Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2012-10-12

Michał Mazur

Elementy szamanistyczne w judaizmie i wczesnym chrześcijaństwie

Zajmuję się badaniem wzajemnych powiązań zjawisk występujących w szamanizmie z dawnymi stylami walki (choć niektóre współczesne „alternatywne” też bywają bardzo ciekawe), ogólnie rozumianą „gnozą wojowniczą” (której fragmenty, rozproszone w różnych kulturach, nieraz w ogromnym przedziale czasowym są dla mnie czymś autentycznie świętym i głęboko osobistym) oraz inicjacjami wojowniczymi. Dziś chciałbym przedstawić jednakże co innego – a mianowicie rzeczy znalezione niejako przy okazji& powyższych dociekań, a związane z elementami szamanistycznymi, obecnymi w judaizmie i wczesnym chrześcijaństwie, w Starym jak i Nowym Testamencie. Może posłużą komuś lepiej niż mnie – ja trzymam się raczej swojej tematyki i wiedzą dzielę się chętnie – mogę jednakże powiedzieć, iż aspektów wspólnych jest całkiem sporo. Nie chcę narzucać nikomu swoich interpretacji, dlatego podaję liczne odnośniki do prac badawczych i ciekawych artykułów (w języku angielskim) oraz garść własnych wniosków i przemyśleń. Polecam także cykl „Biblia Szamanów” w Tarace.

Wiem, mieli być „inicjowani wojownicy” – a jest Mojżesz, Jozue i Jezus (et consortes). Choć z drugiej strony... jakby na to nie spojrzeć, to Jozue „inicjowanym wojownikiem” był..., a patrząc na sylwetkę jego i Mojżesza czy Jezusa w szerszym kontekście można powiedzieć, iż oni WSZYSCY byli wojownikami – na dodatek mieszczącymi się w w ramach „modelu szamańskiego”. W końcu szaman także MUSI mieć w sobie cząstkę wojownika – by móc walczyć z różnymi chorobami ciała i duszy (można pod to podpiąć także negatywne oddziaływanie „złych duchów”, „mocy” etc.), z różnymi przeciwnikami – zarówno ludźmi jak i zwierzętami, którzy chcą zagrozić jego ludowi (choć odpędza je zwykle nie tak, jak inni ludzie zwykli to czynić „normalnie”, ale na sposób magiczny – tak jak Mojżesz odpędzał od Izraelitów węże, które nagle i niespodziewanie zaczęły ich kąsać w naprawdę masowych ilościach, rozkazując sporządzenie statuy boga-węża). Oprócz tego szaman musi się zmagać z trudnymi warunkami życiowymi, najczęściej w nieprzyjaznych terenach, w jakich jemu i jego ludowi przychodzi egzystować (żyjąc często na granicy ekumeny – jest to dość częsty motyw wśród ludów szamanistycznych, także – a może zwłaszcza – obecnie). Taki człowiek musi walczyć także ze złymi praktykami religijnymi (Mojżesz gromiący czcicieli złotego cielca i Jezus wyrzucający przekupniów ze Świątyni), ale często także ze sobą samym. Do szamańskiej charakterystyki pasują także starotestamentowi Jakub-Izrael, prorocy, oraz ich ideowy następca Jan Chrzciciel.

Na początek wielce ciekawy artykuł – Biblical Entheogens: A Speculative Hypothesis. Jego autor, prof. Benny Shannon z Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie po swoim amazońskim doświadczeniu z Matką Ayahuaską zaczął zupełnie inaczej patrzeć na religię swoich przodków – w jej wczesnym stadium rozwojowym w czasach Mojżesza. Swoje przeżycia w Amazonii opisał w wywiadzie dla dziennika ”Haaretz”.

Musiało być to naprawdę silne doświadczenie, gdyż zaowocowało ono zmianą poglądów oraz chęcią podzielenia się swymi przemyśleniami prof. Shannona (notabene żyjącego i pracującego w państwie wyznaniowym!) co do genezy judaizmu, także nt. Mojżesza.

Jeden z opisywanych przez niego motywów to dla mnie coś szczególnie ciekawego i osobistego – motyw „krzewu gorejącego” który płonął a nie mógł spłonąć – w odniesieniu do zmienionej („transowej”) percepcji czasu, z racji iż jest to rzecz wielce osobliwa, występująca także w głębszych, transowych stanach odmiennej świadomości, przeżywanych przez wojowników w sytuacjach krańcowych. W świetle mojej dosyć skromnej (na razie) wiedzy – mogę powiedzieć, że występująca zarówno dawniej (np. berserkergangr oraz Graal ) jak i obecnie (np. doświadczenia części żołnierzy jednostek specjalnych np. amerykańskich SEALs'ów). Jest to zmiana o charakterze tymczasowym, jednakże RADYKALNA (tu niestety ciężko byłoby mi wytłumaczyć, jak bardzo – w każdym razie, jeśli zetkniecie się z opisami typu „sekundy płynęły jak godziny” w tym kontekście, to wiedzcie, iż mogą one wcale nie być przesadzone).

Mojżesz, rozmawiając z Bogiem zdejmuje sandały, bo On mu tak rozkazał... ale dlaczego? Po dziś dzień, w niektórych religiach do miejsc uznawanych przez nie za święte wierni wchodzą bez obuwia... ale tak właściwie to czemu tak jest? Z analizy artefaktów z innych kręgów kulturowych (germańskie, celtyckie) oraz przekazów historycznych, połączonych z dawną „gnozą wojowniczą” wysnułem pewien wniosek – iż ów szczególny zwyczaj zdejmowania obuwia pochodzi z odległych, prahistorycznych czasów (dzięki archeologii można twierdzić, iż ludzie nosili różne formy skórzanych owijaczy na kształt obuwia już ok. 40 tys. lat temu), gdy szamanizm (w różnych regionalnych formach) był religią dominującą, swoistą prareligią, której elementy można dostrzec jeszcze w wiekach średnich, w wierzeniach przedchrześcijańskich dawnych ludów Europy – a pierwotnie mogło oznaczać zrzucenie swojej ucywilizowanej postaci i przybranie tej bardziej pierwotnej, wejście w bezpośredni kontakt z Naturą, tak jak bose stopy stykają się bezpośrednio z Matką-Ziemią, otworzenie się na energię od niej płynącą. Nie bez znaczenia jest fakt, że w stopach znajdują się zakończenia nerwowe, zaś kontakt bosych stóp, zwłaszcza z niezbyt równą, kamienistą i rozgrzaną ziemią (albo wręcz popiołem i niedopalonymi resztkami), jak na tamtejszych pustyniach stymuluje ciało i mózg ludzki. Te konotacje wskazywałyby na zasadnicze, pierwotne znaczenie tego prareligijnego gestu – jako szczególne otworzenie się na stan transowy, bądź na wzmocnienie, pogłębienie tego, w którym dany człowiek już się znajduje. Pewności nie mam, lecz sądzę, iż o tym drugim można mówić w przypadku Mojżesza.

A Jozue? Pierwotnie nazywał się Ozeasz, Jozue to było jego nowe, nadane mu przez Mojżesza imię – zob. deon.pl (mistrz, inicjując ucznia, nadaje mu nowe imię – dość częsty motyw w szamanizmie). Uczeń Mojżesza. Wielki wojenny szaman, wódz-szaman – ale stosując klasyfikację, jaka przetrwała do dziś u ludów z wciąż żywymi tradycjami szamańskimi, nie tylko w Ameryce Płd, gdzie wciąż można natknąć się na ludy pierwotne, ale także np. u syberyjskich Chantów, Mansów, Jakutów, Nieńców taki „średni” szaman – bo to Mojżesz był tym „wielkim”. Z postacią Jozuego wiąże się także jeden, bardzo ciekawy aspekt:

W odpowiedzi na modlitwę Jozuego, który stanął w sytuacji krańcowej – do tego stopnia jak chyba nigdy wcześniej, na progu zagłady swojej i swego ludu (w bitwie nie przeciwko pojedynczemu miastu-państwu, a całej koalicji amoryckiej, złożonej z wojsk pięciu miast), Jahwe zatrzymał ruch Słońca na niebie i wydłużył dzień, dzięki czemu Izraelici mogli zgładzić wszystkich uciekających przeciwników. Tu rodzą się pewne wątpliwości...

Bóg zatrzymał Słońce? Wydłużył dzień? Jak to? Hmpf... mogę się mylić, ale z historii Układu Słonecznego nic takiego nie wynika – a fenomen taki z pewnością pozostawiłby po sobie jakieś ślady, czytelne dla badaczy-specjalistów od historii zagadnień astronomicznych.

W tej materii zastanawia mnie jedno: Czy ktoś próbował zbadać to zagadnienie pod tym kątem związku z zagadnieniem zmienionej, transowej percepcji czasu oraz ogólnych związków ze stanami transowymi? - W końcu wg ST pokonali przeważające ich kilkakrotnie siły wrogów, a potem ścigali niedobitki przez kilkanaście kilometrów – no właśnie – nie czuli zmęczenia? Jak euroazjatyccy szamani, tańczący przez wiele godzin w ważącym nieraz i 20 kg rytualnym stroju?

Imiona Jozue – Jeszua (Jezus) – Jazon, jak wykazano w „Apples of Apollo” są bliskoznaczne; wszystkie pierwotnie miały dość czytelne znaczenie – z angielskiego „drug doctor” (choć warto zauważyć, iż „drug” i jego stosowanie nie jest warunkiem sine qua non działania takiego „doktora” – bo istniał i ciągle zresztą istnieje szereg technik szamańskich stymulujących ciało i duszę). Czyli inaczej mówiąc, szaman... A gdy Mojżesz, a po nim Jozue odeszli do Pana, z ludem Izraela znowu była bieda...

Potem nastał czas sędziów (z nich ciekawy jest zwłaszcza wojowniczy i dość mocno „szamański” Samson, cechujący się oprócz kontaktu z Bogiem tymi cechami „transowca”, które pomagają mu jako wojownikowi – ponadludzką wytrzymałością i siłą) oraz również „szamańskich” proroków („Rydwany Ognia” i inne sprawy). Jest jeszcze i Jonasz – przebywający trzy dni i trzy noce w brzuchu nie tyle wieloryba czy ryby, ale de facto ogromnego potwora morskiego (zob. biblia.wiara.pl/doc/422543.ODPOWIEDZI/27). Nasuwają się paralele do różnych mitów i przedstawień ikonograficznych, w których inicjowani bohaterowie – królowie, herosi i mędrcy przebywają w brzuchu wielkich potworów, najczęściej związanych z żywiołem wody; zob. przedstawienie inicjacji Jazona i motyw połknięcia przez smoka, a następnie wyzwolenia w artykule Smoki i smokobójcy dra Jerzego Tomasza Bąbla.

Wracając do tematu obecności elementów szamanistycznych w Biblii: warto się zapoznać z także z blogami „Sound and Silence” – artykuł „The shamanic shadow in the Old Testament (zob. też komentarze), oraz z blogiem „Archaiologia” – zob. wpis „Shamanic Folklore in the Old Testament

I wreszcie „Religion and Psychoactive Sacraments: An Entheogen Chrestomathy” – bardzo ciekawa kompilacja wybranych co ciekawszych fragmentów z pracy akademickiej „The Apples of Apollo: Pagan and Christian Mysteries of the Eucharist” (jak wskazuje tytuł, bynajmniej to nie Apollo jest najbardziej interesującym elementem, a... Jezus i Eucharystia, rozpatrywana także w kategoriach wierzeń szamanistycznych). Dość długo się namęczyłem, żeby znaleźć ten tekst po pół roku od przeczytania. Wielce ciekawa rzecz – i na dodatek jest wątek polski – obecnie raczej nieznanej, przedwojennej polsko-żydowskiej badaczki z Uniwersytetu Warszawskiego – Suli Benetowej, rozpatrującej religię swych przodków pod kątem szamanizmu... w latach 30. XX wieku. Przeczytajcie sami, bo naprawdę warto! Autorzy tego tekstu przechodzą w nim także do kwestii początków chrześcijaństwa. Przejdźmy więc i my.

Jan Chrzciciel – ten, który „inicjował” Jezusa – odziewający się w skóry, żyjący w odosobnieniu, żywiący się szarańczą i miodem... Swoją drogą, spróbujcie któremuś duchownemu zasugerować, by zostawił swoje ładne autko i zaczął praktykować jak on :) Skądinąd wiadomo, iż dla Kościoła postać Jana Chrzciciela zawsze była nieco podejrzana. Czego się ci europejscy duchowni tak bardzo bali? Czyżby jego powiązań z wiedzą i doświadczeniami o charakterze bardziej pierwotnym (i zapewne także autentycznym), starszym niż sam judaizm – z wiedzą obecną także w wierzeniach przedchrześcijańskich Europy – czyli z szamanizmem?

I wreszcie Jezus Chrystus, „Pomazaniec”, król-mesjasz. Zwolennicy Jezusa przedstawiali go jako „syna Dawida” (potomka króla) i „nowego Salomona”, zapowiedzianego w licznych proroctwach – żydowskiego króla-mesjasza, ale także jako kogoś mającego władzę nad duchami, uzdrawiającego chorych na ciele i duchu (w tym opętanych), króla-kapłana (vide „Tezeusz w Labiryncie” nt. wodza-szamana w epoce brązu). Czyli przedstawiali swojego Mistrza jako maga lub raczej (dziś na szczęście mamy bardziej adekwatne określenie) – szamana. Zresztą nie we wszystkich kręgach palestyńskich w I wieku n.e. powiązania z magią (lub ogólnie, wiedzą typu tajemnego, wykraczającą poza judaistyczne kanony) uważano za coś dyskredytującego. Można tu wyróżnić dwa zasadnicze kręgi: 1) ludzi bardzo bogatych – widoczny choćby w dziejach Apostolskich w opisie palenia ksiąg magicznych o wielkiej wartości, mocno synkretyczny (wpływy greckich, chaldejskich i perskich tradycji inicjacyjnych misteriów itp.). 2) pochodzących „z ludu”, a przechowujących tradycje starsze niż zinstytucjonalizowany kult Jahwe. Ubodzy, czasami wręcz asceci. O nich wiadomo nieco mniej – ale jak udowodnili autorzy „Apples of Apollo” ciągle można wyszperać na ich temat co nieco „szamańskiego” między wierszami różnych sakralnych tekstów – trzeba tylko wiedzieć, gdzie i jak szukać. Wśród nich byli Jan Chrzciciel i Jezus – wielcy nauczyciele, ale też asceci, poszczący, pokutujący, umartwiający się na pustyni w samotności.

Te elementy były obecne (i żywe – bo okresowo praktykowane przez dużą część wiernych) we wczesnym chrześcijaństwie, u „Ojców pustyni” w szczególności. Echo tego nosi także tajemnicza praktyka, obecna także w chrześcijaństwie a znana jako „Unio mystica”. Warto przeczytać, choć tak na prawdę ten artykuł nie zawiera aż tak wiele informacji (swoją drogą – kojarzycie to średniowieczne hasło – ile aniołów może się zmieścić na główce od szpilki? Jest to pewien sposób na „spętanie” umysłu). Powiązania tegoż ze zjawiskami o charakterze transowym (w tym z berserkergangr – wchodzeniem w berserk) są dość interesujące – ciekawego podsumowania, opartego na rewelacyjnej publikacji Why God Won't Go Away dokonał w artykule Berserkergangr, pod hasłem „Mysterious Union” amerykański autor używający pseudonimu Wayland Skallagrimson.

Wracając do Mojżesza w sztuce średniowiecza i na progu renesansu często zwykło się go przedstawiać w sztuce... z rogami sterczącymi mu z głowy. Prawdopodobnie najbardziej znanym przedstawieniem tego żydowskiego przywódcy jest znajdujący się w rzymskiej bazylice San Pietro in Vincoli posąg, dłuta Michała Anioła, nieformalnie zwany ”rogatym Mojżeszem”. Dlaczego Mojżesz ma rogi, skoro w chrześcijaństwie kojarzone są one z diabłem? Otóż dzieło Michała Anioła nie było wyjątkiem tak wyobrażano sobie Mojżesza przez kilkanaście wieków. Rogi przyprawił mu święty Hieronim, autor Wulgaty - pierwszego łacińskiego tłumaczenia biblii bezpośrednio z hebrajskiego. Przełożył on stosowny fragment z Księgi wyjścia (34,29) ומשה לא ידע, כי קרן עור פניו בדברו אתו jako et ignorabat quod cornuta esset facies sua ex consortio sermonis Dei (wg: Eli Rosenkranz). Z tego powodu od powstania Wulgaty aż po XVI-wieczne tłumaczenia ST uważano, że Mojżesz schodząc z góry Synaj do swojego ludu był przez Boga obdarzony dwoma rogami.

Oficjalne wyjaśnienia Kościoła w tej materii głoszą, iż rogate oblicze Mojżesza w średniowieczu to jedynie wynik błędnej translacji zob. wyjaśnienie ze strony dominikanów www.lutownica.dominikanie.pl/biblia/20_twarz.htm):

Otóż w starohebrajskim tekście (nb. tylko w tych właśnie wersetach) ”promieniejący”, ”świetlisty”, ”pełen blasku” - qaram - pokrewne jest słowu qeren, róg, co wcale nie jest przypadkową zbieżnością, gdyż np. promienie słońca wychodzące spoza chmur podobne są do świetlistych rogów. Jednakże w grece ani też w łacinie nie ma słowa, które w podobny sposób łączyłoby asocjacje świetlistości i rogów. Dlatego św. Hieronim z szorstką rzeczowością właściwą łacinie przetłumaczył po prostu: cornuta facies, rogate oblicze, rozumiejąc oczywiście, że chodzi tu o świetlistość podobną słonecznym ”rogom” wyglądającym zza chmur. Ci, którzy albo sami znali hebrajski, albo też byli zorientowani w intencjach Hieronimowego przekładu, przedstawiali Mojżesza z głową otoczoną wieloramienną świetlistą aureolą, jak w miniaturach trzynastowiecznej ”Kroniki świata”. Mniej zorientowani trzymali się raczej dosłownego brzmienia łacińskiego przekładu - i tak Mojżesz wszedł do ikonografii z głową rogatą. Przytłaczająca większość miniatur średniowiecznych Biblii tak go przedstawia i ten właśnie schemat ikonograficzny przejął też później renesans.

Wynika to ze specyfiki języka hebrajskiego, w którym jak powszechnie wiadomo, nie zapisuje się samogłosek – słowo ”קרן” oznaczające promień (keren), zawiera te same spółgłoski co słowo róg (również keren, pisownia identyczna) które zapisuje się w sposób identyczny, we współczesnym hebrajskim ma nawet te same samogłoski. Stąd też zamiast ”קרן עור” czyli promień światła (keren or) powstało, w tłumaczeniu Hieronima, coś na wzór świetlistych rogów.

Jednakże do pewnego stopnia można bronić tłumaczenia Hieronima, gdyż jak pisze Rosenkrantz, rogi w wielu religiach świata były i są boskim (a często też szamańskim) atrybutem – ołtarze żydowskie też miały rogi (4), podobnie filistyńskie (zwykle 2). Jest też kwestia złotego cielca (rogatego oczywiście) z Księgi Wyjścia, wykonanego przez Izraelitów, gdy Mojżesz pozostawał na Synaju. Z kolei przed Arką Przymierza miało podążać siedmiu kapłanów, dmących w rogi baranie. W Biblii Tysiąclecia mamy napisane, że twarz Mojżesza promieniowała niesamowitą, napełniającą strachem Aarona i innych Izraelitów mocą, jednak o drugim znaczeniu słowa oznaczającego „nadnaturalny blask” lub „promieniowanie” nie ma ani słowa. Jednakże na portalu biblia.wiara.pl możemy przeczytać:

W przypisie do Wj 34,29 w BT czytamy: Promieniowanie twarzy Mojżesza jest wyrażone słowem hebrajskim qaran, które poza znaczeniem „promienieć” ma także znaczenie „wypuszczać rogi” (Ps 69[68],32), stąd Wlg ma „cornuta”, dosł. „rogata”. Michał Anioł uwiecznił to na swojej słynnej rzeźbie.
Jeden z czytelników napisał: W świetle tego, co sam napisałem w p.2. nie śmiem podważać autorytetu redaktorów Pisma - zespołu najlepszych polskich biblistów. A jednak (nieśmiało) powiem, że - nie jestem pewien czy najbardziej sensowne nie jest jednak następujące wyjaśnienie : Św. Hieronim miał do czynienia z oryginałem hebrajskim (nie z tekstem masoreckim !) Zatem słowo ”qaran” (o którym wspomina przypis w ”Tysiąclatce”) wyglądało (w zapisie łacińskimi literami) mniej więcej tak : Q R N Tłumacz (czyli sam św. Hieronim, nasz patron) odczytał to (”dostawiając” samogłoski) jako QeReN (= rogaty), zamiast QaRaN (promienisty, promieniejący)
Jednakże: Internetowy słownik polsko-hebrajski: קרן [czyli KRN lub QRN] (keren) – róg, promień Podręczny słownik hebrajsko-polski i aramejsko-polski Starego Testamentu: קרן – promieniować, mieć rogi קֶרֶן (czyli QeReN lub KeReN) – róg (przen. moc, władza), pagórek, promienie Natomiast w Wj 34,29 występuje קָרַן (czyli QaRaN lub KaRaN) Tak więc to nie tak, że QeReN = rogaty, a QaRaN = promienisty, promieniejący, lecz mówiąc w skrócie formy tego samego wyrazu mogącego oznaczać zarówno róg, mieć rogi jak i promień, promieniować

Polecam także zapoznanie się z bogatym w zdjęcia artykułem „Rzym. Rogaty Mojżesz u św. Piotra”. Dzięki niemu można dostrzec dodatkowe związki między przedstawieniami Mojżesza z szamanizmem. W sumie Mojżesz mógł być „rogaty”, bo w języku hebrajskim jeśli dane wyrazy zapisywane są tak samo, to niekoniecznie jest to sprawa przypadku, tylko kwestia pewnych ich wzajemnych konotacji. Tak więc tu jeszcze św. Hieronim starał się trzymać hebrajskiego tekstu, co nie zawsze mu się zdarzało. Można tu dyskutować, choć w moim przekonaniu „świetliste rogi” zestawione ze stanem badań nt. szamanizmu wcale nie brzmią dziwnie. Ponadto, w wielu kulturach rogi były nie tylko symbolem boskiej mocy, ale też władzy. Jako ciekawostkę mogę podać przykład z Koranu (sura 18, wers 83), w którym mowa jest o Aleksandrze Wielkim, określanym jako ”Zu'l-Karnajm”. Oznacza to ”dwurogi”, co według egzegetów arabskich miało symbolizować jego potęgę i władzę na Wschodzie i Zachodzie. Z drugiej strony Aleksander był wyobrażany z baranimi rogami także na greko-baktryjskich monetach (nawiązanie, iż był on synem Amona – czyli de facto inicjowanym, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę pewien tajemniczy element jego biografii – zniknięcie na pewien czas wkrótce po zakończeniu działań zbrojnych w trakcie kampanii w Egipcie i jego domniemane udanie się do świątyni Amona, położonej gdzieś w głębi pustyni). Z kolei w folklorze afgańskim funkcjonuje on do dziś jako Sikandar-i-Shakh-dar czyli „Aleksander z rogami” – na poły postać historyczna, na poły mityczny heros-szaman walczący z demonami. W kulturach przedchrześcijańskiej Europy rogi były również atrybutem mocy bogów, którą czasem dzielili się z wybranymi herosami. Natomiast w chrześcijaństwie rogi mają siły nieczyste (diabły, demony, smoki), ale dużo rogatych postaci zachowało się także w przedstawieniach umieszczanych na marginesach ksiąg (zwłaszcza z zakresu nauk tajemnych, jak np. astrologia, ale także tekstów religijnych) oraz na katedralnych portalach. Jest to o tyle ciekawe zjawisko, gdyż podobnie jak dość zaskakująca popularność „rogatego Mojżesza” rodzi następujące pytanie: Czyżby chrześcijańscy artyści celowo znajdowali takie luki, w których mogli bez sankcji przedstawiać rogate postacie, w zgodzie z kanonem wierzeń europejskich starszych niż samo chrześcijaństwo?

Także w innych przedstawieniach Mojżesza często występuje jedno i drugie – promienie światła i rogi. Widać, że autorzy wielu jego przedstawień doskonale czuli związek między świetlistą mocą a rogami – w końcu ciężko sądzić, by wszyscy z nich orientowali się w zawiłościach języka hebrajskiego. Czyżby więc sugerowali w ten sposób, że rogi były oznaką boskości bądź boskiej łaski nie tylko w wierzeniach przedchrześcijańskich Europy, ale także w pierwotnej religii żydowskiej? Czyżby wierzyli w pierwotną uniwersalność pewnych prastarych treści religijnych, wywodzących się – jak to możemy określić współcześnie – z prareligii, jaką był szamanizm?

Na te pytania pewnie nigdy nie uzyskamy jednoznacznych odpowiedzi – jednakże szukać zawsze warto.

Więcej o rogach będzie w następnym odcinku – tym razem w kontekście elity wojowników indoeuropejskich, ich praktyk oraz inicjacji, oraz powiązań z praktykami i wierzeniami o charakterze szamanistycznym.

Tyle na początek :)

Michał Mazur

Michał Mazur

Komentarze: 10

[foto]1. Gnoza wojownicza, Inicjacje. • autor: Piotr Anansi Jaczewski /Piotr Jaczewski (2012-10-12 08:21:05)

Czyta się całkiem ciekawie, z tym, że mam jedno ale (mi też się przydarza takie ale) Jak czytam, to dla mnie posługujesz się hasłami, gnoza wojownicza, inicjacje, szamanistyczne, rogate postaci etc- i pozostawiasz sobie jakąś tajemną definicję tych zjawisk i ich związku. W rezultacie czytając mam wrażenie jakbyś wskazywał na coś, a ja nie wiem na co! Usiłował uczynić jakiś temat ważnym, a ja nie wiem jaki! Pewnie przy blogu bym nie zwrócił uwagi, ale przy artykule tak mi się to czyta:
No zobacz, tu jest - Ale co?
I tu jest! No, ale co!!!!
Jak poszukasz to możesz to zauważyć i tu! No, ale co mam zauważyć!
Możemy też zauważyć, że tu jest!  Cholibka, ale błagam powiedz, co jest! :)
To oczywiste, I tu jest! Jest, nie ma, powiedz, do !!!!!! i ####### co ma być! :-))))))))


[foto]2. W kwestii "gnozy wojowniczej" - definicja • autor: Michał Mazur (2012-10-12 08:44:18)

Są to dla mnie wszystkie te elementy wiedzy i praktyk religijno-magicznych (w tym inicjacyjnych) stosowanych przez wojowników, które mają związek z najstarszą warstwą wierzeń - z szamanizmem (jak i wiążącym się z nimi odczuwalnym przez praktykującego, autentycznym doświadczeniem, często o char. sakralnym), co widoczne jest także w pewnych paralelach z praktykami i wierzeniami przedstawicieli kultur pierwotnych, oraz z gnozą. W Europie z uwagi na niezbyt przychylną postawę Kościoła te elementy, (skądinąd powszechne u ludów "prymitywnych", jak np. Indianie Ameryki Pn. - item powszechne prawdopodobnie także u dalekich przodków Indoeuropejczyków) zostały ograniczone do dość wąskich kręgów, przybierając postać wiedzy o charakterze elitarnym - czyli de facto swoistej gnozy wojowniczej. Podobnie jak u gnostyków czy alchemików były one wyrażane najczęściej za pomocą wzajemnych związków metafor, alegorii i symboli.

A co do maniery pisania - może to i racja, na przyszłość będę pamiętał, choć starałem się pewne rzeczy pozostawić w stanie "niedopowiedzianym", skłaniając czytających do własnych przemyśleń. Każda uwaga jest cenna dla kogoś, kto de facto dopiero uczy się pisać.



[foto]3. W temacie • autor: Ithriss /Izabela Ewa Ołdak (2014-11-02 16:54:49)

Ciekawym dodadkiem do tych rozważań może być książka "Reinkarnacja. Z dziejów wierzeń przedchrześcijańskiej Europy", autor: Jerzy Tomasz Bąbel.

[foto]4. No ładnie :) • autor: Michał Mazur (2014-11-02 17:34:41)

Przeczytałem całą od deski do deski - a pamiętam że też o niej wspomniałem w komentarzach pod artykułem kogoś innego. No ładnie :)

[foto]5. oo ho ho... • autor: Ithriss /Izabela Ewa Ołdak (2014-11-02 17:37:38)

oo ho ho  grubo :D

[foto]6. hmmm... • autor: Boruta /Bogdan Zawadzki (2014-11-03 20:33:49)


nie wiem co o tym myśleć? Michał włożył w to dużo pracy...

tyle tylko, że podpierając się Biblią (odwołując do niej, ...do przykładów z niej wziętych) można pisać o czym się chce...(o kosmitach denikena, szamanach, pierwszych socjalistach, itp...)  

Nie twierdzę, że ta praca Michała nie zasługuje na uwagę...bo właśnie zasługuje, jest ciekawa i rzeczowa, ale ja (osobiście) jestem przeciwnikiem poszukiwania w Biblii tego czego w niej nie ma. No może w przypadku okresu "patriarchów" to się zgodzę...tutaj przeplata się jeszcze ze sobą świat duchów, ludzi i dzikiej natury (...)...ale od Mojżesza zaczyna się definitywny rozbrat ze starą tradycją...czas "szamanów" nieubłaganie mija, zaczyna się era religijnego formalizmu ("wiara" się cywilizuje i zamienia w religię) ...pojawiają się "kapłani-reformatorzy"

Pozdrawiam

[foto]7. A wiesz, była taka badaczka • autor: Michał Mazur (2014-11-03 21:34:09)

Antropolożka z UW, zwała się Sula Benet, a właściwie Sara Benetowa - jeszcze przed II wojną miała odwagę napisać o "szamańskim Mojżeszu" i enteogenach jako źródłach jego objawienia (niedawno podtrzymał tę teorię prof. B. Shannon - poniekąd też po własnych eksperymentach z "Lianą Duszy"). Miała odwagę, fakt - warszawscy rabini pewnie by ją za to wyklęli gdyby interesowali się ówczesną antropologią :) Oprócz tego przebadała i opisała wiele zwyczajów słowiańskich, szczególnie ludu polskiego. Później zwróciła uwagę na Kaukaz... i szamanizm Azji centralnej. Szkoda że takie osoby musiały emigrować z Polski, najpierw przez III Rzeszę, później przez komunę BTW bynajmniej nie twierdzę że doświadczenia ekstatyczne negują wartość objawienia - zakładając, że to były takie doświadczenia. Nawet bym powiedział że wprost przeciwnie - wzmacniają je. Ja sam jestem wierzący, praktykujący, choć do kleru mam pewne zastrzeżenia

[foto]8. Michale • autor: Boruta /Bogdan Zawadzki (2014-11-05 06:19:42)

...nie dawało mi to spokoju, ale jednak masz rację...!

faktycznie... w Biblii można znaleźć elementy "szamanistyczne", ale nie do końca tam i nie te o których piszesz...

otóż dawno temu, kiedy czytałem Stary Testament utkwiły mi w pamięci dwa wydarzenia, które (być może w błędnym rozumieniu) kojarzyły mi się z "szamanizmem" ...pierwsze to [1 Sam 10: 9-12] "zstąpienie Ducha Pańskiego" (czy coś w tym rodzaju) na Saula, który odmieniony "prorokował" w grupie wędrownych proroków (nomen omen starożytnych szamanów hebrajskich....wraz z rozwojem kultu świątynnego i warstwy kapłańskiej ta grupa znika z kart Pisma...) ...i ...drugie to [w 2 Ks. Samuela] ekstatyczny taniec Dawida przed Arką ...czego chyba nie trzeba komentować ...


Pozdrawiam

[foto]9. Kiedyś to wyszukiwałem... Rzekome rogi Mojżesza • autor: Wojciech Jóźwiak (2014-11-06 09:09:45)

Kiedyś wyszukiwałem takie szamanizmy w Biblii, nawet napisałem: Biblia szamanów.

A rzekome rogi Mojżesza podobno wzięły się z niezrozumienia hebrajskiego słowa (w spółgłoskowym zapisie), które może znaczyć "róg" oraz "promień światła".

[foto]10. Rogi, sorry • autor: Wojciech Jóźwiak (2014-11-06 09:12:02)

Sorry, Michał -- przecież właśnie o tym napisałeś, że róg i promień...