Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2007-05-10

Aleksandra Nimue Kosakowska

Eksploracja przestrzeni wewnetrznej, czyli o samo-lubstwie i diadach
Osobiście o praktyce diad i Enlightenment Intensive


Ciężka harówa w kopalni wnętrza

To, kim jestem zawsze interesowało mnie w sposób naturalny. W przeciwieństwie do wszystkiego innego. W wielu dziedzinach, którymi z różnych względów zajmowałam się w swoim - niezbyt jeszcze długim - życiu, zawsze czułam się ignorantką, laikiem i ściemniaczem, gotowym w każdej chwili zrzucić z siebie pozory zaangażowania i uciec do pisania listów, pamiętnika, wielogodzinnych rozmów z rozumiejącym partnerem, tudzież do praktykowania swobodnego przepływu myśli towarzyszącego gapieniu się w ścianę. Moje zainteresowanie wyłącznie samą sobą wydawało mi się ze wszech miar wstydliwe i budziło samooskarżenia o egoizm oraz lenistwo. Nigdy nie było tak, żebym nie interesowała się również drugim człowiekiem. Wręcz przeciwnie - poza mną samą był to jedyny, autentycznie interesujący mnie obiekt we wszechświecie. Nigdy jednak interesujący aż tak, jak ja sama. Ten drugi zawsze coś ukrywał, najciekawsze ze swych przeżyć trzymał na samym dnie kufra i nie pozwalał obejrzeć. Im więcej pozwalał, tym bardziej pragnęłam wspólnie drążyć, im więcej ukrywał, tym szybciej pojawiało się znudzenie i brak zainteresowania. Dziś, całkiem już świadomie, pozwalam sobie w ogóle nie interesować się ludźmi, którzy chcą ze mną rozmawiać wyłącznie o polityce, sporcie, pogodzie czy kosmetykach. Szukam partnerów, którzy zeszli głębiej - do kopalni swego wnętrza - i tylko tam jestem w stanie naprawdę dobrze się bawić. Cały świat, w którym uczestniczę jawi mi się jedynie (i aż) jako ilustracja tego, co znajduję w środku, sam w sobie nie jest wart zainteresowania.


Jak jest w kopalni? Ciężko. Zadziwia mnie fakt mojego zainteresowana tego typu symbolicznym obrazem, w rzeczywistości uwielbiam bowiem światło, przestrzeń, ruch i swobodę oddechu. Jak można się bawić w kopalni? - pytam samą siebie. I jedyna odpowiedź jaką znajduję jest taka, że nigdzie indziej nie mam ochoty się bawić, bo tylko ciągłe przedzieranie się przez kolejne warstwy, tylko ból, płacz i zaduch towarzyszący ryciu i drapaniu pazurami dają mi poczucie sensu, tylko one sprawiają, że gdy wychodzę na powierzchnię, jestem w stanie autentycznie zachwycić się kiełkującą wiosenną zielenią i całą sobą przeżyć krzyk żurawia, naprawdę oddychać i widzieć ludzi. Tyle.


I jest jeszcze nikłe przeczucie, nadzieja wyrosła na pragnieniach i wyobrażeniach nabrzmiałych pod wpływem lektury pięknych książek i pamięci znaczących snów - że na dnie studni znajduje się wielka, świetlista łąka i przestrzeń pełna wolności - dokładnie taka, o jakiej marzę.


Warstwy

- (Shrek) Tak się składa, że Ogry mają mnóstwo cech o których nikt nie wie.
- (Osioł) Jak choćby?
- (Shrek) Jak choćby... Ogry są jak cebula.
- (Osioł) Śmierdzą?
- (Shrek) Tak. Nie!
- (Osioł) Bo się od nich płacze?
- (Shrek) Nie.
- (Osioł) Aaa...jak się je zostawi na słońcu to robią się brązowe i rosną im włoski.
- (Shrek) Nie. Warstwy. Cebula ma warstwy. Ogry mają warstwy. Cebula ma warstwy. Dociera? Ogry mają warstwy.
- (Osioł) Acha....więc Ogry mają warstwy.... Wiesz nie wszyscy lubią cebulę. Tort. Wszyscy lubią tort. Tort ma warstwy.
- (Shrek) I co z tego ? Nie obchodzą mnie wszyscy. Ogry nie są jak tort.
- (Osioł) Wiesz co jeszcze wszyscy lubią? Kremówki. Znasz kogoś, że jak mu powiedziałeś: "Ej masz ochotę na kremówkę". To on: "Nie stary, nie lubię kremówek." Kremówki są pycha.
- (Shrek) Nie! Ty tępy, irytujący, kłapouchy gaduło! Ogry są jak CEBULA. Koniec kwestii.
z filmu "Shrek"

Gdy wspominam swoje pierwsze działania w kierunku eksploracji własnego wnętrza takie, jak pisanie pamiętnika, wierszy, listów, rozważanie snów czy rozmowy, odkrywany materiał jawi mi się jako nieuporządkowany, chaotyczny, związany zazwyczaj z aktualnymi przeżyciami i nie stanowiący określonej jakości sam w sobie. Pierwsza definiowalna przestrzeń, na jaką natrafiłam podczas podróży badawczej po jaskiniach mego wnętrza, otrzymała miano "Kobiecość". "Kobiecość" była niejasna, napełniona bólem, zimna i sprawiała wrażenie tak rozległej, że niemożliwej do ogarnięcia, czy opisu. Gdy rozpoczęłam jej wzmożoną penetrację natrafiłam na "Stłumienie". "Stłumienie" miało kształt leja - czarnej dziury we wnętrzu jaskini, zwężającej się ku dołowi. Nie byłam w stanie dostrzec, gdzie kończy się ten lej, ani co jest pod spodem, czułam jednak, że wydobywają się stamtąd smrodliwe opary i że absolutnie nie mam ochoty tam schodzić. Pewnego dnia - a było to na warsztatach szamańskich u Wojtka Jóźwiaka - lej mnie wessał. Gdy ocknęłam się na dnie, zrozumiałam, że leżę na twardej skorupie "Gniewu". Zawzięłam się na ten "Gniew". Z determinacją postanowiłam rozkruszyć jego zwały, choćbym miała tu siedzieć i ryć do końca życia. "Gniew" okazał się nieporuszony. Nasączałam jego skorupę strumieniami łez, przewalałam się po niej w rezygnacji, plułam i kopałam w rozpaczliwym poczuciu, że tam, pod spodem jest "To Czego Naprawdę Chcę" i że pozostanę nikim, jeśli tam nie dotrę. Gapiłam się tępo w ścianę gniewu, a on nawet myślał drgnąć. Aż do dnia, gdy niespodziewanie wybuchł...


Zatrzęsło wszystkim, całym wnętrzem. Roztrzęsiona siedziałam w jakiejś nowej przestrzeni, wciąż jeszcze ukrytej w mgle pyłu, zawalonej gruzami i zupełnie nierozpoznawalnej. W otumanieniu strzepywałam z siebie resztki "Gniewu", z przerażeniem obserwując leżące wszędzie wokół kawały, gotowe w każdej chwili do kolejnych wybuchów. Nagle jednak, w tej zapylonej przestrzeni, dotarło do mnie z oczywistą jasnością, że jedyne, czego chcę, to zajmować się Sobą. Wbrew wszelkim oczekiwaniom, oskarżeniom o egoizm, narcyzm i lenistwo, wbrew lękom o przetrwanie i akceptację, na przekór zawstydzeniu i nieracjonalności. W swej szalonej głowie odkryłam wizję zbudowania systemu lin, mostów i drabin, by móc przemieszczać się swobodnie między przestrzenią "Kobiecości", "Stłumienia" i "Gniewu" i eksplorować je aż do granic poznania. W swym opętaniu zapragnęłam drążyć dalsze tunele, aby poznać, gdzie leżą moje granice i jaka przestrzeń kryje się za nimi. Perspektywa dotyku kolejnych warstw owładnęła mną i napełniła słodką rozkoszą pożądania. Wiedziałam już, że składam się z nieskończonej ilości warstw i jedyne, czego pragnę, to móc w każdej z nich zanurzyć ręce, wytarzać się i rozpuścić. Koniec kwestii.


Gdy postanowienie było już jasne, otrzymałam narzędzie do jego realizacji.


Diady komunikacyjne

Niereagowanie wymaga wysiłku,
bowiem naturalną skłonnością jest reagowanie

Alexander Lowen

Niejedną praktyką zajmowałam się już w życiu. Czego tam nie było? Cała seria ćwiczeń cielesnych typu joga, Pięć Rytuałów Tybetańskich, Tai-Chi czy automasaż Shiatsu, zestaw diet od gotowania wg Pięciu Przemian począwszy na indywidualnych zaleceniach radiestety skończywszy, szereg praktyk medytacyjnych z motywem oddechu, gapienia się w płomień świecy, afirmacji, czy słuchania bębna, w międzyczasie Reiki, regresing, świadome śnienie, chodzenie po rozżarzonych węglach, zakopywanie się do ziemi, szałas potu, pozycje ekstatyczne, nie wspominając już o modlitwie z czasów, gdy należałam do ruchu oazowego. Wszystkie te praktyki - poza tymi wykonywanymi bardzo okazyjnie i z dużym nasileniem przeżyć, jak chodzenie po rozżarzonych węglach, zakopywanie się do ziemi, czy szałas potu - miały jedną wielką wadę - zawsze czułam, że muszę się do nich zmuszać i zawsze po pewnym czasie nudziły mnie i zmuszały do rezygnacji. Jakaś część mnie zawzięcie twierdziła, że nie ma ochoty zmuszać się do czegokolwiek, czegokolwiek sobie narzucać i udawać lepszej, niż jest w rzeczywistości. Ostatecznie przyznałam się przed sobą, że jedynym, co naprawdę porywa moje ciało, jest spontaniczny taniec i śpiew, jedynym, co pozwala mi czuć się naprawdę dobrze nakarmioną, jest jedzenie tego, na co mam w danej chwili ochotę, a jedyną praktyką, którą jestem w stanie wykonywać bez znużenia wiele godzin dziennie (pomijając robienie ozdób z muliny czy z koralików :) są diady.


Technika diad [1] polega na eksplorowaniu swojego wnętrza w obecności drugiej osoby i komunikowaniu jej na bieżąco swoich odkryć. W praktyce polega to na tym, że siedzący naprzeciwko siebie partnerzy na zmianę (co pięć minut) zadają sobie pytanie "powiedz mi, kim jesteś" lub "powiedz mi coś o sobie, co chciał(a)byś abym zrozumiał/a" lub "powiedz mi o swojej relacji z..." lub inne. [2] Po usłyszeniu pytania osoba zapytana kontempluje swoje wnętrze i formułuje wszystkie odkryte tam odpowiedzi, pytająca natomiast koncentruje się na słuchaniu, nie komentując tego, co słyszy i w żaden sposób nie reagując. Po pięciu minutach następuje zmiana.


Co takiego jest w diadach, czego nie znajduję w medytacji oddechu, klepaniu afirmacji czy praktykowaniu świadomego śnienia? Odpowiedź podsuwają mi słowa Alexandra Lowena, który pisze, że "żeby wytworzyć w sobie zdrową samokontrolę, musimy być w pełnym kontakcie z naszymi uczuciami. Tłumienie uczuć uniemożliwia prawdziwą samokontrolę, a rozszczepia jedynie osobowość." [3] To jest to, co czułam postanawiając sobie, że od dziś rano będę praktykować codziennie 20 minut medytacji, aby wyciszyć umysł. Zapału starczało mi na trzy dni, bo znajdowałam tam wszystko, tylko nie wyciszenie. Rozbiegane myśli, znudzenie, senność, niecierpliwość, wkurzenie na brak wyciszenia, rozpacz z tytułu własnej beznadziejności i niechęć do jakiegokolwiek wysiłku. Każde z tych, pojawiających się uczuć skreślałam jako niewłaściwą postawę medytacyjną, aż dochodziłam do punktu, w którym uznawałam, że to nie dla mnie, porzucałam samokontrolę i napełniona poczuciem winy oddawałam się rozkoszom tego świata.


W diadach każde z tych uczuć okazuje się materiałem wartym dostrzeżenia, nazwania i wypowiedzenia wobec drugiej osoby, a każde dostrzeżenie, nazwanie i wypowiedzenie, uwalnia od męczącej konieczności tłumienia i rozpaczliwego przeżywania w nieskończoność. W przeciwieństwie zatem do praktyk wymuszających na nas bycie kimś doskonalszym, niż w rzeczywistości jesteśmy w stanie być w danym momencie, diady zachęcają do bycia sobą, pozostawania w kontakcie z własnymi uczuciami, do stałego wyrażania tego, co w chwili obecnej jest naszą prawdą, bez myślenia o konsekwencjach. Dla mnie stanowią tym samym ucieleśnienie mojego życiowego motta: "jakakolwiek bym nie była, chcę być prawdziwa i chcę poznać, Kim Naprawdę Jestem". Możliwość praktykowania pod tym hasłem odczuwam jako niezwykle uwalniającą - jak ostateczne przyznanie się do siebie, przyjęcie siebie w całości. Jest też sprawą o ogromnym znaczeniu, że przyznanie to odbywa się wobec drugiej osoby, wymaga zatem przekroczenia rzeczywistego lęku przed odrzuceniem, wstydu i zażenowania własnymi uczuciami, myślami, własną prawdą. Obecność tego drugiego staje się sprawdzianem tego, na ile w rzeczywistości, w życiu społecznym jestem gotowa głosić swoją własną prawdę i żyć nią.


Dzianie Się

Uczniowie nie zbliżają się do mistrzostwa, bo brak im ufności.
Brak im ufności w takim znaczeniu, że boją się zagubić.
Zagubienie się oznacza udzielenie sobie samemu pozwolenia na możliwość utraty równowagi, by ją ponownie móc odzyskać,
na poddanie się, aby dzięki temu dostąpić
prawdziwej wolności

Cheng Man-Ch'ing

Ostatecznym celem praktyki diad jest doświadczenie Pełni Siebie, czyli iluminacja - wgląd w swoją Prawdziwą Istotę. Wszystko, co wyrzucamy z siebie na drodze do tego doświadczenia to nasze wyobrażenia o sobie i związane z nimi emocje, warstwy lęków, przekonań, niewyrażonych pragnień, wstydu, wściekłości, wszystkiego tego, co narosło w wyniku tłumienia naszych spontanicznych przejawień i zagruzowało nam drogę do tego Kim Naprawdę Jesteśmy. O ile każdy z elementów narośli możemy wydzielić, nazwać i wyrazić, o tyle przestrzeń na dnie studni nie jest już czymś do określenia, jest przestrzenią Dziania Się, doświadczeniem stałej, świadomej Obecności, Przejawiania Się w tu i teraz.


Problem z dotarciem do tego miejsca polega, w moim odczuciu, głównie na tym, że zarówno jako pojedyncze osoby, jak i jako całe społeczności, wytwarzamy pewne wyobrażenia o tym, kim należy być, jak zachowywać się i jakich zasad przestrzegać, by się tam znaleźć. Nie ufamy własnej doskonałości, tkwimy w poczuciu, że oświecenie wymaga starań i przymuszania swej niepokornej istoty do wpasowania się w pewien wzór. Tymczasem im więcej starań pojawia się w naszym działaniu, tym dalej odchodzimy od doświadczenia Siebie w spontanicznym przejawie - doświadczenia Swojej Prawdziwej Wolnej Istoty. Już od dzieciństwa narasta w nas rozczarowanie własną nieumiejętnością sprostania narzuconym wymogom, lęk przed własną niedoskonałością, zawstydzenie sobą, wkurwienie na świat za to, że nas do czegoś przymusza i na siebie samych za własną uległość i słabość. Zaczynamy więc zaprzeczać siebie, wypierać ten cały szajs, chcemy za wszelką cenę przeskoczyć własną niedoskonałość, obejść ją i stłumić. A to, Kim Jesteśmy staje się coraz odleglejsze.


Diady są drogą powrotną. Są zatem drogą przez szajs, bagno i ból. Są praktyką stopniowego uruchamiania przepływu własnej treści, godzenia się z nią i przepuszczania jej przez siebie. Aż do momentu, gdy przepływ staje się niepohamowaniem, totalnym puszczeniem wszelkich ograniczeń i przyzwoleniem na to, by po prostu Być.


Nie jest to oczywiście jedyna droga. Życie - które jest Niepohamowanym Przepływem - samo prowadzi nas ku doświadczeniu prawdy o Sobie. Nasza obrona bywa jednak tak silna, że potrzeba często wielkich dramatycznych zdarzeń, abyśmy w rozpaczy i bezsilności upadli wreszcie na ziemię i poddali się Przepływowi. Mając za sobą doświadczenia niejednego już tego typu upadku, odkryłam diady z ogromną ulgą. Spełnieniu uległo bowiem moje najskrytsze marzenie i najwstydliwsze z pragnień - aby eksplorowanie własnego wnętrza i przyznawanie się do jego najmroczniejszych zakamarków nie musiało być godnym pogardy i ukrywanym przed światem wstydliwym przejawem mego samolubstwa, a mogło być inspirującą praktyką duchową prowadzącą do wyzwolenia.


Aleksandra Kosakowska
zorka.ja@interia.pl

Osoby zainteresowane wspólnym praktykowaniem diad w Olsztynie lub okolicach zapraszam do kontaktu na adres zorka.ja@interia.pl lub pod nr tel. 604-858-985


przypisy

[1] Bliżej zainteresowanych odsyłam do artykułów Krzysztofa Wirpszy na temat diad komunikacyjnych, z których za podstawowy uznaję "Diady komunikacyjne", na stronie: www.taraka.pl/diady.htm

[2] Pełen zestaw pytań możliwych do zadawania w diadach znajduje się w opracowaniu Krzysztofa Wirpszy "Polecenia do pracy w diadach", na stronie: www.taraka.pl/poledodiad.htm

[3] A. Lowen, Miłość, seks i serce, Warszawa 1990, s. 149.




Aleksandra Nimue Kosakowska

Komentarze: 1

1. Dziękuję! • autor: (2015-04-27 22:59:27)

Jesteś moim dzisiejszym Wielkim Odkryciem. Dziękuję, że Jesteś :)