Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2019-06-22

Mirosław Czylek

Ekologia kontra polski folwarczny liberalizm

Być może nie przysparza mi to sympatii, ale w wielu swoich tekstach, zarówno astrologicznych jak i około-politycznych uważam, że Polska i jej obywatele są absolutnie do tyłu jeśli chodzi o wdrażanie nowych myśli, idei i pomysłów na tle reszty Europy. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, jak dużo przeszkód natury wszelakiej (wojny, zabory, ustrój, specyfika położenia geograficznego) spowodowało taki, a nie inny rodzaj zdefiniowania państwa polskiego. Tym bardziej mi szkoda, gdy widzę ile lat musi jeszcze upłynąć by nasze społeczeństwo uznało za sprawę oczywistą coś, co na zachód od Odry dobrze już funkcjonuje od lat.

Jednym z tych faktów zacofania polskiego myślenia jest mit American Dream, akceptacja wielkich różnic dochodowych i mylenie praw socjalnych z komunizmem, do czego odniosłem się m.in. w tekście „Uraniczni socjaliści z konstelacji Byka”. Nieco grzeczniej i w bardziej zawoalowany sposób ten feudalizm polski potraktował psycholog (i nie tylko psycholog) Jacek Santorski, który wprowadził pojęcie „kultury folwarku” w polskich firmach. I teraz, czytając historię Polski, proszę sobie przypomnieć czy... czegoś to nam nie przypomina?

U nas prym wiodły folwarki, wielkie gospodarstwa rolne nastawione na produkcję zbóż, których właściciele umacniali swoją pozycję, maksymalizowali zyski. Nasze miasteczka stanowiły zaplecze dla tych gospodarstw, a rolę klasy średniej przejęli Żydzi, którzy, używając współczesnej nomenklatury, serwisowali całą resztę, przejmując np. handel. (…) Ta maksymalizacja zysków odbywała się kosztem chłopów, za pomocą dyb i szubienicy. Począwszy od 1543 r. zostali oni pozbawieni jakichkolwiek praw – można ich było sprzedawać, oćwiczyć, nawet zabić. I prowadzili swoją grę o przetrwanie – z jednej strony uginając kolana i kornie chyląc głowy, z drugiej oszukując, kradnąc co się da z pańskiego majątku. A dzisiejsze społeczeństwo polskie to w większość krew z krwi, kość z kości tych dawnych parobków i dziewek służebnych.

Co ciekawe, Santorski, którego nie podejrzewałbym o jakiś komunistyczny resentyment na tzw. myśli liberalnej, wypowiada słowa, które nie byłyby współcześnie mile widziane przez wielu miłośników „pozytywnego myślenia” o Polsce i jej czasach po transformacji:

Wszędzie u podstaw starych fortun leży czyjaś krew, pot i łzy. Świat nie jest sprawiedliwy. Tyle że my o pewnych rzeczach nie lubimy mówić. Wolimy mitologizować przeszłość – tę daleką i całkiem niedawną. Teraźniejszość zresztą także.
(…) pracownicy pozbawieni odpowiedzialności, za to zajęci wychwytywaniem nastrojów pana, czyli np. prezesa firmy, gubią także swoją kreatywność, tracą inteligencję. Zajmuje ich głównie to, żeby nie podpaść. Niesamowite, jak to działa – nawet w nowoczesnych przedsiębiorstwach, nawet w międzynarodowych korporacjach mających swoje oddziały w Polsce. Zresztą ta infekcja dotyka nie tylko firmy, ale też nasze kliniki, uczelnie, redakcje, kluby sportowe czy szkoły. Wszędzie w szybkim czasie wytwarza się folwark. Informacje przestają przepływać między działami, zamiast tego krążą donosy, fachowcy idą w odstawkę, tworzy się dwór. To jest jak jakaś zakaźna choroba, społeczny wirus ebola. Rodziny i przyjaciele ekspatów, cudzoziemców żyjących i pracujących w naszym kraju, wielokrotnie opowiadali mi, co się działo z takimi menedżerami w krótkim czasie po przyjeździe do Polski. Że nigdy nie byli tak agresywni, despotyczni, dominujący, jak podczas pracy tutaj.

Wydaje się, że żyjemy w dwóch światach: jeden z nich opiera się na nadmiernym przeidealizowaniu rzeczywistości, a drugi jest wglądem dającym liczne ostrzeżenia. Formuła rynku funkcjonowania stosunków międzyludzkich w firmach to jeden z niewielu przykładów, w których wielcy triumfaliści polskiej transformacji boczą się, gdy próbuje się kwestionować ich wielki dorobek. Nie dopuszczają żadnej myśli, w której w ogóle wolno komukolwiek zabrać krytyczny głos. Wypisz wymaluj, jak na sejmie szlacheckim, gdzie jedno veto wystarczyło, by uciąć dyskusję. Bo tak naprawdę Polacy nie potrafią ze sobą rozmawiać i polemizować. Potrafią tylko zagorzale przekonywać o swojej racji. Jeśli im nie wyjdzie? Cóż, tym gorzej dla drugiego dyskutanta, wtedy następuje zamknięcie drzwi.

Społeczna – przekrojowa analiza pod kierownictwem profesorów Janusza Czapińskiego i Tomasza Panka, która pokazuje kryzys zaufania w naszym kraju i niski kapitał społeczny. Z badania wynika, że odsetek Polaków w wieku od 16 lat wzwyż ufających innym ludziom wynosi tylko 13 proc. W Szwecji to 57 proc., w Niemczech – 29. A ponieważ zaufanie to główne spoiwo zespołowości i efektywnej współpracy, efekty tej nieufności wydają się oczywiste. [za Gazetą Prawną].

Czy liberałowie i ekolodzy mogą w Polsce znaleźć wspólny język? Wydaje się, że jest to dopiero w fazie początkowej. Dr Tomasz Markiewka pokazuje niezgodę na tego typu „porozumienia”:

Gdy w marcu tego roku [2019] polska młodzież wzięła udział w strajku klimatycznym, Leszek Balcerowicz pytał karcąco „gdzie są młodzi w obronie praworządności i demokracji?”. Ale w obliczu postępującej katastrofy klimatycznej to młodzi mogą pytać, gdzie był Balcerowicz i reszta dorosłych, gdy naukowcy bili na alarm, że zmierzamy w stronę tragedii.
Niestety w wielu przypadkach odpowiedź brzmi: po stronie ludzi bagatelizujących zagrożenie i promujących groźne, antynaukowe tezy.

Niestety, wydaje się ponownie, że niewielu ojców transformacji i osób siedzących za sterami polskiej polityki zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji, zajmując ponadpartyjne stanowisko, bagatelizujące niebezpieczeństwa zagrożeń klimatu. Rezultat jest jaki jest – świadomość tego, co dzieje się wokół, dotyka tylko części Polaków:

Okazuje się, że tylko 55 proc. Polaków uważa globalne ocieplenie za niebezpieczne zjawisko. To zdecydowanie mniej niż w większości innych krajów, na przykład w Grecji jest to 90 proc., we Francji 83 proc., w Niemczech 71 proc., w Szwecji zaś 69 proc. Powodów tak słabego wyniku Polski jest z pewnością wiele, ale jednym z nich może być to, że przez lata negacjonizm był traktowany jako „jeszcze jeden głos w dyskusji”, pomimo braku jakichkolwiek naukowych przesłanek przemawiających za tym stanowiskiem. [źródło]

Oczywiście, przyznanie się do błędów polskiego kapitalizmu, który ma problem zarówno jeśli chodzi o stosunki pracy, jak też relację z myślą ekologiczną, popsułoby dobre samopoczucie konserwatywno-prawicowej strukturze władzy, która z założenia nie lubi rozmawiać o nierównościach, słabościach i ograniczeniach rynku.

Jest tak ponieważ „kiedy tylko (konserwatyści) przyznają, że klimat naprawdę się zmienia, przegrają najważniejszą bitwę ideologiczną naszych czasów – czy powinniśmy planować i zarządzać społeczeństwami tak, aby odzwierciedlały nasze cele i wartości, czy też powinniśmy zostawić to zadanie magii rynku” [źródło].

Aby coś się zmieniło w świadomości społecznej, musimy niestety poczekać jeszcze trochę lat. Polska standardowo znajduje się poza świeżym rdzeniem europejskim. Tylko nieliczni ludzie w średnim i godnym wieku są w stanie zaakceptować nową rzeczywistość i nowe reguły gry. Większość żyje mitologiami z lat poprzednich, gdy sami byli młodzi. Mit cudownej transformacji i kategoryczna cenzura na krytykę spowodowały wielkie zaniedbania i pielęgnowanie patologii w trójkącie: „stosunki pracy”, „rola kościoła” i „postulaty ekologiczne”. Podczas gdy nasze elity lubią sobie kadzić, że znajdujemy się w centrum i w sercu Europy, tak naprawdę często zajmujemy się sprawami peryferyjnymi. Poważne treści lądują w prasie niszowej lub zaangażowanej, często nieodkrytej przez większość czytelników. Większość odbiorców uczestniczy w ciągłych nawalankach politycznych przerywanych jakimiś tragicznymi newsami z kraju i ze świata. Tak naprawdę poważne kwestie, które zajmują społeczeństwa zachodnie, zaczynają się do nas przedostawać po kilkunastu, w najlepszym razie kilku latach.

Wynajem mieszkań? Zachód już to robi, my dopiero zaczynamy poprawiać ten wskaźnik, święte prawo posiadania domu za kilkudziesięcioletni kredyt od dawna stanowiło wartość główną. Przemieszczanie się i mobilność? Podobnie. Ceremonie rozwodowe w postaci zabaw? Tak, nieśmiało zaczęły się pojawiać. Coachingi motywacyjne zbiorowe? Jeszcze się sprzedają, chociaż coraz więcej osób ośmiesza te eventy. W kolejce już czekają charyzmatyczni kaznodzieje. Sprzedaż wysyłkowa? Też zawsze byliśmy tutaj opóźnieni. Zamykanie sklepów w niedzielę? Nie my pierwsi wpadliśmy na ten pomysł. Czas pracy poniżej 40h i w ogóle długość czasu pracy? Podobno jesteśmy na drugim miejscu pod względem ilości przepracowanych godzin w UE, za Grecją. Dochód bezwarunkowy? Niemcy, Włosi czy Finowie już eksperymentują. Logistyka rowerowa? Wypadamy śmiesznie na tle takiej Holandii czy Berlina. Elektrownia atomowa? Polska myśl techniczna zapuściła korzenie w historycznych wspomnieniach o Czarnobylu. Wyposażenie armii? Rozmawiamy w 2019 roku na temat zakupu F35, którego różne wersje latają od 2002 roku w Australii, Danii, Holandii, Izraelu czy Włoszech. Zmiana w systemach nauczania? Wstyd mówić. Socjal? Polska myśl polityczna ma tylko jedno skojarzenie – z komunizmem. Edukacja seksualna? Widzę gdzieś, że w Szwecji edukacja seksualna pojawiła się już w roku 1955, Austria, Dania czy Niemcy zajęły się tematem w 1970. Inne kraje później niż Polska (1993), Czechy dopiero w 2004. Ale co z tego, skoro zdecydowana większość krajów europejskich traktuje ją jako zajęcia obowiązkowe, podczas gdy u nas jest to zajęcie niechciane, dodatkowe (coś jak etyka). Dokumenty elektroniczne? W artykule z końca 2016 czytam znamienne: „Polska jest jednym z nielicznych krajów UE, które nie posiadają elektronicznych dokumentów tożsamości. Dowody elektroniczne obowiązują już m.in. w Austrii, Danii, Finlandii, Czechach, Hiszpanii, Estonii, Niemczech oraz we Włoszech. W całej Europie dowody elektroniczne ma już 26 państw, ma je nawet Albania, Bośnia i Hercegowina. W jednych krajach funkcjonują one już kilkanaście lat, w innych wprowadzono je całkiem niedawno”.

Jeśli zatem próbujemy przewidywać dalsze losy tego, co wydarzy się w Polsce, możemy oczekiwać obudzenia się świadomości ekologicznej. To by jednak wiązało się z odbrązowieniem fantastycznego mitu o transformacji i pozbyciem się tragiczno-komicznego w swojej wymowie sporu politycznego obracającego się wokół frontu PiS-antyPiS. I wpuszczenia do dyskursu świadomości, że jesteśmy zapóźnieni jeśli chodzi o kwestie ekologiczne do tzw. Zachodu, czy nam się to podoba czy nie.

[Od redakcji Taraki: Tekst napisany jeszcze przed 20 czerwca 2019, kiedy polska delegacja rządowa pod premierem Morawieckim zablokowała plan Unii Europejskiej dekarbonizacji do 2050 r.]

Mirosław Czylek

Komentarze: 12

[foto]1. Co jest dzisiaj nowoczesnością? • autor: Wojciech Jóźwiak (2019-06-22 08:37:09)

Czytając tekst Mirosława, zastanawiałem się nad tym, co w tytule wyżej:
Co jest dzisiaj nowoczesnością?

[foto]2. O! Doskonałe pytanie!... • autor: Mirosław Czylek (2019-06-22 08:50:25)

O! Doskonałe pytanie! Myślę, że częściowo są to sprawy, które wdrażamy "po zachodzie". Ot, taki elektroniczny dowód np. Kilkadziesiąt lat temu (może teraz też?) sprawa była znacznie prostsza - poziom nowoczesności wyznaczały proporcje zatrudnienia i wytwarzanego PKB pomiędzy rolnictwem, przemysłem a usługami.

Wydaje się, że nowoczesność to jest coś, o czym za rzadko rozmawiamy i wiedza, która jest traktowana w kategoriach ciekawostki technicznej, a nie potrzeby wdrażania tego w życie. Nowoczesne z tej perspektywy wydają się być nawet w porównaniu do Polski Czechy, jesli chodzi o przemysł kolejowy: https://www.rynek-kolejowy.pl/wiadomosci/rekordowa-liczba-pasazerokilometrow-na-kolei-w-czechach-91540.html .

[foto]3. Pamietajmy o Dmowskim • autor: Wojciech Jóźwiak (2019-06-22 09:53:32)

Pamiętajmy o tym, że słowo nowoczesność weszło do polskiego dyskursu politycznego wraz z klasyką Romana Dmowskiego Myśli nowoczesnego Polaka -- napisaną i wydaną w r. 1903, podczas jakże pro-nowoczesnej i rewolucyjnej opozycji Uran Pluton -- patrz kosmogram.

[foto]4. To ważna informacja,... • autor: Mirosław Czylek (2019-06-22 10:43:54)

To ważna informacja, ponieważ w większości dyskursów "prawicowcy" (a za takiego uchodzi w potocznym rozumieniu Dmowski, przeciwstawiany "lewicowemu" Piłsudskiemu) rzadko kojarzą się obecnie z nowoczesnością. Wielu z nich zostało wpuszczonych w kanały kościoła, konserwatyzmu i zachowawczości. Typu "szacunek do myślistwa, polskiego węgla, tradycji rolniczych, których nie stać na ekstrawagancje typu hodowla kur na większej powierzchni".

Nie posiadam dobrego wykształcenia na temat postaci Dmowskiego i trudno mi się ustosunkować do jego myśli. Ale jak tak myślimy o nowoczesności, zastanawiam się np nad definicją przemysłu hodowlanego zwierząt i celowymi zabiegami dotyczącymi zwierząt, które pojawiły się w USA. I pytanie - czy jest to nowoczesność? Okrutna, ale jednak "nowoczesność"? 

Bo mogą być rzecz jasna "złe" nowoczesności i "dobre" nowoczesności. 

[foto]5. Pomyślałem, że na... • autor: Mirosław Czylek (2019-06-22 10:51:06)

Pomyślałem, że na przyszłość warto wejść w problem różnicy pomiędzy terminami "postęp" i "nowoczesność". Niby podobne, ale jakże inne! Tzw. nowoczesność dawniej mogła być np zdecydowanie antyekologiczna, a teraz to ekologia kojarzona jest z nowoczesnością. Te pojęcia inaczej się kształtują, w zależności od historcznego umocowania.

A tak przy okazji kosmogram Dmowskiego: http://baza.astrolog.org.pl/Dmowski_Roman

[foto]6. świadomość ekologiczna rośnie • autor: Arkadiusz (2019-06-22 11:11:15)

Czytam Wyborczą i muszę stwierdzić, że ilość tekstów o trwającym kryzysie klimatycznym i ekologii, jak również ilość świadomych komentarzy pod tekstami, rośnie lawinowo. Rozpoczęło się od szczytu klimatycznego w Katowicach i raportu IPCC. Duża część łamów Krytyki politycznej to również tematy ekologii i klimatu. Zmiana świadomości dzieje się na naszych oczach. W pewnym momencie powinno to dać efekt polityczny.
Wczoraj zaskoczył mnie Sawicki z PSL, który ostro zbeształ naszego premiera za jego "obronę polskich przedsiębiorców i obywateli" przed koniecznymi działaniami proekologicznymi i proklimatycznymi. Spodziewałem się raczej po polityku PSL konserwowania rzeczywistości, a tu niespodzianka. Dziwne to doznanie, gdy widzi się, że taki Sawicki jest bardziej ogarnięty niż np. Balcerowicz. Rozczarowaniem jest brak świadomości i odwagi młodych polityków PO, zwłaszcza tych rządzących w dużych miastach, bo nie widzę na razie u nich działań, które stosowane są już w zachodnich miastach. Ale zdaję sobie sprawę, że to musi zacząć się oddolnie, od świadomości u obywateli.

[foto]7. F-35 Lightning II • autor: Edward Kirejczyk (2019-06-22 21:10:52)

W roku 2002 F-35 raczej nie latały w armiach licznych państw, bo budowę pierwszego egzemplarza zakończono w roku 2006 i wtedy rozpoczęto próby naziemne, a potem oblatywanie. Gotowość operacyjną w USAF F-35 osiągnęły w roku 2016, przy czym po dziś dzień trwa usuwanie błędów konstrukcyjnych i zapewne potrwa jeszcze jakiś czas. Nie ma więc co spieszyć się z odbiorem niedopracowanych samolotów. 
Nie jestem pewien czy w roku 2002 funkcjonowała w ogóle nazwa F-35; być może projektowany samolot nosił ciągle oznaczenie X-35, bo nie znam amerykańskich procedur zmian kodu producenta na państwowy. 

[foto]8. Panie Edwardzie, super... • autor: Mirosław Czylek (2019-06-22 21:31:48)

Panie Edwardzie, super że zabrał Pan głos. Poziom wikipedystów bywa różny, ja akurat oparłem się na tym: https://pl.wikipedia.org/wiki/Lockheed_Martin_F-35_Lightning_II . Bardzo dziękuję.

Jednak bez względu na poziom wiedzy mojej (w dziedzinie samolotów prawie zerowy) czy wikipedystów, zastanawiam się czy można postawić tezę, że w roku 2002 wspomniane państwa przystąpiły do programu, nie wiedząc, do czego ów program prowadzi? I czy przystępowanie do jakiegoś programu jest dowodem na wyższy poziom wtajemniczenia / innowacyjności w zakresie polityki obronnej? Bo Polska do tego programu jednak nie przystąpiła.

I przyznaję się - rzeczywiście popełniłem błąd z tym datowaniem. Za dużo srok chciałem chwycić za ogon.

[foto]9. 2002 • autor: Edward Kirejczyk (2019-06-22 22:18:34)

Uczestnicy projektu F-35 w roku 2002 dobrze wiedzieli do czego zmierzają, bo jesienią 2001 konstrukcja Lockheed Martina wygrała konkurs Pentagonu na tzw. Joint Strike Fighter.  Przystąpienie Polski do programu F-35 w roku 2002 było niemożliwe z wielu powodów. Najważniejsze z nich, to moim zdaniem:
1. Polska była w NATO od roku 1999. Pełne zaufanie do polskich polityków i wojskowych ze strony niedawnych wrogów byłoby w roku 2002 oznaką nieostrożności. O ile wiem, nawet ówczesny Prezydent RP - A. Kwaśniewski - nie miał zbyt wysokiego stopnia utajnienia w NATO. 
2. W Polsce organizowano wówczas dopiero przetarg na zakup myśliwców czwartej generacji (wygrany przez F-16), budzący wielkie wątpliwości z powodu kosztów. Np. Czesi wykręcili się z takiego zakupu, argumentując to brakiem pieniędzy, po stratach wywołanych tzw. "powodzią tysiąclecia". Wydanie wielkich pieniędzy na udział w konstrukcji i zakupach myśliwca piątej generacji, było wówczas zupełną abstrakcją. Dziś zakup prawie gotowych F-35 też budzi kontrowersje.
3. Strona Polska nie miała wtedy właściwie nic do zaoferowania kontrahentom natowskim, ani doświadczenia, ani zdolności badawczo-rozwojowych, ani technologii. Pod koniec lat 90. XX w. odwiedzałem zakład PZL w Krakowie. Było tam jedno nowoczesne centrum obróbcze, do producji szczególnie ważnych części dla Mi-2. Niedługo potem byłem w fabryce maszyn włókienniczych pod Heidelbergiem. Tam na hali produkcyjnej nie było w  ogóle niczego poza podobnymi centrami. 
3. i 2. powód jest 3. i 2. powód jest na pewno dobrym przykładem ilustrującym zacofanie Polski. Tu autor tekstu ma niewątpliwie rację.
PS. Możesz zwracać się do mnie prościej, np. Edwardzie.

[foto]10. Feudalizm poprzemysłowy • autor: Edward Kirejczyk (2019-06-22 23:11:37)

Na przełomie lat 50. i 60. XX w. w naukach społeczno-ekonomicznych zaczął być używany termin neo-feudalism. Ta koncepcja (nie znam jej zbyt dobrze, bo urodziłem się w latach 50.) trafiła do Polski z 10 lat później. W dyskusjach (ustnych, nie drukowanych) pojawiała się wówczas koncepcja, że socjalizm to nic innego, jak "feudalizm przemysłowy". Przemysłowa baza i feudalna nadbudowa, wg. terminologii marksistowskiej. Rzeczywiście coś na rzeczy było. Np: działała zasada "wasal mojego wasala nie jest moim wasalem". Albo wręczanie upominków (fundowanie imprez) przełożonym przez podwładnych. 
Zdarzenie, które najbardziej mnie zaskoczyło, więc dobrze je pamiętam, miało miejsce w połowie lat 90. XX w.. Kierowałem wtedy dużym zakładem przemysłowym. Wybraliśmy się na targi do Mediolanu. Wyjazd organizowała zaprzyjaźniona fabryka. Ze strony organizatorów wyjazdu jechały 3 osoby, mój zakład reprezentowałem ja i jakiś pracownik. Organizatorzy zarezerwowali jeden pokój dwu- i jeden trzyosobowy. Byłem przekonany, że każdy z pokoi zajmie delegacja innego zakładu, wg liczebności. Dla wszystkich pozostałych było oczywiste, że w dwójce będą spać prezesi, a w trójce plebs. Kiedy opowiedziałem o tym znajomemu ministrowi, ten dziwił się tylko mojemu zdziwieniu. Czy to nie czysty podział na klasy społeczne? 
Może gdzie indziej neo-feudalism się skończył, a w Polsce przerodził się w "feudalizm poprzemysłowy"?

11. "postęp" zawsze przychodzi z zewnątrz, postęp powstaje na miejscu • autor: Jerzy Pomianowski (2019-06-23 17:57:31)

 Słowa "postęp" i "nowoczesność" w tym znaczeniu w jakim występują w komunikacji masowej są tylko narzędziami wojny ideologicznej. Taka wojna trwa wówczas gdy prawdziwa wojna z rożnych powodów nie może być wypowiedziana, albo byłaby zbyt kosztowna. Kiedyś wyglądało to w ten sposób, że władca mający złe zamiary wobec władcy sąsiedniego lub dalszego państwa obierał drogę powolną lecz bezpieczniejszą.
Przekupywał tamtejszych luminarzy kultury, uczonych, księży, a także drobnych trubadurów, magików i wesołków by nieśli w swoim kraju nowe prądy w polityce, obyczaju, religii, mające rozwalić zastałe struktury państw. Sukces tej metody wymagał utworzenia solidnej masy krytycznej z ludzi opłaconych stypendiami i podarkami wzbogaconej szeroką rzeszą ludzi zafascynowanych nowinkami całkiem bezinteresownie. To czasem długo trwa. Demolka Polski zakończona rozbiorami wymagała 150 lat tego typu przygotowań i pompowania myśli postępowych.

[foto]12. Bardzo dziękuję za... • autor: Mirosław Czylek (2019-06-27 21:21:34)

Bardzo dziękuję za komentarze Edwardzie. Zastanawiało mnie jeszcze jedno, czy już 20 lat temu takie pojęcie tarczy antyrakietowej było anachronizmem, czy niekoniecznie. Byliśmy w tym zakochani i często było to chyba na pierwszym miejscu jeśli chodzi o stosunki polsko - amerykańskie?