Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2009-03-16

Krzysztof Wirpsza

Gary Renard i znikający wszechświat
O Kursie Cudów - inaczej

To jest Kurs Cudów. Jest to kurs obowiązkowy. Jedynie czas, w jakim podejmiesz naukę, jest dowolny. Wolna wola nie oznacza, że możesz ustalić program. Oznacza jedynie, że możesz wybrać, co chcesz przestudiować w określonym czasie. Kurs nie ma na celu przekazania znaczenia miłości, ponieważ wykracza to poza możliwość przekazu. Jego celem jest natomiast usunięcie blokad na drodze do uświadomienia sobie obecności miłości, która jest twoim naturalnym dziedzictwem. Przeciwieństwem miłości jest lęk, lecz to, co wszechogarniające nie może mieć przeciwieństwa.

Dlatego kurs ten można bardzo prosto podsumować tak:

Niczemu co rzeczywiste zagrozić nie można.
Nie istnieje nic nierzeczywistego.
W tym jest pokój Boży.


Kurs Cudów

Kurs Cudów (A Course in Miracles) to księga pochodząca z channelingu, znana na Zachodzie od prawie czterdziestu lat jako klasyka literatury duchowej. Wydany w Polsce dopiero ostatniej wiosny, jest tu wciąż czymś, o czym mało kto słyszał. W Stanach Kurs doczekał się już nie tylko szerokiej rzeszy entuzjastów i przeciwników ale i swoistego rozłamu wśród wielbicieli. Gary Renard, ze swoim Zniknięciem wszechświata, niedawno wydanym w języku polskim jest takim właśnie kotrrewolucjonistą. Wzburzył on w ostatnim czasie rzeszę wyznawców Kursu, odkurzając ich nieco spatynowane już poglądy. Pojawienie się książki Renarda na rynku polskim jako pierwszego u nas obszernego komentarza do księgi - daje polskiemu odbiorcy świetną okazję świeżego, skrótowego i syntetycznego spojrzenia na Kurs.

W Ameryce Zniknięcie wszechświata wywróciło na nice poglądy uznawanych epigonów dzieła. Przysporzyło Gary Renardowi tyluż zwolenników, co przeciwników, ponieważ Zniknięcie... jest dość prowokujące, pod względem proponowanego światopoglądu. Zanim jednak przejdziemy do jego omówienia, należy pokrótce streścić, czym jest sam Kurs - dzieło, które książka Renarda komentuje.


Czym jest Kurs Cudów?

Kurs Cudów pojawił się Stanach na początku lat siedemdziesiątych, po tym jak jego skrybka,[1] Helen Schucman, skończyła spisywanie treści pod dyktando wewnętrznego głosu. Pani Schucman była psychologiem klinicznym, poruszającym się w prestiżowym akademickim środowisku Uniwersytetu Kolumbia. Pojawienie się głosu było dla niej tyle zaskoczeniem, co silnym wstrząsem poznawczym. Jako agnostyczce i szanowanemu akademikowi Helen zwyczajnie nie wypadało rozważać ewentualności, że oto przemawia w jej głowie głos bezcielesnej postaci, której celem jest podyktowanie jej obszernego instruktażu nowatorskiej duchowej ścieżki.

Tym niemniej Helen taką ewentualność rozważyła, mało tego, ostatecznie przyjęła ją, ponieważ to, co dyktował jej głos rzeczywiście nie znajdowało lepszego wyjaśnienia. Helen spisywała tekst dzieła, które, pomijając wysoce złożony styl i walor literacki, zdawało się nie mieć odpowiednika w niczym znanym. Był to precyzyjnie skomponowany wykład filozofii, teozofii i teologii, wykorzystujący pojęcia z rozmaitych dziedzin, i nadający im nowe, starannie przemyślane znaczenia. Specyficzny język Kursu, czynił z niego dzieło-zagadkę, nad którym trzeba się nagłowić, i która wymaga od odbiorcy poświęcenia dużej ilości czasu na samo zrozumienie zasad nim rządzących. Za nowatorską narracją, zdawał się tkwić klucz, w postaci przesłania. Jak mamy żyć? Aby to przesłanie przybliżyć, Kurs przewidywał cześć praktyczną, swoisty podręcznik praktyki duchowej, zawierający idee przeznaczone do kontemplacji na co dzień. Podręcznikowi towarzyszyła część teoretyczna, oraz suplement wyjaśniający niektóre zagadnienia.

Pozaświatowa inteligencja, która, jeśli wierzyć Helen, podyktowała księgę, nie posiadała ciała, wymiarów ani formy. W treści traktatu głos ów stwierdza, że w swoim ostatnim ziemskim wcieleniu należał do człowieka imieniem Jezus. Tego samego, którego potem chrześcijaństwo mianowało pupilem swojego panteonu. Domyślamy się z kontekstu, że inteligencja ta różni się od powszechnie utrzymywanych religijnych wyobrażeń o Jezusie. Przede wszystkim - intencją jej nie jest nawracanie nikogo, świecenie przykładem, bycie przedmiotem religijnego kultu lub zachęcanie ludzi do bardziej moralnego życia. Kurs dyktuje ona ludziom po to, by - jak twierdzi - dać im wskazówki dla przyspieszenia ich indywidualnego, duchowego postępu. To wszystko.

Z tekstu i ćwiczeń Kursu wynika, że wszechświat jest rodzajem szkoły, w której my wszyscy, każdy w swoim tempie, uczymy się ezoterycznych lekcji. Trwa to do momentu kiedy ktoś opanuje materiał na tyle, aby szkołę opuścić. Głos sugeruje, że śmierć nie jest końcem, a narodziny początkiem naszego istnienia. Stwierdza ponadto, że nie jesteśmy ciałami, a nieskończonymi istotami poza czasem i przestrzenią. Nasze pozorne istnienie na czasoprzestrzeni zajmuje w istocie bardzo długi okres i składa się z ciągłych powrotów, umożliwiających coraz doskonalsze opanowanie lekcji. Kurs Cudów, jak wiele innych narzędzi i ścieżek, jest przewidziany po to, aby skrócić czas przebywania w ziemskiej szkole, przyspieszając naukę, a wraz z nią - chwilę jej zakończenia.


Zniknięcie wszechświata

Wszystko to przypomina wiedzę znaną od wieków duchowym poszukiwaczom, choć podane jest w formie nowej, bo za pomocą bardziej współczesnych niż zazwyczaj słów i metafor. Prawdziwą bombą jest jednak moment w którym prawie trzydzieści lat po pojawieniu się Kursu drukiem, gdy staje się on już popularny w całych Stanach, zdobywając rzesze wyznawców, przeciwników i komentatorów, pojawia się na scenie Gary Renard. Zamieszkałemu spokojnie w odludnym stanie Maine wraz ze swoją żoną Karen i suczką Nupi, ukazało się dwoje tajemniczych nieznajomych, których wypowiedzi stawiają Kurs nowym świetle. Nieznajomi, zgodnie z tym co później opowiada Gary, pojawiają się na kanapie w pokoju gościnnym, metodą star-trekową, to znaczy - materializując się nagle z powietrza. Oboje noszą odzież w codziennym zachodnim stylu, mówią też do Gary'ego bardzo potoczną angielszczyzną, pełną wyrażeń slangowych i dowcipów. Przybysze, mężczyzna i kobieta, przedstawiają się jako "wniebowstąpieni mistrzowie", którzy w swoich bardziej znanych na Ziemi wcieleniach byli uczniami Jezusa - Św. Tomaszem i Św. Tadeuszem!

Zgodnie z późniejszą relacją Gary'ego, zapoczątkowuje to serię siedemnastu wizyt, które odbywają się na przestrzeni prawie dziesięciu lat. W trakcie tych wizyt, Arten i Pursah, bo takich imion używają przybysze, opowiadają Gary'emu o Kursie Cudów i zachęcają go do jego studiowania. Kolejne wizyty stanowią zabawny i erudycyjny komentarz do Kursu, i, począwszy od wizyty drugiej, są przez Gary'ego nagrywane, a następnie spisane w formie książki. W ten sposób powstaje Zniknięcie wszechświata, które wkrótce okazuje się bestsellerem. W trakcie rozmów tam zawartych, Arten i Pursah odpowiadają na pytania Gary'ego przybliżając mu rozmaite metafizyczne zagadnienia i ukazując ich często zaskakujące odniesienia do Kursu. Zagadnienia te ukazywane są w świetle współczesnych problemów, takich jak polityka, sytuacja na świecie, historia, religia, a nawet seks. Książkę czyta się lekko. Wypowiedzi Artena i Pursah oscylują pomiędzy głęboka, synkretyczną erudycją, a humorem w stylu Forresta Gumpa. Natomiast pytanie jakie Gary zadaje "wniebowstąpionym mistrzom" to już Gump w czystym stylu.


Wszystko jest w tobie

Zniknięcie wszechświata tak naprawdę wydarza się wtedy, gdy uświadamiamy sobie, że to my sami, podświadomie, powodujemy wszystko, co nam w życiu nie odpowiada. Celem i głównym zadaniem ziemskiej szkoły jest rozbudzenie w nas tego właśnie rozpoznania, i to jego właśnie nauczają najbardziej zaawansowani mistrzowie, z których jednym był, jak twierdzą Arten i Pursah - historyczny Joshua-Jezus. Rozpoznanie to prowadzić nas ma do Prawdy, zgodnie z którą fizyczny wszechświat jest ostatecznie projekcją pogrążonego w kosmicznym śnie umysłu. Owszem, nasza wiara w rzeczywistość materii czyni nieuniknionymi życiowe wstrząsy i tragedie, sugerujące, że jest wręcz przeciwnie. Z czasem jednak uczymy się, że zdanie "Wszystko jest w tobie", jest nie tyle gładkim gazetowym tekstem, co zapowiedzią odkrycia, jakiego jesteśmy w stanie sami, na własną rękę, dokonać.

Zewnętrzna realność weszła nam w nawyk tak bardzo, że kwestionowanie jej zakrawa na skandal. Poszukiwanie winnych na zewnątrz, "w realnej rzeczywistości", jest naszym typowym zachowaniem, leżącym u podłoża wojen, przestępczości i społecznych problemów. Jeśli ktoś nas irytuje narzekamy, uprzedzamy się, wreszcie, zranieni, atakujemy. Decyzja o ataku jest często podejmowana nieświadomie, pod pozorem szerzenia porządku, lub bycia cool. On mnie, ja jemu, tak działa rzeczywisty świat. Nie zdajemy sobie jednak sprawy, że ten bardzo subtelny psychologiczny zabieg, jest podstawowym źródłem konfliktu jakiego doświadczamy w życiu. Konfliktu, który jest przecież tak bardzo bolesny i realny! Emocjonalny odwet jest w niewidoczny sposób obecny we wszystkich prawie naszych zachowaniach - blokując w nas prawdziwe wyższe uczucia, a wraz z nimi - rozpoznanie, jak bardzo iluzoryczne są aspekty świata. To dlatego rozmaite szkoły duchowe mówią, iż żyjemy "w iluzji". "Iluzja" oznacza tyle co "nieświadomość". Chodzi zwyczajnie to, że dobrowolnie niszczymy własne życie, za pomocą nieświadomego ataku na innych, który jest, w istocie, atakiem siebie samego..


Czy Kurs Cudów jest częścią filozofii New Age?

Kurs Cudów przez bez mała czterdzieści lat uznawany był za jeden z głównych filarów filozofii New Age. Nowatorski i obrazoburczy charakter książki Renarda polega w dużej mierze na podważeniu tego stereotypu. Za pomocą zabawnych i trafnych obserwacji, mistrzowie Gary'ego punktują w jakich miejscach księga ta odbiega od mdłej kalifornijskiej filozofii "globalnej ewolucji ludzkiej rasy", synkretyzmu religijnego oraz dążenia do powszechnej szczęśliwości i prosperity. Okazuje się, że założenia Kursu wcale niewiele mają wspólnego ze sloganami kosmicznej miłości i ekologii jakimi od lat raczy nas Zachodnia duchowość.

Wzięta pod lupę filozofia Kursu okazuje się czymś bardzo surowym, wręcz pragmatycznym. Jedyną tak naprawdę istotną sprawą jest relacja z bliźnim i uczciwa praca wewnętrzna, którą Kurs nazywa wybaczaniem. Tylko wybaczając sobie nawzajem swój domniemany atak, możemy naprawdę doświadczyć w życiu duchowego wymiaru. Takie wybaczanie jednak wymaga ogromnego psychicznego zaangażowania i mentalnej dyscypliny. Wszystko inne - nasz styl życia, upodobania, "grzeszki", przyzwyczajenia i pomyłki, nie odgrywa roli.

Zabrzmi to może dziwnie ale w Kursie nie ma nic o tym aby starać się być miłym, łagodnym i kochającym. Wręcz przeciwnie, powiadają mistrzowie Gary'ego - uczciwa praktyka wybaczania może, czasowo, sprawić, że cechy te zmaleją w nas, zamiast wzrastać. Kurs nie jest, jak chcą niektórzy, podręcznikiem afirmacji i pozytywnego myślenia, i nie zaleca prostych recept na poprawę powszechnego samopoczucia. Stosując się do jego zaleceń można być zarówno "aniołem" jaki i "diabłem". Miłość, o której mówi Kurs jest w nas odsłaniana naturalnie, gdy w wielkim trudzie pracujemy tak ze światłem i jak i z ciemnością w nas. Wybaczenie wyklucza osąd i atak, a zatem wszelkie potępienie i karę. Gdy naprawdę wybaczamy, w znaczeniu w jakim pojmuje to słowo Kurs, często grunt usuwa się nam spod nóg. Tak bardzo przywykliśmy do myśli, że bez ataku nie ma życia na Ziemi! Pozbawieni naszej zdolności karania, tak siebie jak i innych, tracimy poczucie słuszności, czy też skuteczności, naszych działań. Nasz wewnętrzny chaos, o zgrozo, zamiast maleć - wzrasta. Aby jednak miłość mogła się w nas przejawić naprawdę, wszelkie struktury ego, zarówno te które uważamy za "dobre" jak i te, które wydają nam się "złe" - powinny runąć. To musi wywołać czasowe wrażenie chaosu. Na przejawienie się miłości w konkretnej formie nie mamy najczęściej świadomego wpływu. Gdy to następuje, często po ciernistej drodze przez moralną niepewność, to właśnie Kurs nazywa "cudem".


Globalna ewolucja i prosperity

Zniknięcie wszechświata z dystansem i humorem odnosi się do wielu silnie zakorzenionych przekonań duchowych poszukiwaczy. Jednym z nich jest koncepcja powszechnej duchowej ewolucji. W światku ludzi związanych z rozwojem pokutuje przekonanie, że nasza rasa stoi właśnie u progu globalnej przemiany. Ma to być oświecenie, lub przebudzenie na szeroką skalę, często wiązane z takim zjawiskami jak przejście planety w inny wymiar, zamiana biegunów, oficjalny kontakt z kosmiczna rasą lub jakiegoś rodzaju globalny kataklizm.

Arten i Pursah dość niechętnie odnoszą się do twierdzeń, jakoby na globalny poziom duchowości ludzi miały mieć wpływ jakieś zewnętrzne, radykalne wydarzenia. Kładą nacisk na indywidualną przemianę jednostek, raczej niż na jakiegoś rodzaju zewnętrzny "cud", który wszystko rozwiąże. Wszechświat nie ewoluuje - twierdzą - ponieważ wszechświat jest z definicji zaprzeczeniem ewolucji. Ludzie generalnie są zbudowani tak, że nie chcą się rozwijać, a procent tych, którzy naprawdę chcą, jest, niezależnie od okresu - niski. Wszelkiego typu cudowności i trąby archanielskie, służą tylko temu aby odwrócić uwagę od istoty sprawy - naszej własnej duchowej przemiany. Ta zaś, wbrew rozpowszechnionym opiniom, nie wiąże się wcale z magią, rytuałem, przekazem energetycznym od kosmitów czy tajemną wiedzą. Cała praca wydarza się tylko w umyśle zainteresowanego i polega na wybaczaniu. Nawet światopogląd i lista lektur mają tu znaczenie trzeciorzędne.

Innym rozpowszechnionym stereotypem z jakim rozprawia się książka Gary'ego Renarda jest pogląd, jakoby stan materialnego posiadania człowieka był wyznacznikiem jego duchowego wzrostu. Otóż nic bardziej błędnego! Generowanie bogactwa podobnie jak życie w materialnym niedostatku, są w równym stopniu częścią iluzorycznego, pogrążonego we śnie wszechświata. Oba można wykorzystać jako duchową ścieżkę, obu też można użyć do jeszcze głębszego pogrążenia się we śnie. Związek pieniędzy z duchową przemianą jest żaden, i ocenianie czyjejś duchowej wiarygodności na podstawie jego umiejętności manifestacji jest niemiarodajne. Pozostaje natomiast dominującą modą naszej konsumpcyjnej kultury.


Czy Kurs jest religią?

Kurs Cudów pisany jest językiem nawiązującym do chrześcijańskiej mistyki, co nie powinno dziwić, jeśli zważymy, kto podaje się za jego autora. Doprowadziło to jednak wielu do mylnego przekonania, że jest to dzieło chrześcijańskie, lub, że zapoczątkowuje ono jakiegoś rodzaju chrześcijańską schizmę. Przywiązywanie wagi do cierpienia i śmierci Jezusa na krzyżu, a także wiara w jego późniejsze istnienie w roli kogoś ustawionego "ponad" ludzkością stoi jednak w sprzeczności z założeniami Kursu. Kluczowym hasłem jest w Kursie to, że ciało, odrębna twarda masa, nie istnieje. Wszechświat ciał jest błędem. Ciała tworzą wrażenie, że różnią się od siebie, a zatem muszą także wchodzić w ze sobą w konflikt. Zderzanie się ciał wywołuje ból. Wynika stąd logicznie, że uwielbienie cierpiącego za grzechy ludzkości Jezusa nie ma sensu, bo i jakie wzniosłe przesłanie może nam nieść ból, który jest iluzją? Podobnie pozbawione sensu jest ubóstwienie Jezusa w roli kogoś wyjątkowego, innego niż my. Postrzeganie podziałów jest czymś z czego mamy się wyleczyć, a nie to rozdmuchiwać. Głos dyktujący słowa księgi, choć przedstawia się jako Jezus, nigdy nie sugeruje, że należna mu jest szczególna cześć, wręcz odradza takie podejście. Na każdym też kroku podkreśla swoją tożsamość z czytelnikiem i jedność wszystkich rzeczy, której rozpoznanie jest tak ważne.

Podnoszą się w związku z tym głosy, czy Kurs Cudów jest buddyjski. Mógłby to sugerować nacisk na umysł, w odróżnieniu od ciała, a także koncentracja tekstu księgi na osobistym doświadczeniu, raczej niż wierze. Gary Renard, a za nim jego rozmówcy, podchwytują tę zbieżność i obszernie ją omawiają. Buddyzm w Zniknięciu... zostaje przedstawiony jako krok we właściwym kierunku, w porównaniu z przywiązanym do ciała chrześcijaństwem. Praca z umysłem raczej niż z ciałem jest zalecana zarówno w Kursie, jak i przez buddyjskich nauczycieli. Natomiast Kurs, w swoim przesłaniu, idzie dalej. Rozmówcy Renarda sugerują, że oświecenie Buddy, jakkolwiek ogromnym było osiągnięciem, stanowiło jedynie początkowy krok na drodze do jego ostatecznego przebudzenia. Budda miał odkryć je w jeszcze jednym, ostatnim już wcieleniu, w którym osiągnął stan pod każdym względem identyczny z tym, którego doświadczył Jezus. We wcieleniu tym Budda pozostał jednak kompletnie nieznany.


Kim jestem? Kim jesteś?

Jeśli zapytać, co wyróżnia Kurs na tle innych systemów metafizycznych, jest to podkreślanie znaczenia relacji z bliźnim, przy jednoczesnym głoszeniu iluzoryczności świata. Ponieważ nic nie jest tym czym się wydaje, drugi człowiek pozostaje zagadką. Zagadkę tę musimy rozwiązać, ponieważ w iluzorycznym świecie nic innego nie ma rzeczywistej wartości. Zamiast moralizować i krytykować, lepiej jest zatem zauważyć, że przynajmniej połowa odpowiedzialności za spór z bliźnim ciąży na nas. Dopiero gdy zagłębimy się w sobie, ignorując to, co wygląda na cudzy atak, powstać mogą warunki aby nastąpiło rzeczywiste porozumienie. Nie atakowany partner, widząc, że odkładamy broń, prawdopodobnie w końcu sam przestanie się srożyć. Dopiero gdy oboje zaprzestaniemy walki, to o co rzeczywiście nam chodzi - będzie mogło być w pełni usłyszane i zrozumiane. Takie dokumentne przekazanie sobie wszystkiego co mamy do przekazania - jest właśnie najtrudniejsze. Wydarza się rzadko, ponieważ gros tego, co chcemy innym o sobie powiedzieć, zasłania pozór ataku.

Kurs nie daje łatwych recept i praktycznie uniemożliwia ustanowienie jakiejkolwiek religii czy instytucji. Zmiany zachowania dotyczą świata przejawów, który, w opinii Kursu - jest fikcją. Zamiast zatem afirmować bogactwo, medytować godzinami, myśleć pozytywnie czy walczyć z grzechem, należałoby zapytać najpierw samego siebie - jak w danej sytuacji mogę kochać siebie i innych najlepiej? Nie ma tu reguł, jak taka odpowiedź może brzmieć. Kurs jednak wymaga od nas stanowczo jednego. Chce abyśmy poświęcili przynajmniej rok swego życia na wytrwałe zadawanie tego pytania w jak największej ilości codziennych sytuacji. Odpowiedź przyjdzie, i będzie czymś więcej niż autosugestią czy rozmyślaniem. Nie będzie to też objawienie typu religijnego - nie usłyszymy Boga mówiącego do nas słowami we wnętrzu głowy. Tym niemniej COŚ zacznie się dziać, i aby temu czemuś dać szansę, potrzebny jest trening. Kurs jest właśnie podręcznikiem takiego treningu.

Być może słuchanie wewnętrznego głosu i życie zwykłego życia w oparciu o to, jest jedyną praktyką, której tak naprawdę nam trzeba? Być może jesteśmy już doskonali tacy, jacy jesteśmy, i niczego nie trzeba zmieniać na bardziej duchowe? Gdy rozpoznajemy naszą doskonałość z chwili na chwilę - nie ma obawy, nasza duchowa strona objawi się samoistnie. Wzrosną również dobrobyt, zdrowie czy pozytywne jakości charakteru. Będzie to jednak zupełnie inne "objawienie" niż to sztucznie narzucone przez afirmację czy osąd. Nadejdzie ze szczerego miejsca w nas, do którego sami na własną rękę po wielu perypetiach dotarliśmy. Stawanie się prawdziwszym jest jednak jedyną drogą ucieczki z naszego skostniałego wszechświata, przez który bez przekonania brniemy otoczeni przez iluzje. Zniknięcie wszechświata pokazuje, że Tam, za ścianą pozornej niemożliwości, czeka coś, po co warto sięgnąć.


Krzysztof Wirpsza



[1] Helen Schucman, skrybka... - w channellingu autorem tekstu jest istota spoza 'realu', a osoba, która tekst zapisuje lub przekazuje do zapisania, zwana jest "skrybą/skrybką". (Przypis Taraki)


Krzysztof Wirpsza

Komentarze: 1

1. Podziekowania • autor: (2014-10-26 05:00:43)

Jeden z najlepszych (moim zdaniem) artykułow na temat Kursu. Jest on bezstronniczy, przemyślany i jednocześnie nie emocjonalny. Jestem wdzięczna autorowi za jego interpretacje i "spojrzenie". Serdecznie dziękuje - Irena