Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2016-07-09

Wojciech Jóźwiak

Gdzie błąd?

Ola Kosakowska zwana Nimue, 36 lat, od co najmniej 12 lat „na ścieżce”, tzn. biorąca udział w medytacjach, warsztatach i innych działaniach rozwojowych, zaangażowana w ruch duchowej, holistycznej, ekologicznej, a także kobiecej odnowy, postrzegana jako wręcz filar tych ruchów – bo ile jest lub było przedsięwzięć podobnych do jej Pola Doświadczeń, też zwanego „Smoczym Gniazdem”? – Kilka?, kilkanaście? – popełnia samobójstwo. Gdzie błąd? – To pytanie uporczywie stoi mi w głowie od kiedy dowiedziałem się o tej tragedii.

Nie znam jej życia, jej prywatności, nie wiem i nie będę wiedział, co działo się w jej umyśle, więc od tej strony do tego pytania nawet nie śmiem podchodzić. Ale męczące jest pytanie, czy może jest błąd w samej metodzie? W tym, co jest zwykle i niedobrze nazywane new age'em, „niuejdżem”? Nawet jeśli śmierć Oli nie miała związku z jakimkolwiek błędem drogi, to ten fakt każe przyjrzeć się tej drodze rewidującym okiem.

Być może, gdyby była lista możliwych błędów i zagrożeń, i gdyby prowadzący warsztaty i inni animatorzy ruchu duchowego holizmu tę listę znali, byłoby mniej zarówno tragedii w rodzaju tej niedawnej, jak i mniejszych przykrości.

Takiej listy nie znam. Przychodzi mi tylko na myśl kilka sugestii. Które mogę skierować do osób praktykujących różne rodzaje działań i warsztatów, osób zarówno prowadzonych i jak prowadzących.

Po pierwsze, nie udawaj. Nie udawaj, że wiesz więcej niż wiesz, ani że jesteś „kimś bardziej” niż jesteś. I to działa w drugą stronę: uważaj, czy twój prowadzący/prowadząca nie udaje. Nie nadyma się do roli, której nie sprostuje. Nadęte bańki pękną prędzej lub później.

Nie udawaj mistrza i patrz, czy twój instruktor nie udaje mistrza.

Miej wyczulone zmysły na wszelki fałsz, na wszystko, co ci „pachnie”, że „tu jest coś nie tak”. Przeważnie to wrażenie, że „jest coś nie tak” bierze się stąd, że ktoś rozdyma („inflatuje”) swoje ego, czyli tym co robi, swoją rolą, dodaje sobie ważności. Może też być tak, że pewien „mistrz”, na którego warsztaty trafiłaś/trafiłeś, ma jakieś wady, których ty nie trawisz, ale innym te jego lub jej dziwactwa nie przeszkadzają. Tak oczywiście może być, i nie znaczy to, że ów ktoś jest szarlatanem, ale że po prostu nie jest dla ciebie. Mistrzów jest mnóstwo, będzie jeszcze więcej, więc jeśli któryś ci czymś zgrzyta, to od niego odejdź.

Wrażenie, że „coś tu nie tak” może też brać się stąd, że ów ktoś stosuje uwodzenie. Nie do razu erotyczne, to byłoby za proste. Może się dziać coś dużo mniejszego: ów ktoś buduje „nitki” łączące jego (ją) z tobą – mocniejsze niż to by wynikało z sytuacji. Usiłuje stworzyć więź silniejszą niż potrzeba. Niż taka, która naturalnie spontanicznie powstaje. Takich omijamy.

Chaos. Trzeba mieć wielkie czucie na chaos. Jeśli nie potrafisz zaradzić chaosowi, nie warto brać się za organizowanie działań. Grupa ludzi w jednym miejscu, którzy się zjechali, nie znają się albo znają w podgrupach, to potencjalna bomba emocjonalna. Szczególnie gdy przychodzą „ze świata”, ściągnięci ciekawością albo sensacją. Kiedyś dawno temu, kiedy jeszcze nawet nie myślałem, że kiedykolwiek będę sam coś prowadził, brałem udział w pewnej buddyjskiej wielodniowej medytacji. Organizacja tego iwentu była dość luźna, ktoś dochodził, ktoś wyjeżdżał. Któregoś dnia dojechała większa grupa, nie żeby się wcześniej znali, ale po prostu przypadek, w jednym autobusie zebrało się więcej osób przybywających w to miejsce. Byli to ładni, przystojni, młodzi ludzie, bez zarzutu, górna półka społeczeństwa. Ale ja, będąc już po paru dniach medytacji, widziałem w nich, w twarzach tych młodych kobiet i mężczyzn, że oni są inni! Mieli inną aurę, jakąś nietutejszą. W porównaniu z „nami”, tymi którzy już siedzieli i mantrowali kilka dni, byli jacyś „dzicy”. Wnosili ze sobą inne psychiczne klimaty, te które „siedzący” zdążyli z siebie zrzucić. To taki drobiazg. Kiedy jest chaos, wszystko jedno, czy wniesiony przez obecnych, czy inaczej przychodzący z zewnątrz, to ten chaos ma skłonność uderzać w najczulszy punkt zgromadzenia. Albo najsłabszy punkt. Tym puntem bywa prowadzący. A jeśli nie on/ona, to ktoś, kto najbardziej jest z „pogranicza”, np. nie jest przekonany do udziału albo znalazł się tu, ponieważ przyjechał powiedzmy z żoną, której chciał towarzyszyć. „Dobry” prowadzący powinien brać uderzenia chaosu na siebie. Ale to jest coś, czemu trzeba umieć sprostać.

Bywa też, że chaos nie wyładowuje się w wyraźny sposób, ale – razem z wykwitami czyichś ego – zatruwa. Zatruwa, zanieczyszcza atmosferę zgromadzeń, ale także skaża (powiem tak górnolotnie) duszę osoby prowadzącej. Prowadzący, chcą nie chcą, wchłaniają najwięcej psychicznych toksyn. Robisz coś, jakieś działania, zgromadzenie, wspólne praktyki, ponieważ chcesz się oczyścić, a skutek może być przeciwny, bierzesz więcej toksyn od przybyłych.

Strasznie też trzeba uważać na tych, którzy przychodzą i chcą zaprowadzać jakieś swoje porządki. Tu się przydaje enneagram. Jeśli jesteś Ósemka-Szef, dasz stanowczy odpór. Jeśli jesteś Siódemka-Epikurejczyk, to olejesz, spłynie po tobie. Ale Szóstka lub Dziewiątka-Mediator będą kombinować, jak z kogoś takiego, jak z jego/jej energii, zrobić użytek, „Bo ktoś taki energiczny może się przydać... wyręczy mnie... będzie pomocny/a.” Gucio prawda. Gdy się bierzesz za organizowanie zlotów, zgromadzeń itp. imprez musisz umieć stawiać bariery. Nie bo nie. Zjeżdżaj, rób sobie własne po swojemu, skoroś taki mądry/a.

W ogóle mów bez żadnej ściemy. Ale do tego musisz mieć świadomość, gdzie masz skłonność do własnych krętactw, i tych krętactw unikać.

Unikaj, a wcześniej miej świadomość zanieczyszczeń zawartych w miejscu, w ziemi, w otoczeniu, w otaczającym ludzkim świecie, w historii. Zdarzyło mi się kilka miejsc odrzucić jako miejsca na warsztaty, ponieważ... – Tu bym musiał długo pisać o ruinach, porzuceniskach, śmieciach, oddziaływaniu ferm hodowlanych, kolczastych ogrodzeniach, strzelaniu myśliwych. A w innych miejscach robiłem działania raz i nie mam ochoty tam powtarzać. Diabelnie trudno jest w Polsce znaleźć miejsce czyste astralnie. (Celowo użyłem słowa na „d”.) Być może takich miejsc zwyczajnie nie ma. (Pewnie są w Kanadzie, Chile, Islandii.) A te, które są, których dobroczynny klimat czujemy, są takie, ponieważ ich klimat, duch, aura, zostały wypracowane. Zostały najpierw objęte ochroną przez właściciela, a następnie przemedytowane. Stare opuszczone zrujnowane domy i hektary nieuprawianej ziemi to jest ciężar, który „śmiało” może przygiąć i wciągnąć.

Miej świadomość wpływu nieobecnych. Czyli osób, które jawnie nie biorą udziału w twoich działaniach, ale które jakoś ci towarzyszą, są obecne w twoim świecie i to często silniej od tych obecnych, z którymi razem śpiewasz, medytujesz, rozmawiasz z kijem w kręgu. Nie przypadkiem w drzwiach szałasu potu mówimy „wszyscy co ze mną”, właśnie po to, żeby również o nich wiedzieć. Może to być twój chwilowo nieobecny partner, partnerka, albo ojciec lub matka, albo twój nauczyciel o którym natrętnie myślisz, czy on/ona byłaby zadowolona z tego, co robisz. Itd. Ale to może być też jakiś „silny człowiek” z okolicy, dla którego ty jesteś intruzem na jego/jej terenie. Ksiądz. Właściciel 500 hektarów ziemi. Leśniczy. Gospodyni, która ci wynajęła teren, ale trzyma dystans. Tę sieć ludzkich wpływów, w których się poruszasz, musisz widzieć. Ta sieć może spowodować (ale nie musi), że będziesz robić co innego niż naprawdę chcesz, a strata energii, opór, który z tego będzie się brał, uderzy w ciebie.

Punktów podobnych do tych wyżej uzbierałoby się pewnie ze trzy razy tyle. Jeszcze jedna ogólna propozycja by się przydała: potrzebna jest sangha. Potrzebna jest społeczność, forum, grupa, w której można by było takie i podobne problemy omawiać. Dzielić się doświadczeniami podobnymi do tych, które ja tutaj spisuję. Ale to wymaga, kurcze (celowo tak piszę!), jakiejś pi..lonej pokory od niuejdżowych mistrzów. Których naprawdę nie ma. I ty nim nie jesteś.

To już skończę.


Wojciech Jóźwiak

Komentarze: 36

1. Gdzie błąd • autor: (2016-07-10 02:51:44)

Wojtku,
to co napisałeś - moim zdaniem - otwiera przestrzeń nie tylko do uporządkowania szeroko pojętego środowiska szamańskiego czy niuejdżowego (jak zwał tak zwał), ale także do współpracy tegoż środowiska ze środowiskiem terapeutycznym. Jak również do budowania współpracy energii męskiej i kobiecej. I, szczerze mówiąc, sądzę, że to ostatnie jest najważniejsze.Także dla Nimue, która poświęciła swoje życie - jakby to ujęła Pani Cyzman-Bany - rewitalizacji żeńskiego. 
Piszesz o aktywnościach grupowych, gdzie rolą Prowadzącego/Prowadzącej, Mistrza/Mistrzyni, Trzymającego/Trzymającej czy Facylitatora/Facylitatorki (można wymieniać i wymieniać, ale to tylko nazwy) jest poradzić sobie z energią grupy (oraz swoją własną i miejsca). Zacznę od tego, z czym się z Tobą nie zgadzam. Dostrzegasz moc dysponujących męską energią Ósemki i Siódemki (8-"trzymam całkowicie", 7-"odpuszczam całkowicie") i postrzegasz je jako jedyne skuteczne i właściwe. Tymczasem są dwa sposoby organizowania energii grupy. Męski i kobiecy, a tym drugim dysponują Szóstka i Dziewiątka. Ten drugi może być i jest, kiedy jest świadomy i zaakceptowany, równie skuteczny. Pierwszy działa na zasadzie wyodrębniania gotowej do mocnej pracy grupy, drugi - łączenia różnorodności. Pierwszy na ogół jest bardziej spektakularny i szybki, drugi działa mniej spektakularnie, ale utrwala efekt na długo. Po prostu ci, którzy potrzebują męskiej energii będą poszukiwać Ósemki i Siódemki, a ci w deficycie kobiecej - Szóstki i Dziewiątki (albo Dwójki, ale nie chcę teraz wymieniać wszystkich typów Enneagramu). Mogłabym też przełożyć te nazwy na psychologię, ale nie to jest tematem postu. Inflacją ego najbardziej zagrożone są Ósemka i Dwójka - kobiecy i męski, bo mają największe skłonności narcystyczne (psychologia - ja jestem ważniejszy/a niż inni, wiem lepiej).Rozproszeniem - Siódemka i Dziewiątka, bo mają największe skłonności zależnościowe (psychologia: inni są ważniejsi niż ja, oni wiedzą lepiej).A, i kiedy piszę: kobiecy/męski, nie mam na myśli płci.
W nowoczesnym i profesjonalnym środowisku terapeutycznym zasady, o których piszesz: 1. uwzględnianie systemu, miejsca, okoliczności,2. świadomość własnych deficytów i ograniczeń oraz obowiązek pracy nad sobą (stąd np. superwizja, która dodatkowo zabezpiecza zarówno terapeutę, jak jego klientów)3. zespoły interwizyjne (sangha, społeczność, grupa...)a także kilka innych zasad, w tym:4. nie przenoszenie relacji z klientami w życie prywatne5. nie wchodzenie z klientami w czasie trwania terapii i 2 lata po niej w relacje intymne i kilka innych są

2. Gdzie błąd, cd • autor: (2016-07-10 03:01:55)

określone.Inna sprawa, czy zawsze przestrzegane, ale to już czynnik ludzki.
Myślę, że dla dobra nas wszystkich i Gai, ważne byłoby, żebysmy połączyli siły i czyli się od siebie nawzajem - w końcu to jest istotą holizmu. I praca nad ego też jest elementem pracy z człowiekiem. Od "obu stron" wymagałoby to pokory, zaufania i otwarcia. Od terapeutów - zaakceptowania faktu, że istnieje szeroko pojęty pierwiastek duchowy (i jest takich coraz więcej), od "niuejdżowców" uznania, że są osoby, dla których udział w proponowanych przez nich aktywnościach może być wręcz szkodliwy (i takie też znam). 
Ja jestem terapeutką, ale gdy czuję, że osoba, której towarzyszę ma stabilne ego lub jej problem jest głębszy niż możliwości narzędzi, jakimi się posługuję, bez wahania polecam jej osoby z szamańskiego świata, którym ufam, a kilka takich jest. 
Dawno nie zaglądałam na Tarakę. Nie jest to szczególnie sprzyjające dla mnie środowisko. Zdecydowałam się tu zajrzeć, bo zobaczyłam Twój tekst o Nimue. Nie poznałam Jej osobiście, ale czytałam Jej teksty. Dzięki Niej udało mi się uniknąć wielu błędów. Jestem Jej za to cholernie wdzięczna. I chciałabym, żeby Jej śmierć i to, czemu poświęciła życie, nie poszło na marne. Dlatego zdecydowałam się napisać.

3. Energia miejsca... • autor: (2016-07-10 07:01:07)

Panie Wojciechu - taka refleksja dziś przy kawie - odnośnie energii miejsca. U Nas też coś hmm "wisiało" w atmosferze...nie potrafię tego dokładnie określić (dosłownie czuło się "ciężar" i jakąś taką beznadzieję). Od pewnego czasu jest jakoś inaczej - ja nie znam się na takich tematach - tak jakby ta "gęsta mgła się odsunęła"... to były naprawdę dziwne lata (taka "skakanka", jakby w funkcji sinusoidalnej)... jeszcze przemyślę Pana tekst.

[foto]4. PRZYCZYNY • autor: Radek Ziemic (2016-07-10 07:41:20)

samobójstwa są często bardzo realne. To, co jest w głowie, wydaje się irracjonalne, ale zazwyczaj powstawało długo i było w sumie dość przyziemne. Tkwi gdzieś w trudnej do przezwyciężenia oddali i w bolesnej bliskości jednocześnie. Jeśli jest coś naprawdę irracjonalnego w tym, że ktoś odbiera sobie życie, to właśnie to, że ma siłę, by pokonać w sobie instynkt życia.  I to chyba nie ma nic wspólnego z New Age czy kręgami neo-szamańskimi. Ten związek - samobójstwa i poszukiwania ścieżki - nie jest przecież naturalny. W Polsce średnia samobójstw kobiet to 4,6 na 100 000 mieszkańców (dane z 2005 r., wg Wikipedii).
Myślę, że Nimue oswajała rozpacz. Nie wiem, jakie były źródła tej rozpaczy i nie wiem, dlaczego to się nie udało. Wiele wskazuje na to, że była poważnie CHORA (to medyczny, racjonalny punkt widzenia).
Próbuję powiedzieć coś o irracjonalności i tajemnicy, ale i o rozpaczy i ogromnym bólu, który, jak mi się wydaje, dostrzegam w tej historii.

[foto]5. To już szósty... • autor: Maria Piasecka (2016-07-10 09:27:55)

To już szósty dzień myślenia o Nimue. Myślę równolegle o pracy na ekstremalnych energiach, która towarzyszy ścieżkom twardszym i miększym, także niekiedy sztuce. Bliskie temu jest pragnienie totalnego oddania, często transgresji. Ciążą ku takim doświadczeniom ekstremiści tęskniący finalnie za harmonią.Przypomniałam sobie wers z wiersza Mariny Cwietajewej: "ciążeniem ku przepaści mierzy się poziom gór". Nie idzie mi o analogię formy "przejścia" (dla przypomnienia: Cwietajewa na zesłaniu popełniła samobójstwo przez powieszenie), losy i bagaż życiowy też odmienne, ale o skalę wewnętrznego napięcia.Aktorzy Grotowskiego prawie wszyscy odeszli młodo. Choć nie samobójczo, ale śmierć się o nich szybko upomniała. Pracowali na ekstremalnych energiach, totalnie, do zatraty oddając się temu, co robią. Wspomniane postawy charakteryzują chyba wszystkie teksty Nimue, które teraz sobie odświeżyłam. Poznałam Ją kilka lat temu na warsztatach w Oklinach jako jako radosną, wrażliwą dziewczynę.

[foto]6. obrazy duszy • autor: Joanna Najdowska (2016-07-10 12:22:54)

Samobójstwa popełniają różni ludzie. To tęsknota za niebem, niemożność zintegrowania w sobie doświadczeń ziemskich. Nie szukałabym abstrakcyjnych błędów w ścieżkach.

Samobójstwo przez powieszenie się (także strzał w głowę z pistoletu, ostatni narkotykowy „strzał” w żyły) jest zazwyczaj aktem nagłym, nieplanowanym, o takim stopniu determinacji (rozładowania napięcia), aby nie było już odwrotu, zwłaszcza gdy w pobliżu są ludzie. Tabletki, podcinanie żył wiążą się zazwyczaj z ostatnim listem i możliwością odratowania.

Moim zdaniem ruchy newage’owe to nie szamanizm. Sednem newagu jest odrywanie się od fizycznego życia i praca na to co po śmierci. Sednem szamanizmu zaś jest świadome, wielowymiarowe, życie na Ziemi. Oba nurty przyciągają ludzi, którzy szukają „czegoś więcej”, którzy w końskim łajnie czują konia, którym ziemski matrix nie pasuje do matrycy duszy.

Robić można przeróżne rzeczy, prowadzić najrozmaitsze działania. Jedynego błędu dopatrywałabym się w nieświadomym programowaniu się treściami destrukcyjnymi, którymi dla mnie byłoby tworzenie Pola Doświadczeń a nie Pola Radości, budowanie gniazda dla wyimaginowanych ognistych smoków, a nie dla poczciwych pomocnych krasnoludków lub przynoszących szczęście bocianów. Ośmielam się o tym pisać, bo kiedy po własnych trudnych życiowych doświadczeniach, zaczęłam weryfikować, czym zakodowano moją podświadomość i jakie obrazy ja sama tworzę nieświadomie, w najlepszej wierze i twórczej myśli – zobaczyłam bramy piekła. A przecież oprócz bieżącej własnej twórczości podlegamy wpływom innych ludzi i miejsc, są bieżące silne emocje i uczucia, mamy programy wcieleniowe i in., na które wpływu nie mamy albo mamy wpływ znikomy. O własną bieżącą twórczość starajmy się jednak dbać świadomie.

 

[foto]7. Kto pracował z samobójcami? • autor: Wojciech Jóźwiak (2016-07-10 13:05:50)

Czy czyta Tarakę psycholog, który pracował z samobójcami? Zamierzającymi lub odratowanymi? Jeśli masz takie doświadczenia, napisz tu coś o tym, proszę.

8. akceptacja dziwności musi być totalna? • autor: Jerzy Pomianowski (2016-07-10 13:33:18)

Jest jeszcze coś.
Gdy ktoś jest dziwny, ma wizje, słyszy głosy, i jest "niezwykle uduchowiony", to albo trafia do psychiatry który przy pomocy pigułek bez trudy go wyleczy czyli wyłączy wszystkie stany percepcji poza umysłowej,albo znajdzie bezwarunkową akceptację w takim środowisku szamańskim w jakim żyła pani Kossakowska. Im większy taki fenomen duchowości prezentuje odchył, tym zapewne bardziej jest podziwiany i być może wykorzystywany.
"rozmawiasz z duchami i widzisz fruwające słonie?, to wspaniałe, pracuj nad tym". Zupełnie nie znam szamańskiego środowiska, więc tylko zgaduję.
Czy są w nim ludzie na tyle sceptyczni i zachowujący tężyznę psychiczną by zauważyć jakieś przegięcia i niebezpieczeństwa, by w porę pomóc?
No i jak niby pomóc, wysłać do Tworek?

9. moim zdaniem... • autor: (2016-07-10 14:39:50)

Dziękuję za zadanie pytania, bez owijania w bawełnę. W każdym komentarzu jest jakaś prawda. Z doświadczenia własnego: tak, jak napisał Jerzy: Nimue była w środowisku, gdzie słowo "lekarz" lub "szpital" to niemal tabu. Wiec tkwiła w przekonaniu o słuszności własnego wyboru. A i "lekarze" i "szpitale", zwłaszcza psychiatryczne, niestety nie dorosły jeszcze (przynajmniej w Polsce) do bardziej holistycznego podejścia do pacjenta. Dwa skrajne środowiska, Nimue wybrała jedno z nich, bo żadne nie oferowało PEŁNI, połączenia, równowagi miedzy UMYSŁEM a DUCHEM.  
Mówienie o złych energiach, własnym wyborze, ze śmierć dla niej lepsza....  bardzo niebezpieczne i uproszczone tłumaczenia, pochodzące znów tylko ze jednej skrajności.
Gdzie błąd?
Moim zdaniem w braku dialogu dwóch środowisk. Nauka i duchowość. Nie muszą się wykluczać.
Kliniki ANTROPOZOFICZNE (nie słyszałam, żeby istniały w Polsce?) są przykładem na możliwą współpracę tego, co w ciele i tego, co w duszy. Nimue wspomina o jej spotkaniu z antropozofia, szkoda, ze nie poszła ta ścieżką. Weszła w skrajność.

Wojciechu, co chciałbyś konkretnie usłyszeć o samobójcach?   Nie jestem psychologiem, ale prowadzę rozmowy (nie terapie!) m.in. z osobami, które stoją na skraju i gotowe są do odejścia. Często te osoby nie chcą już terapii, szamanów, tabletek..

10. na "ścieżce" • autor: (2016-07-10 14:58:07)

W ogóle przewija się tu tak wiele zagadnień, pytań...
Ta nieustanna gloryfikacja "bycia na ścieżce".....   identyfikowana z uczestnictwem w warsztatach, koniecznością bycia X a nie Y, ubiorem, jedzeniem, zażywaniem, odrzuceniem...

Znane mi osobiście osoby, "które sa na ścieżce", odrzuciły "stary świat", bo nie były w stanie np.podjąć sie ’zwykłej’ pracy; żyją z partnerów, lub słabszych "klientów", nie płacą podatków, korzystając jednocześnie z tego, co im daje znienawidzony system; zwą się NAUCZYCIELAMi, szamanami, uzdrowicielami, ale sami żyją w ciągłej nierównowadze, nie rozwijają się intelektualnie, ale lubią/muszą się tak zwać, bo wtedy i klientów przybędzie.
Czasem mam wrażenie, ze to jeden wielki biznes nie różniący się od mainstreamowego... sprzedaje tylko inny produkt....
Myślę, ze na "ścieżce" można być na wiele rożnych sposobów....

11. nie ma błędu • autor: (2016-07-10 15:32:48)

choć środowisko mi nieznane i obce, ale tu nie ma błędu. Błędem jest myślenie, że człowiek nie może być wolny, wielopłaszczyznowy i że życie to jedynie rozwój, wzrastanie a nie taniec życia i śmierci.

Nie mam doświadczeń z samobójcami. Ale przypuszczam z własnych doświadczeń, że najgorsze w samobójstwie jest to, że nie ma jak już wyjaśnić, że nikt nie zawinił. Że czasem ból jest zbyt wielki i nikt tu nie jest winien. I w tym bólu wszystko, naprawdę wszystko i wszyscy mogą być za szybą, obojętni, nawet własne dzieci, nawet 150 pasażerów na pokładzie samolotu, nawet nauczyciel. Trudno to komuś wytłumaczyć, kto tego nie doznał. To nie jest racjonalne. Różni ludzie popełniają samobójstwa: i ci ze "ścieżek" i ci ze szpitali i ci co cicho przechodzą przez życie a potem skaczą z okna z wielkim hukiem.
Rodzaj wezwania do śmierci?
Nie ma błędu.

Ja w tym artykule czytam jakieś niezrozumienie, próbę racjonalnego wytłumaczenia, uchronienia. Ale tu nie ma nic racjonalnego. A jak się już samemu tego dotknie to już  nie ma po co tłumaczyć, bo jest oczywiste. Tym bardziej że samobójstwo to temat tabu, więc lepiej milczeć. .


[foto]12. @Damroka • autor: Radek Ziemic (2016-07-10 15:37:34)

Przenikliwy komentarz.

[foto]13. Jeszcze jedna zasada • autor: Przemysław Kapałka (2016-07-10 16:32:00)

Ja bym dorzucił jeszcze jedną zasadę postępowania z różnymi mistrzami, prowadzącymi i ścieżkami. Zasadę, którą sam stosuję. Jeśli nie wiem, co na jakiś temat sądzić, jeśli mimo starań nie potrafię sobie wyrobić na ten temat opinii, to się tym nie zajmuję. Niekoniecznie od razu uważam za oszustwo, ale się tym nie zajmuję. 

Odnośnie samobójców, to kiedyś prowadziłem pewną grupę zajmującą się, oględnie mówiąc, rozwojem duchowym. Dwie jej uczestniczki popełniły samobójstwo. Niestety, o doświadczeniach nie mogę mówić żadnych, jedynie o przykrości, która się z tym wiąże.

14. praca z osobami po próbach samobójczych • autor: (2016-07-10 18:17:09)

Wojtku,
ja pracuję z takimi osobami.
Jakie informacje Cię interesują?

15. jednym z czynników • autor: (2016-07-12 00:43:27)

prowadzących do samobójstwa jest przemoc ze strony osób ważnych w dzieciństwie.Nie jednorazowa bynajmniej, tylko coś co nazywa się się relacyjną traumą złożoną. To samo jest czynninkiem w schizofrnii i psychozach, zab. osobowości.

W zalezności od rodzaju przemocy, można to przepracować lub nie. Głęboka, uważna  terapia wydaje się niezbędna

16. ... • autor: (2016-07-12 10:45:03)

Wojtku...czy Ty czasem nie zadałeś sobie zakamuflowanego pytania: czy ja nie jestem mistrzem w tym co robię? (im bardziej gwałtowny sprzeciw...) W mojej wsi kiedy zbyt długo pada deszcz i wszystko gnije mądrzy ludzie mówią tym, którzy narzekają na ulewy - "czy ty myślisz, że bóg jest głupi".

17. brak błędu • autor: (2016-07-12 16:40:49)

nie ma żadnego błędu, postrzeganie czegoś jako błąd wynika z wartościowania i strachu
samobójstwo nie jest błędem czy wynikiem błedu
jest decyzją taką samą jak każda inna

czasem mi ktoś pisze/mówi ża ma dość że popelni samobójstwa itd
odpowiadam za każdym razem to samo "jasne, zrób to"
i nie wiem czemu nikt nie zrobil tego

w 2005 w trakcie jakiejs depresji namalowałem obraz
zrozumiałem przekaz z niego płynący i powiedziałem
"ok to koniec nie ma sensu tu dalej być"

Samobójstwo nie daje wyjścia z sytuacji
dokładnie przenosi w taka samą w tym samym otoczeniu i czasie
w innym wymiarze powiedzmy równoległym

plus dostaje sie bonusa emocjonalnego
przezywa sie emocje te ktore przezyli ci
ktorych w tym poprzednim wymiarze
dotkneła nasza smierc.

samobojswto jest swego rodzaju wyzwoleniem
wiec my tu doswiadczamy braku jej
a ona w identycznym wymiarze doswiadcza nowej siebie.

podobno budda wiele razy popelnial samobojstwa
aby pokazac ze smierc nie istnieje

18. Samobójstwo a wyjście z Koła Samsary • autor: (2016-07-12 22:53:50)

Nie wiem, czy Budda popełniał wiele razy samobójstwo. Nie znam materiałów, które tego dowodzą. Co więcej, nie jestem Buddą. A na pewno już nie martwym Buddą. Śmierć nie istnieje? Z pewnego punktu widzenia - nie. Podobnie jak życie. A jednak życie trwa wciąż od nowa i od nowa - i dla żywych istnieje. Podobnie jak śmierć. I to jak odchodzimy z tego świata i co na nim zostawiamy - moim zdaniem - ma ogromne znaczenie.Mam jednak głębokie przekonanie, że wyjście z Koła Samsary to nie to samo co samobójstwo oraz, że to wyjście następuje wtedy, kiedy wyrównało się całą karmę (także pokoleniową), a wtedy odejście jest w pełnym spokoju i z szacunkiem do życia jako jednego z przejawów Istnienia (podobnie jak śmierć).Jeśli ktoś odchodzi w lęku i bólu, czy w złości i pogardzie albo w samotności nie sądzę, aby dla niego oznaczało to osiągnięcie oświecenia. Może to samobójstwo jest kolejnym darem Nimue dla nas wszystkich? Może chciała nam powiedzieć, żebyśmy przestali patrzeć na pozory i piać hymny, tudzież uciekać w pseudo-naukowe albo pseudo-duchowe gadki, a zaczęli zauważać człowieka? Po prostu poszukującego, cierpiącego i pragnącego prawdziwej obecności tu i teraz drugiego człowieka.  

19. ref. Aneta Boryczko • autor: (2016-07-13 09:29:50)

Twoja wypowiedź skojarzyła mi wypowiedzi Hillmana o samobójstwie. O silnej potrzebie fantazji o śmierci, samobójstwie, depresji, cierpieniu jako drogi do zauważania istnienia duszy, do "rozszerzenia duszy", rozszczepienia psyche na dodatkowe obszary oświecone przez archetypy, "coś wyżej". To się dzieje wewnątrz i jest niezależne od woli - obecność drugiego człowieka niewiele w tym procesie zmieni. Być może szkoda, że o samobójstwie mówi się (tylko?) w kontekście "to jest złe, głupie, przykre, nienormalne, tchórzliwe, nie wolno"- być może dlatego ludzie noszący się z tym zamiarem nie mówią o tym otwarcie. Ani o tym, co do dotknięcia śmierci pcha.

[foto]20. Ad Wed, Max Love, Aneta Boryczko • autor: Wojciech Jóźwiak (2016-07-13 09:39:34)

@ Wed: "czy ty myślisz, że bóg jest głupi" -- Radziłbym, Wedzie, nie wojować tym Bogiem, ponieważ jest to pojęcie, które niszczy każda logikę.

@ Max Love: "samobójstwo ... jest decyzją taką samą jak każda inna".
--- Drogi Maxie Love. Wyobraź sobie, że masz córkę, Albo syna. Albo żonę. I któregoś dnia znajdujesz ją lub jego powieszoną albo otrutą. Na to przychodzi twój sąsiad i stwierdza: "No cóż, decyzja taka sama jak każda. Mogła wyjść kupić mleko, mogła popełnić samobójstwo." Co byś zrobił? Zakładam się, że strzeliłbyś tego "znawcę życia" w ryj. I dodał, żeby ci się nigdy na oczy nie pokazywał. Czy nie tak? Więc po co takie BREDNIE wypisujesz tutaj?

@ Aneta Boryczko: "Może to samobójstwo jest kolejnym darem Nimue dla nas wszystkich? Może chciała nam powiedzieć..."
--- Przecież mogła to powiedzieć INACZEJ!

[foto]21. @Wojtek • autor: Radek Ziemic (2016-07-13 11:08:35)

No właśnie - MOŻE - nie - mogła... CHYBA nie wiadomo. (Nie chodzi o determinizm). Ale zgadzam się i dziękuję za komentarze, które dystansują się wobec abstrakcyjnej nieczułości typu: "podobno budda wiele razy popełniał samobójstwa".

[foto]22. Podobno Budda... • autor: Wojciech Jóźwiak (2016-07-13 12:12:28)

Dżataki czyli opowieści o czynach Buddy w poprzednich wcieleniach, niestety są skazą na buddyzmie. Przedstawiają moralny relatywizm podobny do tego, który wyraził tamten ksiądz żydowski, przepraszam, rabin, który głosił, że Żydzi ginęli nie od hitlerowców, tylko od Boga.
Jedno i drugie wynika z niepojętego dla mnie stanu umysłu, kiedy słowa stają się oderwane od uczuć, stanu pod tytułem: "A, i tak wszystko jedno, no to gadajmy (pierdolmy!) cokolwiek." Zarówno tamten Bóg, jak i obraz ciągu niekończących się żyć, tak działają na umysł: "A, ch..., i tak wszystko jedno."

23. @Radek Ziemic • autor: (2016-07-13 12:40:36)

wobec abstrakcyjnej nieczułości

To nie musi być nieczułość ale nadczułość na to co nie do pojęcia. Taka osłona racjonalizmu (osłona pojęć: bóg, zaprzeczenie istnienia śmierci, jakiś przekaz zmarłego, jego wolna wola, nasza wina), próba wyjaśnienia sobie tego co trudno - ze swojego punktu widzenia- pojąć. Czyli to co próbujemy zrobić w obliczu chaosu, szaleństwa, niezrozumiałego- gdy umysł się "zawiesza" wobec niespójności, jakiegoś pęknięcia w obrazie świata.

[foto]24. @Damroka • autor: Radek Ziemic (2016-07-13 13:09:48)

"osłona racjonalizmu" - widzę tu mechanizm obronny (w psychologicznym sensie), ale pojęcia nadczułość nie rozumiem, tzn. wydaje mi się, że ten mechanizm, chroniąc nas, oddziela jednak od rzeczywistości, osłabia naszą zdolność współczucia. Ale jak mówię - nie rozumiem.  

25. Ref. Damroka • autor: (2016-07-13 13:11:07)

Wiesz, ja mam daleko idące podejrzenia (bo tak wybrałam), że pod tą hillmanowską potrzebą, a on nie był jedynym, który o tym pisał, kryje się po prostu potrzeba oswojenia ze śmiercią na tyle, żeby móc wreszcie zacząć naprawdę żyć.Piszę: "tak wybrałam", bo mogłam wybrać narrację freudowską, w której człowiek to tylko istota instynktowna i popędowa, a popędy w gruncie rzeczy są dwa: seks/prokreacja i śmierć. I ta narracja jest cholernie mocna w naszej kulturze. 
Ja wybrałam inną. Dla mnie uwolnieniem od poszukiwania śmierci był moment jej przyjęcia w połączeniu z "misją" uwolnienia moich dzieci z bagażu poprzednich pokoleń. Moment, w którym poczułam: ok, jeśli w tym celu mam umrzeć, to mam na to zgodę  - nie dlatego, że się boję, ale dlatego, że kocham moje dzieci i ich dzieci, których jeszcze nie ma, bo córy się nie spieszą ;). I w którym poczułam zgodę na to, że zarówno moje dzieci, jak i wszystkie osoby, które kocham, nie tylko mają swoje "lekcje do przerobienia", ale wcześniej czy później odejdą, także w śmierć. I że właśnie dlatego warto żyć każdego dnia. I nie zgadzam się z tym, że obecność drugiego człowieka w tym procesie nic nie zmienia. Zmienia i to zasadniczo. Zagadka tkwi w jakości tej obecności. Mnie "zatrzymała tu" miłość, miłość moich dzieci, przyjaciół, bliskich. Czasem twarda i kanciasta, a czasem najbardziej czuła i delikatna. To oni mnie wołali, gdy byłam już prawie po drugiej stronie. I moja miłość do nich. Może to zabrzmi egzaltowanie, ale tak po prostu było. I to była miłość budowana latami i codziennością, byciem przy sobie w trudnych chwilach, a nie wielkimi wzniosłymi hasłami i namiętnościami.
Oj, chyba zrobiłam emocjonalny striptiz. Niech tam. Może komuś się przyda.

26. @Wojtek • autor: (2016-07-13 13:20:03)

"Przecież mogła to powiedzieć INACZEJ!" - nie mogła. Gdyby mogła, powiedziałaby.

Mogę Jej decyzję sprowadzić do mechanizmów psychologicznych albo socjologicznych i sprokurować wyjaśnienie o "uwięzieniu w archetypie", "dajmonionie, który ją zagarnął" itp. itd.
Ale nie zrobię tego, z szacunku dla Nimue i Jej decyzji.
Nie zrobię tego, bo - chociaż nie poznałam Jej osobiście - jestem Jej wdzięczna za to, co zostawiła.Za to, że Droga, którą przeszła i którą się tak dzieliła (bez-granicznie) znacząco ułatwiła i skróciła moją.Za to, że Jej decyzja o odejściu w ten sposób pokazała, że poza tą świetlistą, doskonałą, niezwyciężoną częścią, miała też tą niedoskonałą, kruchą, na wskroś ludzką.


I mogę dodać sensu do Jej Życia i Śmierci, podejmując to, co Ona robiła, ale już inaczej, mniej "w boskości" a bardziej "po ludzku".I zrobię to.

[foto]27. @ Aneta Boryczko i Inni • autor: Wojciech Jóźwiak (2016-07-13 13:37:19)

Dzisiaj jest pogrzeb Nimue.
Na razie wstrzymam się z pisaniem. Ale wrócę do tego, kiedy to już mniej będzie niepokoiło Jej pamięć.

28. @Aneta Boryczko • autor: (2016-07-13 13:42:49)

"kryje się po prostu potrzeba oswojenia ze śmiercią na tyle, żeby móc wreszcie zacząć naprawdę żyć.". Tak. Tak jak widzi źdźbło trawy ranny żołnierz.

[foto]29. Powiedzieć • autor: Przemysław Kapałka (2016-07-13 15:52:40)

Nie znałem osobiście Nimue, ale nie sądzę, żeby przez samobójstwo chciała nam cokolwiek powiedzieć. To by było, delikatnie mówiąc, niedorzeczne. Już raczej bym przypuszczał, że chciała coś przed nami ukryć.

30. czasem • autor: (2016-07-13 17:40:05)

po prostu ból i lęk jest zwyczajnie nie do zniesienia. Szkamy ulgi.

31. @Przemysław Kapałka • autor: (2016-07-13 18:16:56)

"Nie znałem osobiście Nimue, ale nie sądzę, żeby przez samobójstwo chciała nam cokolwiek powiedzieć. To by było, delikatnie mówiąc, niedorzeczne. Już raczej bym przypuszczał, że chciała coś przed nami ukryć."
Rzeczywiście, źle to ujęłam. Ja też nie sądzę, że Nimue intencjonalnie chciała nam "coś powiedzieć" w ten sposób. Chodzi raczej o to, jakie my wyciągniemy z tego wnioski.

32. @ Wojtek • autor: (2016-07-14 15:40:08)

pisze to co piszę bo doświadczenie samobójstwa i tego co sie dalej dzieje mam w swoim zyciu. gdybym nie miał bym nie pisał i pewnie bym strzelił w ryj, jak sugerujesz.

co do buddy i jego samobójstw to nie chodzi o wcielenia, nie mam tego z pierwszej ręki, mój znajomy był jakiś czas w klasztorze w tajlandii o ile dobrze pamietam i tam mieli inne niz oficjalne wersje zycia buddy i tez jezusa (o ile oni w ogole istnieli)

[foto]33. Dzięki Wojtek • autor: Agnieszka Kowalińska (2016-07-18 20:46:56)

Dzięki Ci Wojtek za ten artykuł, też mam zamiar się odnieść do samobójstwa Nimue na swoim blogu... mijają właśnie 2 tygodnie od jej śmierci... i mam takie wrażenie, że to już nie chodzi o nią... o niej być może będą pisać najbliżsi, bo jak widać z tych wypowiedzi mało kto tu jest najbliższy... ja też nie jestem...  to chodzi o nas... my potrzebujemy tą śmierć odreagować... podzielić się... nie milczeć... żałować, przeżywać, pisać... każdy na swój sposób... racjonalizować, międlić i dzielić się... od 5 lipca miałam kilka telefonów od koleżanek tylko po to by pogadać, przegadać, podzielić się emocjami... przeżywamy... podejrzewam przeżywa wielu... wielu nie napisze... i tu się zgadzam z jednym z Anetą Boryczko... ciężar jej, z którym sobie nie poradziła stał się dla nas ciężarem i jednocześnie darem... pobudza do bardzo głębokiej refleksji... mnie zatrzymał... ostro przystopował... i masz rację... dotknął mojej pychy, jako prowadzącej, uczącej, dającej przykład... kolejny próg z którym się mierzę... przeżywam żałobę, codziennie bombardują mnie nowe przemyślenia i mam zamiar się nimi podzielić... ale na mnie jeszcze nie czas... dzięki Wojtek że wstrząsasz... uważam, że to jest potrzebne....

[foto]34. moja reakcja • autor: Agnieszka Kowalińska (2016-07-24 21:17:44)

oto moja reakcja na szok po stracie Oli: https://agnieszkakowalinska.wordpress.com/2016/07/24/zaloba-kolejne-tabu-nimue-co/ pozdrawiam

35. @Agnieszka Kowalińska • autor: (2016-07-24 22:07:12)

Bardzo dziękuję za Twój głos.

[foto]36. Gdzie błąd? • autor: Aleksandra O-J (2016-08-03 02:09:06)

Dawno już nie było mnie na Tarace. Dziś otwieram stronę i wiadomość "Nie ma Nimue" zabolała mnie.Przede wszystkim chciałam złożyć Tobie Wojtku serdeczne kondolencje, bo widać,że nie jest Ci obojętne to co się stało.Jak wielu komentującym też.Dziękuję Ci też, za  poczucie odpowiedzialności za przyjaciół i uczniów, za tych którzy, również dzięki Tobie, idą Drogą którą kroczysz.Stąd płynie Twoje pytanie "Gdzie błąd" . Nie byłam zaangażowana w chodzenie Jej sposobem po Drodze.Nie zdążyłam dojechać na jej Smocze Pole, jednak Nimue była mi, jak Taraka,a może o wiele bardziej- bliska.A to ciekawe, bo jestem Katoliczką, jak nie raz piszesz- dotkniętą "zarazą jerozolimską":))) Napiszę najpierw o moim błędzie:jednak powinnam była pojechać do Niej, spróbować dołożyć odrobiny równowagi uśmiechem, dodać jej otuchy, przywieźć dar, roślinę, zwierzę.  Ta chwila minęła. Teraz mogę pomodlić się za Nią, zapalić dla Niej ogień, wiem też, że żyje w Nas, którzy ceniliśmy jej odwagę i szczerość.To co się zdarzyło, uważam, zdarza się na każdej Drodze.Jedynym błędem jest uważanie,że niemożliwe jest na Takiej Drodze. Jeszcze raz Dziękuję za list, za teksty,zdjęcia, kochana Nimue. Pozdrawiam Wszystkich dotkniętych jej samobójstwem, z serca. Jeście mi bliscy, trzymajmy się!