Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2016-10-07

Jarosław Bzoma

De venatione sapientiae (1)
1. Metafizyka nudy


Metafizyka nudy

Metafizyka nudy? Co wspólnego z sobą mają metafizyka i nuda? Zapewne dla niektórych z nas to synonimy, ale chciałem postawić to pytanie całkiem serio. Czy nuda może stać się koniem trojańskim, nomen omen koniem turyńskim, metafizycznego doświadczenia granicznego? Mistycznego doświadczenia Jedni.

Nuda egzystencji, której każdy z nas prędzej czy później doświadczy, kiedy tylko zda sobie sprawę, że wolność jest niczym innym, jak możliwością wyboru spomiędzy nieprzebranej wielości konformizmów. Wszystkie fenomeny są puste, gdyż w żadnym fenomenie nie znajduje się stała i niezmienna istota. Chcąc czy nie, staniemy w końcu naprzeciw chaosu sprzecznych możliwości bez jakichkolwiek gwarancji prawdziwego zaspokojenia naszych pragnień albo w obliczu zniecierpliwienia ciągłą koniecznością zajmowania wobec życia jakiegoś stanowiska. Pozbawieni iluzji celowości jakiegokolwiek działania, wstąpimy świadomością w świat braku jakichkolwiek reguł i wzajemnych zależności. Niemyślenie nie stanie się antytezą myślenia. To, że odkryjemy tę wewnętrzną sprzeczność u źródeł naszej jaźni, nie będzie wynikiem naszych własnych starań, ale odpowiedzią na wezwanie Absolutu. Jaźń jednostkowa ustanowi samą siebie, w akcie poznania, jako różną od Niego, dostrzeże jednak w tym samym momencie swoją podstawę nie różniącą się od Absolutu.

Jak będzie wyglądało nasze ostateczne wstąpienie w świadomość Nicości, poziom rozpadu przejawionych form? Jaki będzie ostatni przebłysk indywidualnej Świadomości, zanim owo ja wydostanie się z wielkiego urojenia, z koła narodzin i śmierci, już nie tyle z fizycznego ciała, ale z samej duszy? Być może stanie się to w jednej chwili, ale zapewne nie zgaśnie, tak jak w Janowej Apokalipsie, wśród dymu i ognia, plag i krwi. Demontaż jednostkowej świadomości - zanim ta pozna, że jest, ale i nie jest oddzielnym bytem - będzie powolny i przypominał będzie demontaż, dzień po dniu, niejako Genesis a rebours, odwrócenie stworzenia, tak jak możemy tego doświadczyć, oglądając film Beli Tarra „Koń turyński”.

http://www.cda.pl/video/69778608

Skojarzeń z moimi snami, w czasie oglądania Konia Turyńskiego, miałem wiele. Choćby obraz Pola Zdychających Koni (obumierających form w Nicości poziomu ósmego - Ri pola); analogiczne pole pojawia się w wizyjnym filmie "Święta góra", Alejandro Jodorowskiego.

W swoim filmie Bela Tarr posłużył się tylko jednym z przedstawicieli tego metafizycznego gatunku.

Tym z Państwa, którzy w tej chwili nie mają ochoty na obejrzenie filmu, wyjaśnię, skąd wziął się ten koń ?

Ten konkretny koń z Turynu wziął się z opowieści (nie jest wykluczone, że jedynie alegorycznej) o krytycznym momencie życia Fryderyka Nietzschego. Filozofa wieszczącego śmierć Boga. Jak to często bywa - prorok wieści los przede wszystkim samemu sobie. Tak też i nasz rodak (?) (jak twierdził sam Nietzsche, jego przodkowie nosili polskie nazwisko Niccy) antycypował w swoich dziełach przyszłą śmierć światła swojego wielkiego umysłu i subiektywnego oglądu rzeczywistości; w jakimś innym sensie opowiedział swój powrót do Źródła Świadomości. Powrót do Nieprzejawienia poprzez Nicość, w której zamierają wszelkie formy przejawione, niosące w sobie iluzję bycia indywiduum, zrodzonym w świecie czasu i przestrzeni.

Warto w tym miejscu przytoczyć jeszcze raz tę opowieść. W„Koniu turyńskim” jest ona przedstawiona na samym początku filmu - niejako z offu - przez narratora. Sam koń i woźnica, mimowolni akuszerzy transformacji Nietzschego, zostali w sposób filmowo metafizyczny przeniesieni z ulic Turynu na próg Nicości.

Przed stu laty, w dniu podobnym do dzisiejszego, w Turynie - Nietzsche wyszedł z bramy kamienicy numer sześć, przy ulicy Via Carlo Alberto. Może chciał się przespacerować, a może udać na pocztę? Kiedy tylko znalazł się przed domem, jego uwagę zwróciła grupa gapiów, obserwująca woźnicę i konia. Dorożkarz stracił cierpliwość i zaczął okładać stojącego konia batem. Nietzsche, głosiciel śmierci Boga i uwiądu wszelkich jedynie słusznych sensów, w akcie współczucia rzuca się, szlochając, koniowi na szyję. Po chwili traci przytomność. Zaniesiony do domu, przez dwa dni jej nie odzyskuje. Kiedy świadomość odzyska, wypowie swoje ostatnie słowa: „Mutter, ich bin dumm!”. Potem jest już tylko gorzej, okazuje się bowiem, że nie ma już w nim świadomości bycia Fryderykiem. Zostaje uznany za nieszkodliwego szaleńca i - pod opieką najbliższej rodziny - trwa w tym stanie przez kolejnych dziesięć lat już do samej śmierci.

Co zastanawiające, podobnego szlochu i ściskania za szyję konia, uosabiającego przejawioną Boskość, a może jedynie Jej pojazd (koń to nic innego jak symbol czasu i przestrzeni), doświadczyłem w swoich podróżach sennych, co daje mi asumpt do przypuszczeń, że owa przypowiastka filozoficzna ma korzenie metafizyczne i nie jest jedynie projekcją mentalną. Na szczęście w moim przypadku ten akt pojednania, rozpoznania Boga w jego onirycznej formie, nastąpił we śnie, a nie na jawie, w związku z czym piszę te słowa przy własnym biurku, a nie w szpitalu.

A zatem, maszyneria przejawionej Świadomości może zatrzymywać się - jak stary mechanizm trący od dawna wśród spowszedniałego, rdzawego zgrzytu trybów - w momencie, który uzna za stosowny, aby wycofać się ze świata fizyczności jednym aktem woli. Rdzą najpewniej okaże się nuda ludzkiej egzystencji, czemu - chyba w najbardziej dojmujący sposób - dał wyraz w swoich książkach Emil Cioran:

„Nuda jest samą prawdą. Rozumiem przez to rzecz następującą: Nuda nie ma konszachtów z niczym i nic jej nie oszuka. Rodzi się ona z dystansu wobec każdej rzeczy, którą to pustkę odczuwa się jako zło zarazem subiektywne i obiektywne. Tak więc w jej działaniach nie ma żadnej iluzji; spełnia ona warunki badania naukowego. Nuda jest dociekaniem.”

Ale w tym miejscu pozwolę sobie nie zgodzić się z Cioranem, ponieważ złem może się okazać dopiero próba przeciwdziałania nudzie, nie sama nuda. Czyż bezkresna, wszechogarniająca nuda nie jest doświadczaną (na ludzką miarę) Boskością, znacznie głębiej niż miłość pożerająca ego, a próba jej pokonania czyż nie jest powtórzeniem pierwszego rozdarcia pomiędzy jednostką a Jednością?

Powszechnie przyjęło się uważać za pewnik, jakoby na końcu ciągu przyczyn występował skutek, a każdy ze skutków stawał się kolejną przyczyną prowadzącą do kolejnego skutku.

Dlaczego skutek nie miałby być prawdziwą przyczyną, która wywołuje wszystkie zdarzenia doń prowadzące? Zwykliśmy skutek rozumieć jako wynik zdarzeń tylko dlatego,że w naszych umysłach czas płynie w jedną stronę. Gdybyśmy spojrzeli na to obiektywnie, z zewnątrz tego wektorowego układu czasoprzestrzennego, zobaczylibyśmy, że równoprawnym twierdzeniem jest to, że to, co my bierzemy za skutek, jest przyczyną wszystkich zdarzeń doń prowadzących. Śmierć jest zatem przyczyną narodzin w świecie obiektywnym, jak i ich skutkiem w obiektywnym, ale i naszym wektorowym świecie; narodziny są zaś przyczyną śmierci w świecie ludzkim, ale i jednocześnie jej przyczyną i jednoczesnym skutkiem w niewektorowym świecie. Niebyt zaś jest przyczyną prowadzącą do wyłonienia się bytu w takim samym stopniu jak byt, który uległ nieuchronnym prawom entropii, obracając się w niebyt. Paradoks Zenona z Elei podpowiada nam jednak, że logika klasyczna, która go nazwała paradoksem, nie dostrzegając w nim odpowiedzi na zagadkę bytu, tak naprawdę nie ma żadnego dowodu na to, że istnieją jakiekolwiek odległości pomiędzy tym, co my traktujemy jako skutek, a co może być równie dobrze obiektywną przyczyną, ponieważ każda z pośrednich przyczyn - jak kwalifikują ją ludzie - nie jest niczym innym niż przyczyną i skutkiem jednocześnie w układzie obiektywnym. Nie ma zatem niczego, co moglibyśmy uznać za skutek, bo każdy skutek jest jednocześnie przyczyną samego siebie; nie ma również żadnej przyczyny, bo każda jest swoim skutkiem. W taki oto sposób na drodze logiki paradoksowej dotarliśmy do wniosku, a właściwie to wniosek zmusił nas, abyśmy go powzięli, że nie ma niczego poza bezczasem, bezruchem i bezprzestrzenią, nieistniejącą w swym istnieniu. Nie wspomnę już nawet o absurdzie wolnej woli. Logika ta jest bowiem najlepszym sposobem wyrażenia jednoczesnej afirmacji i negacji - wtedy elementy układu nie tracą swoich cech indywidualnych. Świadomość jednostkowa jednocześnie jest i nie jest stanem Świadomości Źródła.

Warto w tym miejscu naszych rozważań przytoczyć słowa Hegla:

„Wydawać by się mogło, że filozof posiada swoje myśli tak, jak posiada rzeczy zewnętrzne; tymczasem idea filozoficzna jest zupełnie czymś innym, to ona posiada człowieka. Kiedy filozofowie mówią na tematy filozoficzne, muszą wyrażać się stosownie do posiadanych idei, a nie mogą trzymać ich schowanych w zanadrzu. Bywa niekiedy, że wyrażają się w sposób powierzchowny, niemniej jednak w ich wywodach zawsze zawarta jest idea, niezależnie od tego, czy rzecz, o którą chodzi, ma swoją treść.”

Płynie stąd wniosek jeszcze bardziej porażający. Nasze działania i wybory, będąc wynikiem konieczności, noszące tylko pozorne cechy wolnego wyboru - obnażają istotę naszego bytu, czyniąc z nas podmiotowy przedmiot a nie swobodnie rozstrzygający podmiot. Cała pociecha w tym, że rozciągnęliśmy w swojej świadomości czas i przestrzeń na tyle, że potrafimy stworzyć sobie iluzję, że tak nie jest i pomiędzy rozpaczą niemocy pojawia się promień nadziei na odmianę. Niestety iluzoryczny. Oscylujemy pomiędzy tym, co nazywamy prekognicją, a czymś, co można by określić jako deja vu. Pomiędzy przeczuciem, że się coś wydarzy, co nazywamy przyszłością, a przeczuciem, że się coś już wydarzyło, co zwykło się definiować jako przeszłość. Tak naprawdę owo bezprzymiotnikowe Przeczucie - będące rdzeniem tego procesu, czyli świadomość teraźniejszości, Świadomość Świadka - wyłania się z ósmego (brahmanicznego) poziomu Świadomości, gdzie zamiar i skutek jest jednością. Pozorna odległość pomiędzy nimi jest jedynie naszą, wynikającą ze spowolnienia percepcji iluzją układów - biologicznych, neuronalnych. Myślenie o/w czasie i o/w przestrzeni jest zatem domeną poziomów podstawowych a nie najgłębszych. Jakże bolesna, umniejszająca naszą rolę wydaje się ta refleksja, podobnie jak nowa nazwa człowieka, jaką określa nas współczesna neurologia. Podmiot mózgowy. Tymczasem widzimy, że można nas sprowadzić jeszcze niżej - ów podmiot nawet nie jest podmiotem, jest przedmiotem mózgowym.

Niestety, nie przyniesie nam ulgi tupanie nogami ani twierdzenie, że autor powyższego artykułu jest durniem. On o tym wie.

„Mutter, ich bin dumm!”

O czym obszerniej za jakiś czas, w kolejnym odcinku De venatione sapientiae: O uczonej niewiedzy.


Jarosław Bzoma

Komentarze: 31

[foto]1. Przodkowie Nietzschego • autor: Wojciech Jóźwiak (2016-10-08 09:06:35)

"Przodkowie Nietzschego nosili nazwisko Niccy"
No więc NIE nosili. To jest bajeczka, którą wymyślił sam Nietzsche, któremu się podobało, że jego nazwisko po polsku brzmi jak "nic, niczego".
Nazwisko Nietzsche jest rdzennie niemieckie i jest zdrobnieniem (jednym z wielu) od imienia Niklaus czyli Mikołaj.


[foto]2. http://www.polskieradio.pl/7/179/Artykul/1392531,Fryderyk-Nietzsche-i-jego-polskie-korzenie-Dlaczego-idealizowal-Polakow... • autor: Jarosław Bzoma (2016-10-08 09:11:12)

Masz rację ale to nie jest racja Nietzschego :) Dopiszę zatem; według Nietzschego.

"Niejeden staje się zbyt stary dla własnych prawd i zwycięstw; bezzębne usta nie mają prawa do każdej prawdy."



http://www.polskieradio.pl/7/179/Artykul/1392531,Fryderyk-Nietzsche-i-jego-polskie-korzenie-Dlaczego-idealizowal-Polakow

[foto]3. Nicht bestätigt werden konnte • autor: Wojciech Jóźwiak (2016-10-08 09:26:41)

Seit der Reformation im 16. Jahrhundert ist die Familie Nietzsche in Sachsen als evangelisch dokumentiert. ... Nietzsche selbst behauptete in seinen späten Jahren, in väterlicher Linie von polnischen Edelleuten abzustammen,[2] was jedoch nicht bestätigt werden konnte.
(Niem. Wikipedia o Nietzschem.)

"Rodzina Nietzsche jest udokumentowana w Saksonii jako protestancka od Reformacji 16 w. ... Sam Nietzsche pod koniec życia utrzymywał, jakoby w męskiej linii pochodził z polskiej szlachty, czego jednak potwierdzić nie zdołano."

To jest historia jak z tym rzekomym 13-tym znakiem zodiaku. Albo że ktoś znalazl szczątki Arki Noego na Araracie. Fałszywka, która co jakiś czas jest ogłaszana jako sensacja. Oczywiście, o "polskim pochodzeniu Nietzschego" pisać można, ale ze świadomością, że to fikcja.

4. Nuda? • autor: stefanurynowicz (2016-10-09 02:35:12)

A co to jest? Nie znam tego stanu. Nigdy go nie zaznałem. Wiem o nim tylko teoretycznie, z opowieści, definicji. W zasadzie definicja też mi jest obca. Opisuje stan abstrakcyjny, którego (na podstawie własnych doświadczeń) nie jestem sobie w stanie wyobrazić.
Dręczyły mnie, co prawda, nudności ale to stan fizjologiczny. :-) 
Kiedyś, gdy świat był prostszy, myślałem że nuda dręczy tylko nierobów, letkusów, leni, bawików itp. Wg. słów filozofa: praca jest mniej nudna niż zabawa.
Obecnie ten stan świadomości uważam za składową życia ludzkiego. Traktuję jako emocję nieprzyjemną (przy podziale wszystkich na przyjemne i te wymienione przed nawiasem). Niekomfortowy stan świadomości.
Życie człowieka, czas dany na tę misję, jest cholernie ograniczony. Marnować go na nudę? Na nienawiść, zazdrość i inne nieprzyjemne uczucia? To strata tego czasu. No i błąd krytyczny przy kreowaniu rzeczywistości.
Jak powiedział Wojtek J. : osobom naprawdę świadomym pewne rzeczy się nie przytrafiają.
Zapamiętałem, przyjmując jako własny klucz do kreacji.
Zastanawia mnie jednak kreowanie przedmiotowej nudy. Nie sam fakt jej istnienia ale fakt jej fizycznego nie istnienia w moim świecie. Bezwarunkowego niebytu od pierwszych wspomnień, poprzez dzieciństwo, szkołę ... do teraz. I nadal. I wciąż...

[foto]5. Chodzi o nudę... • autor: Jarosław Bzoma (2016-10-09 07:48:23)

Chodzi o nudę metafizyczną :)
"Czasem jakaś blyskawica pokazuje mi nicość wszystkiego,a nawet nicość samej myśli marzącej o nicości."
                                                                Juliusz Słowacki, Horsztyński
Większość z nas poddaje się aktywnościom w sposób kompulsywny, nie chcąc doświadczyć podstawy swojego istnienia.Nawet medytację nad pustką (tathata) traktując jako specyficzną formą aktywności.

6. Toż na jedno... • autor: stefanurynowicz (2016-10-09 09:42:39)

Toż na jedno wychodzi. To samo uczucie  (jak mniemam), oglądane z różnych stron. 
Uczucie - przypomnę - przykre, dokuczliwe. A tylko uczucia w życiu się liczą. To emocje są odbiciem naszego świata i to one ten świat tworzą. Są motorem wszelkich działań i zaniechań. Kształtują przyszłe i przeszłe  (właśnie tak) zdarzenia, wiedzę o świecie i pamięć o nim.
Przykre uczucia, to przykry świat. 
Nuda w kreacji świata plasowałaby się raczej jako stan techniczny. Jakaś awaria, brak sterowania, zawieszenie systemu operacyjnego. Systemu, który ma maskować bezmiar samotności jądra Świadomości. 
Błyskawica daje wgląd w przedsionek tego bezmiaru. Wgląd ten uświadamia (nomen omen).
Jaki z tego wniosek? A no taki, że system ten,  to nasza obrona przed nicością. Przed cierpieniem samotności, bez końca i początku, bez jakichkolwiek granic. System - wykreowany przez ŚWIADOMOŚĆ - daje nam granice, czyli chroni przed cierpieniem. System, to samoobrona. Nuda, to jego awaria. 

[foto]7. Niezupełnie awaria bo... • autor: Jarosław Bzoma (2016-10-09 10:01:44)

Niezupełnie awaria,  nie może ulec awarii  "Coś" co jest nieprzejawione .To co powiedziałeś o emocjach to prawda, z nich składa się więzienie ludzkiego ograniczenia ale o tym sporo będę pisał w następnej części. Doświadczenie podstawy istnienia nie jest przykre.Ono takim się wydaje osobom aktywnie tworzącym wokół siebie emocje.To one podtrzymują formę iluzji naszej oddzielności od  podstawy bytu.Gdy znikają emocje wyłania się właśnie owa metafizyczna nuda odbierana przez oczekujących wciąż czegoś konkretnego jako noc ducha, jak ją nazwał J. od +. Mistycy określali ten stan czarnym światłem.

8. Masz rację, nie... • autor: stefanurynowicz (2016-10-09 10:48:03)

Masz rację,  nie zupełnie awaria. Raczej jakby awaria wkalkulowana w całość wszystkich uczuć. Jako uczucie nieprzyjemne,  wspólnie z innymi tak odczuwanymi daje smak życia. Jest kartą,  lub pionkiem w grze. Odrobiną sosu rybnego w daniu. Przykre uczucia, to część systemu i ta awaria też wydaje się nią być. 
Zauważ,  że uczuć nie dzielę na dobre i złe.  :)

[foto]9. Nie chcę sobie... • autor: Jarosław Bzoma (2016-10-09 12:11:23)

Nie chcę sobie spalić tematu ale De venatione sapientiae ma cztery części i jeszcze sporo zwrotów akcji :)

10. Oj! • autor: stefanurynowicz (2016-10-09 12:57:44)

Zaciekawilłeś mnie. Czekam więc.  :)

11. Nuda • autor: (2016-11-05 23:07:51)

" wszelkie formy przejawione, niosące w sobie iluzję bycia indywiduum, zrodzonym w świecie czasu i przestrzeni "A więc owe indywiduum zna i rozpoznaje i utwierdza siebie jako zrodzenie - ruch. Nic więc dziwnego, że robierając się z siebie, z ruchu, doznaje nudy jako czegoś nie do zniesienia gdyż odpadają tutaj te elementy na, których do tej pory zawieszone było poczucie tymczasowego "ja". 

[foto]12. Tyle że owa... • autor: Jarosław Bzoma (2016-11-06 00:53:00)

Tyle że owa wielka nuda byłaby taką tylko dla nas , dla poziomu który  jest poza bezruchem myśli, dla Żródłowego Punktu jest  podstawą . W tym stanie nawet nuda nie jest nudna bo nuda równiez w swojej definicji zawiera czas niezbędny do nudzenia się :)

13. I • autor: (2016-11-06 02:00:58)

I w zasadzie to kto tam miałby się nudzić.

[foto]14. TRUDNY TEKST • autor: Radek Ziemic (2016-11-06 10:43:40)

Właściwie to go nie rozumiem. Zwłaszcza tego fragmentu, gdzie mowa jest o przyczynie i skutku, oraz ten po cytacie z Hegla. Pojęcie nudy metafizycznej jako Nicości/Podstawy wydaje mi się zrozumiałe. Choć najbardziej przekonuje mnie obraz z błyskawicą i odwołanie do szaleństwa Nietzschego (dziś zakłada się, że chorował na psychozę maniakalno-depresyjną, czyli CHAD: chorobę afektywną dwubiegunową).

Mój niepokój jest taki: za swoją podstawową rzeczywistość (jeśli można to określić tak niezręcznie) uznaję codzienność: zmienną, nietrwałą, umykającą, ale i niedefiniowalną, tak jako całość (rzeczywistość), jak i w swych poszczególnych objawach: ten dzień, jakiś przedmiot, Twarz mojego dziecka, która się zmienia z czasem. Niepokoją mnie próby jej esencjalizacji, choć pojęcie nudy jako tego, co rzeczywiste (co jest istotą) odpowiadałoby kategorii zmienności.

Nie wiem jednak, czy dobrze rozumiem. Tak, "Mutter, ich bin dumm". Ważne jest także to zwrócenie się do matki (nie do ojca). Szaleństwo/dzieciństwo. Ale: Ich bin dumm.

[foto]15. Matka w śnieniu... • autor: Jarosław Bzoma (2016-11-06 11:57:57)

Matka w śnieniu jest szalenie istotna (nomen omen :) to poziom Świadomości 10 i 11, bardzo wysoki . Z tym snem i jego poziomami , poziomami Świdomości jakie przekraczamy  jest bardzo dziwnie. Nasza codzienna percepcja to poziomy od 1-5 (w ostatniej części rozwijam to szerzej) .Na tych poziomach przyczyna wydaje się mieć skutek.Jedak im głebiej/wyżej/szerzej przekraczamy kolejne poziomy Świadomości (= Jungowskiej nieswiadomości indywidualnej i zbiorowej) to tym bardziej nie daje się odróżnić skutku od przyczyny.Na poziomie 8 wydaje się wręcz jednoczasowa.Bardzo w zrozumieniu tego procesu, od strony logicznej, pomaga logika paradoksowa Kitaro Nishidy.Przynajmniej uspokoi cię , że nie całkiem zwariowałem.Można by się ze mnie się śmiać w kułak ale proszę to sprawdzić na sobie.Wystarczy zapytać przed snem o poziom który nas interesuje , wymieniając cyfry jakimi je ponumerowałem i cała maszyna Świadomości wykona swoja pracę bez naszego udziału.Wystarczy zapamiętać sen. Gdybyś chciał się we śnie ze mną spotkać to służę chętnie za przewodnika , zapytaj wprost o Bzomę albo o syna żeglarza to ci ktoś wskaże właściwy kierunek :)

[foto]16. NIE MYŚLĘ, JARKU • autor: Radek Ziemic (2016-11-06 13:06:47)

że zwariowałeś. Myślę, że rzeczywistość jest paradoksalna i że racjonalny umysł stara się tego nie widzieć, a moje sceptyczne ego broni się przed ezoteryką. Pewnych rzeczy jednak zwyczajnie nie rozumiem. Dziś próbowałem oobe zgodnie z Twoim opisem na Tarace sprzed 4 lat, ale na razie mi nie wyszło. :-) U mnie ze snami krucho. Albo nie ma, albo bardzo realistyczne. Albo nie umiem ich czytać.

[foto]17. Najpierw trzeba zacząć... • autor: Jarosław Bzoma (2016-11-06 16:26:02)

Najpierw trzeba zacząć od śnienia bezwysiłkowego.Zadać pytanie i zapisać sen.Można go skonsultować ze mną . Nie będę się wymądrzał.Obiecuję :) Wyjaśnię jak ja go bym zrozumiał gdyby był mój. Najlepiej na "Śniących inaczej", można tam również pdzielić się snem nie publicznie. Zaskakująca jest póżniejsza oczywistość tych niejasnych snów, kiedy już uchwyci się samą ideę ich wielopoziomowego powstawania. https://www.facebook.com/SnienieProgresywne?fref=ts  OBE i LD to  niski poziom śnienia 3 i 4. Zaliczany do snów małej karmy, więc niczego się z nich i tak nie dowiadujemy.Służą rekreacji i budowaniu urojeń tym którzy na nich kończą swoje zainteresowania głębszą Świadomością.

[foto]18. 13/9 • autor: Krzysztof Wirpsza (2017-02-10 16:56:11)

Jarek, ja nie pamiętam w którym to było odcinku czego, ale pisałeś o związku (tożsamości?) 13 z 9. Mógłbyś coś więcej tu? Bo to bardzo ciekawe.
pozdrowienia 
Krzysiek

[foto]19. 13 = 9... • autor: Jarosław Bzoma (2017-02-10 19:54:01)

13 = 9 to granica pomiędzy Przejawieniem a Nieprzejawionym, czasem zapisuję ją jako Granicę 8/9.Śni się jako Kryształowy Mur albo Wir.To rodzaj Zwierciadła w którym tworzy się iluzoryczna tkanina Przejawienia.Pisałem o tym w Kartach Świadomości.

20. skutek - przyczyna • autor: (2017-05-13 17:38:28)

Napisał Pan: "Nie ma zatem niczego, co moglibyśmy uznać za skutek, bo każdy skutek jest jednocześnie przyczyną samego siebie; nie ma również żadnej przyczyny, bo każda jest swoim skutkiem."
D.Hawkins ujął to podobnie: "Poza dualnością percepcji, "zdarzenie" i jego "skutki" są jedną i tą samą rzeczą"

[foto]21. Następstwa(czas i przestrzeń)... • autor: Jarosław Bzoma (2017-05-13 18:49:37)

Następstwa(czas i przestrzeń) pojawiają się już na poziomie 8 (800) ale są bardzo ogólne , tworzą dopiero pierwsze formy i są sterowalne przez tamtejsze samoświadome splątania czyli byty.Czym niżej tym odległość impulsów taktujących akty świadomości czyli czas i przestrzeń są coraz odleglejsze.Na poziomie minerałów trwają wieki. Najciekawsze jest to, że jesteśmy elementem tej wielopiętrowej czasowo struktury .To właśnie czas którym są w jakimś sensie również kolory w snach(długość fali) ale i przestrzeń  jest tym co oddziela percepcję poszczególnych form(splątań) Świadomości.Kiedy dużo śnimy,ze zdziwieniem któregoś dnia, po przebudzeniu, stwierdzamy, że na jawie wszystko jest od siebie daleko i jest tak wiele wolnej przestrzeni.We śnie mimo pozorów oddzielności form wszystko jest jakieś takie upakowane i nieoddzielne jakby pola się przenikały.

22. Taktowanie • autor: (2017-05-13 19:22:44)

Ta "wieczność" pozorna niezmienność z poziomu minerałów wygląda dla nas ludzi jak skrajne odbicie źródłowego "wieczystego teraz" - czyli nuda, mineralne taktowanie w którym niby nic się nie dzieje, tak jak u Źródła, a pomiędzy którymi następuje szereg natężeń o różnym stopniu samoświadomości. 

[foto]23. W jakimś sensie... • autor: Jarosław Bzoma (2017-05-13 19:44:17)

W jakimś sensie ruch idzie od cząstek subatomowych posiadających świadomość pierwotnego lęku i oczekiwania , poprzez minerały, życie  w formach prymitywnych etc,, jakby ewolucja wychodziła na spotkanie Świadomości przygotowując dla niej w Przejawieniu jak najwiekszy pojemnik.Jak największy "mózg".Taka jest rola ewolucji.

24. I • autor: (2017-05-13 20:12:19)

I ma to sens. Ciekawe czy sztuczny mózg/sztuczna inteligencja wpisuje się w ten ewolucyjny kierunek czy też jest tylk jedną z możliwych odnóg do wypróbowania. Pierwotny lęk atomów... jak w Poem of the atoms.

[foto]25. Nie jest wykluczone... • autor: Jarosław Bzoma (2017-05-13 20:28:37)

Nie jest wykluczone ale czy to będzie nasza konstrukcja ? A może przejmą ją we władanie  Niewidzialni ? Są czternaście razy szybsi od nas.Pod każdym względem.

26. To już • autor: (2017-05-13 20:34:48)

To już mamy horror metafizyczny.💀👽👾Uwięzione w maszynie świadome byty, torturowane bez końca, wytwarzają emocjonalny ból i które chcą umrzeć, a nie mogą bo podtrzymuje/więzi je super technologia.

[foto]27. Żarty żartami ale... • autor: Jarosław Bzoma (2017-05-13 21:09:34)

Żarty żartami ale spotykałem takie do połowy żywe a od połowy programowane maszyny. W Strefie 51, kiedy się tam włamałem z pewnym Wojtkiem.

28. Niepokojące • autor: (2017-05-13 21:29:05)

Niepokojące to wszystko ale z naszej biologicznej perspektywy. Ciekawe czy mogą zassać duszę lub jakiś jej aspekt i przetworzyć jej potencjał energetyczny do swych celów. Pewno tak. 

[foto]29. Dusza 7 znacznie... • autor: Jarosław Bzoma (2017-05-13 22:28:54)

Dusza 7 znacznie przekracza potencjałem obcych.To całkiem inna klasa świadomości.Tam (>7)operują Niemowy, Dewowie i egregory religijne jezusowe, mahometowe czy brahmaniczne.

30. Czyli • autor: (2017-05-13 22:47:17)

Czyli obcym są dostępne tylko jakieś aspekty duszy (tak jak ciało jest macką duszy) życiodajne fluidy skapujące w ich przestrzeń poprzez naszą fizyczność połączoną z ich fizycznością (może równoległą), a nie dusza jako taka (7). Tyle, że wyżej też inny jarmark :-)

[foto]31. Kombinacji jest wiele.Obcy... • autor: Jarosław Bzoma (2017-05-13 23:51:17)

Kombinacji jest wiele.Obcy również mają dusze a raczej indywidualne dusze z poziomu 7 przyjmują różne ciała małych karm,w światach równoległych czyli o nieco innej polaryzacji niż nasz.W zasadzie nic nie stoi na przeszkodzie aby nasza własna dusza miała aspekt "obcego" w swoim Domu Dusz(Rodzinie Duszy). Właśnie takim aspektem  mojej Duszy był najprawdopodobniej księżycowy Art, a raczej jego syn, mój brat.