znane od praczasów. Tworzą one ładny, symetryczny układ: para świateł, Słońce i Księżyc odpowiada biegunom jang i in; po stronie in są także dwie planety, Wenus i Saturn, z których Wenus reprezentuje energie charakterystyczne dla młodości i łączenia, i jest dobroczynna; Saturn zaś włada czynnikami starości i izolacji, i jest złoczynny. Symetrycznie po stronie jang stoją Mars i Jowisz; Mars reprezentuje energie młodości i rozdzielania, i jest złoczynny, Jowisz jest stary i łączący, dobroczynny. Siódmy Merkury nie należy do żadnej z tych opozycji, reprezentuje umysł i pełni funkcję pośrednika. System ten jest jednak psuty przez szybkości ruchu planet na niebie i na tle zodiaku, należą one do trzech różnych grup prędkości: (1) najszybszy Księżyc, (2) powolniejsze odeń średnio dwanaście razy Słońce, Merkury, Wenus i Mars, (3) powolniejsze kilkanaście-kilkadziesiąt razy od Słońca Jowisz i Saturn. Jeszcze pewnej logiki w tym można się dopatrzyć, ale z nowoczesnych planet następną jest Uran, który reprezentuje gwałtowne zmiany, rewolucję, ale porusza się jeszcze wolniej od Saturna - trzy razy, czyli jako nosiciel nagłych zmian jest od Saturna tyleż razy mniej rychliwy!


4. Geometrią świętej przestrzeni

A gdyby planety miały być przedstawicielami greckich bogów, to przynajmniej jednego bóstwa wśród nich brakuje: Dionizosa, bez którego grecka religia byłaby rażąco niekompletna; także gdyby bogów uważać za siły-archetypy ludzkiej psychiki, to ten archetyp, który Grecy nazwali Dionizosem, nie jest na niebie jako planeta reprezentowany.

Ciekawe, że kiedy mówi się o geometrii pojęć, jakiś prąd obecny w tym polu tematycznym spycha dryfem myślenie w kierunku bogów, osób boskich, boskich atrybutów, w kierunku obrazów, którymi człowiek usiłował opisać i pojąć coś, co jest nad nim. Geometria pojęć ma wyraźny rys sakralny. Chciałoby się powiedzieć, że jest to język opisu spraw nie tyle ziemskich, co boskich. Także Jung symetryzował swoje archetypy: Ego, Persona i Cień (symetryczna trójk/c/a), Jaźń (jako czwarty człon do tamtych trzech), Animus i Anima (opozycja jang-in), Stary Mędrzec i Wielka Matka (druga opozycja jang-in). Indianie mieli swoje święte cztery strony świata i cztery zwierzęta-strażników każdej strony; podobny system mają w Tybecie, zwierzęce twarze cherubów Ezechiela też są czymś takim. Najwidoczniej geometria pojęć jest geometrią świętej przestrzeni.


5. Wiedza wrodzona?

Ucząc się astrologii (miałem wtedy około trzydziestki i byłem solidnie oczytany w wielu dziedzinach) zauważyłem, że jest w jej pojęciach pewien nadmiar. Czytałem o zodiaku, domach, planetach i aspektach z raczej podłych źródeł: na pewno ówczesne ksera i notatki nie należały do światowej czołówki astrologii, tam sięgnąłem, kiedy już astrologię znałem. Nadmiar ten polegał na tym, że czytając i układając sobie w głowie astrologiczne pojęcia i symbole wiedziałem więcej, niż wyczytałem w tekstach. Tak jakby astrologiczne symbole i układy pojęć były nie tyle zapisem informacji, co kluczem, który otwierał wiedzę już obecną w umyśle, tyle że obecną tam w pewien niejawny sposób. Był nawet taki moment, że nie mogąc nigdzie znaleźć szczegółowych opisów co znaczą aspekty, zacząłem spisywać swoje fantazje na ten temat. Potem znalazłem odpowiednie książki, i okazało się, że przeważnie miałem rację: domyśliłem się tego, co autorzy podręczników napisali przede mną.

Możliwy jest pogląd, że astrologia (ale także tarot, enneagram, może też I-Cing) jest wiedzą wrodzoną i wewnętrzną, jest wiedzą, którą umysł ma o sobie samym. (Jak to sprawdzić?)

W powyższym ujęciu liczne próby dokonywane w parapsyce - stworzenia w ramach geometrii pojęć magicznej ale i wysoce symetrycznej mapy świata, byłyby próbami opisu przestrzeni wewnętrznej, umysłu tak jak on sam siebie postrzega, a może wyczuwa, od wewnątrz.


6. Przeciw Jungowi

Jest książka "Drzewo sięgające nieba", napisał Wiesław Adam Bator (wyd. Nomos, Kraków, kiedy? bez daty, po 1993), jak wskazuje nazwisko, potomek węgierskiej rodziny osiadłej w Polsce. Książka zawiera węgierski epos ludowy po powyższym tytułem, nas jednak interesują poglądy autora wyrażone we wstępie. Pisze oto Władysław Bator:

"Z teorią szamanizmu jako źródła religii, magii i wszelkiej wiedzy wiąże się często tezy archetypów Junga i spektakularnych pomysłów Eliadego. (...) sprowadzają się one do negacji obiektywnych bytów ponadzmysłowych poza człowiekiem i usiłują zepchnąć cały świat nadprzyrodzony w wewnętrzną sferę psychiki ludzkiej, lokując je w tzw. "podświadomości" i "nadświadomości"." I dalej, pomijam długi fragment, choć może wrócę do niego przy innej okazji: "Osobiście sądzę, że wymienione wyżej teorie psychologiczne i ich religioznawcze odbicia są formą ucieczki przed odpowiedzialnością człowieka i nową próbą "uczłowieczenia" zła, a także kolejnym złudzeniem, że jest ono nieświadomością i niewiedza, a więc zaniknie w miarę poszerzania się świadomości człowieka i jej wznoszenia do poziomu "nadświadomości". Nie podzielam też poglądów, że symbolika walki ze smokiem straci w najbliższym czasie aktualność i stanie się przeżytkiem kulturowym. Zło i dobro będą zapewne walczyły nadal w przyszłości, tak jak zmagają się obecnie i jak to miało miejsce w przeszłości."

I tu koniecznie muszę przepisać dalszy ciąg wywodu Wiesława Batora, bo jest logiczną konsekwencją, chociaż z punktu widzenia naszych dociekań ostro skręca w nieoczekiwanym kierunku: "Tak zwane "myślenie globalne" czy też wizja zjednoczonej Europy, w której ofiary mają się zbratać ze swymi katami, zło nie zostanie ukarane, a dobro nagrodzone - są jedynie kolejnymi złudzeniami intelektualistów."

Na razie mamy inny problem: czy geometria pojęć odnosi się do wewnętrznych treści umysłu - czy też do sił, które, jak pisze Bator, są obiektywne i zewnętrzne względem człowieka.


7. Czwórca zła

W pisanych kiedyś rozważaniach goniłem za przeciwnikiem, który nazywa się mimetyzm, czyli taki stan umysłu i takie zachowanie się człowieka, w którym chowa się on za innych i pomiędzy innych, chowa się w tłum - pojawienie się mimetyzmu jest tym samym, co utworzenie się tłumu; traci swoją osobność, upodobnia się do innych, także się wzajemnie upodabniających, aż wynikiem tego staje się odróżnorodnienie - nawet, gdyby nie doszło do "zbrodni odróżnorodniających" o których pisze René Girard.

Taki obraz powstaje: że zło przejawia się na cztery sposoby, przykłada się w czterech punktach. Jednym z nich jest mimetyzm. O dwóch innych pisze Jerzy Prokopiuk w wykładzie "Steinerowska demonozofia"; Rudolf Steiner zrównał tamte dwie twarze zła z postaciami demonicznych bóstw: Arymana i Lucyfera. Aryman patronuje materializmowi, Lucyfer - fałszywej duchowości, która neguje materialne i inne ograniczenia i łudzi człowieka rzekomym istnieniem łatwej drogi do wyzwolenia, zbawienia, boskości. Nie wnikając dalej w steinerowską demonozofię (Steiner (którego pewnie poparłby Bator), demony tamte uważał za realne, ja raczej mam je za metafory), zauważmy, że Aryman przejawia się przez (1) rygor i (2) okrucieństwo, zaś Lucyfer przez (3) oderwanie od świata, przez odloty, i przez (4)... Otóż na czwarty punkt przyłożenia (sił) zła wygląda właśnie mimetyzm.

Jest odpowiedniość do (systemu geometrii pojęć w postaci) Czterech Żywiołów. Materializm i rygor to żywioł Ziemi. Okrucieństwo to żywioł Ognia. Odlot, oderwanie od świata, to, jak sama nazwa wskazuje, Powietrze. Mimetyzm, dla którego istotnym jest rozpuszczenie się jednostki w tłumie, wyrównanie przeciwieństw i napięć (a więc rozpuszczająca właściwość wodnego elektrolitu), zanurzenie się wspólnym biopolu a może polu morficznym i przemawianie czegoś innego przez człowieka - kojarzy się z żywiołem Wody.

Jak widzimy, jest pełna odpowiedniość tych czterech demonów (Czterech Jeźdźców?) z Czwórcą Grabianki: rygor to anty-Jehowa (i dlatego jego wyznawcy lubowali się w rygorystycznych przepisach Prawa), okrucieństwo to anty-Chrystus (i dlatego On Sam i Jego wyznawcy doświadczali okrucieństw), lucyferyczny odlot to anty-Duch Św. (i dlatego podczas zesłania Ducha Św. Apostołowie mówili językami), mimetyzm to anty-Maryja, i dlatego właśnie kult maryjny wzbudza najwięcej tłumnych wzruszeń u wyznawców. (Można powiedzieć, że za każdą osobą boską skrada się jej demoniczny cień.)


8. 'Czwórca zła' w taroku

Kartą taroka, która najlepiej oddaje arymaniczny rygor(yzm), jest Szóstka Monet, odpowiadająca w zodiaku punktowi 25 i 5/7 stopni Raka.
Okrucieństwo jest najwyraźniej wyrażone w Piątce Kijów, 4 i 2/7 st. Panny.
Lucyferyczny odlot znalazł swój punkt w Piątce Mieczy, 4 i 2/7 stopnia Ryb.
Kartą mimetyzmu jest Dwójka Pucharów, albo 21 i 3/7 Lwa.

(Układ jest ładny, wysoce symetryczny, piękna geometria pojęć. Przypuszczam jednak, że nie całe zło zostało schwytane w tę klatkę.)


9. Rudolf Steiner i jego Antybogowie

Steinera mało znam. Czytałem jego jedną lub dwie książki, jakoś bez przekonania - może raczej za sprawą (winą?) stylu niż treści. Co wiem o Steinerze, to przez omówienia Jerzego Prokopiuka i z jego "Gnosis". Artykuł "Steinerowska demonozofia" przeczytałem i przedstawioną tam parę bogów zła - Arymana i Lucyfera - natychmiast włączyłem do swoich poglądów, chociaż uważając ich za metafory, nie za jakieś realne (jak uważał Steiner i za nim Prokopiuk) kosmiczne istoty, gdzieś rezydujące w przestrzeni tej lub innej. Niedawno zajrzałem jeszcze raz do wykładu Prokopiuka i stwierdziłem, że najwyraźniej wiedza o Arymanie i Lucyferze przeciekła do mnie innym kanałem niż tamten artykuł (ponadzmysłowym?), gdyż Prokopiuk zdumiewająco mało powiedział o obu demonach, chociaż więcej zapewne zawarł w aluzjach i napomknieniach. Jawnym tekstem jest jednak niewiele.

Oto Jerzy Prokopiuk o Lucyferze i Arymanie:

(...) Lucyfer inspiruje człowieka jednostronnie do świata duchowego, tzn. do świata wyłącznie duchowego. W związku z tym jest patronem wszelkiego rodzaju idealizmu, sztuki (o tyle, o ile jest ona ekstatyczna, wychodząca poza materialność), mistyki, zwłaszcza orientalnej (...) wszędzie tam, gdzie pojawia się jednostronny ascetyzm, wrogość względem ciała, skrajny idealizm, szczególnego rodzaju eskapizm, mamy do czynienia z inspiracją Lucyfera (...)

(...) o istotach arymanicznych trzeba powiedzieć, że stanowią one dokładne przeciwieństwo istot lucyferycznych w tym sensie, że inspirują człowieka jednostronnie do świata materialnego, chcą go kompletnie pozbawić kontaktu ze światem duchowym. A wykorzystują do tego celu głównie materialistyczną naukę, materialistyczną technikę, materialistyczne systemy polityczno-społeczne, tzn. systemy oparte na terrorze. Bo o ile Lucyfer to ekstaza, o tyle Aryman to zimny intelekt i terror – to są dwa, że tak powiem, podstawowe jego elementy. (...)

(...) Steiner powiada, że jeśli jawią nam się demony w postaci kobiecej, to są to istoty lucyferyczne, jeśli zaś w postaci męskiej – to są to istoty arymaniczne. (...)

(...) Otóż właśnie za pośrednictwem takich dziedzin życia – jak nauka, technika, czy polityka materialistyczna – istoty arymaniczne chcą człowieka dosłownie uziemić, tzn. stworzyć z niego istotę, którą trzeba by nazwać kombinacją zwierzęcia z maszyną. (...)

(...) Lucyfer człowiekowi zaproponował wolność, bunt za wcześnie. Owo "za wcześnie" to jest właśnie bardzo często chwyt istot lucyferycznych, czy arymanicznych. Podejrzewam osobiście, iż wmawianie nam, że "już" wkroczyliśmy w Epokę Wodnika, to jest właśnie jeden z tych chwytów. (...)


10. Lucyfer

Skąd się w ogóle imię Lucyfera wzięło w historii? Rzecz ciekawa, bo wiąże się z astrologią. Luci-fer to łaciński przekład greckiego słowa-imienia phos-phoros, czyli 'przynoszący/a światło'. To poetycki epitet planety Wenus jako Gwiazdy Porannej, która swoim blaskiem zapowiada rychłe nastanie świtu i przynosi światło większe od własnego, światło dnia i Słońca. Ponad siedemset lat przed Chrystusem żył w Jerozolimie prorok Izajasz. Za jego życia wojowniczy królowie Asyrii podbijają północne państewka izraelskie i najeżdżają Jerozolimę. Zagłada Narodu Wybranego wisi w powietrzu. Izajasz w swoich natchnionych mowach grozi zemstą Boga po równo: Żydom-niedowiarkom i pełnym pychy Asyryjczykom. O królu Asyrii ("królu babilońskim", gdyż te dwie nazwy były już wtedy i są dotąd mylone) układa "szyderczą pieśń", której jeden werset brzmi: "O, jakże spadłeś z nieba, ty, gwiazdo jasna, synu jutrzenki". (Iz 14.12) Tak jest w przekładzie na polski z 1975 roku. Tłumacze rozbudowali końcowe wyrażenie, które można także przetłumaczyć krócej: "...o Jutrzenko" , albo: "o, ty światło-niosący". Sens jest jasny: król Asyrii Sennacheryb porównany jest do Jutrzenki-Wenus, co być może było aluzją do królewskiej tytulatury oddającej władcę w opiekę bogini (Isztar?) łączonej z planetą Wenus. Ale skoro w pieśni pojawia się obraz gwiazdy, to wiadomo, że są również gwiazdy spadające. I tak chociaż Sennacheryb świecił jak Jutrzenka, to spadnie z tronu jak spadająca gwiazda z nieba. Ot i koniec poetyckiej zagadki. Ale minęły wieki, zapomniano, o co naprawdę chodziło Izajaszowi, Asyria stała się takim samym wspomnieniem, jak dla nas najazdy Krzyżaków (też 700 lat wcześniej). Przyszła moda na czytanie Biblii kawałeczkami, dobieranymi na różne okazje, wyrwanymi z kontekstu. Epitet Jutrzenki, światło-niosąca, zaczęto odczytywać jako czyjeś imię. Czyje? Zapewne jakiejś potężnej istoty zrzuconej z niebios na ziemię. I tak z poetyckiego obrazu wyrósł cały wielki mit: że kiedyś zbuntowali się aniołowie, a ich herszta, imieniem Lucyfer, Bóg strącił w przepaść. W opowieść tę wierzyli autorzy Ewangelii (zob. np. Łuk. 10.18, Jan 12.31), pojawia się ona też w Apokalipsie (Obj. 12.9). Przydomek planety Wenus stał się imieniem Księcia Piekieł. Dziwne są losy słów...


11. Aryman i Lucyfer

Aryman to (w myśl Steinera) zło złe jednoznacznie. Lucyfer to zło przybierające pozór dobra.

Istotą tego, co wyprawia w świecie Aryman i jego słudzy, jest przemoc, terror, zniszczenie, szerzenie gwałtu, śmierci i opresji. Duch Arymana unosi się nad pancernymi dywizjami i wokół rakietowych wyrzutni. Siły Arymana stworzyły łagry otoczone kolczastym drutem. Sługami Arymana są mafiozi i terroryści. W dziedzinie myśli Aryman podsuwa ludziom materializm: wiarę w to, że prócz atomów i pól siłowych nie ma w świecie nic, a świadomość jest tylko bezsilnym dodatkiem do instynktów i genów.

Lucyfer to zło dobre. Oczywiście, dobre tylko pozornie, bo jego specjalnością jest szerzenie złudzeń. Lucyfer głosi (ustami swoich wyznawców) pozornie piękne hasła: Ludzie, świat jest dobry, zło nie istnieje! Dzieci, kochajmy się! Raj, wolność, powszechne szczęście są na wyciągnięcie ręki! Wystarczy... właśnie, co wystarczy? Oto oferty Lucyfera: uwierzyć ślepo w słowa pewnego guru. Odrzucić wstrętne wynalazki, jak reaktor atomowy, samochód, pieniądze. Wypuścić bandytów z więzień. Kochać się ze wszystkimi braćmi lub siostrami. Zafundować sobie trip przy pomocy tabletki lub zastrzyku. Lucyfer głosi wolność bez odpowiedzialności. W dziedzinie myśli każe lekceważyć prawa materii (również psychologii, biologii, ekonomii...), tak jakby świat już tu na Ziemi składał się z samego ducha przesyconego miłością.

Miłośnikom astrologii te charakterystyki Lucyfera i Arymana, brzmią znajomo. Aryman robi te rzeczy, które w astrologii należą do Plutona. Lucyfer przypomina to, co wyczynia z ludźmi i z ich umysłami Neptun. Neptun bywał uważany za wyższą oktawę Wenus, więc w ten sposób wracamy do Jutrzenki.

Lucyfer z Arymanem współdziałają ręka w rękę. Bolszewizm- komunizm był formacją zapewne najbardziej arymaniczną z dotychczas zbudowanych na Ziemi. To ich umiłowanie węgla, żelaza i przemysłu ciężkiego, zbrojenie się na potęgę, obsesyjnie materialistyczna filozofia, tępienie religii, łagry, obracanie milionów ludzi w niewolników, zabijanie milionów, kpiny z prawdy, wierności, zaufania, sumienia. Ich planowe niszczenie przyrody. Ich zabawy z bombami atomowymi o mocy 50 megaton. Ale przynętą, na którą arymaniczny bolszewizm łowił ludzi, przynajmniej na początku, był utopijny program zbudowania tu na Ziemi, i to od zaraz, społeczeństwa ludzi wyzwolonych, szczęśliwych i świadomie budujących swój los. Program z gruntu lucyferyczny: na pozór piękny, w istocie będący zbrodniczo łudzącą błyskotką.

Z kolei ruch hippisów, zwany też kontrkulturą, był lucyferyczny: ucieczkowa duchowość, narkotyczne odloty, rajskie (wizją Edenu inspirowane) komuny, gdzie panowała wspólnota własności i seksu. Ale też niemal od początku lucyferowemu rajowi na ziemi deptał po piętach Aryman, w postaci gangsterów, dla których hippisowski rynek zbytu na narkotyki był prawdziwym darem niebios. Szybko wśród samych hippisów zaczęły grasować wcielenia Arymana, przykładem Charls Manson.

Kiedy arymaniczni terroryści napadli 11 września 2001 na Nowy Jork, od razu, jak w przysłowiu "uderz w stół, nożyce się odezwą", podniosły się (choć raczej nieśmiałe) lucyferyczne głosy wzywające Amerykę do robienia miłości a nie wojny. Więcej ich było podczas wojny wietnamskiej (tyleż okrutniej, co prowadzonej przez Amerykanów tak, żeby jej nie wygrać. Ale to osobna historia.)


12. Aryman i Lucyfer nadal

Całkiem zacne i szlachetne nauki mają swoje arymaniczne i lucyferyczne skrzydła. Z dwóch wielkich światowych religii chrześcijaństwo ma skłonność skręcania w stronę Arymana: przymusowe nawracanie, palenie heretyków, Krzyżacy i ich kolonia Pana Boga, zasada "czyja władza tego religia". Buddyzm chętniej ulega kuszeniu Lucyfera: niektórzy jego wyznawcy wyobrażają sobie, że zła nie ma, oświecenie osiąga się po paru godzinach medytacji; w życiu wszystko da się osiągnąć, wystarczy tylko o to poprosić lamę, a także że panuje - na tym świecie - idealna sprawiedliwość, bo ci, którzy cierpią, zasłużyli sobie na to zbrodniami, które popełnili w poprzednich wcieleniach, i oto teraz są sprawiedliwi przez swoją karmę karani. Najbardziej lucyferyczne wierzenia panują wśród niektórych zwolenników new-age'u, którzy zaprzeczają istnieniu śmierci, wyobrażając sobie że zaraz odrodzą się szczęśliwie na nowo i będą tak kontynuować w nieskończoność radosną wędrówkę poprzez wcielenia.

Lucyfer kusi oferowanym uduchowieniem, przeduchowieniem. Czym kusi Aryman? Przede wszystkim tym, że dostarcza środków na rozdęcie ja. Poczuć się częścią batalionu idącego krokiem defiladowym. Trybem w pancernej dywizji. Członkiem narodu, którego jest sto, pięćset milionów. To jest pałer! Jak się połączymy, to zmiażdżymy! Nic dziwnego, że arymaniczne totalitaryzmy tak dbały o pochody i defilady i rozbudzały poczucie wyższości nad resztą świata.

Drugim haczykiem, jaki zarzuca Aryman na ludzi i to tych subtelnych i uduchowionych, jest poczucie bycia bezlitosnym wykonawcą tak czy inaczej pojętego przeznaczenia. Marks wymyślił prawo rozwoju ludzkości, od wspólnoty pierwotnej, poprzez różne szczeble pośrednie, do kapitalizmu, po którym rewolucyjnie miał nastać komunizm. To przeznaczenie, by się wypełniło, wymagało swoich wykonawców. I znaleźli się, zadziwiająco entuzjastyczni, aż do zbrodni.


13. Nietzsche

Z Arymanem igrał Fryderyk Nietzsche. Z prawa zachowania energii wyciągnął wniosek, że skoro nic w przyrodzie się nie gubi, to wszystko musi w końcu wrócić. Również jego życie, wraz z każdą jego chwilą. Istnienie świata zamieniało się zatem w Koło Wiecznych Powrotów, a w wizji tej każdy moment rzeczywistości stawał się odbijającą się nieskończonym echem Rzeczywistością Jedyną, która w swojej absolutności zajmowała miejsca Boga, o którym Nietzsche orzekł, że "umarł". (Nie, że, jak głosili zwykli filozofowie-materialiści, nigdy nie istniał, tylko: "umarł".) Istota świadoma Wiecznego Powrotu, żyjąca w Rzeczywistości Absolutnej, stawała się Nadczłowiekiem, któremu odtąd także w dziedzinie moralności zaczynały przysługiwać prawa boskie, a więc prawo Czynienia-Swojej-Woli i wolności - także od współczucia, co Nietzsche obsesyjnie podkreślał, tak, jakby zaraz wzorem Raskolnikowa miał chwycić za siekierę. Oczywiście, nie ma historycznej ciągłości między Nietzschem a wyczynami narodowych socjalistów, ale nie było logicznych przeszkód, aby rycerze SS czytywali jego natchnione słowa ku pokrzepieniu swych serc osłabionych płaczem ich ofiar.

(znaczna część tych uwag pisana była jesienią 2001)


14. Aryman i Lucyfer jeszcze raz

Aryman, jak rozumiał go Steiner, czymś ważnym różni się od Arymana właściwego, czyli od bóstwa-demona Angramainju, Złościmysła starożytnych Persów. Perski Angramainju był przede wszystkim kłamcą, duchem kłamstwa; kłamstwo było pierwszym artybutem złego antyboga, jak prawda była pierwszym atrybutem dobrego boga, Ahuramazdy. Tymczasem w przeciwieństwie do swego perskiego poprzednika, steinerowski Aryman nie kłamie! (Inaczej niż Lucyfer.) Ulubionym biotopem, niszą Arymana jest właśnie prawda: prawda twarda, ciężka i surowa, potwierdzona doświadczalnie, ściśle, teoretycznie i przez świadectwo zmysłów. Szkiełko, czyli prawda nauki, i oko, czyli świadectwo obserwujących zmysłów, żeby sięgnąć do młodego Mickiewicza. Aryman żeruje tam, gdzie głosi się determinizm i redukcjonizm. (O jego materializmie mówił już Prokopiuk.)

Ciąg dalszy: >> Część 2.


Wojciech Jóźwiak



Więcej o symbolicznych czwórcach, głównie w nowoczesnej fizyce, przeczytasz także w artykule: Niebo fizyków





Wojciech Jóźwiak

Komentarzy nie ma.