Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2006-01-27

Mirosław Miniszewski

Dlaczego nie jestem jungistą?
Poglądy C. G. Junga na tle filozofii i kognitywistyki

Jung

Tak jak na całe stulecia umysłami Europejczyków zawładnęła myśl Augustyna z Hippony (354 - 430), zagnieżdżając się na dobre w szeroko rozumianej kulturze, tak ostatnie dziesięciolecia zostały w dziedzinie duchowości i psychologii opanowane przez myśl Carla Gustawa Junga (1875 - 1961), szwajcarskiego psychiatrę i psychologa. Wystąpił z własną psychologią analityczną oraz teoriami na temat natury ludzkiej świadomości. Był między innymi autorem hipotez na temat nieświadomości oraz archetypów.

Samo pojęcie archetypu nie było jednak jego odkryciem, inspirował się przede wszystkim teorią o primitivae formae z dzieła "De divinis nominibus" Pseudo-Dionizego Areopagity, jak też pojęciem ideae principalis, terminem używanym przez św. Augustyna w "Liber de diversis questionibus". Termin jako taki zaczerpnął z "Corpus Hermeticum" ( I, 8; II, 12). Dzieła te mają wyraźnie platońską (neoplatońską) orientację.

Pojęcie nieświadomości, wcześniej badane i zdefiniowane przez S. Freuda, określa jeden z obszarów aparatu psychicznego człowieka. W tym systemie, w nieświadomości wyobrażenia nie są różnicowane ze względu na treść wyobrażenia a jedynie na ilość ładunku energetycznego, która jest z nim powiązana. Jung dzielił nieświadomość na zbiorową i indywidualną. Nieświadomość zbiorowa zawiera wzorce reagowania (instynkty) oraz myślenia, przeżywania i zachowania człowieka (archetypy). Została ona według Junga ukształtowana w toku ewolucji człowieka, pod wpływem powtarzających się przez wiele pokoleń doświadczeń. Odziedziczona po przodkach nieświadomość instynktowa i archetypowa wyraża się według niego w mitach, sztuce, ceremoniale religijnym, obyczajach, marzeniach sennych, a także w doświadczeniach liminalnych (granicznych) wywołanych czynnikami naturalnymi bądź prowokowanymi.

Jung był płodnym twórcą i zajmował się wieloma dziedzinami. Od psychologii, której był specjalistą, przez religię, gnozę, alchemię, aż po astrologię i wszelkie tradycje ezoteryczne. Tak jak w psychologii wykazał się pewnymi odkryciami, które znalazły swój użytek w praktyce klinicznej, tak w innych dziedzinach prezentował poglądy mocno dyskusyjne, jak na przykład w swojej interpretacji hermetycznego dzieła "Rosarium philosophorum", zawartej w publikacji pt. "Psychologia przeniesienia". Poddaje tam alchemiczne i hermetyczne treści własnej, bardzo oryginalnej interpretacji.

Jung stał się w ponowoczesnej humanistyce mistrzem psychoterapeutów, inspiracją astrologów, natchnieniem wróżek i protektorem rozmaitych hochsztaplerów, którzy powołując się na jego teorie, stali się największymi w historii ludzkości zawodowymi wciskaczami kitu pod szyldem new age. Tym samym Jung, już jako ikona kultury masowej (która wchłonęła w siebie i psychologię i new age), wpisuje się w dekadencki rys naszej epoki. Trzeba tu zapewne oddzielić samego Junga od jungistów, tak jak uczciwość nakazuje oddzielenie Marksa od Stalina - niemniej, chcąc nie chcąc przyłożył rękę do tego zagmatwanego procesu.

Dekadencja

"Rozkładowi ekonomicznemu i politycznemu odpowiadał rozkład moralny i umysłowy. Samowola klas rządzących sprzyjała korupcji i nieczystym układom. Rozkładające się wyższe warstwy społeczne oddawały się konsumpcji, wyuzdaniu oraz bezwstydnemu marnotrawstwu. Literatura i sztuka przeżywały swój upadek. Artyści i intelektualiści przekształcili się w jarmarcznych krzykaczy, prowadzących handel wszystkim i wszędzie. Wszelkiego rodzaju przesądy, gusła, czary, pseudo-mistyka cieszyły się ogromną popularnością wśród warstw niższych. Nie było takiego bezsensownego zabobonu, któryby nie znalazł swoich adeptów. Nie dawały pociechy nawet stare religie..."

Te słowa nie opisują, pomimo wszelkich podobieństw i analogii, czasów nam współczesnych. Jest to delikatnie sparafrazowany fragment opisu z popularnego podręcznika do historii filozofii, dotyczący okresu schyłku Zachodniego Cesarstwa Rzymskiego. Tamten świat ginął i kiedy ostatni cesarz Zachodu, Romulus Augustulus, został w 476 roku pozbawiony władzy przez Odoakra, barbarzyńskiego władcę, Rzymianie nawet się nie zorientowali, że właśnie nastał koniec ich świata. Tamto wydarzenie uważa się bowiem za koniec Zachodniego Cesarstwa oraz symboliczny koniec starożytności.

Krótko przed upadkiem Cesarstwa tworzył swoje dzieła Augustyn z Hippony, którego nauki stanowiły ostatni zwarty system filozoficzny odchodzącej epoki. Dla przyszłych pokoleń, europejskich plemion, mających dopiero stworzyć zręby cywilizacji europejskiej, Augustyn był źródłem inspiracji, współpomysłodawcą nowego przorządku ("De Civitate Dei"). Podobieństwa pomiędzy tamtymi czasami a naszymi, oraz pomiędzy Augustynem a Jungiem, są wyraźne. Oczywiście nie co do treści, ale na zasadzie zwykłej analogii.

Jung wpisał się doskonale w przestrzeń potrzeb społeczeństwa ponowoczesnego, pozbawionego podstawy dla swego człowieczeństwa i kultury, stojącego wobec perspektywy realnej zagłady, niejako ją zwiastując. Jungizm (tym terminem określam sofistykę inspirowaną twórczością Junga), który w pewnym sensie i w pewnych kręgach zastąpił religię, stał się elementem kultury masowej. Można rzec, że niczym walec przejechał po dziedzictwie naszej cywilizacji, tworząc z niej niezrozumiałą papkę. Ponieważ nic już nie jest tym, czym się być wydaje i wszystko może być wszystkim - wszystko może być kojarzone ze wszystkim; a wszystko to można poza jakąkolwiek metodą włożyć do jednego garnka z etykietką nieświadomość i na koniec wszystko to usankcjonować jungistyczną sofistyką, pozostaje się tylko przypatrywać, ku czemu to wszystko zmierza.

Czytam książkę o kobietach i ich waginach (gender) - Jung; popularne czasopismo psychologiczne "Charaktery" - Jung; szukam w sieci materiałów do pracy naukowej - Jung; idę na spotkanie modlitewne do jezuitów - Jung; jadę na zlot buddyjski - Jung; miting AA - Jung; wieczorek poezji - Jung; "Wij" Mikołaja Gogola - Jung; chcę poczytać o Tarocie - Jung; astrologia - Jung; szkolenie z technik sprzedaży - Jung; szamanizm syberyjski - Jung; zlot indianistów w tipi - Jung; u wróżki - Jung; u psychoterapeuty - Jung (przy odrobinie szczęścia jungista Mindell); konferencja nt. inicjacji i rytów przejścia - Jung; wernisaż sztuki współczesnej - Jung; kupuję kadzidełka w sklepie - Jung; boję się kupić karmę dla psa...

Co takiego jest w myśli Junga, że można nim tłumaczyć tak wiele, prawie wszystko? Dlaczego liczące dwa i pół tysiąca lat dziedzictwo filozoficzne nie radzi sobie z fundamentalnymi pytaniami a Jung tak i to z jakim rozmachem? Może dlatego, że jest to bardzo osobista wizja? Aby uprawiać jungizm nie trzeba znać historii, medycyny, logiki i racjonalnych reguł wnioskowania żeby uzasadnić swoje teorie. Jeśli coś nie pasuje do reszty, to jest wpychane do worka nieświadomości. Każdy plebejusz ma tutaj od razu coś do powiedzenia. Odwieczny problem zła, coś z czym nie daje sobie rady ani etyka ani teologia, w jungizmie został zgrabnie wciśnięty do zbiornika nadinterpretacji. Oto nie ma już zła, jest tylko cień, i na dodatek mogę go zintegrować w tajemniczym procesie indywiduacji. W pewnym zakresie można tak myśleć, ale czy jest to podstawą do rewizji zasad etycznych? To nie Niemcy ale zbiorowy cień narodu niemieckiego przepuścił przez kominy sześć milionów Żydów. To podobno cień naszej kultury (!) sprawił, że binladeny dręczą ją z ukrycia. Dlatego myśl ta bywa tak zgubna.

Świadomość

Jung wprowadził pojęcie nieświadomości, podczas gdy nadal nie ustalono czym jest świadomość! Jedną z wielu kontrowersji w historii psychologii i antropologii filozoficznej był problem relacji między psychiką a mózgiem. Niewielu teoretyków psychologii humanistycznej miało odwagę przyznać, że uważają psychikę za funkcję mózgu, za część tego, co robi mózg. Oderwanie się psychologii humanistycznej od nauk medycznych, neurologicznych stawiać ją w świetle podejrzeń. Jung nadal motywuje wielu psychoterapeutów do całkowitego oddzielania medycznej wiedzy o funkcjonowaniu mózgu od informacji humanistycznych, otrzymywanych na kursach psychoterapii, co często powoduje, że postępują tak, jak gdyby nie umieli zauważyć punktów, w których stykają się informacje z tych obydwu źródeł. Efekt jest taki, że przestają dalej szukać, zadowalając się jedynie jego interpretacjami i komentarzami do rzeczywistości.

Już Platon, ojciec dualizmu psychofizycznego, pisał o duszy i ciele jako odrębnych kategoriach. Wszelkie przejawy psychiczne miały być natury duchowej, niematerialnej. W dużym uproszczeniu przez wszystkie wieki filozofowie byli przeważnie albo dualistami ( np. Platon, Plotyn, Kartezjusz) albo monistami (np. stoicy, B. Russel, Davidson). Monizmy są dwa: jeden zakłada że istnieje tylko materia, drugi że duch. W jednym to materia jest przejawem ducha, a w drugim odwrotnie. Ostatni głos monistów to kognitywistyka - twierdząca, że świadomość jest tym, co robi mózg.

Zastanówmy się przez chwilę, jak w ogóle możemy podejść do zagadnienia świadomości - przecież zanim zaczniemy wyjaśniać czym jest nieświadomość, musimy określić czym jest świadomość, bo bez pierwszego nie będziemy mogli zrozumieć drugiego i pojęcie nieświadomości nie będzie ujmowalne w kategoriach rozumu.

Kartezjusz zastosował metodę redukcjonistyczną. Zastanawiał się w co może zwątpić. Kiedy tak wątpił w kolejne aspekty swego jestestwa, to doszedł do jednego, podstawowego poglądu, że nie może zwątpić w to że jest. Tego doświadczenia nie mógł ani bardziej zredukować ani poddać w wątpliwość. Stosując tą samą metodę wobec siebie samych, powinniśmy dojść do podobnego poglądu. Świadomość jawi się tutaj jako bycie świadomym samego siebie. Jest więc pewnego rodzaju metaświadomością, ponieważ jest świadoma nie tylko tego, że jest ale też tego, że jest świadoma siebie samej. Jest to fenomen, nad którym na co dzień się raczej nie zastanawiamy. Ale kiedy o tym pomyśleć, to ogarnia zdziwienie. Ten akt, zwany spostrzeżeniem transcendentnym, stanowi o naszym człowieczeństwie. Mamy tę zdolność, ale tylko w odniesieniu do samych siebie. Wbrew różnym psuedoezoterycznym teoriom, nie jesteśmy w stanie doświadczyć istnienia świadomości innego człowieka. Świadomość bliźniego jest dla nas dostępna tylko jako założenie wynikające z funkcjonalistycznego opisu jego zachowania. Nieważne jak bardzo byśmy się starali, nie jesteśmy w stanie ani wniknąć w myśl swego rozmówcy, ani opisać jej w sposób racjonalny. Jedyne czego doświadczamy, czego doświadczamy wyłącznie, to nasza świadomość siebie i stanów psychicznych się w niej jawiących poprzez zmysły.

Stosowane współcześnie metody badawcze pozwalają precyzyjnie określić, który akt percepcji zmysłowej pobudza odpowiednie rejony mózgu. Pozytronowa tomografia emisyjna i funkcjonalny rezonans magnetyczny pozbawić mogą badacza złudzeń, że stany psychiczne są przejawem jakiejkolwiek duchowości. Kognitywistyka jest tutaj bezwzględna - mózg to nasza świadomość. W tym skrajnym poglądzie tkwi jednak również błąd: bowiem badanie stanów mózgu nie mówi nam nic o samej świadomości, tylko o przejawach funkcji psychicznych. Dla przykładu - jeśli widzę drzewo, to ekran tomografu pokaże, że pewien obszar mózgu, odpowiedzialny za wzrok, rozbłyśnie światłem. Ten sam obszar świeci na ekranie, kiedy widzę drzewo we śnie i prawdopodobnie tak samo by było w przypadku badania mózgu szamana doświadczającego wizji drzewa pod wpływem dźwięku bębna czy substancji halucynogennej. Drzewo w mózgu jest tylko reprezentacja poznawczą. Nie wiemy nadal nic na temat świadomości istnienia drzewa czy to rzeczywistego, czy wyobrażonego

Badania te mają wartość eksperymentalną, są z racjonalnego punktu widzenia ciekawe ale mają pewien próg - nie mówią nam nic o świadomości jako takiej. Można zarówno przyjąć, że akty psychiczne są w całości usytuowane w mózgu i przezeń wyprodukowane, jak też to, że mózg odbiera pewne informacje (ale skąd?) i działa pod ich wpływem. Akty psychiczne bowiem nie są świadomością. Raczej to świadomość jest świadoma aktów psychicznych, jest pierwotna wobec nich. Podłożem psychiki może być zarówno materia jak i platońskie idee. Tego problemu do dzisiaj żaden z filozofów nie rozwiązał. Próg, do którego dochodzą zarówno skrajni platońsko-kartezjańscy dualiści jak i materialiści-kognitywiści, jest ten sam. Świadomość nie może być przedmiotem badań naukowych ponieważ wymagają one obiektywizmu, a ten jest dostępny tylko w perspektywie trzecioosobowej, kiedy ktoś bada coś. Świadomość natomiast jest doświadczana wyłącznie z perspektywy pierwszoosobowej i jest całkowicie subiektywna. Badać możemy tylko to, co jawi się przez zmysły jako coś odrębnego. Świadomości jako takiej, tejże operacji poddać nie możemy, bowiem nie jesteśmy w stanie badać czegoś z pozycji tego czegoś, czym to jest.

Całość doświadczeń przeżyć psychicznych określanych jako nieświadome można wytłumaczyć zarówno za pomocą nauk kognitywnych jak i teorii o ideach w platońskim rozumieniu. Można postawić hipotezę, że istnieje jakaś specjalna sfera nieuświadomionych treści, ale też można z taką samą pewnością twierdzić, że treści jawiące się znienacka w akcie świadomości mają naturę czysto neurologiczną i są uwarunkowane strukturą mózgu. Dla naukowca, szukającego sposobu niezawodnego wnioskowania, , hipotezy te są niewystarczające. Z logicznego punktu widzenia można tutaj zastosować regułę powstrzymywania się od wniosku, która opisuje schemat wnioskowania pozbawiony niezawodności. Nie zabrania ona formułowania wniosku, bo taki w pewnych sytuacjach może okazać się prawdziwy, ale wskazuje, że przy takim schemacie i takich przesłankach nie ma podstaw do uznania wniosku. Można też zastosować regułę zaprzeczenia równoważności, wykazującą niehomogeniczność zastosowanych pojęć. Tak czy inaczej nie uzyskamy zadowalającej nas wiedzy.

Nieświadomość

Teraz możemy się zastanowić nad pojęciem nieświadomości. Nieświadomość można przeciwstawić świadomości (jako termin heterogeniczny). Jeśli świadomość zredukujemy na podany już sposób, to czymże będzie nieświadomość? Świadomość jest aktem poznania fenomenów oraz świadomości siebie samej. Jest zewnętrznie ograniczona zakresem zmysłów i dostępnością stanów psychicznych. Jeśli coś widzę, to wiem, że to widzę. Jeśli coś odczuwam, to wiem, że to odczuwam. Jeśli czegoś nie widzę, to znaczy, że pozostaje to poza zakresem moich zmysłów. Jeśli nie doświadczam jakiegoś stanu psychiki, to znaczy, że nie pojawił się on w moim mózgu. Wyobraźmy sobie taką modelową sytuację, gdzie moja wzrokowa percepcja jest ograniczona stojącym obok mnie murem, za którym stoi drzewo. Jeśli się zza niego wychylę, to je zobaczę, będę go świadom. Jeśli mur będzie mnie ograniczał, to go nie zobaczę. Analogicznie: jeśli to, co widzę, mogę nazwać światem, to czy mam prawo to, czego nie widzę nazwać nie-światem (nie-rzeczywistością)? Jeśli jakiś stan psychiki nie jest mi aktualnie dostępny, to czy mogę go nazwać nieświadomością? Raczej tylko można powiedzieć to, że nie zachodzi on aktualnie w mojej świadomości. Każdy stan psychiczny, który aktualnie nie zachodzi, po prostu nie zachodzi - tyle! Można zatem nieświadomość zredukować do pojęcia potencjalności stanów psychicznych uwarunkowanych w swych przejawach formalną strukturą sieci neuronowej. Czy stoi to w sprzeczności z teoriami Junga, jeśli potraktować je jedynie jako próbę ujęcia tego fenomenu? Jest to pytanie do samego Junga lub tych, co znają jego nauki lepiej.

Jung pogmatwał sprawę wprowadzając pojęcie nieświadomości zbiorowej, będącej jakoby rezerwuarem formalnych treści zwanych archetypami. Archetypy te mają być wspólne dla całej ludzkości i mają wyłaniać się znienacka w indywidualnej świadomości jednostki. Jeśli wyprowadzamy nowe pojęcie, takie jak nieświadomość zbiorowa, to musi ono zakładać istnienie czegoś takiego jak zbiorowa świadomość. Co ma być jej podmiotem? Jedynym podmiotem świadomości jest JA, więc nawet jeśli istnieją jakieś zbiorowe treści, to są one doświadczane tylko i wyłącznie z perspektywy pierwszoosobowej, a zatem są związane ze świadomością (indywidualną). Teza o świadomości zbiorowej, jako przestrzeni wspólnego doświadczenia, jest sprzeczna z racjonalnego punktu widzenia. Zatem wyprowadzanie z niej kolejnego pojęcia (nieświadomości zbiorowej) jest brnięciem w gęstwinę niespójności. Jeśli pomiędzy mną a moim bliźnim zachodzą podobieństwa stanów psychicznych co do ich treści i ładunku emocjonalnego, to tylko na zasadzie analogii. Moje widzenie we śnie Wielkiej Matki (jeden z jungowskich archetypów) jest analogiczne do podobnego doświadczenia u kogoś innego. Nie są one ani tym samym doświadczeniem, ani nie są ze sobą tożsame. Mogą być tylko analogiczne. Ich podobieństwo może być równie dobrze uwarunkowane jedynie strukturą mózgu i funkcjami w nim zachodzącymi.

Z tej perspektywy teorie Junga są obarczone zbyt dużą dozą niepewności i stanowią jedynie interpretację fenomenu, jakim jest ludzka świadomość i treści psychiczne. Czy bez udowodnienia ich prawomocności można uczynić z nich podłoże nowej metafizyki, stanowiącej postawę psychologii humanistycznej oraz nowej religii pod szyldem new age?? Podobno Jung nie miał takiego zamiaru. Chociaż nie sposób oskarżać go o złą wolę, to można mieć pewne zastrzeżenia co do metod wyrosłych na gruncie jego nauk, nader łatwo tłumaczących fenomen człowieczeństwa. Zbyt wiele pytań tu się nasuwa jednocześnie.

Jeśli pozostawić w spokoju samego Junga, jako autora komentarzy do rzeczywistości, to nie można tego samego uczynić wobec niektórych jungistów, którzy bezkrytycznie przyjmują jego idee jako dogmaty natury wręcz religijnej i czynią z nich podstawę do wszelkiej metodologii nauk humanistycznych, a nieraz i takich dziedzin takich jak fizyka kwantowa. Skrajny przykład to kapłani new age, którzy nie mając żadnego przygotowania humanistycznego, zadowalając się wątpliwej jakości opracowaniami i popularną prasą ezoteryczną, czynią z Junga prorokiem nowej ery. Czy sam Jung chciałby tego?

Redukcja

Czy pytania o naturę człowieczeństwa sprowadzają je do materii? Czy mam wierzyć, jak chcą tego kognitywiści, że jestem materią, a psychika jest złudzeniem, majakiem? Czy odwrotnie - majaki i wyobrażenia brać za źródło metafizycznego światopoglądu? Czy potrafimy odpowiedzieć na podstawowe pytania o naturę człowieka? Wielu już przed nami próbowało. Jedynie to, że jestem, nie jest dla mnie przedmiotem wątpienia. Pytania o naturę psychiki i mózgu oraz próby odpowiedzi na nie udzielone, nie są dla mnie przyczyną pesymistycznej wizji materialnego podłoża człowieczeństwa. Nie ulegam też zbyt łatwo idealizmowi, chociaż osobiście skłaniam się ku platońskiej koncepcji bytu. Chociaż szanuję Junga za jego wkład i próbę zrozumienia świata, to nie przyjmuję jego poglądów, bo są mi obce, intuicyjnie w nie wątpię. Wolę w nie wątpić. Człowiek poszukujący wiedzy nie powinien się zatrzymywać, musi szukać dalej. Nic nie jest do końca wytłumaczone. Przez wieki próbowano ten problem rozwiązać na różne sposoby, udało się go jedynie opisać i sprecyzować. Dzisiaj pole badań się zawęziło, dla mnie nadal pozostaje czysta świadomość, iskra będąca we mnie, poza materią i psychiką, nie dająca się do nich zredukować, sama będąc owocem redukcji absolutnej. To jest już jednak domena mistyki. Mistyk, chociaż zaczyna tam, gdzie skończył filozof, powinien być jednak najpierw racjonalistą, aby idąc w głąb siebie, nie zabrnął na przedprożach ducha w gęstwinie absurdu. Pamiętać też trzeba, że im jaśniej, tym płyciej, a im głębiej, tym ciemniej. Takie jest nasze człowieczeństwo.



Mirosław Miniszewski

w Białymstoku 27 stycznia 2006




Mirosław Miniszewski

Komentarzy nie ma.