Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2012-02-10

Nadia

Dotknięcie ognia

Byłam na polu, takim z miedzami i rowami melioracyjnymi. Było przedwiośnie. Widziałam trzy postaci - ludzie drzewa. Wyglądali jak pnie wierzb, ale mieli ręce i nogi. Jeden z nich był daleko i płonął. Gdy ogień trawił jego pień, on biegł do swoich towarzyszy, a gdy dotknął jednego z nich, jego ogień gasł, a tamtego się zapalał. To była dramatyczna scena. To była kwestia życia i śmierci. Gdyby nie oddał tego ognia, zginąłby. Teraz ten drugi biegł w kierunku trzeciego. Wszystko było takie ostateczne. Mimo, że to groziło śmiercią, każdy następny zgadzał się na przyjęcie ognia. Potem zauważyłam, że na polu są też ludzie. Płonący człowiek-wierzba biegł w ich kierunku, dotkną kogoś, sam powoli gasł, a rozpalał się tamten. Na końcu tego łańcuszka byłam ja. Zgodziłam się przyjąć ogień jako ostatnia, z nadzieją że nie spłonę, choć na polu już nikogo nie było. Na zwykłych ludziach nie było widać na zewnątrz tego ognia, tak jak na wierzbach, ale to była ta sama historia. "Podpalona" biegłam w kierunku drogi. Jechali po niej rowerzyści. Zawołałam ich, poprosiłam żeby zaczekali, a gdy zbliżyłam się okazało się, że dzieli mnie od nich głęboki i szeroki rów, płonę, a nie mogę nikogo dotknąć. Musiałam wskoczyć do wody (ona nie gasiła ognia). Płynąc zastanawiałam się, czy nie narażę tych ludzi, czy sobie z tym poradzą, nie wiedzieli przecież dlaczego ja ich tak bardzo potrzebuję. Zbliżając się do brzegu poprosiłam, żeby ktoś podał mi rękę i pomógł wyjść z rowu. Jeden z mężczyzn to zrobił. W ten sposób pozbyłam się ognia i "przygoda" zaczęła się dla nich. Tu urwał się ten sen.

Wydawało mi się, że minęło wiele czasu "realnego", tzn. wiele nocnych godzin i śni mi się następny sen, że siedzę z matką w jakieś pracowni na uczelni artystycznej albo uniwersytecie. Opowiadam jej ten sen o ogniu i zastanawiam się o co w nim chodziło. W tej samej pracowni studenci w białych fartuchach rozwiązują jakieś zadania. Jedni projektują coś przy dużych stołach, inni malują, inni rozwiązują zadanie na tablicy pokrytej rysunkami. Na nich koncentruje się moja uwaga. Męczą się, kombinują. Ich zadanie dotyczy fizyki, mają coś obliczyć na podstawie rysunku człowieka na rowerze, ze sztabami metalu na bagażniku. Nagle do tablicy podchodzi moja matka, dotyka jej i okazuje się, że tablica działa jak touchpad, że można dotknąć jakiś fragment, przesunąć obraz, przybliżyć się do niego. Zafascynowało mnie to. Zrozumiałam, że to ma związek z tym dotknięciem ognia, że o to chodziło w tamtym śnie! Podeszłam do tablicy. Zaczęłam dotykać fragmentów rysunków. Stawały się kolorowe i trójwymiarowe. Mogłam się do nich przybliżać tak, żeby zobaczyć ich atomy. Mogłam zdjąć z bagażnika te sztaby metalu i dać je studentom. Mogłam dowolnie rozciągać przestrzeń, żeby zobaczyć co się tam jeszcze kryje. Mogłam porozmawiać z tym rowerzystą. Mogłam zrobić z tym światem, wszystko co chciałam.

Nadia

Komentarze: 1

1. Interpretacja - "Dotknięcie Ognia" • autor: (2012-02-23 21:32:33)

Generalnie jest to sen należący do kategorii snów archetypowych z
uniwersalną symboliką stosowaną w baśniach i mitologii (dlatego
"archetypowy"). Ważny sen mówiący o rozwoju osobistym.

Drzewo jest niezwykle starym symbolem Jaźni - tego co w nas od-wieczne, co było przed nami i będzie po "nas". W chińskiej mitologii pradawny człowiek jest elementem łączącym niebo i ziemię - ale tym samym jest właśnie drzewo: łączy pod-ziemia (korzenia) oraz niebiosa (gałęzie) jeszcze lepiej od człowieka - a z punktu widzenia trwania życia człowieka jest właśnie wieczne i ma znacznie trwalszy pień, będący często osią świata (raczej mówiłbym
tutaj o świecie danej osoby).

Oczywistość tej symboliki podkreśla złączenie człowieka z drzewem ("dendroid" - ludzie-drzewa z "Władcy pierścieni"), co oczywiście nawiązuje do licznych mitów ludzi drzew związanych z licznymi kultami drzew. Włączony jest tu zatem również aspekt duchowy, co szczególnie podkreśla ogień!


"Jeden z nich był daleko i płonął (cut) Mimo, że to groziło śmiercią, każdy następny zgadzał się na przyjęcie ognia."


Ogień w tym przypadku (bo nie zawsze) odnosi się do samego procesu życiowego - płomienia, który płonie wiecznie, przez pokolenia. Znakomitą analogią tutaj jest przypowieść przypisywana Buddzie Śakyamuniemu (ok. 500 p.n.e.), który pytany o życie po śmierci i reinkarnację podawał właśnie
przykład przekazywania ognia od świecy do świecy - żadna, konkretna forma nie jest przekazywana (jak np. dusza) ale świece zapalają się kolejno jedna od drugiej - dokładnie takie jest rozumienie reinkarnacji w buddyzmie (w przeciwieństwie do wędrówki dusz) - co sen tak ładnie obrazuje!


"Potem zauważyłam, że na polu są też ludzie. Płonący człowiek-wierzba biegł w ich kierunku, dotkną kogoś, sam powoli gasł, a rozpalał się tamten. Na końcu tego łańcuszka byłam ja."


Powtórzony motyw "świecy - przekazywanego ognia ", wzmocniony poprzez przesunięcie symbolu ognia na ludzi. To ważny wątek mówiący o tym, że wymiar dotychczas oddalony, abstrakcyjny i raczej mitologiczno-religijny przybliża się do człowieka (czyli do realności w codziennym życiu) a następnie do śniącej !


"Zgodziłam się przyjąć ogień ... (cut) ... a gdy zbliżyłam się okazało się, że dzieli mnie od nich głęboki i szeroki rów, płonę, a nie mogę nikogo dotknąć."


Ten sen jest jak podróż bohatera opisywana przez Campbella- pojawiają się kolejne motywy archetypowe: przeszkoda = rów i woda, czyli: " Musiałam
wskoczyć do wody" , aby dotrzeć na drugą stronę do ludzi - rowerzystów!
Wyjaśnia się też sama natura ognia - to "ogień magiczny" (jak przed
tabernakulum - czyli wieczny) , którego nie ugasi woda!

"Płynąc zastanawiałam się, czy nie narażę tych ludzi, czy sobie z tym
poradzą, nie wiedzieli przecież dlaczego ja ich tak bardzo potrzebuję.
Zbliżając się do brzegu poprosiłam, żeby ktoś podał mi rękę i pomógł wyjść z
rowu. Jeden z mężczyzn to zrobił. W ten sposób pozbyłam się ognia i
"przygoda" zaczęła się dla nich. Tu urwał się ten sen."




To dobrze zastanwiać się, czy z chwilą, gdzy zanurzamy się w wody
nieświadomości pamiętamy o innych: " Płynąc zastanawiałam się, czy nie
narażę tych ludzi ... ". Samo wskakiwanie i eksploracja nieświadomości bez
kontaktu z realiami społecznymi oraz inter-ludzkimi relacjami bywa jałową
"sztuką dla sztuki".

Ale tu tu następuje rozwiązanie i ujawnienie przekazu snu, który brzmi tak:
"Śniąca aby dotrzeć do istoty siebie - swojej Jaźni potrzebuje "ognia" (co
może wiązać się także z namiętnością, być może seksualnością a przede
wszystkim z pasją do tego co robi, być może poszukiwania (czyli
przemieszczania się, jak drzewa i ludzie). To poszukiwanie jest procesem,
czyli ciągłym ruchem od jednego aspektu do kolejnego (kolejne zapalające się
po sobie drzewa i ludzie). Rozwiązaniem i ukoronowanie tego procesu jest
połączenie się ze swoim aspektem męskim, czyli z animusem w jego pomocnej
(czyli pozytywnej) postaci. Do tego potrzebna jest jednak praca z
nieświadomością - wodą i jej nastrojami, fluktuacjami, wodnistością ,
umiejętnością pływania w niej - czyli doświadczania i przeżywania emocji,
bez (u)tonięcia w nich (przepłynięcie rowu) - dopiero wówczas jej męski
aspekt (tu pomocny animus) zjednoczy się ze śniącą podając jej pomocną dłoń.
(samo podawanie pomocnej dłoni - to także duży obszar na dodatek również
archetypowy - dosłownie oznacza pomoc w jęz angielskim, a w ikonografii
prawie wszyscy znamy obraz z Kaplicy Michała Anioła, na którym bóg-jaźń
podaje pomocną dłoń człowiekowi-ego snu ... obaj przy tym latają po niebie i
są prawie na tej samej wysokości! )

I to właśnie będzie jakiś etap spełnienia, zamknięcie cyklu "podróży
bohatera/rki" oraz dopełnienie jednego z cykli indywiduacji. Obraz bardzo
pozytywny: kiedy my już czegoś dokonamy w tej odwiecznej
spiralno-wspinającej się ku górze drodze - kolejne pokolenia zaczynają
borykać się z TYM SAMYM ogniem stając się naszymi "studentami" :)


" siedzę z matką w jakieś pracowni ... "

Tutaj pozostaje już tylko dodać komentarz: jeśli uda ci się spełnić to, o
czym mówi pierwsza część snu, wówczas niczym alchemik ze swym rebisem
posiądziesz "magiczne moce" kształtowania własnej rzeczywistości i staniesz
się nauczycielką dla swoich "studentów" :))


Jeżeli chodzi o postać Matki:

problem w tym, że mamy tendencję do utożsamiania osób ze snu z prawdziwymi - na jawie.

Ponieważ nie mam (na odległość) możiwości dopytania o skojarzenie związane z matką (amplificatio) - W tym przypadku matkę widziałbym jako symbol i to archetypowy - jak Wielka Matka (czyli natura). To ONA czyni magię :) --- Zatem pytanie, jakie śniąca może sobie zadać powino brzmieć: gdzie i jak potrzebuję odkryć Matkę w sobię - tę która zna magię poruszania rzeczami na tablicy - czyli: OŻYWANIA ICH! Co jest niezbyt żywe w moim życiu? Czego ja nie potrafię (jeszcze o-żywić, a potrafi "matka"?) Co potrzebuje odkrycia tajemnicy i u-ruch-omienia ???