Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2015-02-09

Wojciech Jóźwiak

Ezoteryka pieniądza

Nie spodziewałem się, że artykuł „Nieznośna lekkość biznesuIzabeli Kopaniszyn tak poruszy Czytelników i Komentatorów. Bo dotyczy on tematu ezoteryczne wspomaganie biznesu, ang. Esoterically Aided Business (EAB, na podobieństwo CAD, Computer Aided Design) lub jeszcze lepiej EAMM, Esoterically Aided Money Making – więc ezoterycznie wspomagane robienie pieniędzy. Przez moment nawet myśl zawiesiła mi się na pomyśle, żeby założyć stronę ezoterykapieniadza.pl z płatnym dostępem i zamieszczać tam... Ej, marzenia.

Sprawy należące do interesującego nas tematu leżą gdzieś w przestrzeni rozpiętej pomiędzy poglądem, że stan umysłu, zwłaszcza ten ezoterycznie-medytacyjnie wspomagany, nie ma nic wspólnego z finansowym powodzeniem lub jego brakiem, o czym wielokrotnie w różnych rozmowach mnie pouczano, dając za przykład ćwoków, głąbów (a nawet buców) i w ogóle ludzi ograniczonych, niewrażliwych i duchowo prymitywnych, którzy mimo to, a może właśnie dzięki temu wystarali się o pieniądze znaczne. – A wiarą, że tak! Yes, yes! – Istnieją medytacyjne, ezoteryczne, symboliczne lub egzorcystyczne zręczne sztuczki na umyśle, neo-czary, które uratują z dotychczasowego biedniactwa. Trzeba tylko je znaleźć, nauczyć się i wytrwale ćwiczyć. (Niedowierzające pytanie: ale jak długo?)

Na mój skromny rozum, rzeczy się mają jakoś pośrodku wspomnianej przestrzeni. Ludzie, którzy zarabiają ponadprzeciętne pieniądze mają pewne dyspozycje umysłu i charakteru, które im to umożliwiają. – A więc nie jest tak, że money-making jest domeną duchowych prymitywów. Raczej taki pogląd jest jednym ze злоспасений (ach ta krótka kołdra polszczyzny... „źle skierowanych ratunków”) jakich chwyta się „człowiek”, nie chcąc skonfrontować się ze swoimi wadami.

Z drugiej strony, cudownie pozytywne zadziałanie metod jogi sukcesu, czyli tamtych neo-czarów, tylko w jakiejś mniejszej części jest zasługą samych metod czyli czarów, a większej...? – Przypadku. Właściwego momentu czasu, także w sensie natrafienia na przełom w którymś z astrologicznych cykli. Zadziałania mechanizmu spustowego: że akurat ta czarowna metoda była tym spustem, który wyzwolił u osoby, która ją zastosowała, jej nierozpoznane dotąd zdolności – ale mogłaby to być inna metoda. Trafienia na swego: o czym świadczy to, że metody jogi sukcesu działają tylko na nielicznych, którzy potem swoim entuzjazmem podtrzymują wiarę w skuteczność danej metody. Gdy to się przy tym robi w kraju mającym trzysta milionów ludzi i gdzie głód sukcesu jest powszechny i jawnie akceptowany, to nie dziwne, że poszczególni mistrzowie znajdują dość wielu successful  (oj ta kołdra krótka...) naśladowców na to, żeby wszyscy, nadawca wraz z odbiorcami, uwierzyli w słuszność tego, co myślą i robią.

Ale skoro gdzieś pośrodku tej przestrzeni jest coś, co faktycznie może pomóc w zyskaniu trochę więcej środków? („Środków”: zauważmy, jak słowo „pieniądze” jest tabuizowane przez dyskurs...) – To może warto poszukać, pobadać, popróbować.

Do czego zachęcam i służę powierzchnią czytalną Taraki.

Wojciech Jóźwiak

Komentarze: 4

1. EAB • autor: Ilona (2015-02-09 19:35:08)

EAB jest dla mnie faktem, ezoteryka, duchowość i biznes się przenikają i współpracują ze sobą już teraz. Zajmuję się tym zawodowo i mam wiele przykładów także poza swoim ogródkiem. Na razie to, co widzę, to jak ezoteryka wspiera biznes (firmy). Mam jednak olbrzymie przekonanie, że po stronie  osób rozwijających się duchowo a nie zarabiających pieniędzy, istnieje olbrzymi potencjał. Jeszcze nie wiem jak sprawić aby ten potencjał zamienił się w przepływ.  Oczywiście są przykłady bardzo finansowo udanych przedsięwzięć w branży ezo (specjalnie używam słowa z biznesu).  Jest wiele czynników jakie mogą sprawić, że coś nie działa finansowo, włącznie z cyklami Saturna. Po stronie ezoterycznej zmienia się świadomość na taką, że pieniądze (materia) także są częścią duchowości. Nie należy się ich bać i można mieć do nich dostęp. Ludzie „robiący” kasę bardzo często próbują wielokrotnie, bankrutują, rozdają majątki partnerom, zaczynają od początku, etc.  Jest cykliczność, właściwe momenty, liczy się cykle, analizuje koniunktury, sprawdza się rynek. To są narzędzia biznesu. Kiedy jest właściwy moment aby zacząć materializować swoją duchowość? Tu też są narzędzia, ale inne. Jesteście specjalistami lepszymi niż ja aby odpowiedzieć sobie na pytanie : czy teraz jest właściwy moment aby zarabiać pieniądze (inaczej, więcej..)? Co powinieniem(powinnam) zrobić. Jedno chyba wydaje  mi się pewne, że czasy samotnych wilków się kończą. Zaczęła się praca kolektywna, zespołowa.


[foto]2. Ilona o wilkach, ja o lisach • autor: Wojciech Jóźwiak (2015-02-09 20:11:13)

Umiejętność lub sztuka zarabiania lub robienia lub pomnażania pieniędzy jest częścią szerszej sprawy, czyli umiejętności (sztuki) ROBIENIA, -- czyli sprawiania, żeby coś zaistniało.
Czasem się to nazywa umiejętnością realizacji własnych celów lub dochodzenia do celu, ale trzeba najpierw te cele mieć i znać, więc jest w tym też sztuka stawiania sobie celów i zadań i sztuka rozpoznawania tego, co może być moim (twoim) celem.
Ale kiedy mówimy o celach, to wpasowujemy się w schemat pogoni za celami. To też nie to.
Raczej chodzi o drogę. Czy umiem (umiesz) rozpoznać własną drogę.
Ale ta droga idzie poprzez rzeczywistość, realia, takie jakie są. Ta własną droga z konieczności jest kompromisem między "chciałoby się" a "można". ("Do kurnika przyszły lisy. Chcą zawierać kompromisy.") Więc jeszcze jest umiejętność rozpoznawania własnych kompromisów. I to jest najciekawsze.

[foto]3. słowa i ezoteyka • autor: Teresa Kunka Teresti (2015-02-09 20:51:40)

Wczoraj w telewizji oglądałam film,  anglojęzyczny, ale nie mogę sobie przypomnieć tytułu, nie wiem, może coś odtwarzałam na NCplus.
Rozmawiają dwie kobiety, jedna wtrąca coś po polsku a ta druga do niej: co ty mówisz po polsku?, to język sprzątaczek, opiekunek i robotników. No właśnie my umiemy pracować, tyrać, znamy pojęcie pracoholik, długi, komornik. Ale nie umiemy nazywać umiejętności i zdolności biznesowych. Dla nas ten który ma pieniądze to złodziej, przekręt oszust. Mój syn nie pochwalił nam się, że dostał odznaczenie z izby handlowej. Dowiedziałam się o tym z Facebooka. Powiedział że to nic takiego. Chyba już odczuł skutki zazdrości i zawiści.
A co na to astrologia?
Kiedy widzę u kogoś silnego Saturna w horoskopie, to wiem że ciężko pracuje, tyra, haruje, ale czy się czegoś dorobi? Nieprędko albo wcale. Jest takie przysłowie: pracuj, pracuj a garb ci sam wyrośnie.
Szukam dalej: Jowisz, Księżyc, Wenus - to są planety pieniędzy, bogactwa. Zdobytego wcale nie ciężką pracą tylko lekkością myślenia, umiejętnością inwestowania, otwartością umysłu. Mój syn zawsze mówi: ja pracownikom nie przeszkadzam, ja obserwuję "z lotu ptaka", z góry i w porę reaguję. Ja słyszę, że jego pracownicy rozmawiają z klientami po angielsku, on zresztą też. Mieszkamy w Polsce i nigdy nie mieszkaliśmy za granicą.
Kiedy mówię ludziom, że pieniądze nie biorą się z ciężkiej pracy to nie chcą mi wierzyć.

4. Kompromis • autor: Ilona (2015-02-09 21:36:26)

Zgadzam się że sztuka zarabiania jest sztuką sprawiania aby coś zaistniało.  100% trafne. Ale czasami nie da się tego zrobić samemu, stąd te wilki. Czy wiem jaką drogą chcę iść? Tak. I pomogła mi w tym bardzo ezoteryka. Szamanizm, symbole, astrologia, medytacja, zen.  Czuje to coś, co mi sprawia frajdę i pozwala na kreację umiejętności. I inni chcą mi za to płacić.  Nie wiem gdzie jest cel, gdzie dojdę, bo ciekawa jest droga. Przeszłam przez okres kilku lat  głębokich rozważań duchowych ocierając się i wpadając wręcz w biedę. Czasami nie było to ani miłe, ani przyjemne. Od pewnego momentu, załapałam, że to część drogi. Było łatwiej, ale nie było kasy. Zaczynam ponownie z pieniędzmi i większą świadomością swojej drogi.  Działa. Choć stąpam powoli.  Kompromisy kojarzą mi się z sytuacją przegrany-przegrany w negocjacjach, kiedy wszyscy idą na ustępstwa. Jak negocjuję, to mam swoje  „chciałoby się” ale staram się doprowadzić do sytuacji wygrana-wygrana i doprowadzić do tego, co razem  „można”.  Mam swoje „chciałobysie”, czyli przekonania, rozważania, plany, marzenia, co jeszcze można ( co mogę, mam moc, możliwości, wewnętrzną pewność) zrobić,  co można (co mogę) sprawić, aby zaistniało. Ale to już będzie w zespole. Nie mam pewności, ale oczekuję, że w odpowiednim momencie wszystko pojawi się na ścieżce – towarzysze na drodze, doradcy, mistrzowie, większy kapitał.  A czy to co jest teraz jest kompromisem z tym co "chciałobysie"? Nie sądzę.