Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2012-01-08

Dasza

Gasi papierosa na własnym ramieniu, a mnie ucieka pociąg

Jestem w Warszawie, czekam na coś w rodzaju metra, żeby dojechać na dworzec centralny. Jestem na takim naziemnym dworcu, sporo ludzi, różne pociągi jeżdżą w obie strony. Jestem trochę zdezorientowana. Znajduję ten właściwy, ludzie biegną za nim aby znaleźć miejsce, przepychają się, więc biegnę i ja, ale po wejściu widzę, że nie ma tłoku (nie było po co biec). Mam walizkę sporą i jakieś ciasto w woreczku.

Z przodu wagonu stoi jakiś starszy facet, ok. 70-tki, wysoki i postawny, o nieprzyjemnym wyglądzie - zarośnięty, niedomyty, brudne ubrania... Strofuje głośno młodą dziewczynę, nie bardzo wiem na jaki temat (słyszę, że o paleniu papierosów w pociągu mówi). Ona, zalękniona, wycofuje się bez słowa na przód wagonu.

Ja widzę, że to facet pali papierosa, z miną - będę robił, co mi się podoba... Rozglądam się i widzę zakaz palenia, więc - chcąc stanąć po stronie dziewczyny, zwracam mu głośno uwagę, że nie wolno palić. Facet jakoś tak nagle znajduje się blisko mnie i mówi "Taaak? No to dobrze". I... gasi papierosa na swoim przedramieniu... Jestem przestraszona, właściwie nie wiem czy tym, co on sobie robi, czy tym, że może zrobić coś mnie (zgasić na mnie). Z ramienia leci dym. Ludzie się poruszyli, ale nikt nie reaguje.

Jedziemy dalej i robię się głodna chyba, bo wyciągam ciasto, talerzyk i widelczyk i zaczynam je jeść. Brudny facet dalej stoi nade mną, głośno coś komentując. W sumie nie wiem czemu dalej jem - nie ma tam zbyt estetycznych warunków, boję się, że np. napluje mi do jedzenia, sięgnie ręką... Facet znowu zapala papierosa (nie jestem pewna, ale jego też zgasi chyba o ramię) i zaczyna wypuszczać w moją stronę dym... Mimo obaw (właściwie nie wiem czemu to robię, czemu ja - są inni ludzie w wagonie) postanawiam zadziałać - wyciągam telefon i dzwonię na policję. Zgłaszam sprawę, oni proszą o potwierdzenie przez innego pasażera, więc podaję im numer któregoś z mężczyzn (młodzi, max. 30 lat), których właśnie dostrzegam niedaleko, siedzących. Kiwają głowami i mówią, że mogę podać ich numery, oni potwierdzą. Wyglądają przyjaźnie.

Zbliża się moja stacja, więc szybko zbieram ciasto, walizkę i wychodzę. Biegnę do rozkładu jazdy. Mam pociąg o 14.15. Jest 14.00 - bardzo się cieszę, zdążę! Więc biegnę z tą walizką i ciastem, szukając kasy (najwyżej wezmę kredytowy - myślę), gdzieś po dziwnych korytarzach. Po drodze gubię ciasto. Kiedy się spostrzegam (nie wiem gdzie zgubiłam), postanawiam się po nie wrócić, mimo że jest tak niewiele czasu. Na szczęście niedaleko odbiegłam... Szukam kasy, szukam peronu... Zbliża się odjazd.

Nagle... uświadamiam sobie, że jest 14.30, nie 14.00 - i nie mam po co biec... Jestem podłamana i zniechęcona - kolejny pociąg mam o 19.00. Myślę sobie: kurczę, mogłam to przewidzieć, ja zawsze spóźniam się na pociągi... (jakoś też mam świadomość, że śpię i we śnie myślę: kurczę, mogłam to przewidzieć, w snach zawsze spóźniam się na pociągi...). Wychodzę z tunelu, mija mnie Panasewicz z Lady Pank ;)

Dasza

Komentarze: 1

1. No to dobrze,że w • autor: (2012-01-08 12:04:27)

No to dobrze,że w snach się spóźniasz tylko. Ja kiedyś w realu przyjechałam na samolot dzień później:( Ale to znaczy,że w życiu pewnie też się spóźniasz. Ale pomyśl, może nie miałaś jechać tym pociągiem. Z tym Panasiewiczem to przekichane,nie lubie go. Ja bym uważała zeby nie wsiąść do tego samego przedziału. Na strasznego bufona wygląda.