Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2012-05-07

Monika Trybulska

W domu u Wojtka Jóźwiaka

Zostałam zaproszona do domu W.J. Była w nim winda. Zaskoczyło mnie to że mam być goszczona nawet nie w piwnicy, a na czwartym podziemnym, ostatnim poziomie, o którym mało kto wiedział. Taki tajny bunkier. Gospodarz gdzieś przepadł a ja zostałam w oświetlonym żarówkami pomieszczeniu gdzie była bardzo duża ilość kontaktów i przełączników, nie na jednej tablicy rozdzielczej, ale rozsiane po całym piętrze. Przyszła do mnie jakaś mała skudlona przyjazna sunia, z którą zaczęłam spacerować i oglądać miejsce w którym zostałam zostawiona. Były tam okna z widokiem na czarną ziemię. Przykorciło mnie bardzo, żeby jednak je otworzyć i co się okazało, że jak w „ Seksmisji” to była plansza, właściwie czarny materiał, na którym była imitacja widoku. Gdy ją odsunęłam, okazało się, ze wcale nie jestem na samym dole a na samej górze. Na ostatnim piętrze wieżowca. Widziałam w dole korony drzew. Dotarłam do windy i zjechałam w dół i wsiadłam samochód. Dotarłam do warsztatu samochodowego. Chciałam wymienić opony na letnie. Mechanicy bardzo się zachwycali moimi oponami, że mają jakieś grube i specyficzne bieżnikowanie. Zaczęli ściągać kołpaki i odkręcali śruby już z jednej z opon, gdy ja w tym czasie zadzwoniłam do małżonka, mówiąc dumnie, że sama wpadłam na wymianę opon z zimowych na letnie. Okazało się że zrobił to za mnie i moja obecność w warsztacie jest zbędna! Mechanicy raczej chcieli mnie oszukać, przecież powinni się poznać, na rodzaju opon. Gdy to usłyszeli założyli ponownie moją oponę i zażądali 900zł!Moje zadane w irytacji pytanie za co mam płacić tyle kasy, jakoś ich nie zaskoczyło. Usłyszałam za elektrykę. Wsiadłam w auto i zaczęłam uciekać. Pędziłam drogą na końcu której, na przejściu na pasach, kobieta z aktówką specjalnie wtargnęła mi przed auto. Po to, żebym zwolniła, uśmiechała się przy tym. Byłam jej wdzięczna bo droga zaraz zmieniała się na podrzędną, było tam skrzyżowanie. Dotarłam ponownie pod wieżowiec, czyli ten dom W.J, nie chciałam żeby zauważył moja nieobecność. Na jednym z pięter przy długim stole trwała jakaś impreza, przysiadłam na chwilę. Ludzie rozmawiali niezbyt przychylnie o jakimś mężczyźnie, który miał powiązania zawodowe z W.J. Niespecjalnie mnie to interesowało. Wsiadłam do windy by ponownie jadąc w dół znaleźć się na górze. Wysiadając czekała na mnie merdająca sunia. Gospodarza nadal nie było. Wdrapałam się na jakąś dwudrzwiową szafę, na górze której były schowane przewodniki i mapy.

Monika Trybulska

Komentarzy nie ma.