Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2020-06-16

Andrzej Gąsiorowski

Garść luźnych refleksji

Patrzę sobie na to, że każdy kolejny miesiąc jest już gorętszy od poprzedniego z poprzednich lat i na rozgrywający się niemalże w równoległym świecie symboliczno-kulturowy konflikt wszystkich ze wszystkimi, i nachodzą mnie, w poczuciu narastającej tragedii, następujące myśli i pytania.

Jak to się stało, że nadmiarowa dana nam przez mutacje, wirusy, grzyby halucynogenne czy Boga inteligencja uprawniła nas do wyłączenia się z zasad rządzących światem przyrody? Oczywiście wyłączyła w naszym mniemaniu, bo wyniszczająca walka o symboliczną dominację jest w sposób oczywisty naturą per se. Naturą przesłoniętą porażająco wysoką inteligencją tworzącą niewyobrażalne wręcz, ale ciągle naturalne struktury i wzorce myślenia oraz działania. Jak to się tak bezrefleksyjnie dokonało?

Jakim prawem zakładamy, że w naszym przywiązaniu do pewnych wartości jest coś substancjalnego, a nie czysty przypadek lub czysta determinacja? Jakim prawem akcydensy naszych społecznych identyfikacji i działań uzyskują tak substancjalny status?

Jakim prawem wierzymy w wolność, wolną wolę, wolność wyboru jednych rzeczy i całkowitą determinację innych rzeczy? Czy byt może być tak niekonsekwentnie zbudowany?

Podsumowując, co nam dało prawo wyłączenia się z praw przyrody i co spowodowało, że owo wyłączenie obudowaliśmy tak potężnymi i tak wyniszczającymi narracjami?

Moje pytania nie są naturalnie szczególnie nowe, ale jednak, jakby od jakiegoś czasu nie istniały. A może samo ich zadanie sobie samym zdjęłoby z nas część ciężaru, który pcha nas do coraz to absurdalniejszej symboliczno-narracyjnej wojny, która ponad wszelką wątpliwość przerodzi się w rzeczywiste zabijanie, szczególnie wtedy, kiedy ekosystemy odmówią nam „świadczenia usług”.

Tymczasem każdy miesiąc jest coraz cieplejszy w stosunku do poprzednich, a istotna część naukowców twierdzi, że ekosystemy mogą zacząć umierać masowo już w tej dekadzie. My wraz z nimi.

Czy nasze symboliczno-narracyjne rojenia, oscylujące między czerpaniem satysfakcji to z dominacji, to z cierpienia są w stanie odmienić ten los? A może, po prostu, chcemy takiego losu? Może bycie czegoś co jest świadome i samoświadome, jest nie do udźwignięcia.


Zdjęcie: Pixabay.

Andrzej Gąsiorowski

Komentarze: 1

1. jak to się stało? • autor: Young & Fraud (2020-06-17 13:16:53)

Chyba tak. Też tak czuję. Ja poruszę tę nieznośność na innym poziomie:


Mam ochotę zapytać każdego internetowego obrońcę przyrody mniej więcej tak: Mieszkałeś kiedyś Waść w lesie choć przez trzy miesiące bez prądu i wody, zasuwając od świtu do zmierzchu słońce czy deszcz? :)  
Są ludzie, którzy to znoszą, inni nie. Przecież to proste. Wszystko bym zrobił żeby nie musieć tak żyć. Zniszczyłbym cały świat bez wahania żeby móc być chwilę w cieple, czysty i suchy i bez tego robactwa (komary, muszki - jedzące człowieka żywcem na bagnach północnej Skandynawii). To było nie do zniesienia. NIE DO ZNIESIENIA! (12 takich "sezonów" zaliczyłem - nie wszystkie bez wody i prądu, nie wszystkie w namiocie. Dlatego mam precyzyjne porównanie) Natura bywa nieznośna. I ten aspekt dominacji też się tu zresztą pojawia. Dlatego musimy rąbać pień, mimo że siedzimy na gałęzi. Bo rąbie się go zawsze też trochę na złość (np na złość moralizatorom) "Na pohybel sk...synom!"/ No chyba, że ktoś jest driadą w Brokilonie, ale oni chyba internetu jeszcze nie dociągnęli.