Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2014-08-10

Piotr Jaczewski

Dryf heurystyczny
Błogosławieństwo bóstwa.

BYĆ BARDZIEJ... NIE BYĆ... Poznawcze strategie budowania własnej tożsamości i rzeczywistości, roli i kontekstu działają niczym moralizujące dynamo czy pole em kształtujące ruchy wewnętrzne.


Pojawia się nacisk na jakość owego bycia. Tendencja, by BYĆ LEPIEJ.  I jak to zwykle w świecie bywa, tam gdzie przykładana jest siła, pojawia się przeciwsiła. Nie siła inercji, entropii czy pogarszania, ale czynnik odwrotny do upiększania siebie, świata, ludzi i ich obrazów –  siła przystosowująca do tego, co się wydarza. Tendencja do BYCIA JAK otoczenie, ludzie, siła introjekcji i sugestii płynących z otoczenia, inercji wtapiającej w tłum, pęd ku homeostazie nawyków i pęd ku familiaryzacji, ku znanemu, ku temu, co już zapisało się w mózgu przez neurony lustrzane.

A jak to w świecie psyche bywa, owe dwie siły „ulepszania” i „przystosowywania” działają jednocześnie – ciężko stwierdzić, co było pierwsze. Z tendencji do BYCIA JAK coś/ktoś: tam, gdzie staramy się BYĆ BARDZIEJ... lub NIE BYĆ czymś… wyłania się wartościowanie: na niektóre sposoby BYĆ jest LEPIEJ.

W obrębie tego „dryfu heurystycznego” dokonujemy największego gwałtu na rozumie i rzeczywistości: Sens przypisujemy nonsensowi, przyczyny widzimy tam, gdzie ich nie ma, widzimy miraże projekcji w chaosie i przypadkowych zdarzeniach. Gubimy tym samym granice pomiędzy fantazją i rzeczywistością, światem wewnętrznym i zewnętrznym.

W dryfie heurystycznym nie rzeczywistość staje się prawdziwa, nie to, co istnieje, nie (tfu!) Obiektywność (tfu!) – a to, co poruszające, emocjonujące, pełne grozy i fascynujące lub budujące poczucie racji i przynależności.

 

Metaforyzując:

Wewnętrzne „ruchy browna” naszej psyche, huśtawka neuroprzekaźników, inicjatorów i inhibitorów przenoszą nas do wewnętrznej halucynacji, spychają ku homeostazie pełnej zatrzymanej w czasie dramy. Nie wystarcza bycie sobą, trzeba BYĆ JAK gwiazda rocka czy ulubiony aktor. Nie wystarcza bycie z kimś, ten ktoś musi być doskonały JAK… Nie wystarcza już powiew wiatru na twarzy, trzeba zostać porwanym przez huragan. Ta autodestrukcyjna siła zdaje się wyrywać nas z odrętwienia, z błota wciągającego nas głębiej, z pełnego bólu niebytu. Dopóki nie jest za późno nie zauważamy, że szukając tego odlotu dryfujemy w grząskie rejony. Wiatru szukamy, zielonej PANI.

Piotr Jaczewski

Komentarzy nie ma.